Burning Point
#1
Burning Point - Feeding the Flames (2003)
[Obrazek: 21856.jpg?1013] 

Tracklista:

1. Into the Fire 03:09
2. Blackened the Sun 04:25
3. Veil of Secrecy 05:16
4. Voice From the Past 03:28
5. I Am the Silent One 04:44
6. Stray Bullet 04:05
7. Nightgames (Ed Hamilton cover) 02:54
8. Quicker Than the Eye 04:00
9. Malmikivi (Instrumental) 01:42
10. Resurrection Machine 03:26
11. All the Madness 04:59
12. Feeding the Flames 08:18

Rok wydania: 2003
Graunek: Melodic Heavy/Melodic Power Metal
Kraj: Finlandia

Skład:
Pete Hiltula - śpiew, gitara
Jukka Kyro - gitara
Toni Kansanoja - bas
Jari Kaiponen - perkusja
Pasi Hiltula - instrumenty klawiszowe

BURNING POINT zwrócił na siebie uwagę metalowej publiczności już przy okazji debiutu "Salvation By Fire" z 2001 roku. Zwrócił jednak bardziej z powodu swego "egzotycznego", jak na klasyczny heavy metal pochodzenia, niż samą muzyką, która mieściła się w kategorii dobrego tradycyjnego heavy metalu, wzorowanego na latach 80tych i tyle.
Zapewne grupa kolejną taką płytą weszłaby w obszary nierozpoznawalnej przeciętności i dziś mało kto by o niej pamiętał, jednak na swoim drugim LP znalazła receptę na ugruntowanie swojej pozycji na scenie europejskiego melodyjnego grania.
Recepta to dwa składniki, wymieszane w równych proporcjach - klasyczny heavy metal i europower metal, przy czym można tu mówić o power metalowym wykonaniu kompozycji zbudowanych na podstawie tradycyjnych zagrywek klasycznego heavy metalu.
Zespół wykorzystał epickość heavy i zwiewną prostą melodyjność power, dokonując w poszczególnych kompozycjach bardzo umiejętnego stapiania, zestawiania i przeciwstawiania tych elementów. Nowością jest tu zdecydowanie wykorzystanie w starannie opracowanych solach gitarowych wirtuozersko odegranych partii neoklasycznych. Sola są na tym LP zaskakujące, często kontrastujące z głównym motywem melodii i niekiedy rozmieszczone w nietypowy sposób. Całość napędza niezwykle pewna siebie sekcja rytmiczna, gdzie bas o brzmieniu ciężkim i tradycyjnym nadaje ton i momentami uzyskuje nawet przewagę nad gitarami. Partie klawiszowe choć są, ale skromne i zazwyczaj gdzieś tylko jako ozdobnik, gustownie wplatany przez Hiltula, który tu nie szarżuje i nie zasypuje słuchacza lawiną klawiszowych akordów jak w KALMAH.
Muzycznie mamy w ostatecznym kształcie bardzo atrakcyjny pod względem melodii album, pełen przebojowych refrenów i nośnych motywów przewodnich. Płyta zyskuje także bardzo wiele dzięki wokaliście. Ahonen dysponuje głosem mocnym, szczerym i odległym od popiskiwań czy pastelowych zaśpiewów większości melodic power wokalistów. Płyta jest pełna rozmachu i energii, nie ma tu wiele miejsca na wymuskaną polityczną poprawność SONATA ARCTICA czy STRATOVARIUS.
Utwory, choć utrzymane w podobnej stylistyce są jednak zróżnicowane i łatwo rozpoznawalne. "Into the Fire" to prosty kawałek oparty na powerowo zagranych klasycznych schematach, "Blackened the Sun" podobnie, ale odegrany w niezwykle dynamiczny sposób brzmi bardzo świeżo. W "Veil of Secrecy" nie stronią od spokojniejszego klimatu, ale ten kawałek, mimo że łagodny, pełen jest heavy metalowej siły. W "Voice From the Past" znów z kolei odniesienia do amerykańskiego heavy lat 80tych, całość podana jednak nowocześnie i po skandynawsku. W "I Am the Silent One" najwięcej tego typowego fińskiego grania i kompozycja ta, skądinąd bardzo dobra, jakby nieco na tym LP nie pasuje. Wspomniane wyżej pierwiastki neoklasyczne najbardziej słyszalne w szybkim "Stray Bullet", a te specyficzne łączenie starego heavy i melodyjnego power najwyraźniej słychać w "Quicker Than the Eye". Środkowa część płyty nieco dziwna, bo mamy tu cover "Nightgames" wykonany zgrabnie, ale raczej odtwórczo oraz miniaturkę instrumentalną, która chyba lepiej wypadłaby jako intro tej płyty. Część końcowa albumu za to kapitalna. Elegancki, zamaszysty "Resurrection Machine" to heavy/power najwyższej klasy, a "All the Madness" - dostojny heavy metalowy numer, ze wspaniałym refrenem, a wszystko w symfonicznej, starannie dobranej, ale nie przerysowanej otoczce.
Dzieło wieńczy tytułowy "Feeding the Flames", długi i pełen zmian tempa, wyładowany pomysłami podawanymi w zaskakujących kombinacjach. Jest tu i epickie heavy granie, jest coś z MORGANA LEFAY z czasów "Maleficium" oraz typowy melodic power z kręgu fantasy z neoklasycznymi solówkami. W tej kompozycji sumują się i ogniskują wszystkie założenia jakie grupa przyjęła na tym LP.
Produkcja i co za tym idzie brzmienie bardzo dobre, z lekko wysuniętym wokalem i basem i trochę cofniętymi klawiszami. Indywidualne partie i popisy obu gitarzystów dopieszczone i tam gdzie to przynosi dodatkowy efekt wyeksponowane.
Płyta w pewnym stopniu nietypowa tworząca ścieżkę do nowego podgatunku melodyjnego heavy/power z klawiszami i jak na styl preferowany w Finlandii bardzo swoista.
Swoista, bo tak jak BURNING POINT w zasadzie nikt w Finlandii nie grał i nie gra.


Ocena: 9/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Burning Point - Burned Down The Enemy (2006)
[Obrazek: 130415.jpg]

Tracklista:

1. Parasite 05:13
2. Heart of Gold 05:48
3. Dawn of the Ancient War 04:09
4. Hell Awaits 04:12
5. From the Beginning of it All 05:20
6. Icebound 05:04
7. Deceiver 03:56
8. Eye for an Eye 06:37
9. To Hell and Back 04:14
10. Against the Madness of Time 04:35
11. Burned Down the Enemy 08:56

Rok wydania: 2006 (Japonia)/2007
Gatunek: Melodic Heavy/Power Metal
Kraj: Finlandia

Skład zespołu:
Pete Ahonen - wokal i gitara
Pekka Kolivuori - gitara
Jukka Jokikokko - bas
Jussi Ontero - klawisze
Jari Kaiponen - perkusja

BURNING POINT w pierwszych latach XXI wieku swoim niebanalnym podejściem do heavy i power metalu narobił apetytu na kolejne płyty utrzymane w duchu "Feeding The Flames". Niestety trudności natury organizacyjnej, zmiany w składzie i pewne różnice wizji dalszego kierunku muzycznego wewnątrz grupy spowodowały, że na jakiś czas o zespole ucichło. Gdy już wydawało się że podzieli los wielu innych "bandów jednej płyty" w roku 2006 ukazała się kolejna, najpierw w grudniu w Japonii i w styczniu w innych krajach.
Grupa zaprezentowała też nowego gitarzystę Kolivuori, który miał trudne zadanie zastąpienia Kyro.
Album ukazał się dosyć niespodziewanie i czasu na spekulacje, co się w muzyce BURNING POINT zmieni było niewiele. Zresztą na szczęście zmieniło się mało.
Na początek "Parasite" i już jest logiczna kontynuacja nagrań z poprzedniej płyty.
Może tym razem ostrzejszy wokal Ahonena, bardziej heavy, ale galopady i natarcia obu gitar takie jakimi już zespół zasłużył na brawa w 2003. Wciąż melodyjny pęd z zamaszystym refrenem, gdzie chórki mocno wspierają wokal główny. Bardzo dobrze to wypada na początek, ale "Heart of Gold" o epickim charakterze jest jeszcze lepszy i odsłania to drugie oblicze zespołu. Ahonen i to piękne tło akustyczne w zwrotkach, to dopełnienie wspaniałego refrenu w kompozycji łagodnej, ale przepełnionej mocą w umiejętnie rozłożonych akcentach. Nieco starożytnej epiki w "Dawn of the Ancient War". Tu wychodzi umiejętność tego spajania w jedno heavy metalu tradycyjnego, tu nawet wzorowanego na amerykańskim z lat 80tych z nowymi trendami europejskiego power metalu.
W tym miejscu też być może już zwolennicy SONATA ARCTICA poczują się zawiedzeni.
No tak, to niekoniecznie jest muzyka dla nich. Z drugiej strony "Hell Awaits" galopujący pod dyktando sekcji rytmicznej powinien zadowolić na maxa wszystkich fanów melodyjnego speed power metalu. No i jest tu więcej ciężaru niż niby zapisano w recepcie.
Sola gitarowe też na tym LP znakomite. Pełne pasji, treści, czasem neoklasycznej, a czasem odzwierciedlającej główne motywy melodii są tym, na co się czeka z zainteresowaniem i napięciem.
Pewien zgrzyt tu to "From the Beginning of it All" jako ładna, ale mało wnosząca kompozycja melodic metalowa w fińskim stylu. No tak do radia albo singla i trochę na lokalne listy przebojów. Nie trafi tam natomiast miażdżący "Icebound", z niezwykle eleganckim wstępem utwór przesiąknięty melodyjną neoklasyką i rozegrany heavy powerowym ciężarem.
Ogień i lód i strzelistość jak katedra.
Bardziej standardowy power metalowy "Deceiver" mógłby mieć ciekawszy refren, a "Eye for an Eye" z metalicznym basem krótszy o dwie minuty tylko by zyskał, także gdyby melodia była bardziej ukierunkowana na wyeksponowanie tego jest w refrenie.
Słabszy moment albumu? Owszem, ale "To Hell and Back" to nadrabia swą prostotą i gitarami. Gitarami, bo klawisze na tym albumie interesujące, ale tylko dopełniają miejsca, gdzie gitarom potrzeba wsparcia. No i celtyckie solo to niespodzianka w tym kawałku.
"Against the Madness of Time" jakby słabo i bez pomysłu rozpoczęty, z lekko neoklasycznym akcentem zadziwia swobodą przejścia do refrenu. W tej kompozycji słychać jak świetnie instrumentaliści się w tym zespole wspierają i uzupełniają.
Z całym przekonaniem można też powiedzieć, że perkusista Kaiponen jest jeszcze lepszy niż kilka lat wcześniej. Dostał też fory w postaci wyraźnego wyeksponowania go w procesie mixu. Warto posłuchać jak gra i ile tu wnosi do tej muzyki.
Album kończy się długim jak to na fińskich płytach z melodic power utworem "Burned Down the Enemy". Tym razem z gitar bije ZŁO, mimo folkowego niemal początku i niby łagodnej melodii. Mistrzowsko pomyślany utwór pełen niespodzianek. Te są w dalszej części i na nudę nie ma czasu.
BURNING POINT powrócił godnie i dumnie w swoim stylu, którego w zasadzie nikt nie był w stanie w Finlandii naśladować w sposób udany.
Świetne brzmienie, energia, grzmiąca sekcja rytmiczna, sola, melodie zapadające w pamięć i pewność siebie bijąca z każdego utworu.
Płyta zdecydowanie warta polecenia.


Ocena: 9/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości