Crusader
#1
Crusader - SkinClad (2007)
[Obrazek: 145575.jpg?2536]
Tracklista:
1. Casualty 04:39
2. The Catcher 05:33
3. A Pure Heart 04:02
4. Arigatou 05:20
5. My Father, My Friend 04:06
6. My Mother, My Meadow 04:19
7. Hey You 04:54
8. Leprechauns 03:53
9. The Confession - Part I 02:02
10. The Confession - Part II 05:58


Rok wydania: 2007
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: Belgia

Skład zespołu:
David Walgrave - śpiew
Toshiyuki Nagatani - gitara
Mark Theunssens - bas
Luc Seeuws - perkusja
Wim Rotthier - instrumenty klawiszowe

CRUSADER należał do ścisłej czołówki zespołów belgijskich, które na początku XXI wieku podtrzymywały chlubne tradycje klasycznego heavy metalu lat 80tych w tym kraju. Dwa albumy nagrane w latach 2000 i 2003 zostały przyjęte z dużym zainteresowaniem i obok KILLER był to najbardziej rozpoznawalny band z tego kraju, popularny w Europie Zachodniej.
Jak to jednak często bywa doszło do zmian w składzie, które akurat w przypadku tej ekipy okazały się katastrofalne w skutkach. Z całą pewnością gitarzysta Filip Lasseel był filarem tej grupy, także wkład w kompozycje z jego strony był największy i jego ostateczne odejście było dla CRUSADER bardzo poważnym ciosem.

Przed nagraniem albumu "SkinClad" ukształtował się nowy skład, w którym pojawił się gitarzysta japońskiego pochodzenia Toshiyuki Nagatani, nowy perkusista Seeuws a także wokalista z dwóch pierwszych LP David Walgrave, który wcześniej przez dwa lata pozostawał poza grupą.
Trudno powiedzieć jednoznacznie co spowodowało że ten rasowy heavy metalowy band nagrał tak anemiczną i muzycznie bezwartościową płytę.
Zapewne dlatego że Nagatani okazał się słabym gitarzystą, forma wokalna Walgrave była poniżej jego możliwości a sekcja rytmiczna dostosowała się do ogólnej bladości i bezbarwności wykonania.
Zestaw przedstawionych tu utworów to kompletna porażka kompozytorska. Grupa próbuje połączyć klimaty rycerskie z bardziej rockowym, melodic metalowym graniem i prezentuje pozbawione zarówno mocy jak i chwytliwości numery, gdzie weselne klawisze w tle są po prostu żenujące.
Gitarzysta poza piskliwymi prostackimi solami nie potrafi zagrać także nic sensownego, Walgrave śpiewa z udawanym zapałem a fragmenty instrumentalne są zupełnie pozbawione treści. Prymitywnie brzmią te rycersko -folkowe zagrywki a "Arigatou", który przypomina nieco nagrania z wcześniejszych lat ale tylko utwierdza w przekonaniu o kompletnym upadku zespołu.Rycerska ballada "My Father, My Friend" jest pełna fałszów i dysonansów i to się da wyłapać bez problemu podobnie jak i to ,że te wszystkie utwory są do siebie tą bezbarwnością i nierozpoznawalnością podobne.Te same tempa umiarkowane i niezbyt szybkie, ten sam układ riffów, czy to "Casualty" czy też "Hey You". To straszne, ale nie ma tej płycie ani jednego utworu, który można by uznać chociaż za dobry. Jakieś to jarmarczne i tandetne granie jak w antytezie rycerskiego metalu"Leprechauns ". Jeszcze na koniec wbijają sobie ostatni gwóźdź do trumny całkowicie nieudanym dwuczęściowym "The Confession" z okropną melodią i prymitywną, zawstydzającą grą instrumentalistów z perkusistą na czele.

Straszna płyta rażąca amatorszczyzną i wyzuta ze wszystkiego co czyni tradycyjny heavy metal atrakcyjnym.
Jak się okazało bez Lasseela CRUSADER nie miał kompletnie nic do zaoferowania i chyba członkowie grupy zdali sobie z tego sprawę rozwiązując zespół po nagraniu i wydaniu tego albumu.


Ocena 1,8/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości