Anarion
#1
Anarion - The Journey Begins (2001)

[Obrazek: R-14904585-1583792525-4355.jpeg.jpg]

Tracklista:
1. Space-Time 05:01
2. My Own 04:33
3. The Battle Of Old 07:02
4. Kingdom Of Stone 06:01
5. Earth Reborn 05:20
6. Life Of Descent 06:17
7. Hidden Mind 08:07
8. Principles Of Uncertainty 04:18
9. The Journey Begins... 12:51

Rok wydania: 2001
Gatunek: Heavy/Power Metal
Kraj: Australia

Skład zespołu:
Riccardo Mecchi - śpiew, gitara
Steve Stergiadis - gitara
Chris Binding - bas
Luke Burnham - perkusja

ANARION powstał w roku 1999 z inicjatywy gitarzysty Mecchi i niemal od razu wzbudził zainteresowanie w związku z dołączeniem do składu byłego wokalisty PEGAZUS, Danny'ego Cecati. W roku 2000 i 2001 zespół przygotowywał swój debiut płytowy, skład ulegał zmianom i ostatecznie Cecati na tym albumie nie zaśpiewał.
Z wokalistami w Australii jest i był zawsze problem i w końcu zaśpiewał tu sam, nieco zdesperowany Mecchi. Zaśpiewał tak jak umiał, a te umiejętności w jego przypadku są jednak mniejsze niż jako gitarzysty.
Ta muzyka wymagała głosu mocniejszego, bo ANARION to chyba najbardziej amerykański z australijskich zespołów. To heavy power w stylu JAG PANZER, pełen energicznych riffów i dosyć szybkich temp. Do tego głośna perkusja, bardzo głośna, typowe dla USA wolniejsze partie, nasycone speedowymi solami gitarowymi i mamy pełen obraz tego albumu.

Dobrze grają, bardzo dobrze. Kruszące, demolujące ataki dwóch gitar w "Space-Time" i w "My Own" w połączeniu z udanymi, nieco surowymi melodiami robią wrażenie już na początku płyty.
Taki dostojniejszy i bardziej epicki "The Battle Of Old" wcale tu nie jest niespodzianką. Rozpędza się znakomicie, nabiera mocy i to jest zdecydowane granie. Konkretne i nieustępliwe.
Ale ten wokal jest tu po prostu za słaby. Mecchi ginie pod ciosami własnej gitary i gdyby to było granie lżejsze, może tego by tak słychać nie było. W tej akurat kompozycji jest piękny fragment z gitarami akustycznymi i tu też śpiewa Mecchi i w tym akurat miejscu wypada zupełnie nieźle. Potem się rozpędzają i te ich przyspieszenia są bardzo dobrze wykonane.
Można jednak zauważyć, że perkusja bywa czasem zbyt agresywna i natarczywa, bo w dostojnie granym, rycerskim "Kingdom Of Stone" jest tego instrumentu trochę za dużo. Za to gitary pracują wybornie. Kwintesencja gatunku heavy power. Teoretycznie to jest jakby siłowe, ale tak naprawdę to niewymuszone swobodne szarże, jak w "Earth Reborn". Bardzo dobre melodie to także atut tej płyty. Konkretne, wyraziste, przejrzyste - po prostu bardzo dobre. Ładnie budują klimat w "Life Of Descent" i tu akurat ta aktywna perkusja wpasowana idealnie. ANARION z pewnością jest najbardziej dynamicznie grającym zespołem z Australii z kręgu heavy power, co więcej grającym z głową i pomysłem potoczysty metal. Nie boją się rozbudowywać swoich utworów i 8 minut "Hidden Mind", gdzie czas jest wykorzystany do maksimum, bez przestojów i nic nie wnoszących wątków pobocznych. Taka to trochę smutna kompozycja, trochę ponura i... bardzo amerykańska.
Rzadko się zdarza, żeby w stylistyce heavy power utwór trwający 13 minut trzymał w napięciu przez cały czas. "The Journey Begins..." trzyma. Ta opowieść się świetnie rozwija na tle tego spokojnego motywu głównego o prostej ujmującej melodii. Jednak wychodzą ponownie na wierzch niedostatki wokalne Riccardo Mecchi i czasem jakby mu brakuje po prostu siły. Nie odzyskuje jej także po tych, jakże miłych dla ucha, kolejnych fragmentach akustycznych. Gdy tylko gra, jak w instrumentalnym "Principles Of Uncertainty", to czaruje.

Album ukazał się jako self release. Samo brzmienie jest bardzo dobre, choć zapewne po poddaniu obróbce w znanym studio można by wyciągnąć z tego więcej.
Ta płyta muzycznie dewastuje, wymaga jednak innego wokalisty. Conklin, Owens... Mocny głos do mocnej muzyki po prostu.
Kariera tego zespołu nie złożyła się szczęśliwie. Dwie kolejne płyty, wydane również własnym nakładem w roku 2006 (istnieje też niskonakładowa wersja wytwórni Majestic Rock) i 2009, są w zasadzie poza Australią zupełnie nieznane. Co ciekawe, Mecchi pozostał do dziś etatowym wokalistą tego zespołu, którego muzyka warta jest upowszechnienia.


Ocena: 8.3/10

30.07.2009
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości