Ahab
#1
Ahab - The Divinity of Oceans (2009)

[Obrazek: R-1946597-1550185942-7007.jpeg.jpg]

Tracklista:
1. Yet Another Raft of the Medusa (Pollard's Weakness) 12:40
2. The Divinity of Oceans 11:03
3. O Father Sea 07:07
4. Redemption Lost 10:25
5. Tombstone Carousal 07:27
6. Gnawing Bones (Coffin's Lot) 10:48
7. Nickerson's Theme 08:06

Rok wydania: 2009
Gatunek: Melodic Doom/Death Metal
Kraj: Niemcy

Skład zespołu:
Daniel Droste - śpiew, gitara, instrumenty klawiszowe
Christian Hector - gitara
Stephan Wandernoth - bas
Cornelius Althammer - perkusja

AHAB w związku z charakterem swojej pierwszej płyty, określany był jako zespół, grający funeral doom/death, jednak na tej drugiej płycie element funeral pozostał w ilościach niewielkich.
Płyta ma charakter konceptu, osnutego na ponurej, autentycznej historii statku wielorybniczego "Essex", ozdobiona jest także okładką, będącą repliką obrazu francuskiego malarza Théodore Géricaulta "Le Radeau De La Méduse".

Na tym albumie, AHAB jest zespołem środka. Wolne tempa, dołujący melancholijny klimat, growl typowy dla doom/death. Czyste partie wokalne, znane z bardziej stonowanych zespołów epic doom, ograniczenie do minimum pozamuzycznych elementów dźwiękowych.
Wreszcie czas kompozycji, rozsądny, nieprzekraczający tej granicy cierpliwości, jaka cechuje miłośników doom/death, ale niekoniecznie lubujących się w funeralnych kolosach. Ten album spełnia wymagania zarówno zwolenników klasycznego doom metalu, jak i fanów doom/death... Nie wiem tylko, czy spełnia oczekiwania tych, co oczekują funeral doom w czystej postaci. Jest tu sporo melodii, wpakowanej w minimalistyczne granie i potężne, walcujące riffy. Jednocześnie nie jest to tak znów ciężkie, jak ostatnio grają zespoły doom/ death i album, mimo sporej długości, można wysłuchać bez przemęczenia zbyt mocarnymi dźwiękami. Czasem lirycznie, czasem ponuro... Poziom płyty niezmiernie równy, jednak brak czegoś zdecydowanie przykuwającego uwagę, czegoś, co by dawało przewagę nad innymi. Wykonanie bardzo dobre, wielkie wyczucie klimatu słyszalne w każdym zagraniu.

Ta muzyka uspokaja, a nie dołuje. To duży plus, zważywszy na ciężką tematykę ludzkich zachowań w obliczu śmierci, jaka tu dominuje. Płyta Morza, ale tego okrutnego, choć muzycznie nieprzedstawionego okrutnie. Jest to całość zwarta, stanowiąca we wszystkich aspektach logiczny ciąg, poczynając od "Yet Another Raft of the Medusa", a na pięknym zwieńczeniu w postaci "Nickerson's Theme" kończąc. Te mroczne gitary nie dobijają słuchacza cały czas, liczne fragmenty to i delikatne, niemal ambientowe, miniatury, a mimo ogólnej masywności, jest tu przestrzeń, ograniczona tylko horyzontem na morzu. W bardzo dobry sposób dozowane jest napięcie, którego apogeum przypada na naprawdę ponury "Tombstone Carousal".
Dużo tu melodii, raz posępnych, to znów smutnych i pełnych rozpaczy i jest to album zmuszający do refleksji. Nie jest brutalny i celem AHAB nie jest tu z pewnością kruszenie riffami żelazobetonowych schronów. Gitary są naturalnie ciężkie i są najważniejsze, jednak warto zwrócić uwagę na perkusję, która ma tu do spełnienia rolę instrumentu, dopowiadającego szczegóły całej historii. Daniel Droste pokazuje się też jako jeden z najlepszych speców od growla w Niemczech.
Starannie wyprodukowana jest ta płyta i brzmienie dobrane bardzo dobrze. Tu trudno sobie wyobrazić inne tło i inny sound gitar, bo ten morski efekt zapewne zostałby utracony.
Tym albumem AHAB potwierdził swoje zasłużone miejsce w czołówce nie tylko niemieckiego ciężkiego klimatycznego grania, wyszedł też poza ramy funeral w czystej postaci, skutecznie łącząc go z melodyjniejszymi formami doom/death.


Ocena: 8.5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Ahab - The Giant (2012)

[Obrazek: R-12450775-1535540524-6956.jpeg.jpg]

Tracklista:
1. Further South 08:55
2. Aeons Elapse 12:44
3. Deliverance (Shouting at the Dead) 07:52
4. Antarctica the Polymorphess 11:45
5. Fathoms Deep Below 09:07
6. The Giant 10:36

Rok wydania: 2012
Gatunek: Melodic Doom/Death Metal
Kraj: Niemcy

Skład zespołu:
Daniel Droste - śpiew, gitara, instrumenty klawiszowe
Christian Hector - gitara
Stephan Wandernoth - bas
Cornelius Althammer - perkusja


"The Giant" to jedna z najbardziej oczekiwanych płyt w gatunku w roku 2012.

"Further South" to jeden z najbardziej rozczarowujących otwieraczy w gatunku nie tylko w tym roku... Tu już nawet nie chodzi o ten progresywny rockowy nader długi i za długi wstęp, ale część metalowa, to po prostu nudny funeral doom/death i tyle. Ciężki grobowy dobiegający gdzieś z głębin wokal Droste brzmi fatalnie w rozciągniętym bez miary "Aeons Elapse" dusznym, pustym i ubogim, a tam gdzie dominuje wokal, czysty w nieudolny sposób, naśladujący anglosaski epic heavy/doom mnichów i lochów. W "Deliverance" więcej melodii, melancholii, ale gdy pomruki Droste biorą górę, czar pryska, a ulatnia się zupełnie przy okazji zafałszowanych paradajsowych solówek gitarowych.
Schematyzm. Wszędzie łagodne otwarcie bez cech wyróżniających i może tylko to z "Antarctica the Polymorphess" smutne i ambientowe bardziej skupia uwagę. Ten utwór jest zresztą na płycie najlepszy. Posępny, przerażający, nieubłaganie dostojnie kroczący złamany zostaje jednak w pewnym momencie płaczliwym zawodzeniem wokalisty (Herbrand Larsen) i efekt monumentalnej grozy zostaje zniweczony. Rozmywa go dodatkowo ta zbyt lekka część instrumentalna. A mogło być potwornie pięknie jak w końcówce z gitarą. Tu jest prawdziwe mistrzostwo.
SOLSTICE, ISOLE... znacznie lepiej grają takie epic doom/heavy motywy jak te, które pojawiają się w "Fathoms Deep Below" niezłym w sferze doom/death, ale jak na AHAB rozczarowującym.
Zresztą, ta kompozycja rozpływa się w eksperymentach części instrumentalnej, nie po raz pierwszy na tym LP.
Pozostaje tytułowy "The Giant" na koniec. Uporczywie, melodyjnie, ale znów Herbrand Larsen zawodzi i pojękuje zupełnie niepotrzebnie w masie czarnych, zimnych, granitowych riffów.
Ustawienie gitar, gdy są kruszące, jest fantastyczne - to słychać w "The Giant" i "Antarctica the Polymorphess" najbardziej. Czemu jednak ten atut kruszenia bezwzględnego i rytualnego jest wszędzie niweczony niskich lotów łagodnościami?
Doskonałe jest też brzmienie perkusji (partie z "The Giant"!), ale znów to, co generują klawisze, ledwie poprawne i często mało słyszalne.

W znacznej mierze AHAB wraca tym LP do koncepcji muzycznej debiutu z garścią pomysłów z "The Divinity of Oceans", ale to wszystko o dwie klasy niżej, niż można by było oczekiwać.
Na wyróżnienie zasługuje Cornelius Althammer, Daniel Droste dobry tylko miejscami. Zaproszenie Herbranda Larsena z ENSLAVED to nieporozumienie wokalne i mógł on raczej zbudować jakieś dalsze plany klawiszowe. Tych brak i muzyka na tym LP ma charakter jednoplanowy.
Spore rozczarowanie i płyta zdecydowanie przegrywa z poprzednimi albumami AHAB.
Kilka, może co najwyżej kilkanaście minut muzyki na bardzo dobrym poziomie... Mało.


Ocena: 4,8/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości