Crystal Eyes
#1
Crystal Eyes - World Of Black And Silver (1999)
[Obrazek: 1552.jpg]

Tracklista:

1. Interstellar War 04:59
2. Gods Of The World 03:53
3. Winds of The Free 04:49
4. The Power Behind The Throne 06:17
5. The Dragon´s Lair 04:57
6. Eyes Of The Forest Gloom 07:09
7. Rage On The Sea 07:01
8. Victims Of The Frozen Hate 05:28
9. Extreme Paranoia 03:29
10. Glory Ride 05:05
11. World Of Black And Silver 05:22

Rok wydania: 1999
Gatunek: Melodic Power Metal
Kraj: Szwecja

Skład zespołu:
Mikael Dahl - śpiew, gitara, instrumenty klawiszowe
Jonathan Nyberg - gitara
Claes Wikander - bas, instrumenty klawiszowe
Kujtim Gashi - perkusja

Zespół ten powstał w roku 1992, ale pierwsze sześć lat to tylko kilka płytek demo, na które nikt specjalnie nie zwrócił uwagi oraz niezliczone zmiany składu, jednak przy niezmiennym uporze lidera Mikaela Dahla w utrzymaniu grupy przy życiu.
Gdy klimat dla melodyjnego power metalu stał się w końcu przychylny, grupa w roku 1999 zdołała wydać swój debiutancki album.

Ten album to taka nieco dziwna mieszanka refrenów niemieckich w stylu GAMMA RAY i tego kształtującego się stylu grania rycerskiego i szwedzkiego. Dużo tu niezdecydowania i bałaganu jak w "Interstellar War", gdzie upchane są doświadczenia minionych wielu lat grania melodic power.
Tak to wygląda na niemal całej płycie, gdzie bardzo szybkie galopady mieszają się z fragmentami wolniejszymi i w tym wszystkim sporo prostych, ale czasem udanych solówek gitarowych. Tak wygląda to w "Gods Of The World" z wesołym, skocznym refrenem i ogólnie jest w tym graniu sporo zamaszystej wesołości w naiwnym, wczesnym euro power metalowym stylu. Tak brzmi szybki "Winds of The Free", typowa podróba hansenowskiego metalu.
W bardziej rozbudowanym "The Power Behind The Throne" jest więcej zmian tempa, próba epickiego power fantasy, tu jednak trzeba w końcu powiedzieć, że wokalnie ten LP jest totalnie położony. Dahl nie posiada głosu zupełnie, ani gdy śpiewa bardziej bojowo, ani w tych wysokich partiach, poza może pewnymi ekstatycznymi okrzykami. Jeśli jeszcze te utwory jakoś bronią się miejscami melodiami, zresztą także niewysokich lotów, to w połączeniu z wokalem daje to efekt mizerny. Taki efekt żenujący wręcz uzyskany jest w "The Dragons Lair" i słuchając tej kompozycji ma się wrażenie karykaturalnego potraktowania stylistyki GAMMA RAY. Jest także nieudolna próba grania w okolicach BLIND GUARDIAN w długim i zamaszystym "Eyes Of The Forest Gloom".
Zamiłowanie do długich utworów przejawiają również w "Rage On The Sea", gdzie mamy z kolei podjazdy pod piracki metal RUNNING WILD i nawet wokal jest robiony pod Kasparka. Ten numer akurat nie jest taki zły i może byłby nawet lepszy, gdyby i tu nie popadali w trywialnie speed powerowe pędzenie w refrenie.
Trochę tego RUNNING WILD, ale tylko trochę słychać również w "Glory Ride", w zamyśle sławiącym metal, który rozwija się jako rodzaj hymnu. Niestety po jego wysłuchaniu ma się raczej chęć zostać fanem italo disco niż muzyki metalowej.
Lepsze to jednak niż kompromitowanie się w stylistyce GAMMA RAY w zapewne mający być rozmarzoną pół balladową kompozycją fantasy "Victims Of The Frozen Hate". Tego nie da się słuchać ze względu na wokal. Nie oznacza to, że szybki, wypełniony energicznymi riffami "Extreme Paranoia" przynosi ulgę. No niestety, muzyczna naiwność bierze tu górę już po kilkunastu sekundach.
Na deser okropny numer "World Of Black And Silver" z gitarami akustycznymi i nastrojem grozy, budowanym w stylu oprawy dźwiękowej z objazdowego teatrzyku kukiełkowego.

Poza paroma zagrywkami gitarzystów i niezłym basem ciężko tu coś dobrego powiedzieć o wykonaniu. Bardzo to w gruncie rzeczy amatorskie i niepewne, mimo starań, aby było zadziorne.
Brzmieniowo to typowy produkt czasu kształtowania soundu skandynawskiego i samo ustawienie instrumentów w przestrzeni klasyczne dla Niemiec lat 90-tych.
Słabiutki to debiut, nawet na tle innych zespołów, które startowały równolegle, a potem szybko zaginęły w mrokach dziejów, wypada to doprawdy marnie.


Ocena: 3.5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Crystal Eyes - In Silence They March (2000)
[Obrazek: 1553.JPG]

Tracklista:

1. Time Flight 06:17
2. Cursed And Damned 04:43
3. Sons Of Odin 06:22
4. The Grim Reaper´s Fate 05:10
5. The Undead King 01:20
6. In Silence They March 05:48
7. Adrian Blackwood 05:15
8. Witch Hunter 06:15
9. The Rising 04:25
10. Knights Of Prey 05:11
11. Somewhere Over The Sun 04:54
12. Winternight 06:20

Rok wydania :2000
Gatunek: Melodic Power Metal
Kraj: Szwecja

Skład zespołu:
Mikael Dahl - śpiew, gitara, instrumenty klawiszowe
Jonathan Nyberg - gitara
Claes Wikander - bas, instrumenty klawiszowe
Kujtim Gashi - perkusja

Mimo że nagrany rok wcześniej, debiutancki album tego zespołu był słabiutki, jego lider Mikael Dahl utrzymał skład i w roku 2000 grupa przedstawiła drugi LP. Popyt na takie granie, jakie prezentował CRYSTAL EYES był znaczny i zespół znów zagrał melodyjny power metal w klimatach fantasy z pewną dawką epicko rycerskich klimatów.
Powtórzone zostały też w zasadzie wszystkie błędy popełnione poprzednio. Wokal Dahla nadal jest słaby, choć nieco lepszy niż poprzednio, szczególnie, że ogranicza te najwyższe górki. Co z tego, gdy mamy do czynienia z ponownym kopiowaniem GAMMA RAY zwłaszcza, przy czym melodie są nieciekawe, a refreny zupełnie pozbawione siły oddziaływania tych z Niemiec.

Amatorsko to brzmi w otwieraczu "Time Flight", a wokal kładzie "Cursed And Damned", gdzie jest nieco ciekawego, dynamicznego riffowania, zaprawionego neoklasyką w melodic powerowej oprawie.
Epickie true granie bliższe standardom tradycyjnego heavy metalu to "Sons Of Odin", także mocno zakorzenione w tradycji niemieckiej, ale takiej raczej z zaplecza lat 90-tych niż z czołówki. Marszowo, bojowo, ale ta armia jest bardzo słabo wyposażona w broń i pancerze.
Przebłyski własnego stylu zaczynają się w "The Grim Reaper´s Fate". Zagrana średnio szybko kompozycja z przyzwoitym tym razem wokalem i chwytliwym refrenem, gdzie można odnieść wrażenie, że gitary grają znacznie szybciej niż linia wokalna. Po raz pierwszy też niezłe solo i część instrumentalna w miarę przemyślana.
Ogólnie trochę ten bałagan formalny z debiutu został uporządkowany i jakoś się ta ekipa zaczyna bardziej tu rozumieć.
Epicki power metal z gitarą akustyczną w pierwszej części to "The Undead King"/"In Silence They March" i ta część jest tu najlepsza, bo dalej to taki lekki mrok w lekkim heavy power. Tu znów śpiewający siłowo Dahl ma za słaby głos, aby wypaść przekonująco. Na pewno jednak ten utwór można już odnieść do kształtującej się szwedzkiej stylistyki grania power metalu w rycerskiej odmianie. W "Adrian Blackwood" dużo "ooo ooo"i takie granie pod BLIND GUARDIAN, tyleż wtórne, co nudne w tym leśno-fantasy podejściu.
Zupełnie zgrabnie wyszedł za to "Witch Hunter" i tu raczej jest najwięcej odniesień do łagodniejszych kompozycji GRAVE DIGGER. Zagrane jest to przy tym bez większej energii, mimo że gitary tu są dosyć mocne. Takie utwory jak "The Rising" czy "Knights Of Prey" trudno nazwać inaczej jak masową produkcją melodic power w niemieckiej odmianie, z raczej radosnymi refrenami i rycerzykami w tle, ale tylko jako ozdobnik.
Gdy trochę zwalniają, tempo zaczyna dodatkowo wiać nudą i "Somewhere Over The Sun" ciągnie się straszliwie, mimo że wrzucony tu jest taki bardziej refleksyjny fragment, który całkiem ładnie zabrzmiał. Tym razem jest tez ciekawe solo, te zresztą ogólnie nie są złe, choć giną w natłoku sztampowych zagrywek całości kompozycji. Na koniec jest jest dodatkowa porcja nudzenia w niby epicko-klimatycznym fantasy graniu balladowym z gitarami akustycznymi w "Winternight". W takim graniu jednak na rodzimym poletku lepiej spisywał się MORIFADE.

Brak jakiegoś swojego oblicza to, obok słabego wokalu, największa bolączka tego zespołu w tym czasie. Zbiór tych kompozycji momentami słucha się jak tribute album dla znanych i uznanych firm z Niemiec w amatorskiej niemal formie wyrażenia swego podziwu.
Od strony produkcyjnej wyszło to nieźle, instrumenty są znacznie bardziej czytelne niż na debiucie. Solidnie w tle brzmią klawisze, sound gitar elastycznie dobrany, w zależności od charakteru kompozycji. Personalnie wyróżnić kogoś trudno, raczej to wszystko odegrane przez sprawnych rzemieślników niż wysokiej klasy instrumentalistów.
Mimo wszystko jest to już album lepszy od poprzedniego, znacznie lepszy i w ograniczonym zakresie spełnia kryteria albumu z melodic power, zdatnego do posłuchania od czasu do czasu i raczej fragmentarycznie.


Ocena: 6.1/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
Crystal Eyes - Vengeance Descending (2003)
[Obrazek: 17870.jpg]

Tracklista:

1. Vengeance Descending 05:52
2. Highland Revenge 05:02
3. Mr.Failure 05:32
4. Child of Rock 06:17
5. Dream Chaser 06:43
6. The Wizards Apprentice 07:11
7. Metal Crusade 05:12
8. The Beast In Velvet 05:29
9. Heart of the Mountain 05:43
10. Oblivion in the Visionary World 05:54

Rok wydania: 2003
Gatunek: Melodic Power Metal
Kraj: Szwecja

Skład zespołu:
Mikael Dahl - śpiew, gitara, instrumenty klawiszowe
Jonathan Nyberg - gitara
Claes Wikander - bas
Stefan Svantesson - perkusja

Jest to trzeci album tego zespołu z kręgu melodic power metal, nagrany po trzech latach przerwy i nowym perkusistą...
Reszta została po staremu ze słabym wokalem Dahla włącznie. Czy Dahl zdawał sobie sprawę ze swych ograniczonych możliwości trudno powiedzieć, niemniej w dwóch kompozycjach ustąpił miejsca jako wokalista innym, lepszym od siebie.

Szkoda, że tylko w dwóch, bo niestety wcale nie takie złe utwory, zaśpiewane przez niego, sporo tracą. Inna rzecz, że i naiwne refreny jak ten w "Vengeance Descending" kompletnie nie pasują do zgrabnych melodii rycerskich. W "Highland Revenge" pojawia się coś na kształt epickiego heavy power, tym razem z refrenem bardziej w stylu niemieckim. Dużo różnych wpływów się tu pojawia, bo "Child Of Rock" to znów taki melodic heavy metal z prostą, ułożoną melodią, trochę w stylu koncertowego hymnu, a "Mr. Failure" to melodic power w tej galopującej, radosnej odmianie, tu jednak brzmi to raczej kwadratowo.
We wszystkich utworach z tej płyty coś jest. Jest w tym pomysł na całkiem oryginalne melodie, ale chyba za sprawą wykonania to zupełnie nie chwyta.
Cały czas ma się wrażenie odtwarzania, mechanicznego odtwarzania, a nie tworzenia muzyki. Odtwarzania przez kogoś, kto nie ma pewności, czy robi to dobrze, a może po prostu nie czuje takiej muzyki do końca. Zgrabne sola jak w tej akurat kompozycji mimo wszystko nie ekscytują. Gra sekcji rytmicznej także dosyć niemrawa.
Trudno ten zespół podpiąć pod jakieś konkretne odniesienia do innych, nie można jednak powiedzieć,że mają własny styl na tej płycie.
"Dream Chaser" zaczyna się w stylu RUNNING WILD, a potem to i IROPN MAIDEN i niemiecki tabun grup heavy i power metalowych.
Najmniej w tym chyba właśnie Szwecji i ta grupa praktycznie tej szwedzkiej szkoły melodic power nie reprezentuje. Dahl śpiewa to lepiej, to gorzej, ale w końcu pojawia się w "The Wizards Apprentice" Daniel Heiman z LOST HORIZON i wreszcie nieco udaje mu się rozruszać to wszystko w mocnej kompozycji, pełnej energicznego riffowania, a w samej konstrukcji wyrazistej i przejrzystej. Nyberg gra tu doprawdy wybornie i to zupełnie inny zespół.
To jednak zespół Dahla i wraca on sławiącym metal "Metal Crusade" w tradycyjnym heavy metalowym stylu. Taki to znów nijaki numer, przerysowany i zbyt rozkrzyczany w refrenie, ale tu Nyberg nieco nadrabia solowymi ozdobnikami gitarowymi.
Za to bardzo ładnie prezentuje się runningowo piracki "The Beast In Velvet", gdzie tym razem zaśpiewał Gerd Salewski z niemieckiego CHROMING ROSE i znów fajnie to brzmi w potoczystej, wesołej i żywej kompozycji. Szkocki metal to "Heart of the Mountain" i tu najlepszy wokal Dahla w numerze także bardzo dobrym, co zawdzięczać należy dużemu wyczuciu konwencji w gitarach. Nadal jednak raczej mechaniczna gra sekcji rytmicznej osłabia efekt końcowy.
Refren z tej kompozycji jest najbardziej zapadający w pamięć całego tego albumu.
Na koniec "Oblivion in the Visionary World", rozwlekła kompozycja balladowo-epicka z gitarą akustyczną, rozległymi klawiszami i brakiem pomysłu na jakieś konkretne rozwinięcie.
Dobre brzmienie gitary i klawiszy, gdy się pojawiają, natomiast perkusja jest za cicho, a bas zbyt anemiczny.

Bardzo to nierówna płyta, sprawiająca całościowo wrażenie zlepka nagrań różnych zespołów.
Są tu i lepsze i bardzo dobre momenty, ale przeważa przeciętność we wszystkich aspektach. Bardzo dobry występ zaproszonych wokalistów i przebłyski znakomitej gry Nyberga to za mało, aby uznać ten album za udany.
Tak jak i to, co można usłyszeć na samym końcu po pewnym okresie ciszy...


Ocena: 6.6/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości