Szwedzkie przepowiednie 2000 - 2004 - NOSTRADAMEUS
#1
NOSTRADAMEUS z Gothenburga swoją pierwszą, muzyczną przepowiednię ogłosił w roku 2000. Grupa, założona w 1998, stanowiła pierwszą falę szwedzkiego nowego power metalu i wystartowała w dobrym czasie, gdy gatunek zaczął przeżywać swój renesans także i w tym kraju.
LP "Words of Nostradameus" ukazał się w roku 2000 i, jak na tamten czas, prezentował się całkiem przyzwoicie. Speed power metalowe tempa, nieco thrashu w riffach i nie najgorszy wokal. Pewne odniesienia do BLIND GUARDIAN oczywiste w pierwszych kompozycjach, "Out of This World", "Nightmare Prophecy"... dobre granie dla lubiących szybkość w power metalu, ale efekt kładzie okropna, nudna niby ballada "Without Your Love". Dosyć kontrowersyjny "Master of the Night", gdzie pośród solowego pitolenia gitarzystów jest perełka w postaci znakomitej solóweczki neoklasycznej. "Black Fate" ma świetny początek, ale potem znów jest standardowa melodyjna speed jazda.
Nasuwa się wniosek, że wokalista nie jest tu najmocniejszym punktem, a sola gitarowe utwierdzają w przekonaniu, że gitarzyści nie zawsze mają pomysł na sensowne granie. Tak też jest i dalej... album niczym w dalszej części nie zaskakuje ani nie poraża .
Dobra płyta na 7/10, ale w głowie pozostaje bardzo mało, a utwory wydają się bardzo podobne do siebie. Ogólnie rzemiosło.
Album nagrany został w składzie:
Freddy Persson - śpiew i bas
Jake Fredén -gitara
Erik Söderman - gitara
Gustav Nahlin -perkusja
Warto też nadmienić, że w kompozycji "One For All, All For One" gościnnie wystąpił wokalista HAMMERFALL, Cans.
[Obrazek: 7647.jpg]
Drugi LP The "Prophet of Evil" ukazał się w roku 2001.
Jest nieco wolniej i nieco ciężej a melodie bardziej epickie i z lepszymi refrenami .
Udane, energiczne kawałki to "Hymn to These Lands" i "Evil Prophecies", kolejny "Murder", mimo fajnego refrenu, już jednak nie tak bardzo interesujący. Ballada "Requiem (I Will Honour Thy Name)" w zamyśle epicka, w rzeczywistości okropna i dosłuchanie jej do końca jest dużą sztuką. "In Prison" ma swój pewien klimat, niemniej nie wykracza poza ramy dobrego speed power melodic metalu. "The Escape" podobnie, przy czym w tym numerze brak po prostu pomysłu. "The Power's in Your Hand" - identycznie. Lżejszy i bez zbędnej speedmanii "Gathering Resistance" bliższy niemieckiemu graniu chyba najlepszy na tym LP - może gdyby takich numerów było by więcej, album byłby bardziej atrakcyjny ?
Płytę kończy długi i monumentalny "The Final Battle". Jest i wstęp instrumentalny, partie wolniejsze i szybsze, sporo epickości, nie mniej jednak wszystko za długie, zbyt monotonne.
Na uwagę zasługuje bardzo udane solo. Ogólnie Freden spisuje się tu najlepiej, natomiast wciąż zastrzeżenia budzi wokal Perssona . Jakoś słuchanie go przez cały czas męczy...
Można dać 7/10 za ten LP, ale nie jest to płyta, jaką chciałoby się włączyć zaraz ponownie.
[Obrazek: 7646.jpg]
Z poprzedniego składu pozostał tylko wokalista i gitarzysta, reszta to nowi ludzie:
Michael Åberg - gitara
Thomas Antonsson - bas
Jesse Lindskog - perkusja

"The Third Prophecy", czyli Trzecia Przepowiednia to rok 2003.
Mamy tu odejście od speed manii i kopiowania BLIND GUARDIAN oraz podobnej stylistyki. Więcej wkładu własnego i dużo lepszy wokal Freddy Perssona, wspartego udanymi chórkami. Ciekawe melodie, jest epicko ale bez napinania się, bardzo dobre gitarowe galopady i, co ważne, muzyka jest dosyć prosta bez tych nadmiernych kombinacji, jakie cechowały wiele utworów z poprzednich albumów.
Płyta jest bardzo równa - na bardzo dobrym poziomie, widać jednak, że mimo to nie mają przebłysku kompozytorskiego geniuszu, który wyniósł by ich na szczyty. Obsuwa przy "1986" - jakoś udziwnienia i zmiany tempa nie wpływają na pozytywny odbiór tego numeru. "H.M.S. Ulysses" dobry, ale tu znów brak dobrego refrenu - tym bardziej w takiej wojenno-morskiej tematyce. Najlepszy refren i pomysł ma "In Harmony" i utwór ten nieco podnosi atrakcyjność drugiej części albumu, która jest słabsza niż pierwsza. Instrumentalny "Towards the Sleep (Stalingrad)" to ładne zakończenie tej płyty.Tu panowie pokazali, że grając wolniej i delikatniej, potrafią jeszcze bardziej zainteresować słuchacza.
Album na pewno bardziej interesujący niż poprzednie - 7,8/10.
Skład na tej płycie niemal taki sam, jak poprzednio - jest tylko nowy perkusista, Esko Salow.
[Obrazek: 15795.jpg]

Na czwartym albumie "Hellbound" z 2004 roku formuła uległa dosyć znacznej zmianie.
Tu mamy do czynienia z ostrzejszym graniem, wciąż melodyjnym, ale już są i elementy thrashowe i speed power, połączone w jedną całość. Większość utworów brzmi nowocześnie, ocierając się o modern thrash, jednak mimo pewnego dramatyzmu nie zapadają bardziej w pamięć.
Czasem słychać lekkie nawiązania do grania NOCTURNAL RITES, czasem do zespołów niemieckich jak SYMPHORCE czy RAGE (szczególnie w partiach wokalnych). "Hellbound" jest jako tytułowy bardzo udany... reszta różnie. Niemniej płyta wydaje się przemyślana jako całość, ma też bardzo dobre brzmienie - nie za ostre ani też niezbyt ciężkie.
W zasadzie każdy utwór ma interesujące momenty, choć trafiają się babole w postaci np. solówki w "Cuts Like Blades". Sztandarowy przykład "Seven" - znakomity do momentu, gdy nie pojawia się refren. Po prostu kompozycje są nierówne pod tym względem.
Niemniej album jest co najmniej dobry - myślę, że 7,5/10 można tu dać. Oczywiście nie jest to już jedynie propozycja dla miłośników melodyjnego europower speed metalu.
Skład na tym LP pozostał bez zmian w stosunku do płyty poprzedniej.
[Obrazek: 54613.jpg]

Po nagraniu tego albumu nastąpiła pewna przerwa, trzyletnia, po czym zespół powrócił dwoma następnymi płytami, wykorzystując nowocześniejszą formułę grania melodyjnego metalu.
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości