DragonForce
#1
DragonForce - Ultra Beatdown (2008)
[Obrazek: 202236.jpg]

Tracklista:

1. Heroes of Our Times 07:14
2. The Fire Still Burns 07:50
3. Reasons to Live 06:26
4. Heartbreak Armageddon 07:41
5. The Last Journey Home 08:12
6. A Flame for Freedom 05:20
7. Inside the Winter Storm 08:12
8. The Warrior Inside 07:15

Rok wydania: 2008
Gatunek: Melodic Power Metal
Kraj: Wielka Brytania

Skład zespołu:
ZP Theart – śpiew
Herman Li – gitara, śpiew
Sam Totman – gitara, śpiew
Frédéric Leclercq - bas, gitara akustyczna, śpiew
Dave Mackintosh – perkusja, śpiew
Vadim Pruzhanov – instrumenty klawiszowe, pianino, śpiew

Legia Cudzoziemska pod brytyjską flagą prezentuje w Japonii premierę płyty, wyprodukowanej w Finlandii i z okładką zaprojektowaną w USA.
Kosmopolityczny DRAGONFORCE i jego czwarty album. Album zespołu, który wzbudził tyle samo chorej nienawiści, co ślepego uwielbienia swoim superszybkim power metalem z ultra melodyjnymi refrenami i karkołomnymi popisami instrumentalistów, z gitarzystą Hermanem Li na czele.

Co tu jeszcze można zrobić, aby podsycić nienawiść, a wiernych fanów lekko zaskoczyć...
Tak, jest to nieco inna płyta, wciąż DRAGONFORCE, jednak taki cieplejszy, grzeczniejszy, słoneczny i radosny, optymistyczny i przyjazny dla wszystkich, nawet dla tych, którzy wyszukiwali tylko ich koncertowe potknięcia na filmikach z Youtube.
Nie schodząc w zasadzie ze swoich standardowych 7 minutowych tracków, wzbogacili muzykę o trochę wolniejszych fragmentów, nieco zadumy i szczyptę cukru więcej.
Jednak wcale nie tak bardzo się zmienili, choć refreny są bardziej przestrzenne i polatujące ku niebu jak w "Heroes of Our Times". Sola gitarowe nadal mkną z prędkością światła, ale są zarazem bardziej czytelne i więcej w nich treści niż shredu dla shredu.
ZP Theart bardzo ładnie śpiewa, czysto, bez siłowania się i chęci wypluwania stu słów na minutę.
Nieskomplikowane, ale zwiewne i zgrabne klawisze towarzyszą gitarom, a sekcja rytmiczna napędza wszystko z nieprawdopodobną energią.
Tak powinien brzmieć speed melodic power metal XXI wieku. Te melodie są nadal takie bojowe, ale tego rycerskiego grania nieco mniej. Jest na pewno jednak w kapitalnym "The Fire Still Burns".
No polatuje ta muzyka wysoko ku niebu bezchmurnemu i błękitnemu, ku słońcu i tak to już jest do końca tej płyty. Może trochę zbyt cukierkowo w "Reasons to Live" jest, ale to tylko raz. Wybaczalne, a zresztą to też udana kompozycja.
Tak nieco wolniej i łagodniej jeszcze w "Heartbreak Armageddon" z rozmarzonym fragmentem instrumentalnym, pełnym rockowych gitar. A w "The Last Journey Home" jeszcze więcej akustycznej gitary i łagodnej melodic power metalowej podróży z celtyckimi akcentami i nowoczesnymi zagrywkami gitar i klawiszy w fantastycznych, ale nieco za krótkich częściach instrumentalnych.
Najpiękniej polatuje ku niebu "A Flame for Freedom" i to muzyka jak z kolorowej pozytywki, ozdobionej tańczącymi postaciami i śniegową kulą.
Z prędkością światła ścigają się skutecznie w "Inside the Winter Storm", ale przecież nie za wszelką cenę i elegancko kończą, podsumowując wszystko w "The Warrior Inside".

Ciepłe, miękkie, głębokie brzmienie, przestrzeń i jasność... Pianino, akustyczne gitary, smaczki i niuanse.
Bezpretensjonalny album z muzyką dla wszystkich z wyjątkiem tych, którzy uśmierzają swoje kompleksy goregrind/brutal death metalem lub słuchając tylko teutońskiego thrashu wierzą, że są twardzi.


Ocena: 9.5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
DragonForce - The Power Within (2012)
[Obrazek: 329629.jpg?1837]


Tracklista:
1. Holding On 04:56
2. Fallen World 04:05
3. Cry Thunder 05:17
4. Give Me the Night 04:29
5. Wings of Liberty 07:22
6. Seasons 05:05
7. Heart of the Storm 04:44
8. Die By the Sword 04:38
9. Last Man Stands 05:12
10. Seasons (Acoustic Version) 04:26

Rok wydania: 2012
Gatunek: Melodic Power/Speed Metal
Kraj: Wielka Brytania

Skład zespołu:
Marc Hudson - śpiew
Herman Li - gitara
Sam Totman - gitara
Vadim Pruzhanov - instrumenty klawiszowe
Frédéric Leclercq - bas, śpiew
Dave Mackintosh - perkusja


Uwielbiany, wyszydzany, światowej sławy DRAGONFORCE z nowym wokalistą, niezwykle sympatycznym panem Hudsonem. Jeśli ktoś sądził, że ZP Heart jest niezastąpiony, pomylił się, bo Marc idealnie pasuje do słonecznego rozpędzone do sound barrier metalu DRAGONGFORCE. Wystarczy posłuchać jak sobie poczyna w potoczystym "Heart of the Storm" i jak rozkwita refren gdy śpiewa nieco wyżej.

Jest pewną niespodzianką to, że ta ekipa ponownie postawiła na szybkość po nieco wolniejszym albumie poprzednim, a kompozycje są znacznie krótsze i bardziej zwarte w motywach.
Taki radosny, naładowany pozytywną energią melodic speed power jest potrzebny w coraz bardziej ponurych metalowych czasach. Nic nowego DRAGONFORCE nie proponuje i to dobrze, bo w tym co robią są mistrzami i wszelkie naśladownictwa są zazwyczaj bladym odbiciem tego co Anglicy proponują w takich numerach jak otwierający "Holding On" czy łagodnie rycersko epickie "Fallen World" lub "Die By the Sword". To akurat jeden z największych hitów albumu z nawiązaniami do najstarszych nagrań zespołu i do rytmiki RUNNING WILD. Drugim takim na pewno jest "Cry Thunder" z kapitalnie zaśpiewanymi refrenami polatującymi dumnie ku niebu, ujmującym motywem celtyckim i przepięknym duetem gitarowym w części instrumentalnej.
Energia bijąca z tego LP jest przeogromna, poczynając od gitarowych natarć poprzez super szybkie fantazyjne sola Hermana Li, aż do wspaniałego ultra dynamicznego występu sekcji rytmicznej ze wskazaniem na Dave Mackintosha w życiowej formie. Wykonanie jest fantastyczne, a pewność siebie bije z każdego riffu. Tak się to powinno grać! Tak jak w porywającym super szybkim "Give Me the Night". Może i taki częściowo power rockowy numer jak "Seasons" mógłby pojawić się tylko w wersji akustycznej (bardzo przyjemnej zresztą) ale to w zasadzie jedyne i niezbyt wielkie potknięcie kompozycyjne na tym LP. Chyba, że na upartego dodać tu trochę słabszą melodię z "Last Man Stands".
Krótsze utwory niż poprzednio, poza "Wings of Liberty", gdzie odegrali swoje przepisowe siedem minut w klasycznym tempie i z odrobinę mocniejszymi gitarami.

To DRAGONFORCE w swoim stylu po prostu. Na całej płycie. Wyrazy uznania należą się za świeżość samych melodii w obrębie mocno już wyeksploatowanego zestawu własnych riffów. Niby wszystko brzmi znajomo, ale takiego dosłownego autokopiowania za wiele nie ma.
Brzmieniowo też bez rewolucji, choć jakby mniejsza głębia i pokłady ciepła niż na albumie "Ultra Beatdown".
Po prostu DRAGONFORCE. W bardzo wysokiej dyspozycji, pewny siebie i wyluzowany.


Ocena: 9/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
DragonForce - Maximum Overload (2014)


[Obrazek: 558738.jpg?0538]

Tracklista: (wersja earMUSIC 0209444ERE)
1. The Game 04:56
2. Tomorrow's Kings 04:13
3. No More 03:50
4. Three Hammers 05:50
5. Symphony of the Night 05:19
6. The Sun Is Dead 06:34
7. Defenders 05:45
8. Extraction Zone 05:06
9. City of Gold 04:43
10. Ring of Fire (Johnny Cash cover) 03:15

Rok wydania: 2014
Gatunek: Melodic Power/Speed Metal
Kraj: Wielka Brytania

Skład zespołu:
Marc Hudson - śpiew
Herman Li - gitara
Sam Totman - gitara
Vadim Pruzhanov - instrumenty klawiszowe
Frédéric Leclercq - bas, śpiew
oraz
Dave Mackintosh - perkusja

W roku 2014 chyba już wszyscy pogodzili się z Hudsonem jako wokalistą, a kto się do niego nie przekonał, ten zapewne nigdy DRAGONFORCE nie lubił. Druga płyta z Hudsoinem wydana została w sierpniu 2014 przez earMUSIC i stylistycznie jest w zasadzie kontynuacją tego, co można usłyszeć na "{The Power Within". Melodyjny speed power metal DRAGONFORCE po prostu.

Tym razem bardzo interesujące jest rozpoczęcie płyty w postaci The Game. Zaskakuje rytmika i styl melodii zbliżony do grania modern, może nawet blisko BULLET FOR MY VALENTINE oraz pewna nieduża dawka brutalnych wokali w metalcore'wej manierze. Ogólnie - znakomity początek i pewne novum w przewidywalnych obszarach tej ekipy.
Potem nieco udanej sztampy w Tomorrow's Kings czy Symphony of the Night, gdzie brzmią jak najdawniejszy DRAGONFORCE z POWER QUEST w tle, ale już No More jest znacznie bardziej soczysty i po raz kolejny trochę nowocześniejszy chwilami, słoneczny i przebojowy. Three Hammers to taki klasyczny zrobiony w brytyjskiej manierze melodic epic power ze świetnym refrenem i wyśmienitym przyspieszeniem, też takim modern, jak w przypadku openera. Dosyć nowocześnie brzmi także The Sun Is Dead z refrenem radiowym i melodia zwrotek jest tu jednak lepsza, podobnie jak starannie zaplanowana część instrumentalna, wolniejsza i bogata formalnie. Partia instrumentów klawiszowych w końcówce, zrobiona pod Hammondy, jest wyjątkowo fajna.
Znakomicie wypada speed rycerskie natarcie w Defenders i tu refren robi zdecydowanie bardzo dobre wrażenie.
Extraction Zone jest fantastyczny w tym pędzie z prędkością światła i nośną melodią, także Hudson zdał egzamin w nadążaniu za gitarami. Brawa za ten kawałek! Także za ten zabawny a zarazem pełen luzu fragmencik elektroniczny.
W pewnych swoich pełnych lekkości i pewności siebie zagrywkach są jednak nie do pobicia. To słychać w pracy gitar, w chwytliwym, przebojowym City of Gold.

Hudson potwierdził, że jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Może i ZP Heart był wokalnie bardziej barwny, ale Hudson spisuje się bez zarzutu. Li i Totman... No cóż, oni jednych zachwycają, innych drażnią, ale na tym albumie zagrali nie tylko jak zwykle szybko i z niesamowitą wprawą, ale i kilka razy wręcz karkołomnie i wyszli z tego bez szwanku. W tym co robią są niezaprzeczalnie oryginalni i rozpoznawalni. Sekcja rytmiczna? W końcu to sekcja, która napędzała moc gitarzystów na kilku albumach i z pewnych rzeczy wyciągnęła wnioski i doświadczenia. Aby być wierny faktom, trzeba dodać, że tym razem Dave Mackintosh zagrał po raz ostatni i jako muzyk sesyjny. Nowym perkusistą został w tym samym roku Włoch Luigi Anzalone.
Produkcyjnie jest to kolejny LP zrobiony solidnie, choć nieco staromodnie w wielu fragmentach. Nowe dla soundu DRAGONFORCE, lekko metalcore'we brzmienie gitar jakie można parokrotnie usłyszeć jest udane i interesujące.
Międzynarodowa ekipa z Londynu gra swoje. Kiedyś była bardzo sztampowa i przewidywalna, teraz od jakiegoś czasu już nie. Tu grają niby w jednym stylu, ale jednak prawie kawałek ma swój własny muzyczny odcień.

ocena: 9/10

new 26.01.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#4
DragonForce - Valley of the Damned (2003)
  [Obrazek: 12108.jpg?1307]

Tracklista:

1. Invocation of Apocalyptic Evil 00:14
2. Valley of the Damned 07:10
3. Black Fire 05:47
4. Black Winter Night 06:31
5. Starfire 05:53
6. Disciples of Babylon 07:17
7. Revelations 06:53
8. Evening Star 06:39
9. Heart of a Dragon 05:23


Rok wydania: 2003
Gatunek: Melodic  Speed Power Metal
Kraj: Wielka Brytania

Skład zespołu:
ZP Theart – śpiew
Herman Li – gitara, śpiew
Sam Totman – gitara, śpiew
Diccon Harper - gitara basowa
Didier Almouzni – perkusja
Vadim Pruzhanov – instrumenty klawiszowe, pianino


Tyle krzyku, tyle wrzawy, tyle niepotrzebnych negatywnych i śmiesznie ekstatycznych emocji przy okazji debiutu londyńskiej ekipy, w której rodowici Brytyjczycy są w mniejszości. Od miłości do nienawiści, ślepej rzecz jasna, w obu krańcowych przypadkach. Trzeba na to popatrzeć na trzeźwo, chłodnym okiem.
Przede wszystkim często zapomina się o korzeniach. DRAGONFORCE przecież poprzednio występował jako DRAGONHEART, a po rozpadzie pierwotnego składu DRAGONHEART jego istotni członkowie założyli POWER QUEST, a Totman nawet tam im pomagał...

DRAGONFORCE na debiucie z 2003 jest niczym innym i niczym więcej niż tylko speedową wersją POWER QUEST z lat 2002-2003 i dlatego realnie podlega takiej samej ocenie jak POWER QUEST właśnie. W obu przypadkach jest to ten sam pełen naiwnego wdzięku i słońca heroiczny fantasy power metal, o niemal identycznych strukturach melodycznych i tylko Li i Totman grają to samo dwa razy szybciej. Jeśli ktoś lubi słodkawy power metal POWER QUEST i lubi maksymalną speedową jazdę bez trzymanki, to naturalnie DRAGONFORCE jest zespołem idealnym. Jeśli natomiast nie lubi, to słuchanie DRAGONFORCE może być przeżyciem traumatycznym.
To, co gra na tym albumie zespół z Londynu jest z kompozycji na kompozycję podobne, te riffy są wykorzystane wielokrotnie, te refreny są tylko po prostu dobrymi radosnymi fantasy refrenami, przy czym oczywiście w roku 2003 odbiór pewnych rzeczy był inny niż obecnie. To wszystko było stosunkowo świeże, tak dynamicznie i szybko podobnych melodii nikt praktycznie grał, nie grał również tak gładko, bo przecież sam speed metal nie był niczym nowym, może nawet był reliktem lat 80tych, wymierającym, a DRAGONFORCE przywrócił nim zainteresowanie.
Pewną nie prawdziwą legendą jest stwierdzenie, że Li i Totman na tym albumie ukazali jakiś tam swój geniusz i wirtuozerię.
Tak nie jest. Obaj grają tu owszem, bardzo szybko, ale nic ponadto. Sola są pełne błędów, poza szybkością przemieszczania się po gryfie nie ma tu niczego specjalnie trudnego ani twórczego. Znacznie ciekawsze są gitarowe partie wolniejsze jak chociażby w Valley of the Damned.
Jest na "Valley of Damned" także trochę tego bałaganu, który tak wytykają zajadli przeciwnicy zespołu. No jest, choćby w Disciples of Babylon, który zamiast być zróżnicowany, to faktycznie jest bałaganiarski formalnie, bo i motywów kilka i pianino w roli głównej w pewnym momencie, i coś co metalem nie jest.
Kompozycje na tym albumie są podobne do siebie, płyta brzmi monolitycznie, warto jednak zauważyć, że na kilku następnych LP pewne motywy pojawiły się ponownie i to ukazane w znacznie bardziej interesujący sposób. Wbrew ogólnej manierze zagrali bardzo dobry numer balladowy, chwytliwy rockowy Starfire i takie podobne numery po latach wychodziły im równie dobrze, a może i jeszcze lepiej.

Z całą pewnością na uznanie zasługuje wyborna gra perkusisty Didier Almouzni trochę przez lata zapomnianego, natomiast
ZP Theart jest po prostu dobry i nieco męczący w wyższych partiach. Jakoś najbardziej chyba w Revelations. Jego muzyczna dojrzałość przyjdzie nieco później, zresztą podobnie jak i obu gitarzystów. Vadim Pruzhanov robi bardzo dobrą robotę także dlatego, że nie stara się rywalizować z gitarami. Ma swój własny dalszy plan i tam robi dokładnie to co do niego należy.
Ogólnie śmiało, wesoło, ale nie wesołkowato jak w trochę hellowenowskim Heart of a Dragon, a wszystko w naprawdę doskonałej oprawie dźwiękowej. W tej kategorii muzycznej i w tym czasie ta płyta został zrealizowana niemal perfekcyjnie. "Sharp & Clear" i każdy kto uważa inaczej się po prostu myli. Trzeba zachować odrobinę obiektywizmu wobec faktów... Najlepsze numery? Jak się wielbi POWER QUEST to pewnie wszystkie, ale jeśli nie, to prawdziwych metalowych killerów na tym LP nie ma.
Po prostu dobra płyta w swoim gatunku. Naprawdę nie ma powodu strzelać do siebie przy okazji dyskusji nad debiutem DRAGONFORCE, drodzy fani metalu.

ocena: 7/10

new 25.02.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#5
DragonForce - Sonic Firestorm (2004)
[Obrazek: 37711.jpg?1020]

Tracklista:

1. My Spirit Will Go On 07:54
2. Fury of the Storm 06:46
3. Fields of Despair 05:25
4. Dawn over a New World 05:13
5. Above the Winter Moonlight 07:31
6. Soldiers of the Wasteland 09:45
7. Prepare for War 06:15
8. Once in a Lifetime 07:46



Rok wydania: 2004
Gatunek: Melodic  Speed Power Metal
Kraj: Wielka Brytania

Skład zespołu:
ZP Theart – śpiew
Herman Li – gitara, śpiew
Sam Totman – gitara, śpiew
Adrian Lambert - gitara basowa
Dave Mackintosh – perkusja
Vadim Pruzhanov – instrumenty klawiszowe, pianino, gitara akustyczna


Sensacyjny debiut (dla wielu, ale nie dla wszystkich) wymusił natychmiastowe nagranie drugiej płyty, która została nagrana jesienią 2003 roku  w Thin Ice Studios, była gotowa do obróbki 10 grudnia, a w kwietniu 2004 wydała ją wytwórnia Nose Records. Album ten został nagrany z nową sekcją rytmiczną, przy czym basista Adrian Lambert został pozyskany z power metalowego INTENSE, a perkusista Dave Mackintosh ze słynnego symphonic epic power/black metalowego BAL-SAGOTH.

Sekcja rytmiczna była nowa, ale muzyka była konsekwentną kontynuacją tego, co przyniosło DRAGONFORCE sukces w roku poprzednim - zagrany w speedowych tempach melodyjny power o cechach epickich. Także i tym razem grupa przedstawiła kompozycje dosyć długie, nawet średnio dłuższe, niż na debiucie i napędzane atomową perkusją Dave Mackintosha. Ten perkusista rozegrał na tej płycie kapitalna partię, zdecydowanie korzystając ze swoich doświadczeń w poprzednim zespole.
Utwory z tej płyty są dojrzalsze w formie niż poprzednio i jednorożec już tak nad tym wszystkim nie polatuje na skrzydłach pegaza. Jeśli w 2003 można było zarzucić ich muzyce pewne nieuporządkowanie, to tym razem technika Li, Totmana i sekcji rytmicznej została wykorzystana we właściwy sposób i te ultra speedowe partie, gdzie gitarzyści grają te swoje niesamowite sola i pojedynkują się z szybkością światła są bardzo czytelne.  Rozpoczyna to wszystko znakomity My Spirit Will Go On, tak naprawdę w stylu POWER QUEST, ale jednak ten speedowy styl nadaje takiej muzyce zupełnie innego wyrazu.
Oczywiście smok z mieczem nadal tu jest obecny tak w Fury of the Storm jak i w Fields of Despair, ale niezależnie od tego, jaki kto ma stosunek do tego podgatunku, to trzeba przyznać, że samo wykonanie jest znakomite i z taką werwą to po prostu nikt nie grał takiej muzyki. A że okrzepli, to świadczy o tym doskonały potoczysty refren z Fields of Despair i gustowne wykorzystanie tu instrumentów klawiszowych. Nie jest to na pewno plan symfoniczny, ale nie jest to także zawstydzające granie plastikowych akordów z zabawy w remizie. Trzeba pochwalić song Dawn over a New World, z pianinem, z gustownymi gitarami i z piękną melodią osadzoną w najlepszych tradycjach brytyjskiego rocka. Doprawdy klasa! I warto zauważyć jak wybornie śpiewa tu ZP Theart bez speedowego tła. Oczywiście w tej speedowej nawałnicy są i nieco wolniejsze numery, jak Above the Winter Moonlight i co ciekawe to jest nieco mniej atrakcyjne od tych utworów granych z prędkością światła. Fakt, przyspieszenie jest to w pewnym momencie zrobione po mistrzowsku. Jednak gdy po nim następuje taki epicki killer jak Soldiers of the Wasteland i DRAGONFORCE gra przez dziesięć minut porywający speed melodic o świetnej melodii głównej i nie pozwala odwrócić od siebie uwagi ani na moment, to to już coś znaczy. I co by się nie powiedziało o wszystkich solach i zagrywkach obu gitarzystów na różnych płytach, to długie unisono w tym utworze jest czymś doprawdy wspaniałym i godnym zapamiętania.
Porywająco, śmiało i nawet lekko neoklasycznie poczynają sobie w Prepare for War i w tej kompozycji słychać, jak bardzo uporządkowali swoje granie w ciągu jednego roku. Czytelne, klarowne, wybornie zaaranżowane i eksplodujące w refrenie.
DRAGONFORCE nadal pozostaje zespołem polatującym ku Słońcu, radosnym w przyjemny sposób i takim chce tu zostać zapamiętanym w brawurowo rozegranym na zakończenie Once in a Lifetime.

W procesie produkcji postarano się, by całość brzmiała bardziej czytelnie niż na debiucie, nieco pogłębiono plany, rozsunięto gitary i ustawiono perkusje niezbyt mocną, by nie zagłuszała gitar. Tym razem Karla Grooma wsparł Niemiec Eberhard Köhler (mastering).
Kunszt instrumentalistów DRAGONFORCE jest niezaprzeczalny i cokolwiek się sądzi o ich muzyce, to trzeba to docenić.
Tym albumem grupa przekroczyła wiek chłopięcy i stała się mężczyzną, choć wielu nadal nie chciało tego zrozumieć i odnosiło się do tego bandu z lekceważeniem.

ocena: 9/10

new 27.08.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#6
DragonForce - Inhuman Rampage (2006)
[Obrazek: 96901.jpg?1224]

Tracklista: (Victor VICP-63220)

1. Through the Fire and Flames 07:24
2. Revolution Deathsquad 07:52
3. Storming the Burning Fields 05:19
4. Operation Ground and Pound 07:44
5. Body Breakdown 06:58
6. Cry for Eternity 08:12
7. The Flame of Youth 06:41
8. Trail of Broken Hearts 05:56
9. Lost Souls in Endless Time 06:22 (bonus Track)



Rok wydania: 2006
Gatunek: Melodic  Speed Power Metal
Kraj: Wielka Brytania

Skład zespołu:
ZP Theart – śpiew
Herman Li – gitara, śpiew
Sam Totman – gitara, śpiew
Adrian Lambert - gitara basowa
Dave Mackintosh – perkusja
Vadim Pruzhanov – instrumenty klawiszowe, pianino


Jest to trzeci album DRAGONFORCE, wydany w styczniu 2006 roku niemal równocześnie na całym świecie, ale najpierw w Japonii, 2 stycznia (Victor), gdy ludy euroatlantyckie leczyły kaca po sylwestrowych i noworocznych szaleństwach.
"Inhuman Suck". Tak brzmi tytuł jednej z recenzji tego albumu, powiedzmy wprost, niesprawiedliwej. Zresztą ten LP wyzwał tak niebywałe emocje i rozpalił do czerwoności fanów i antyfanów, a właściwie nie bardzo wiadomo dlaczego. Co ciekawe, pewna liczba tych krytyków i apologetów zamieniła się miejscami...
Wszystkie argumenty jakie padły w czasie burzy po premierze tej płyty należy poprzeć i równocześnie odrzucić.
Grają jeszcze szybciej? Czy to źle? ZPHeart śpiewa jeszcze bardziej rockowo? No i co z tego, skoro śpiewa wybornie.
Za mało smoków? Już były, ileż można w kółko o smokach. Klawisze zbyt nowoczesne? Na pewno?
Ciężko ludziom dogodzić czasem.

Melodic power metal zagrany brawurowo przez dwóch wspaniałych gitarzystów i nie mający ambicji większych niż zaprezentowanie tego co gra POWER QUEST, tyle że w obłędnych tempach. Kto twierdzi, że się stale mylą ten jest po prostu złośliwy. To jest seria długich, bogato zaaranżowanych kompozycji z mnóstwem fantastycznych solówek, z kapitalną grą sekcji rytmicznej, kompozycji, gdzie się nieustannie coś dzieje. A że trochę w tym radiowego hard rocka zagranego z prędkością światła to dobrze, bo przecież nikt przed nimi tego nie robił.
Znakomite otwarcie w postaci tajfunu speed metalowego Through the Fire and Flames!
Że radośnie? Radośnie w bardzo przyjemny sposób i bardzo dobrze ta radość jest oddana w rozpędzonych i pozytywnie zakręconych Revolution Deathsquad, Body Breakdown, a w The Flame of Youth odmalowana nieco bardziej pastelowymi barwami na samym początku.
Co za niesamowite gitarowe speedowe ataki w Operation Ground and Pound, maestria! I to jakże melodyjna maestria! Co do maestrii... Cry for Eternity. Prosty przykład jak można w nieco odświeżonej formule grać to samo co na debiucie i dewastować. Partie gitarowe wspaniałe, a są jeszcze i klawisze w tle (tak, he he...). Mordercze gitary...
Jasne, że nie wszystkie kompozycje są tu na najwyższym poziomie, jeśli chodzi o same melodie (Storming the Burning Fields, Body Breakdown), ale przecież to chyba w zasadzie normalne, bo gdyby takie nie było, to świat wypełniałyby stosy genialnych metalowych albumów. Ponadto nawet gdy ta melodia jest nieco słabsza, to wykonanie zadziwia.
Dal ochłonięcia po tej speedmanii rock/metalowaballada Trail of Broken Hearts. Dobra bezpretensjonalna ballada.
Japońskie wersje zawierają często "bonusy", które nigdy światła dziennego ujrzeć nie powinny. Tu akurat DRAGONFORCE daje kompozycję bardzo porządną, której wstydzić się musi. Po prostu szybki potoczysty i słoneczny DRAGONFORCE.

No i jeszcze jedno. Bardzo ważne. Produkcja jest doskonała, potężna, autentycznie godna słowa power a nie tylko speed i klarowność tych skomplikowanych powiązań pomiędzy gitarzystami a atomową sekcją rytmiczną jest perfekcyjnie zrobiona. ZP Heart stosownie wysunięty, ale nie nadmiernie, a klawisze... no klawisze są fajne, cokolwiek by nie powiedzieli malkontenci.
Ten album niezależnie od wszystkiego, co o nim napisano i powiedziano był ogromnym sukcesem, także komercyjnym. DRAGONFORCE ugruntował swoją pozycję mega - gwiazdy, i może Adrian Lambert w pewnym momencie pożałował, że opuścił grupę zanim ten LP się ukazał.Też kocham SLAYER, ale słusznie zachwycić się DRAGONFORCE to przecież żadna ujma.

ocena 9,4/10

new 10.09.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#7
DragonForce - Reaching into Infinity (2017)


[Obrazek: 632013.jpg?1438]

Tracklista:
1. Reaching into Infinity 01:25
2. Ashes of the Dawn 04:33
3. Judgement Day 06:13
4. Astral Empire 05:24
5. Curse of Darkness 05:35
6. Silence 04:50
7. Midnight Madness 06:21
8. War! 05:19
9. Land of Shattered Dreams 04:59
10.The Edge of the World 11:03
11.Our Final Stand 05:04

Rok wydania: 2017
Gatunek: Melodic Power/Speed Metal
Kraj: Wielka Brytania

Skład zespołu:
Marc Hudson - śpiew
Herman Li - gitara
Sam Totman - gitara
Vadim Pruzhanov - instrumenty klawiszowe
Frédéric Leclercq - bas, śpiew
Luigi Anzalone - perkusja

W roku 2014 w DRAGONFORCE pojawił się nowy perkusista Włoch Luigi Anzalone, który musiał czymś zaimponować ekipie, chociażby tym, że skutecznie ubiegał się o miejsce w słynnym amerykańskim thrash metalowym FORBIDDEN, choć ostatecznie nigdy tam nie zagrał. Zagrał jednak na "Reaching Into Infinity", albumie wydanym w maju 2017 przez kilka wytwórni, w tym Metal Blade Records oraz w Japonii.

Całość oceny tego albumu determinuje jeden podstawowy fakt. DRAGONFORCE gra z płyty na płytę dla coraz młodszych słuchaczy. Zaczęło się od historii o smokach dla ludzi sędziwych i leciwych, bo tylko najstarsi pamiętają jak wyglądają smoki i widzieli je na żywo. Potem stopniowo ten wiek się obniżał, było coś dla Czterdziestolatków, potem płynne zejście za czasów Hudsona do nastolatków, ale takich którzy się już całują w parku. Wydawać by się mogło, że niższej granicy wiekowej już przekroczyć nie można, ale jednak można!
DRAGONFORCE w roku 2017 mocno uderzył w kierunku słuchaczy w wieku, w którym nie chodzi się jeszcze do MacDonalda bez opieki dorosłych. Oczywiście wszystko jest jak dawniej. Doskonałe sola obu gitarzystów, znakomita gra sekcji rytmicznej, solidny ugrzeczniony wokal Hudsona. Są nawet takie nieco mroczniejsze fragmenty, akcentowane elektroniką klawiszową oraz łagodne partie z gitarą akustyczną (Curse Of Darkness) oraz wiele innych smaczków, ale stopień naiwności i infantylizmu został niebezpiecznie przekroczony. W znacznej mierze mamy tu do czynienia ze speed pop rockiem, który można określić jako nowy gatunek muzyczny - computer game speed music. Nie, nie ma to nic wspólnego z muzyką "metalową" tworzoną do gier komputerowych, wręcz przeciwnie. Gdy jest ona zdaniem gracza (wiek około dziewięć lat) słaba, to się ją po prostu wyłącza i zastępuje czymś mniej lub bardziej naiwnie prostodusznym z tego właśnie albumu i już można bardziej komfortowo anihilować kolejne hordy kosmitów czy potworów (te mroczniejsze fragmenty to dobry moment na walkę z bossem). Dziewczęta (wiek około 10 lat) nie zawsze lubią walczyć z potworami, ale mogą nałożyć na uszy swoje słuchawki z misiami i posłuchać Silence wzdychając do tapety w komputerze z ulubionym Dragonforcem.
Muzycznie, mimo pozorów "gramy jak DRAGONFORCE" ten album jest praktycznie bezwartościowy, jako zbudowany  całkowicie na wyeksploatowanych patentach z albumów poprzednich, i to tych najbardziej naiwnych. No naprawdę, czym są te riffy z Midnight Madness? Co jest wart dla speed power metalu opener Ashes of the Dawn?
Jestem bardzo wyczulony na fałsz w muzyce metalowej, wyczuwam go na milę. Podobnie, jak na metalową muzykę, która jest tylko i wyłącznie produktem. Ta płyta jest właśnie tylko produktem, zupełnie bez duszy. Co więcej jest to album o paskudnym brzmieniu, gdzie tworzywo sztuczne gitar, klawiszy i perkusji jest czystym polietylenem, a całość jest płaska i miękka, wytłumiona i w sam raz do tego, by nie za bardzo ranić uszu w czasie zabijania potworków na ekranie.
Oczywiście kilka fragmentów w kilku kompozycjach ma jakiś sens, ale to tylko podkreśla ogólny upadek. Ten upadek jest tak bardzo słyszalny w kolosie The Edge of the World, o zupełnie zmarnowanym potencjale, głęboko tu ukrytym.
Na tej płycie znalazł się być może najgorszy utwór DRAGONFORCE w historii czyli War! To co zostało tu zrobione budzi niesmak na pierwszym miejscu przed zdumieniem. Absolutna hańba.

Przez lata wykazywałem dla DRAGONFORCE ogromną wyrozumiałość i zawsze wyszukiwałem to co w ich muzyce najlepsze. Nawet w przypadku niektórych płyt, zwłaszcza wcześniejszych przewartościowałem swoje poglądy na zdecydowanie bardziej pozytywne. Tym razem jednak trzeba powiedzieć STOP ! tandecie w kolorowym pudełku.
Ta płyta to produkt globalnej produkcji masowej z najniższej możliwej półki.
Aż strach pomyśleć, co usłyszymy na kolejnej płycie...

ocena 3/10

new 15.09.2019

NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#8
DragonForce - Extreme Power Metal (2019)

[Obrazek: 789476.jpg?1931]

Tracklista:
1. Highway to Oblivion 06:48
2. Cosmic Power of the Infinite Shred Machine 06:36
3. The Last Dragonborn 06:12
4. Heart Demolition 05:39
5. Troopers of the Stars 05:03
6. Razorblade Meltdown 04:45
7. Strangers 04:29
8. In a Skyforged Dream 04:45
9. Rememberance Day 05:10
10.My Heart Will Go On (Celine Dion cover) 03:24

Rok wydania: 2019
Gatunek: Melodic Power/Speed Metal
Kraj: Wielka Brytania

Skład zespołu:
Marc Hudson - śpiew
Herman Li - gitara
Sam Totman - gitara
Frédéric Leclercq - bas, śpiew
Luigi Anzalone - perkusja
oraz
Coen Janssen - instrumenty klawiszowe

Snując rozważania na temat wieku odbiorców muzyki DRAGONFORCE przy okazji omawiania poprzedniego albumu, określiłem tę granicę na około 8-9 lat. Jak się okazuje, można zejść jeszcze niżej, czego dowodzi najnowsze dzieło "Extreme Power Metal" zaprezentowane we wrześniu 2019 przez earMUSIC, a w Japonii przez Ward. Sam tytuł, poniekąd zresztą idiotyczny wskazuje, że nie jest to muzyka przeznaczona dla dzieci, tymczasem ta płyta zawędruje na pewno na listy przebojów układane przez przedszkolaki z "Odważnych Kosmonautów" i podobnych miejsc, zapewne na całym świecie.

Omawianie poszczególnych kompozycji jest zupełnie bezcelowe, bo jest to równie bezwartościowy speed pop rock, jak na płycie poprzedniej. Miałkość tych "kompozycji" jest niewyobrażalna i to już brzmi nie jak odrzuty z sesji jakichś tam nieudanych utworów z dawnych lat, ale jak koszmarne potworki przyzwane na świat w czasie sesji z poprzedniej płyty, zresztą słychać echa w kilku numerach wyraźnie. Hudson śpiewa coraz gorzej, męcząco i ze sztucznym entuzjazmem, ale bez tej sympatycznej techniki, którą czarował jeszcze kilka lat wcześniej. Li i Totman grają tak prymitywne, aczkolwiek szybkie sola, że odnosi się wręcz wrażenie stworzenie tego w jakiś sztuczny sposób, bo tym razem duszy gitarowej nie ma tu już zupełnie i wcale. Mechaniczna sekcja rytmiczna dopełnia reszty, a bombardowanie tak dużą ilością uderzeń na sekundę nie prowadzi do niczego, poza ewentualnym bólem głowy. Vadim Igorevich Pruzhanov podziękował za współpracę w roku 2018. Klawisze tym razem są w wykonaniu gościnnie grającego tu Coena Janssena z holenderskiego EPICA i wyczyny tego pana są żenujące, a apogeum osiągają w "klawiszowym" wstępie do covera Celine Dion. Przyznam, że czegoś takiego jeszcze w życiu nie słyszałem, a słyszałem wiele. Zostało to chyba zagrane na takich malutkich elektronicznych zabawkowych klawiszach z supermarketu i być może nawet przez jakiegoś zaprzyjaźnionego z DRAGONFORCE przedszkolaka o malutkim talencie muzycznym, sądząc po jakości tego wszystkiego. My Heart Will Go On po prostu przyćmiewa wszystko, co w zakresie "parapetu" powstało do tej pory w muzyce metalowej.
Prymitywne, naiwne do nieprzyzwoitości kompozycje... Heroizm z polietylenu, romantyzm z ebonitu i energia z bakelitu.
Samo brzmienie równie paskudne, płaskie wygładzone, sztuczne i bez wyrazu. Jak plastikowa mydelniczka w łazience.
Być może, powtarzam, być może mniej wyrobionym muzycznie przedszkolakom w wieku od 4 do 6 lat ta muzyka wpadnie w ucho, może nawet powstaną jakieś fankluby pod czujnym okiem Ich Pani.

Jedno tylko napawa pewną nadzieją. W dawnych czasach w chipsach pewnej marki można było znaleźć tazos, czyli takie obrazki do gry z podobiznami Pokemonów. Też kupowałem i zbierałem te Pokemony (no nie dla siebie...) ale to było fajne i nawet do dziś, po prawie 20 latach, mam w portfelu Psyducka, najpotężniejszego z Pokemonów. Super by było, by podobne rzeczy z wizerunkami członków zespołu w różnych bojowych pozach (jak na okładce) można by było kupić w jakichś chipsach, albo chociażby w snakach ziemniaczanych. Ale tylko w ekologicznych, bo przedszkolaki muszą się zdrowo odżywiać. Albo w Kinder Niespodziankach mogłyby być takie figurki Hudsona i reszty "Bohaterów" i takie bym sobie na pewno kupił i postawił na półeczce, obok zebranych już kolekcji Hipciów i Żółwików. Pomarzyć dobra rzecz...

I na koniec taka dygresja.
W Finlandii jest taki grający od wielu lat zespół HEVISAURUS, w którym udzielało się liczne grono największych asów fińskiego heavy i power metalu. Ten zespół gra i śpiewa po fińsku dla dzieci, opowiadając różne historie o dinozaurach i dziecięcych przygodach. Tyle, że w odróżnieniu od DRAGONFORCE, który chce zawojować świat swoją bezwartościową od pewnego czasu tandetną muzyką, a teraz celuje w przedszkolaków, to HEVISAURUS gra bardzo dobry melodyjny metal i hard rock, którego pozazdrościć może im niejeden zespół grający dla dorosłych. Dlatego, jeśli chcecie sprawić swoim dzieciom, wnukom i młodszemu rodzeństwu metalowy muzyczny prezent, to niech to będzie HEVISAURUS. Na DRAGONFORCE szkoda czasu, a i po co wypaczać przedszkolakom ich niewyrobione muzyczne gusta?

ocena: 1,5/10

new 27.09.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości