Lorenguard - Wersja do druku +- Drużyna Spolszczenia (http://druzynaspolszczenia.pl) +-- Dział: MMS - RECENZJE (http://druzynaspolszczenia.pl/forumdisplay.php?fid=183) +--- Dział: Heavy/Power/Melodic/Epic/Doom/Gothic... (http://druzynaspolszczenia.pl/forumdisplay.php?fid=186) +---- Dział: L (http://druzynaspolszczenia.pl/forumdisplay.php?fid=198) +---- Wątek: Lorenguard (/showthread.php?tid=1743) |
Lorenguard - Memorius - 23.06.2018 Lorenguard - Eve of Corruption: The Days of Astasia - Part One (2011) Tracklista: 1. Eve of Corruption 05:26 2. Upon the Burning Isles 04:00 3. The Greenstone 06:14 4. Black Sails and Phoenix Flames 05:50 5. Secrets of the Spire 08:13 6. Wrath Divine 04:36 7. Dragonsbane 07:26 8. The Prince and the Pariah 05:03 9. Embrace 07:54 10. Hands of Chaos 07:22 Rok wydania: 2011 Gatunek: epic melodic power metal Kraj: USA Skład zespołu: Robb Graves - śpiew Chris Cruz - gitara Dave Schneider - gitara Alec Biccum - instrumenty klawiszowe Adam Sadler - bas Brady Sadler - perkusja Długo trzeba było czekać na debiut tego zespołu z La Fayette, epickiego, baśniowego w tekstach i lekko folkowo rycerskiego w image, popularnego w pewnych kręgach, i z którym od lat wiązano spore nadzieje na ożywienie sceny amerykańskiej w nurcie epic melodic power metal.
LORENGUARD w końcu wydał płytę nakładem własnym i zaprezentował ponad godzinę rozbudowanego bombastycznego melodic power wspartego narracją, klawiszami, lekkimi akcentami symfonicznymi i chórami wspierającymi znakomitego wokalistę Robba Gravesa, w stylu wokalnym odległego od śpiewaków anemicznych czy też prezentujących jedynie fałszywe piski. Historia opowiedziana jest w średnich i średnio szybkich tempach i w przypadku otwierającego "Eve of Corruption" dosyć spokojnie i niewinnie w standardowym europejskim stylu. Dramatyzmu przybywa już w szybszym i surowszym "Upon the Burning Isles" z nerwowym tłem gitarowym, aby w "The Greenstone" nabrać cech folk metalowej rycerskiej opowieści z bardzo dobrym, tradycyjnym heavy metalowym refrenem, bogatą partią klawiszową i głosem żeńskim w tle. Średniowieczny duch się tu unosi, natomiast w przypadku rytmicznego, ale uroczystego w klawiszowym tle "Black Sails and Phoenix Flames" mamy do czynienia z bardziej typowym fantasy power metalem, budzącym skojarzenia z podobnym graniem z Włoch. Zresztą, cały ten album budzi takie asocjacje i to zarówno w typowych melodiach, jak i wykorzystaniu instrumentów klawiszowych i płynnych zmianach nastrojów i klimatów. W tej akurat kompozycji część instrumentalna jest bardzo dobra, podobać się może gra gitarzystów, od czasu do czasu nieśmiało odnoszących się do neoklasycznej estetyki. Najdłuższy i stanowiący centralny punkt albumu "Secrets of the Spire" skromnie rozpoczęty pianinem, to w dalszej części utwór epicki, wzniosły, z mocnymi gitarami i lekko mroczny i pompatyczny, co wzmacniają plany drugie z wokalizą żeńską i niepokojącymi klawiszami, przy czym i pianino jest tu cały czas dyskretnie obecne. Dumny, robiący spore wrażenie utwór mogący stanowić konkurencję dla mroczniejszych kompozycji RHAPSODY i znakomicie rozegrany w smutnej części drugiej, gdzie gitara wiedzie prym. "Wrath Divine" jest pogodniejszy z ładnym chwytliwym refrenem i seriami speed power metalowych riffów i następujący po nim znów epicko-wzniosły i power metalowy "Dragonsbane" jest znacznie bardziej bojowy w tych kombinacjach ciętych zagrywek gitarowych, wspieranych klawiszami, dzwonami i wyrazistymi chóralnymi partiami wokalnymi. Tym razem części instrumentalna ma charakter neoklasyczno-folkowy i zespół doprawdy znakomicie łączy te dwa style w pełnych treści kombinacjach. Neoklasyka dominuje w niezwykle zgrabnym i wdzięcznym, zwiewnym "The Prince and the Pariah" z killerskimi chórkami i pojedynkiem gitarzystów Cruza i Schneidera. Nie mogło na takiej płycie zabraknąć łagodnego, balladowego songu i takim jest tu "Embrace" z pięknym wokalnym duetem, pianinem i ciepłymi gitarami. Być może mógłby on stanowić eleganckie i spokojne podsumowanie tej opowieści, ale płytę kończy jednak "Hands of Chaos" - klasyczny melodic powerowy numer z to galopującymi, to nieco zwalniającymi gitarami. Bardzo dobry kawałek, ale można by sobie jednak tu życzyć bardziej monumentalnego zwieńczenia może... choć ostatnia narracja robi określone wrażenie i otwiera drogę do kolejnego rozdziału tej fantasy przygody. Jeśli chodzi o LORENGUARD, o żadnej niespodziance mowy być nie może. Ten zespół już wcześniej udowadniał swoją wartość i tylko kwestią czasu było, kiedy w końcu to wszystko umiejscowi na pełnym albumie. Niespodzianką może być co najwyżej fantastyczna produkcja z doskonałym brzmieniem wszystkich instrumentów, gdzie trzeba uwypuklająca power metalową moc, a w innych miejscach czarująca subtelnymi planami dalszymi. LORENGUARD to pewny siebie i wartości swojej muzyki zespół, którą kieruje do ściśle określonego grona słuchaczy wiernych magii, mieczowi, smokom i niedostępnym zamkom. Takiej publiczności w USA jest mniej niż w Europie, na Starym Kontynencie jednak grupa zdecydowanie wdarła się tym LP do czołówki melodic epic power z elementami symfonicznymi i wypada teraz tylko czekać na Part II tej historii. Ocena: 8,7/10 30.11.2011 |