Athlantis
#1
Athlantis - Athlantis (2003)
[Obrazek: 28553.jpg]


Tracklista:
1. Flyin' Higher 04:59
2. Silver and Gold 05:46
3. Voices 06:57
4. Surrender 05:06
5. Listen to Me 06:45
6. King Lear 05:49
7. Delian 05:59
8. End of all Days 06:28

Rok wydania:2003
Gatunek: Progressive Power Metal
Kraj: Włochy

Skład zespołu:
Ivan Drake - śpiew
Pier Gonella - gitara
Liv Carson - gitara
Steve Vawamas - bas
Chris Parisi - perkusja

gościnnie:
Roberto Tiranti - śpiew
Wild Steel - śpiew

Steve Vawamas należy do najbardziej cenionych basistów włoskiej sceny metalowej , zazwyczaj jednak występuje w zespołach, gdzie jego wpływ na kształt kompozycji jest niewielki. ATHLANTIS był pierwszą grupą którą kierował, zdołał też skupić w niej znane postacie włoskiego power metalu a z pewnością najbardziej rozpoznawalny z nich to Pier Gonella z LABYRINTH (i nie tylko) oraz Chris Parisi.

Ten LABYRINTH zresztą słychać w muzyce ATHLANTIS wyraźnie i album "Athlantis" trudno uznać za oryginalny. Rozległe klawisze, progresywne aranżacje oraz wokal Ivana Drake, który nie zdołał zrobić wielkiej kariery w AUREA oraz serie rozpoznawalnych riffów i patentów gitarowych Gonella to najbardziej charakterystyczne cechy tego LP, może jedynie nieco bardziej energicznego w power metalowym podejściu niż większość kompozycji LABYRINTH.
Gonella gra tu znakomite sola zresztą dodatkowo napędzane przez mocną sekcję rytmiczną, gdzie Vawamas gra pierwsze skrzypce ale bez wychodzenia przed szereg.
Płyta ma udane otwarcie w postaci "Flyin' Higher", szybkiego i energicznego oraz nieco wolniejszego nastawionego na melodię "Silver and Gold" ale mimo starannego, wysokich lotów wykonania ta muzyka brzmi wyjątkowo wtórnie. LABYRINTH, zdecydowanie LABYRINTH tym bardziej ,że gościnnie pojawił się tu jako drugi wokalista Roberto Tiranti, wspierający Drake'a,(jak w "Surrender") przy czym Drake radzi sobie sam doskonale i jest tu bardzo mocnym, wyrazistym punktem zespołu.
W "Voices" zwracają uwagę operowe aranżacje partii wokalnych oraz symfoniczne wstawki z kręgu RHAPSODY, choć pozbawione epickiego patosu. Pewne uproszczenie w porównaniu z LABYRINTH wcale nie jest wadą tej muzyki, czytelność i przejrzystość wszystkiego jest atutem tak jak i to wzmocnienie brzmienia w stosunku do włoskiego standardu progressive melodic power co słychać w podniosłym songu o cechach pół ballady "Listen to Me". Dobrze prezentuje się kompozycja w klasycznym fantasy flower power stylu "King Lear" z potoczystym epickim refrenem ale już "Delain" jest nieznośnie podobny do łagodniejszych numerów LABYRINTH bez własnego oblicza.
Album pozostawia wrażenie niedosytu. Niby wszystko jest na miejscu i zrobione jak należy ale nie chwyta i nie porywa jak to co nieraz prezentują inne , wcale niekoniecznie najsławniejsze grupy włoskie z tego kręgu metalu. Tak najbardziej można to odnieść do niewyraźnego zwieńczenia w postaci niby patetycznego i galopującego zarazem "End of all Days".
Soczyste klarowne brzmienie może się podobać, choć perkusja nieco sucha i miejscami chyba zbyt gęsta. Brak w zasadzie "tylko" oryginalnych atrakcyjnych melodii, przynajmniej dwóch - trzech wyrastających poza ogólnie dobry poziom.

ATHLANTIS nie stał się nigdy "oczkiem w w głowie" zawsze mocno zajętego w innych projektach lidera. W roku 2008 zespół nakładem Underground Symphony miał wydać drugi LP "Metalmorphosis" jednak płyta nie została nigdy ukończona. Gdy wydawało się , że ATHLANTIS umarł naturalną śmiercią Vawamas w roku 2012 jeszcze raz pod tym szyldem i ponownie z Gonella, choć poza tym w innym zestawieniu zapowiedział i przygotował drugi album zatytułowany "M.W.N.D." z nowymi kompozycjami.


Ocena : 7/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Athlantis - M.W.N.D. (2012)
[Obrazek: 340286.jpg?1031]


Tracklista:

1.Madness Is Rising 04:50
2.Getaway 04:58
3.The Final Judgment 04:47
4.Strong as Your Love 03:52
5.Faraway 04:37
6.Dry Gin 05:35
7.Lightning 05:15
8.One Man, One Look, One Desire 06:25
9.Again You 05:54
10.Holy Call 05:12
11.Faraway (acoustic version) 03:53



Rok wydania:2012
Gatunek:  Power Metal/Hard Rock
Kraj: Włochy

Skład zespołu:
Francesco Ciapica (Jack Spider) - śpiew
Pier Gonella - gitara
Steve Vawamas - bas
Enry Sydoz- perkusja

oraz
John William Tudor - instrumenty klawiszowe, śpiew
Alessio Calandriello - śpiew
Giorgia Gueglio - śpiew

Gianfranco Puggioni - gitara

 M.W.N.D znaczy Metal Will Never Die i to jest prawda.
Prawdą okazała się także zapowiedź wydania drugiego albumu ATHLANTIS , który Vawamas i Gonella nagrali i wspólnie wyprodukowali na przełomie lat 2011-2012. Niespodzianką okazała się natomiast jego muzyczna zawartość.
Obaj giganci włoskiego progresywnego grania opuścili tym razem 'labirynt' i zaproponowali archetypowy melodyjny power metal, zmiękczony dodatkowo wyraźnie uwypuklonymi elementami estetyki hard rocka.
Niestety, chyba ta stylistyka power metalu bez progresywności, którą tak ładnie we Włoszech w roku 2012 pokazał chociażby DRAKKAR, to nie jest domena Gonella i Vawamasa.
Takie numery jak Madness Is Rising, Lightning, są nudne, pozbawione realnej power metalowej mocy lub, jak w przypadku The Final Judgment, zagrane zbyt topornie jak na włoski flower power.Bardziej epicki Getaway prezentuje się już nieco lepiej. Jakoś bez bólu głowy przelatuje rockowy One Man, One Look, One Desire, na szczęście z pewną dawką podniosłego klimatu. Sporo udającego heavy metal hard rocka w bardzo przeciętnych Strong as Your Love, Dry Gin, w niby dostojnym i romantycznym, ale ociężałym i ospałym Faraway, którego nie ożywia nawet partia wokalna z Giiorgią z MASTERSTROKE.
Jack Spider nie jest złym wokalistą, ale zdecydowanie bardziej sensownie prezentowałby się w jakimś true metalowym lub  heavy/power zespole i nośnym epickim repertuarze. Tu przy dosyć słabo brzmiących gitarach za bardzo góruje nad nimi swoim twardym, kwadratowym głosem.
Giorgia Gueglio ładnie śpiewa w nostalgicznym rock/metalowym Again You, ale przecież jest tu tylko gościem i trudno oceniać płytę po występie gościa, nawet tak sympatycznego jak Giorgia. Tak czy inaczej jest to najlepszy numer na płycie.
Album zamyka power metalowy Holy Call i jeśli tylko posłuchać pierwszej i tej kompozycji to już wiadomo jak wygląda tu kondycja ATHLANTIS...

Poziom wykonania jak na takich instrumentalistów jak Gonella i Vawamas jest żenują niski. Zupełnie bezbarwne i pozbawione finezji granie. Ani jednego natarcia basu, ani jednego pochodu, ani jednej dobrej solówki Gonella poza tą w One Man, One Look, One Desire. Do tego poziomu dostosował się także perkusista i występujący tu jako muzyk sesyjny klawiszowiec.Jest to doprawdy dziwne, że ta płyta jest taka słaba. Nawet  aspekcie brzmienia. Ani to ciepły, ani surowy sound, z basem Vawamasa dudniącym jak ze studni. Pewne rzeczy przesterowane, inne niedokręcone na stole mikserskim, jak sola Gonella dobiegające często jak zza ściany.
Chyba szkoda było czasu na tworzenie muzyki, którą znacznie lepiej grają włoskie zespoły pół amatorskie, których członkowie spotykają się by pograć power metal po pracy.

ocena 4,8/10

new 10.08.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości