Drużyna Spolszczenia

Pełna wersja: Royal Jester
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Royal Jester - Night is Young (2010)
[Obrazek: 270841.jpg]

Tracklista:

1. Night is Young 04:14
2. Born Again 04:00
3. Wings of Tomorrow 04:30
4. The New Order 05:01
5. Enter the Mist 03:06
6. Royal Jester 03:44
7. Vile Smile 05:00
8. The King Has Fallen 04:19
9. If You Were Mine 04:22
10. Age of Terror 05:38

Rok wydania: 2010
Gatunek: Melodic Power Metal
Kraj: Szwecja

Skład zespołu:
Mattias Lindberg - śpiew
Calle Allard - gitara
Christer Viklund - gitara, gitara basowa
Ted Nilsson - perkusja

ROYAL JESTER to zupełnie nowy zespół na szwedzkiej scenie power metalowej.
Nowy, ale prezentujący najbardziej podręcznikowy przykład melodyjnego europower metalu, którego w klasycznej postaci jest coraz mniej. W przeciwieństwie do innych grup, szukających odmiany w nowoczesnym brzmieniu czy nietypowych aranżacjach, ROYAL JESTER twardo trzyma się kanonów gatunku, wyznaczonych kiedyś przez HELLOWEEN, a w Szwecji kontynuowanych przez INSANIA i podobne zespoły.

Muzyka grupy zaprezentowana na tym albumie jest bardzo zachowawcza, można nawet powiedzieć podana w asekurancki sposób, a przy tym niezwykle ugrzeczniona. Może to wynik bardzo grzecznego wokalu Lindberga, który śpiewa poprawnie, także w wysokich partiach, nie na tyle jednak wysokich, aby czynić jakieś porównania z Kiske, czy innymi piewcami najwyższych rejestrów. Melodie jakie ekipa prezentuje są znane już od dawna w różnych konfiguracjach i mamy tu tą odmianę lekko epicką, trochę elficką i rycerską.
Wszystko brzmi bardzo ładnie, w rozpoznawalnym brzmieniu szwedzkim, nie za ciężkim, dosyć ostrym i selektywnym. Słuchając takiej kompozycji jak "Enter the Mist" odnosi się wrażenie, że ta grupa lepie prezentowała by się w hard rocku i melodic metalu, bo to miły melodyjny numer, trochę naiwny, ale sympatyczny. "Wings of Tomorrow" czy "The King Has Fallen" wskazuje z kolei na słabość kompozycyjną - po energicznym i doprawdy udanym gitarowym początku jest zbyt miękko zbyt grzecznie i za bardzo milutko. Udany jest występ gitarzysty Allarda, który stara się tu tchnąć troszkę energii, melodyjnej agresji w bardzo słodkie kompozycje, kilka razy też zdarzyło mu się zagrać interesujące solo. Gdzieś nawet odrobinka neoklasycznego shredu się pojawia w jego grze. Najbardziej klasyczne tempa, najbardziej tradycyjne dla gatunku melodie, prosta konstrukcja utworów. W efekcie wszystko wydaje się bardzo do siebie podobne i album nie przykuwa uwagi na tyle, aby sięgnąć po niego ponownie zbyt szybko. Wygląda na to że młodzi muzycy chyba zbyt poważnie podeszli do tego wszystkiego i wyszło to bez luzu i jakby sztucznie. Przy tej okazji warto przypomnieć inny szwedzki zespół TIMELESS MIRACLE, który podobną muzykę zaprezentował w sposób wesoły z przymrużeniem oka i nieporównywalnie swobodniej.

Za podsumowanie tego wszystkiego może posłużyć utwór kończący ten album - "Age of Terror". Nie ma tu ani Epiki ani Terroru. Wciąż to samo układne melodic powerowe granie.
Płyta może zainteresować w zasadzie tylko fanów najbardziej tradycyjnej odmiany europejskiego melodic speed power metalu.


Ocena: 5.5/10