Autumnblaze
#1
Autumnblaze - Perdition Diaries (2009)
[Obrazek: 234739.jpg]

Tracklista:

1. Wir Sind Was Wir Sind 04:55
2. Who Are You? 04:02
3. I Had To Burn This Fucking Kingdom 03:39
4. Haughtiness and Puerile Dreams 04:42
5. Brudermord 04:19
6. Empty House 05:26
7. Neugeburt 03:17
8. Ways 04:46
9. The Forge 03:45
10. Saviour 03:11

Rok wydania: 2009
Gatunek: Gothic/Death /Dark Metal
Kraj: Niemcy

Skład:
Markus Baltes (Eldron) - śpiew, gitara
Ulf Theodor Schwadorf (Markus Stock) - perkusja, bas, instrumenty klawiszowe, syntezatory
Andreas Schuler (Arisjel) - perkusja, śpiew

Nowa płyta niemieckiej formacji dark death/doom metalowej z Zagłębia Saary. Grupa nagrała już cztery albumy od 1999 roku, ewoluując i eksperymentując z blackiem, doom /death i gothic metalem. Po odejściu w roku 2006 lidera Ravena zespół zawiesił działalność, jednak odbudowany w 2008 zapowiedział nowy album na 2009 i słowa dotrzymał.
Ten zespół zawsze był nierówny. „Wir Sind Was Wir Sind” rozpoczynający album męczy. Tak grać nie można, bo PARADISE LOST ma zarezerwowany ten obszar i nie należy na niego wchodzić. To wyszło niedbale i nieciekawie. Od razu też słychać, że nie trafili z brzmieniem ogólnie. Jakieś takie ostre gitary, perkusja zagłuszająca lub pukająca.
”Who Are You?” ma mieć klimat, bo tu niby łagodność dominuje, ale w zasadzie nudzi. ”I Had To Burn This Fucking Kingdom” też męczy, głównie wokalem. Idąc dalej mamy kompozycje stanowiące powrót do początkowego okresu działalności - doom death podbarwiony blackiem, tyle że zupełnie bez klimatu, bez pomysłu i chaotyczny w łączeniu różnych elementów. Taki bałagan, momentami po prostu niechlujny nawet. Eldron w słabej formie, na siłę okrutny i brutalny... wręcz odpychający. Przy „Brudermord” ma się chęć włączyć jednak zamiast tego PARADISE LOST z lat 90 tych. „Empty House” jak na modern gothic rockowy numer bezbarwny. Irytacja przy słuchaniu tego LP wzrasta z każdą chwilą i na to co będzie dalej czeka się z niepokojem. „Neugeburt” melodyjny, potoczysty, niestety po niemiecku, a to nie każdemu pasuje. „Ways” jako ballada przy pianinku nuuuudna. „The Forge” to już jawna drugoligowa zrzynka z PARADISE LOST. „Saviours” bezstylowo kończy ten LP, sprawiający wrażenie przygotowanego w pośpiechu zbioru przypadkowych nagrań.
Klapa. Ta płyta jest powrotem nieudanym, niepotrzebnym i nietrafionym.


Ocena: 4.5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości