Crow7
#1
Crow7 - Symphony of Souls (2012)
[Obrazek: 333939.jpg?4305]


Tracklista:
1. Symphony of Souls 06:44
2. Street of Slaver 05:23
3. Shiva Sigh 06:05
4. The Guide 06:47
5. Kingdom of Calm 05:20
6. Spawn of Evil 04:39
7. Dirty Lies 05:10
8. Virtual Reality 04:47
9. Great Spirit 05:22
10. Winter Breeze 04:39
11. Breed of Crime 03:52
12. Ocean of Fire 05:21
13. Winner of the Quest 04:29
14. The Final Ride 05:32
15. Where Do We Go Now 05:09


Rok wydania: 2012
Gatunek: Melodic Heavy Metal
Kraj: Niemcy

Skład zespołu:
Corbin Eved - śpiew, gitara, instrumenty klawiszowe
Seth Aban - gitara
Gideon Vanth - bas
Janus Mantus - perkusja


Nie znam wcześniejszych płyt tego młodego zespołu z Nadrenii Westfalii, a mają już dwie na koncie, ale w odniesieniu do nich określenie "progresywny" jest nieco na wyrost, chyba że teraz wszystko co w metalu wspierane jest eleganckimi klawiszami na drugim planie uchodzi za progresywne.
Na tej ich trzeciej płycie zarówno klawisze jak i pianino tworzą rzeczywiście bardzo dobry i przyjemny w odbiorze plan drugi, jednak bez wirtuozerskich pasaży pomiędzy seriami połamanych riffów z wykorzystaniem rytmów afrykańskich czy nowoorleańskiego jazzu.
To co grają to utrzymany w średnich tempach, spokojny i bardzo przystępny melodic heavy metal, od czasu do czasu z lekka napędzany sekcja rytmiczną w powerowym stylu.
Album jest długi, malowany pozytywnie nastrajającymi klimatami lekkiej zadumy, muzycznie cały czas pozostający po "jasnej stronie" i na pewno w znacznej mierze przebojowy.Ta przebojowość nie ma jednak nic wspólnego z radosną imprezową przebojowością radiową i te melodie są subtelne, pastelowe ale o zdecydowanie określonej rytmice i wątkach głównych. Może i nie jest to oryginalne ale zagrane ze smakiem i swobodą a przy tym pozbawione tak typowego dla Niemców siłowego wykonania. Nazwiska muzyków brzmią nieco dziwnie i zapewne to pseudonimy, za którymi ukrywają się jednak modzi Niemcy potrafiący zaprezentować dużo ciepłej i melodyjnej muzyki zarówno w nieco żwawszych jak i typowo balladowych kompozycjach.
Płyta to prawie 80 minut muzyki, zawiera 15 utworów niezbyt długich, bez kolosów i tasiemców ale dostatecznie długich aby przemycić tu w każdej jakieś interesujące solo gitarowe i lekką zmianę nastroju lub dopieszczony fragmencik instrumentalny oparty na odrębnym motywie. W to wszystko jest bardzo dobrze wpasowany wokalista Corbin Eved, o młodym czystym głosie, bardzo ładnie śpiewający, czujący klimat tego co tu się gra, radzący sobie i bez krzyków i bez pisków a jedynie wspierany przez zaproszoną wokalistkę Janine Wiesemann w wokalach pobocznych.
Oczywiście na tak długiej płycie są i nieco słabsze momenty, bez pewnych utworów album mógłby się obyć bez szkody dla ogólnego wrażenia, zrozumiałe jest jednak ze zespół chciał zaprezentować tu jak najwięcej z tego, co stworzył w ostatnim czasie.
Najbardziej zapadające są w pamięć melodic metalowe ballady i songi jak znakomity pięknie bujający gdzieś pomiędzy USA a Szwajcarią przebojowy "Great Spirit" oraz na samo zakończenie bardzo nastrojowy "Where Do We Go Now".
Przyjemne miękkie i starannie dopracowane brzmienie w planach dalszych, przy czym świetnie bas tu chodzi cały czas i słychać to jak należy.

Stalowych wybuchów na tym albumie nie ma, podobnie jak żelaznych galopad. Album dla zwolenników spokojnego łagodnego melodic metalu czasem prowadzonego nie do końca liniowo na więcej niż dobrym poziomie.


Ocena 7,7/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości