Church of Misery
#1
Church of Misery - Houses Of The Unholy (2009)

[Obrazek: R-2221779-1376982257-2144.jpeg.jpg]

Tracklista:
1. El Padrino (Adolfo de Jesus Constanzo) 08:51
2. Shotgun Boogie (James Oliver Huberty) 04:16
3. The Gray Man (Albert Fish) 05:46
4. Blood Sucking Freak (Richard Trenton Chase) 08:34
5. Master Heartache 05:17
6. Born to Raise Hell (Richard Speck) 07:33
7. Badlands (Charles Starkweather & Caril Fugate) 07:58

Rok wydania: 2009
Gatunek: Heavy/Stoner Metal
Kraj: Japonia

Skład:
Yoshiakki Negishi - śpiew
Tom Sutton - gitara
Tatsu Mikami - bas
Junji Narita - perkusja

Komu potrzeba konkretnego odniesienia do starego psychodelicznego BLACK SABBATH, niechaj śmiało sięga po najnowszy LP tej znanej japońskiej formacji.
Kolejny rozdział okrutnych opowieści o seryjnych mordercach, przy czym wokal brutalny i z zawodzeniem Ozzy'ego nic wspólnego nie ma, bo i opowieści o seryjnych zabójcach do ckliwych nie należą. Jeśli są wątpliwości kto gra najlepsze "Iommi riffy", to Tom Sutton na tym LP te rozterki rozwiewa.

Sprzężenia .... sprzężenia ....
Radiowy komunikat - Adolfo de Jesus Constanzo i potężne najbardziej klasyczne z klasycznych riffy z wokalem chrapliwym, ostrym, surowym za jaki Negishi powinien dostać medal.
Sola. Istota tego albumu to sola Suttona. Też miał coś z palcami?

Ten rok 1970 wszechobecny na tym LP. Właśnie 1970 i to ich odróżnia od wielu nudnych stonerowych graczy, którzy reprodukują BS sądząc, że samo ołowiano - garażowe brzmienie wystarczy, aby się zbliżyć do sedna sprawy. Nie wystarczy. James Oliver Huberty zawiera ładunek prawdziwego szaleństwa na szybkich obrotach i tu panowie kasują konkurencję jak zwykle. Morderczo o mordercach.

Albert Fish. No wiadomo, że trzeba powiedzieć więcej. Podziały rytmicznie niesamowite, ale takich na tej płycie jest więcej. W połowie gitara w połączeniu z perkusją to absolutnie popis najwyższej klasy.
Richard Trenton. Wyhamowanie tempa, a gęstość basu całkowicie zdominowała ten utwór. Sutton tym razem opowiada tę historię gitarą. Co za melodia w tej solówce....
Jedyny minus tej płyty to Master Heartache - jakby poszli na łatwiznę.

Radiowy komunikat obwieszcza Richard Speck i wracamy na tor właściwy. Walcująca część druga to jeden z najlepszych momentów na tym LP.
Na koniec Charles Starkweather & Caril Fugate. Ma pokręconą melodię i pokręcony jest jak należy.
Brutalność połączona z melodyjnością bez nadmiernych udziwnień, ale psychodelia na tym albumie jest wszechobecna, a melodyjność nie taka jak w tych zespołach, które czasem nazywam "barowym stonerem" - bez tych nachalnych bujających refrenów i silenia się na luz. Brzmienie brudne, momentami odpychające surowością, ale produkcja bardzo dobra.

Ciężkie, złożone granie, bezkompromisowo przetwarzające styl starych mistrzów w nową jakość.


Ocena: 9.5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości