Axel Rudi Pell
#16
Axel Rudi Pell - Into the Storm (2014)
[Obrazek: 391207.jpg?1713]


Tracklista:
1. The Inquisitorial Procedure 01:48
2. Tower of Lies 04:26
3. Long Way to Go 05:32
4. Burning Chains 05:23
5. When Truth Hurts 06:46
6. Changing Times 06:05
7. Touching Heaven 07:02
8. High Above 04:49
9. Hey Hey My My (Neil Young cover) 05:02
10.Into the Storm 10:35

Rok wydania: 2014
Gatunek: Melodic Heavy Metal
Kraj: Niemcy

Skład zespołu:
John Gioeli - śpiew
Axel Rudi Pell - gitara
Volker Krawczak - bas
Bobby Rondinelli - perkusja
Ferdy Doernberg - instrumenty klawiszowe


Byłoby dziwne, gdyby nagle coś się w muzyce tej ekipy zmieniło. Byłoby to nawet niepokojące...
Zmienił się jedynie perkusista i do ARP w miejsce Terrany dołączył nie mniej znany Bobby Rondinelli (BLACK SABBATH, RAINBOW, RIOT itd.).
Wydany przez Steamhammer album "Into The Storm" to kontynuacja stylu wypracowanego przez lata. Jest to konwencja konserwatywna i dlatego w pełni zadowalająca ogromną rzeszę fanów, mówiących od prawie 20 lat - "Axel! Tak właśnie ma być!"

No i tak jest. Klasyczne średnie tempa, klasyczna rytmika i rozpoznawalna melodia w Tower of Lies. Jest bardzo dobrze, ale bardzo dobry (tylko) opener na LP AXEL RUDI PELL troszeczkę rozczarowuje. Już po pierwszych sekundach wiadomo, że Long Way to Go to będzie taki łagodny lekko nostalgiczny song w rock/metalowej radiowej stylistyce i rzecz jasna tak jest.
Niestety, bardzo to miałkie i już dosyć dawno ARP nie nagrał takiego bezbarwnego kawałka w tej konwencji.
Burning Chains już znacznie lepszy taki pół epicki styl ARP tu się przebija, trochę też w tym RAINBOW w sposobie zestawienia  gitary i instrumentów klawiszowych. Rondinelli gra tu gęste, bardzo gęste partie perkusji i aż miejscami trochę za gęste. To jest jednak inny typ perkusisty niż Mike Terrana, który często wiedział kiedy zrobić sekundę ciszy we właściwym momencie.
Przy okazji rozpoczynającego się przy pianinie songu When Truth Hurts można sprawdzić aktualną formę Gioeli. No cóż, śpiewa bardzo dobrze, ale bywało już lepiej, przy czym trudno mu coś wytknąć wprost, ale jednaki coś tu z nim do końca dobrze nie jest. Ta emisja głosu jest jakby o mniejszym zasięgu. Sama kompozycja jest jednak wyborna, przy czym ostatecznie chwyta za serce niekoniecznie za pierwszym razem. Tak, czy inaczej, te dostojne smutne numery Pella, ktokolwiek by ich nie śpiewał są naprawdę poruszające.Changing Times niby szybszy i niby ostrzejszy jest w rzeczywistości sprytnie włączonym w to wszystko wypełniaczem, bo w żadnej z ulubionych przez słuchaczy kategorii niczym nie porywa. Nawet solo Pella jest po prostu odegrane. Ogólnie to Axel tym razem niespecjalnie przyłożył się do treści swoich solówek. Realnej treści niewiele, wirtuozerii też.
Touching Heaven rozpoczynający jak kawałek AOR rozwija się potem w niemal kashmirowym stylu, ale przeważa monotonia riffowa i kilka motywów melodycznych, które się tu przewijają wzbudza średnie zadowolenie. No i solo. Pell gra jakby myślał zupełnie o czymś innym, z roztargnieniem graniczącym z mechanicznym odtwarzaniem.Długo tu przyszło czekać na realny killer i wydawało się po początku High Above, że to właśnie będzie to. Jednak nie, refren tym razem poniżej oczekiwań. Wybranie Hey Hey My My Neila Younga jako cover świadczy tym razem tylko o braku pomysłu na własny smutnawy song numer dwa dla tej płyty.
Epicki kolos. Tym razem na końcu albumu. Into the Storm rozpoczyna się motywami wschodnimi, arabskimi potem oczywiście pojawia się główny motyw krążący i niemal znakomicie... Niemal, bo te kolosy potrafiły przykuć hipnotycznie, a tego się po prostu słucha z zadowoleniem. Od połowy gra solo Pell. Klimat drugiego planu tworzą klawisze, ale ogólnie to nie ma rozbudowanej partii instrumentalnej, a całość mogłaby się skończyć trzy minuty wcześniej.

Można odnieść wrażenie, że tym razem Axel Rudi Pell nagrał ze swoim zespołem płytę, bo takie były wymagania kontraktu.
ARP zawsze gra podobne rzeczy, ale tym razem tu naprawdę nie mam nic nowego poza odgrzewanymi pomysłami, znanymi już riffami oraz melodiami, które już były wcześniej. Szczerze mówiąc, nie ma tu ani jednego "ARP Killera" z prawdziwego zdarzenia.
Nawet realizacja jest co najwyżej średnia. Gitara Pella jakaś taka sucha, plany klawiszowe lekko zamazane, perkusja miejscami za głośna... Ulf Horbelt poddawał masteringowi tyle płyt AXEL RUDI PELL, a tym razem jakoś nie nadał tu ostatecznego szlifu.
Cóż, kiedyś kryzys musiał przyjść, po tylu latach, po tylu płytach. Rzemiosło artystyczne, z naciskiem na "rzemiosło".

ocena 7,7/10

new 27.01.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości