Burning Starr
#1
Burning Starr - Defiance (2009)
[Obrazek: 242193.jpg]

Tracklista:

1. Inquisitor 04:48
2. Once And Future King 04:28
3. Defiance 04:37
4. Day Of The Reaper 03:41
5. Indian Nation 05:51
6. Black Clouds Of Thanos 09:22
7. The King Must Die 03:08
8. Ancient Ones 04:42
9. Catch The Rainbow (Rainbow cover) 04:46
10. The Beast Inside 03:44
11. Evil Never Sleeps (Live MC Festival 2008) 04:27

Rok wydania : 2009
Gatunek : traditional heavy metal
Kraj: USA

skład zespołu:
Todd Michael Hall - śpiew
Jack Starr - gitara
Ned Meloni - bas
Kenny Earl Edwards (Rhino) - perkusja (gościnnie)
Francisco Palomo - instrumenty klawiszowe (gościnnie)

Jack Starr rozpoczynał swoją muzyczną karierę w pierwszej połowie lat 80tych w VIRGIN STEELE , Gdy drogi Starra i DeFeisa rozeszły się ,stanął on na czele własnej formacji firmowanej nazwą BURNING STARR, która nagrała kilka albumów po czym zespół przestał istnieć w końcu lat 80tych. Niemal dokładnie 20 lat później Starr powrócił z nowym składem i nowa płytą , wspomagany przez kilku znanych muzyków jak perkusista Rhino , klawiszowiec z Włoch Palomo i wirtuoz gitary axemaster Joe Stump.
Zespół zaproponował bardzo tradycyjny heavy metal , stanowiący wycieczkę w lata 80te , a momentami nawet i 70te , metal zagrany lekko i z wdziękiem i wywołujące przyjemne wspomnienia z dawnych lat. Wspomnień tych nie wywołuje tylko i wyłącznie pięknie wykonany cover RAINBOW , bo w zasadzie wszystkie kompozycje są reminiscencją tego jak grało się 20-30 lat wcześniej.Inquisitor to klasyczny heavy metal w rycerskiej tradycji USA z epickim refrenem. Ciekawszym utworem jest Once And Future King , będący stylowo pewną hybrydą stylów VIRGIN STEELE i MANOWAR , z mocną linią basu i wzniosłym refrenem w stylu true prowadzonym w dosyć wolnym tempie.Zwraca tu uwagę także fragment opatrzony w tle klawiszami ,o hymnowym charakterze.Łagodny ,symfonicznie zaaranżowany na początku Defiance to utwór w stylu delikatnych songów MANOWAR , rozwijający się potem w szybszy , rytmiczny true heavy metal. Inspiracje Królami są tu jednoznaczne. Jest i moc i klimat , jaki powinien towarzyszyć Metalowi Miecza.
Tu już można zauważyć że wokal Halla nie jest ani taki mocny jak Adamsa ,ani tak niepowtarzalnie epicki jak DeFeisa. Hall śpiewa jednak bardzo czysto i pewnie , z rzadka wchodząc w górki ,ale jeśli już to to bardzo ładnie mu to wychodzi.Perkusja Rhino przestrzenna i grzmiąca , pełna blach i litaurów ...
To słychać w kapitalnym songu Day Of The Ripper z przeszywającym melodią refrenem , zaśpiewanym przez Halla z ogromnym zaangażowaniem.Takich numerów w klasycznym metalu jest obecnie doprawdy mało.Indian Nation , jakkolwiek dobry ,jakoś mimo inspiracji indiańskim folklorem nie wzbudza zachwytu ,za to Black Clouds Of Thanatos to prawie 10 minut epickiego heavy metalu , gdzie pewne echa VIRGIN STEELE , głównie w formie kompozycji są słyszalne. Tu na perkusji zagrał Schaefer , jednak najważniejsze są zagrywki gitarowe , zmienne i momentami monumentalne oraz wsparcie wokalne chórkami w tle.Starr może na tym LP specjalnie efektownymi solówkami nie czaruje , gra jednak interesująco , zwłaszcza w tej właśnie kompozycji.
Dużo szybciej jes tw The King Must Die o cechach numeru power metalowego , gdzie słychać coś z BROCAS HELM ale i z hard rockowej lekkości refrenu, nadal jednak pozostającego w epickiej stylistyce. Ciekawy jest manowarowy drugi plan robiony przez bas i ogólnie to jest kolejny hit na tym albumie.
Znacznie bardziej typowy dla grania heavy metalu z USA jest Ancient Ones , o wielu inspiracjach i przenikaniu się stylów .
Staranność i elegancja doświadczonych muzyków budzi podziw . Wszyscy włożyli tu maksimum umiejętności i chęci . Znakomita perkusja , zresztą zrealizowana perfekcyjnie , podobnie jak brzmienie basu. Sama gitara Starra niezbyt ciężka i ogólnie nie jest album ciężki ,dlatego można by go nazwać epickim hard rockiem , oczywiście w rozumieniu hard rocka nie jako łatwego rocka radiowo-imprezowego. Wokal Halla jest nieco wysunięty do przodu.W tym przypadku to idzie na plus bo śpiewa on całościowo bardzo dobrze. Może nieco słabszym utworem jest The Beast Inside , gdzie jakby zabrakło pomysłu na chwytający za serce motyw . Na koniec można posłuchać numeru Evil Never Sleeps w wersji live z 2008 roku , gdzie Starrowi towarzyszą niemieccy muzycy ze...STORMWARRIOR. Wyszło to bardzo ładnie ,a takie spotkania na jednej scenie dwóch muzycznych pokoleń zawsze cieszą.
Niestety ten skład nie utrzymał się długo , mimo że na początku 2010 roku pojawiły się informacje o nagrywaniu nowej płyty. Obecnie losy tego projektu są niejasne a szkoda bo Starr tym albumem sprawił mi dużą przyjemność i możliwość obcowania z melodyjnym true metalem z minionych lat.


Ocena : 8,5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Burning Starr - Land of the Dead (2011)
[Obrazek: 319876.jpg?0411]

Tracklista:
1. Land of the Dead 06:29
2. Sands of Time 05:12
3. Twilight of the Gods 02:33
4. Stranger in Paradise 05:30
5. Here We Are 04:38
6. Warning Fire 05:23
7. Daughter of Darkness 06:57
8. When Blood and Steel Collide 06:39
9. On the Wings of the Night 04:40
10. Never Again 05:48
11. Until the End 06:41

Rok wydania : 2011
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: USA

Skład :
Todd Michael Hall- śpiew
Jack Starr - gitara
Ned Meloni -bas

oraz
Kenny "Rhino" Earl Edwards -perkusja
David Shankle -gitara (10)
Ross the Boss- gitara (6)
Marta Gabriel - pianino, instrumenty klawiszowe

BURNING STARR (Jack Starr's Burning Starr: to oczywiście zespół obecnego na metalowym amerykańskim rynku muzycznym od połowy lat 80tych Jacka Starra .To nowe wcielenie jego bandu pojawiło się w roku 2004 a ten LP jest drugim po "Defiance" z 2009 nagranym w obecnym składzie. Także i tu zagrał na perkusji sam Kenny "Rhino" Earl Edwards z MANOWAR, który raz jest a raz nie jest członkiem tej grupy, pojawili się także epizodycznie tytani manowarowej gitary Ross the Boss i David Shankle.
BURNING STARR kultywuje tradycje true heavy metalu lat 80tych, epickiego, rycerskiego ale nie tak mocnego i barbarzyńskiego jak MANOWAR i dużo w tym graniu łagodnych elementów melodic metalowych i hard rockowych, a nawet rockowych wpływów z lat 70tych. Jest też pianino i klawisze, tu zagrane gościnnie przez Martę Gabriel.

Album zapowiadany był z datą nieco wcześniejszą, potem jakoś o tym krążku ucichło, pojawił się jednak w końcu po pewnych perturbacjach i daje odpowiedź czy "Defiance" ma swoją godną kontynuację.
Zaproszenie zostaje przyjete po wstępie do "Land Of The Dead" i ta rytmiczna dumna kompozycja z energiczną gitarą Starra pokazuje ,że zespół orientacji muzycznej nie zmienił. Niby to takie już ograne riffy ale w kombinacji z tym podniosłym ale i rockowo lekkim refrenem tworzy znakomitą kombinację.
Na calłym LP wojownicza perkusja Rhino wzmacnia wcale nie taki ciężki sound zdetreminowany przez gitarę Starra i świetny wokal Halla, czysty ,jasny i wyborny w wysokich partiach i wokalizach jakie się tu czasem pojawiają ("Twilihgt Of The Gods")
"Sands Of Time" z rycerskim motywem głównym to także numer na najwyższym poziomie i BURNING STARR jest nadal mistrzem średno szybkich temp i potoczystych pełnych rozmachu refrenów. Te są zazwyczaj kilerskie na tym albumie i za każdym razem czeka się na to pokażą w tym elemencie.
Rockowy czynnik pięknie zaznaczony jest w "Stranger In Paradise", kompozycji zarówno o cechach epickich jak i hard rockowych i BURNING STARR rozgrywa tą muzykę z nieprawdopodobną gracją. Bardzo ważnym czynnikiem atrakcyjności albumu są doskonałe urozmaicone sola Starra. który wcale pod względem technicznym nie wypada tu gorzej od swoich bardziej tu pod tym względem cenionych znamienitych gości.
Swoboda to także epicki hard rock w uroczystym i leciutkim zarazem "we Are Here" gdzie w oddali przemykają echa niektórych nagrań z debiutu RAINBOW. "Warning Fire" jest cięższy, tu gitara jest także w rękach Rosa the Bossa i kompozycja mocno osadzona jest w klimatach tradycyjnego warrior metalu amerykańskiego lat 80tych. Tu też Hall radzi sobie doskonale, szczególnie w wyżej zaśpiewanym bojowym refrenie.
"Daughter Of Darkness" to prawdziwy popis kompozytorski Starra i fantastyczne wykonanie. Łagodny, smutny, mroczny nieco utwór opowiedziany z wielkim aktorskim talentem przez Halla i zaśpiewany wspólnie ze Starrem. Takie urzekające są te gitarowe ozdobniki, takie delikatne i wysublimowane...Poruszające pełne mocy i treści solo i ta opowieść także ekscytująco prezentuje się we fragmentach instrumentalnych. Wspaniały song - metalowa ballada.
"When Blood And Steel Collide" jest znacznie surowszy, klasycznie amerykański, klasycznie true metalowy i moze przywodzić na myśl zarówno lżej potraktowany MANOWAR jak i luźno potraktowany pastisz US Metalu w czystej komiksowej postaci.Do tego ten rockowy a zarazem zadzieżysty refren!
"On The Wing of The Night" na tym tle wydaje się minimalnie słabszy pod względem samej melodii ale tu można z kolei usłyszeć jedne z najlepszych na tym albumie wokali Halla i niszczące partie perkusyjne Rhino.
Metalowa moc i orientalny motyw to główne atrybuty "Never Again" rozgrywanego w marszowym tempie, kroczącym i narastającym z gitarą Shankle . Numer ten eksploduje w refrenie, który poniekąd przełamuje ten surowy i barbarzyński charakter riffów i pod tym względem to najbardziej interesująco zbudowany utwór na tym albumie.Tylko nieco zbędnego chaosu i kombinowania jest w przypadku części z solem i chyba Shankle puścił tu swoje wodze wirtuozerskiej fantazji zbyt swobodnie.
Album kończy "Until the End" ponownie utwór bardziej łagodny i niestety na tym LP najmniej wyrazisty jako numer heavy metalowy, z balladową nutką ale jakoś bez ostatecznego akcentu, który by tu był godny specjalnego wyróżnienia. Po prostu dobry tradycyjny heavy metal po raz kolejny z doskonałym wokalem.

Ta płyta ogólnie to nie jest dobry tradycyjny heavy metal. To znakomity tradycyjny heavy metal w amerykańskiej tradycji opartej na tym co prezentuje okładka albumu.Znakomicie zagrana płyta, znakomicie zaśpiewana i stylistycznie zwarta. Tradycyjna w brzmieniu z mistrzowskim ustawieniem perkusji ,nieco mocniejsza od poprzedniej. Pełna wyrafinowanych pomysłów aranżacyjnych w ramach klasycznej heavy konwencji.
W dobie nieubłaganego natarcia młodych grup neo-tradycyjnych Starr wraz ze swoim zespołem udowadnia, że i starzy mistrzowie mają w takim graniu wiele do powiedzenia a młodzież musi się czasem sporo jeszcze nauczyć.


Ocena : 9,5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości