Blue Murder
#1
Blue Murder - Blue Murder (1989)
[Obrazek: Blue+Murder+-+Blue+Murder+%28Front%29.jpg]

Tracklista:

1. Riot - 6:22
2. Sex Child - 5:58
3. Valley of the Kings - 4:54
4. Jelly Roll - 4:44
5. Blue Murder - 4:54
6. Out of Love - 6:44
7. Billy - 4:12
8. Ptolemy - 6:30
9. Black-Hearted Woman - 4:48

Rok wydania: 1989
Gatunek: Hard Rock/Heavy Metal
Kraj: Wielka Brytania

Skład:
John Sykes - śpiew, gitara
Tony Franklin - bas
Carmine Appice - perkusja
Nik Green - instrumenty klawiszowe (muzyk sesyjny)

Znany brytyjski gitarzysta John Sykes po przygodach w TYGERS OF PAN TANG, THIN LIZZY i WHITESNAKE postanowił poprowadzić własny zespół nazwany BLUE MURDER.
Śpiewał sam, a zebranie składu zabrało nieco czasu. Basistą został Franklin znany ze współpracy z Jimmym Page’em, a perkusistą początkowo sam Cozy Powell, gdy jednak prace nad LP przeciągały się z winy Sykesa, odszedł on i zastąpił go nie mniej znany Carmine Appice.
Album "Blue Murder" z 1989 roku wyprodukowany przez Roba Rocka charakteryzował się nieskazitelnym, ostrym brzmieniem, wspaniale ustawionym basem, na którym Franklin wyczyniał cuda i wyborną perkusją "nestora" Appice.
Sykes zaczerpnął sporo z dokonań wszystkich poprzednich zespołów, jednak hard rock jaki zaproponował był daleki od tuzinkowości i skocznej przebojowości. Sporo kompozycji było długich, złożonych, często o motywach poza metalowych - soulowych, bluesowych, a nawet popowych, zagranych z gracja i pasją. Sola na tym LP są wyborne i Sykes uwolniony od obciążeń i ograniczeń z poprzednich grup gra wybornie, finezyjnie, inteligentnie i z wielką swobodą.
Do największych hitów należy tu rockowy elektryzujący „Sex Child”, ostro i zadziornie zagrany „Riot” oraz epicki hard rockowy „Valley Of The King”. Bardzo interesujący jest także mocny „Blue Murder” i ballada „Out Of Love”, rozbudowana i stanowiąca swoisty popis umiejętności wszystkich członków zespołu.
Nie udało się jednak Sykesowi przygotować materiału wystarczającego równego, aby uznać ta płytę za dzieło wybitne. Niektóre utwory wydają się z lekka niedopracowane, jak „Ptolemy” o specyficznym klimacie, czy najsłabszy na tym krążku „Billy”. Publiczność oczekiwała chyba prostszych numerów w stylu „Black Hearted Woman” i album niestety przepadł.
Skład rozleciał się, a płyta została bardziej doceniona dopiero po latach.


Ocena: 8/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości