Anathema
#1
Anathema - Serenades (1993)
[Obrazek: 1606.jpg]

Tracklista:

1. Lovelorn Rhapsody 06:25
2. Sweet Tears 04:14
3. J'ai Fait Une Promesse 02:40
4. They (Will Always) Die 07:16
5. Sleepless 04:12
6. Sleep in Sanity 06:53
7. Scars of the Old Stream 01:10
8. Under a Veil (of Black Lace) 07:34
9. Where Shadows Dance 01:58

Rok wydania: 1993
Gatunek: Melodic Doom/Death Metal
Kraj: Wielka Brytania

Skład zespołu:
Darren White - śpiew
Daniel Cavanagh - gitara
Vincent Cavanagh - gitara
Duncan Patterson - bas
John Douglas - perkusja

Początek lat 90-tych to zarazem początek melodyjnego doom/death metalu. Gdy stopniowo nasycał się przepełniony growlami i grobowym śpiewem death metal, a jednocześnie doom zaczął odchodzić od podrabiania Ozza i lat 70-tych, Anglia stała się na pewien czas centrum nowinek w graniu ciężkim i klimatycznym. Z całą pewnością największy wpływ na nowe, kształtujące się zespoły miał PARADISE LOST, dający od siebie ciężar i atmosferę oraz CATHEDRAL, tworzący schemat grania wolnego i dołującego. Brakowało jeszcze melodii i melancholii do kompletu, ale wtedy pojawił się MY DYING BRIDE i właśnie ANATHEMA.
Ta grupa grała od 1990, miała dema znane nielicznym niszowym wielbicielom nowego stylu i bardziej zwróciła na siebie uwagę EP "Crestfallen", za którą w roku następnym pojawił się i album "Serenades".
Jeśli uznać "Crestfallen" za bardzo dobry manifest nowego stylu, to "Serenades" jest przy nim pomnikowym jego wyrażeniem i kamieniem milowym w historii ciężkiego, klimatycznego grania. Płyta trafiła idealnie w czasie i odpowiedziała na zapotrzebowanie na muzykę bardzo ciężką, wyrosłą z estetyki death, a jednocześnie przeznaczona dla ludzi wyczulonych na melodie, wrażliwych i poszukujących w muzyce melancholii i odrobiny smutku.

To wszystko jest zawarte na tej niezwykłej płycie. Jest pierwotna surowość i minimalizm, wyznaczone przez CATHEDRAL w kompozycji "Lovelorn Rhapsody", ale ileż tu tej melodii i tego wolnego, niemal funeralnego, grania i dostojności. Jest też inny growl niż w death metalu, bardziej czytelny, wyrażający też znacznie więcej uczuciowości. Jest też niesamowity efekt tej płaczącej gitary w "Sweet Tears" i powtarzające się motywy, wzięte z doom. Jest to niezwykłe tło, jakie się zdarza tylko w doom/death, pełne głosów, szeptów, melorecytacji. Jest grający swoje melodyjne partie bas, jakby znajdujący się obok... Jest także miażdżące przechodzenie od wolnych zagrań do szybkich i znów do wolnych, potężnych riffów. Jest także to, co w melodyjnym doom/death stało niemal nieodzownym elementem i co jest zawarte w miniaturze "J'ai Fait Une Promesse", w pięknym śpiewem Ruth. Przede wszystkim są niezapomniane wrażenia, jakich dostarcza doom/death dla tych, którzy umieją go słuchać. "Sleepless" i "Sleep in Sanity" to brylanty i zarazem drogowskazy dla tych, którzy tą muzyczną drogą poszli.
Bo czy można zapomnieć to, co się dzieje w "Sleepless"? Przecież nie, bo ta mieszanka ciężaru, agresji i melodii jest niemal mistyczna.

Ta płyta nie ma oddzielnych bohaterów - jest jedną całością zespołowego grania i braterskiego zrozumienia Cavanaghów. Jest też pierwszym i ostatnim wielkim popisem wokalnym Darrena White'a. Album monolit.
ANATHEMA otworzyła pewne wrota, ale w nie nie weszła. Otworzyła też pewną księgę, ale zapisała tam tylko ten jeden rozdział. Zespół poszukujący ruszył w dalszą drogę, prowadzącą gdzie indziej...
Pozostały Serenady.


Ocena: 9.4/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości