Azrael
#1
Azrael - Sunrise in the Dreamland (2003)
[Obrazek: 44262.jpg]

Tracklista:
1. Sunrise in the Dreamland 04:11
2. Gates Beyond Reality 04:52
3. Deep in my Heart 04:33
4. 2 Many Heroes 04:30
5. The Betrayers 04:22
6. Fantasia 04:20
7. Love´s Lost in Time 04:23
8. New Destination 04:14
9. Promises 04:53
10. Hunger 03:30
11. Lay Down Your Guns 03:31

Rok wydania: 2003
Gatunek: Melodic Power Metal
Kraj: Japonia

Skład zespołu:
Akira Ishihara - śpiew
Takehiko Yasuda - gitara
Shigeru Shirao - gitara
Kentaro Sasagawa - bas
Yutaka Sagawa - perkusja
Takuya Kitamura -instrumenty klawiszowe

W Japonii zespołów usiłujących naśladować niemiecki, hansenowski styl melodic power z wysokimi wokalami jest i było wiele.
Niestety w większości przypadków to tylko naśladownictwo blade i nieciekawe, często karykaturalne w śpiewie i rażące infantylnością kompozycji.
Jest jednak w tym kraju także AZRAEL, którego nie należy mylić z zespołem hiszpańskim o tej nazwie. Zresztą pomylić go trudno, bo wokalistą w grupie japońskiej jest Akira Ishihara, obdarzony niespotykanie wysokim głosem, który potrafi znakomicie wykorzystać. Jeśli istnieją jacyś następcy Michaela Kiske w tym zakresie, to Ishihara należy do najlepszych, jeśli nawet nie jest najlepszy.

Muzyka AZRAEL jest mocno oparta o wczesne dokonania HELLOWEEN, tak grali na wszystkich swoich płytach z lepszym lub nieco gorszym, ale nigdy nie przynoszącym wstydu rezultatem.
"Sunrise In Dreamland" to album z tych wydanych w latach 1997-2004 najciekawszy, choć nieco nierówny pod względem kompozycji.
To, że potrafią zagrać niemiecki melodic power słychać w tytułowym "Sunrise In The Dreamland", gdzie łączy się HELLOWEEN, GAMMA RAY i FREEDOM CALL w radosnej, jasnej melodii, rozkwitającej w refrenie i ten numer byłby znakomity, gdyby nie trochę ospały początek i zwrotki oraz zbędne chórki.
Zbędne, bo Ishihara jest klasą sam dla siebie. Swoboda, z jaką wchodzi w te górki jest niesamowita i tu mu to wychodzi lepiej niż Kiske. Charakterystyczne chwyty wokalne Kiske, słyszalne na "Keeperach" są tu także wykorzystane i to skutecznie. Wibracje i drgania głosu zrobione fantastycznie.
Radosny lekki i porywający melodic power, strzelający fontannami w chórkach tym razem kapitalnych to "Gates Beyond Reality". Po prostu porywający numer, pełen optymizmu, słońca i fantasy, malowanego wszystkimi barwami.
Potrafią porwać, zdecydowanie potrafią, jak w "Many Heroes", gdy tak wesoło i przebojowo grają melodic metal, japoński, a jednocześnie niemiecki, chyba najbliższy temu, co było na "Pink Bubbles Go Ape" HELLOWEEN, ale z większym ładunkiem chwytliwości.
Jest to zespół wysokiej klasy instrumentalistów. Sekcja rytmiczna Sasagawa - Sagawa spisuje się świetnie, a styl gry Sasagawa przypomina ten, jaki prezentował Grosskopf w tych najradośniejszych kompozycjach HELLOWEEN. Jak zwykle w takich zespołach japońskich, gitarzyści grają z ogromną biegłością, często niedostępną Europejczykom, przy czym Yasuda popisuje się wirtuozerskimi solówkami praktycznie za każdym razem.
W "New Destination" poszerzają swój styl o mix fińskiego i typowo japońskiego melodic power, a refren jest niesamowicie nośny i ma na tym albumie miejsce pierwsze i może nawet miejsce pierwsze w całej dyskografii AZRAEL. Bardzo japoński jest "Hunter" i tu zbliżają się do tego, co gra GALNERYUS, są tu jednak i pewne elementy melodic metalu stadionowego z USA, podanego jednak z ogromną lekkością i niemal od niechcenia.
Pięknie rozgrywają spokojny w melodii "Lay Down Your Guns", nastawiony na ekspozycję ultra wysokich wokali Ishihara, których on tu nie żałuje.

Album jest jednak nierówny i pewna liczna kompozycji to standardowy japoński melodic metal w rodzaju "Promises", "Deep In My Heart" czy "Love Lost In Time" i z tych utworów najlepszy jest "The Betrayers", dynamiczniejszy i z większa ilością wokalnych natarć i... starego HELLOWEEN.
Najsłabiej wypada "Fantasia", raczej zbyt romantyczna ballada przy pianinie, owszem, miła dla ucha, ale oparta o bardzo ograne w Japonii motywy.
Starannie wyprodukowany album w stylu najlepszych wzorów realizacji takiej muzyki w Europie o czystym, klarownym brzmieniu i dopracowanym drugim planie, brzmiący lekko i zwiewnie.
Z całą pewnością jest to najwartościowszy zespół japoński, grający muzykę z kręgu HELLOWEEN, co potwierdził kolejnym, nagranym po długiej przerwie, albumem"Dream On" w roku 2010.


Ocena: 8.1/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Azrael - Dream On (2010)
[Obrazek: BLRC00036.jpg]

Tracklista:

1. (We Can)Dream On 05:25
2. Try Again 04:40
3. Journey Of No Return 04:19
4. Unchained Melodies 05:02
5. Dressed In White 04:54
6. Endless Slaughter 04:27
7. Forever You And I 04:07
8. Vanishing Memories 04:32
9. Don’t Let It Fade Away 04:18
10. My Blackest Heart 04:37

Rok: 2010
Gatunek: Power Metal
Kraj: Japonia

Skład zespołu:
Akira Ishihara - śpiew
Takehiko Yasuda - gitara
Daisuke Takizawa - gitara
Aoi Yamashita - bas
Yutaka Sagawa - perkusja
Takuya Kitamura - instrumenty klawiszowe

Gościnnie:
Yuhki - solo klawiszowe w "Try Again"
Takahiro Hashimoto - solo w "Vanishing Memories"

Od ostatniego LP, który to był kawałem solidnej roboty, minęło ponad 7 lat. Pięć lat temu, w 2005 roku, wydali EP i zniknęli ze sceny - można powiedzieć, że to była spora strata i sądziłem, że się rozpadli. Jak się okazało, myliłem się i pod koniec 2009 roku zapowiedziano nowy album, nakładem wytwórni Black-Listed Records - i tu zaczęły się obawy, bo jest to wytwórnia, której zespoły mają naprawdę słabe brzmienie. No cóż, przybył 2010, a wraz z nim album "Dream On".

Na początek "(We Can) Dream On", który to zaczyna się melodyjką z pozytywki - bardzo miło, coś w rodzaju przypomnienia, że jednak jeszcze istnieją i postanowili o sobie przypomnieć. Wchodzi gitara z HELLOWEENową melodią i Akira Ishihara, który to jak zwykle jest w formie i słychać, że ta długa przerwa mu na szczęście nie zaszkodziła i jest zgrany z zespołem. Solidne solo i przyjemny refren, choć niektórych może odstraszyć początek refrenu, który to brzmi, jakby głos wokalisty był puszczony przez syntezatory - ja nie mam nic przeciw temu. "Try Again" to utwór, w którym to gościnnie udzielił się Yuhki, klawiszowiec GALNERYUS i mówiąc szczerze, to tutaj trochę tego zespołu słychać - co nie znaczy, że zatracili swój jako taki styl. Bardzo dobry dialog między gitarą a klawiszami i przyjemny pojedynek. "Journey of No Return", w którym to słychać HEAVENLY w klawiszach (z albumu Virus) - bardzo przyjemny, radosny utwór z mocnym solem. "Unchained Melodies" to coś w rodzaju Ameryki z Japońską lekkością. "Dressed in White" to już coś z GALNERYUS z pierwszych albumów (a żeby przybliżyć jeszcze bardziej - ostatni REKION) zmieszany z HELLOWEEN. "Endless Slaughter" to szybko, łatwo i przyjemnie - można by powiedzieć, że i tu momentami przemyka duch kolegów z sąsiedniego zespołu, ale i nutkę Europejskiego grania. Bardzo dobra melodia i bardzo chwytliwy refren to mocne cechy tego utworu - tak jak dialog między klawiszami a gitarami. "Forever You and I" to bardzo przyjemny, lekki utwór w tradycji japońskiej lekkości w refrenach, może i lat 80 - bardzo fajne sola, chociaż partia klawiszowa też udana. W dynamicznym "Vanishing Memories", z bardzo dobrym basem, gościnnie udzielił się Takahiro Hashimoto, który to odegrał tu gitarowe solo. "Don't Let It Fade Away" to Japonia pełną gębą, czyli życie, sympatyczne wykonanie, czyli w sumie to, za co tak się ten kraj lubi. Na koniec "My Blackest Heart", który to jest odegrany bardzo dobrze, z klasą i niewiele mu można zarzucić. Choć zaskakuje, że wokalista w drugiej połowie przez moment stara się brzmieć jak Udo Dirkschneider.

Akira Ishihara w świetnej formie, świetne sola, do tego zaskakująco dobre, klarowne brzmienie - no trudno zarzucić coś temu albumowi - no, może poza tym, że nie ma tu jakiegoś mocno mordującego utworu, ale takie wrażenie może wynikać z tego, że album jest cholernie równy. Jest wszystko to, za co się ten zespół lubi i jednocześnie to, za co się lubi Japonię bez zbytniego przegięcia w stronę słodzenia. Bez wątpienia mocny zawodnik na początek roku i inne power metalowe ekipy będą się musiały naprawdę postarać, aby ich pokonać. Chociaż tak radosnego klimatu raczej nie będzie nigdzie indziej w tym roku.


Ocena: 8,3/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości