Dragonhammer
#1
Dragonhammer - Blood of the Dragon (2001)
[Obrazek: 14758.jpg?2429]

Tracklista:

1. Legend 04:05
2. It's War 01:12
3. Dragon Hammer 04:15
4. Age of Glory 05:30
5. Scream 04:49
6. You Kill 05:20
7. Black Sword 05:02
8. Fire 05:00
9. Blood in the Sky 04:22
10. In Your Eyes 06:10

Rok wydania: 2001
Gatunek: Melodic Power Metal
Kraj: Włochy

Skład zespołu:
Max Aguzzi - śpiew, gitara
Gae Amodio - bas
Milko Morelli - perkusja
Alex Valdambrini - instrumenty klawiszowe

Ten rzymski zespół powstał w roku 1999 z inicjatywy Maxa Aguzzi i stanowił część tej nowej fali epicko rycerskiego odłamu włoskiego flower metalu, która odważnie zaatakowała pozycje RHAPSODY i grup progresywnych na przełomie stuleci w Italii.
Płyta jest jakby na pograniczu stylów - coś z epickiego. rycerskiego DOMINE, coś z grania grup z kręgu RHAPSODY, coś z progresywnych klimatów włoskich.
Po połączeniu wyszła mieszanka nieco mdła i to z kilku powodów. Wokalista i gitarzysta Aguzzi jest w obu swoich dziedzinach bardzo średni, a przede wszystkim mało dynamiczny.

Jego śpiew często działa dosyć usypiająco i mimo że utwory traktują o mieczu i bojowej chwale, to są statyczne i dosyć monotonne. Sola gitarowe również niczym się nie wyróżniają, za to mamy dużo klawiszowych wstawek progresywnych i neoklasycznych - niestety poupychanych trochę bez wyczucia. Często zamiast podniośle jest lekko nudnawo i chociaż kompozycje są zróżnicowane, momentami powodują lekkie zniecierpliwienie.
Bardzo ładna ballada "Scream" jest dla przykładu zepsuta trochę niedolną solówką i takich momentów słabszych można znaleźć sporo w obrębie poszczególnych kompozycji.
Na tym LP jest jednak jeden znakomity numer - "You Kill ". Porywający, rycerski, dynamiczny i melodyjny, gdzie wszyscy jakby nagle obudzili się z letargu i zagrali na najwyższym poziomie. Na uznanie zasługuje również "Blood in the Sky", drugi potencjalny hicior, ale tu znów wokal jest zbyt bezbarwny do zaprezentowanej melodii. W "Black Sword" czy "Dragon Hammer", gdyby tchnąć nieco więcej energii i zagrać nieco mocniej, także ujawniły by sporo pozytywów, tu jednak ukrytych pod warstwą nadmiernego ugrzecznienia.

Dobra gra sekcji rytmicznej, dobre brzmienie, które jest nieco cięższe niż dla przykładu to z pierwszych płyt HEIMDALL czy HIGHLORD.
Płyta jest przykładem na to, że nie zawsze próby lawirowania pomiędzy gatunkami przynoszą pożądany efekt.
Zespół na tym albumie zakończył swoją przygodę ze światem smoków i rycerzy i w 2004 pojawił się ponownie z albumem "Time for Expiation", z power metalem progresywnym.


Ocena: 7.8/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Dragonhammer - Time for Expiation (2004)
[Obrazek: 36842.jpg]

Tracklista:

1. Intro 00:59
2. Eternal Sinner 04:14
3. Believe 06:18
4. Fear Of A Child 04:07
5. The Pages I Never Wrote 05:52
6. Free Land 06:37
7. Blind Justice 05:20
8. Ymd 04:15
9. Time For Expiation 05:03

Rok wydania: 2004
Gatunek: Progressive Power/Heavy Metal
Kraj: Włochy

Skład zespołu:
Max Aguzzi: śpiew i gitara
Gae Amodio: bas
Raf Condemi: perkusja
Alex Valdambrini: instrumenty klawiszowe

DRAGONHAMMER należał do pierwszej fali włoskiego melodyjnego power metalu z klawiszami, grającego rycersko i baśniowo o smokach i rycerzach przez nich zjedzonych oraz o tych wszystkich rzeczach, które są podstawą takiej muzyki, szczególnie we Włoszech. Ich debiut z 2001 roku "Blood of the Dragon" można zaliczyć do bardziej udanych z tych klimatów w Italii i lata milczenia grupy po wydaniu tej płyty były okresem oczekiwania na kolejny warty uwagi album.
DRAGONHAMMER powrócił w 2004 i powrót ten okazał się zarówno zaskakujący jak i rozczarowujący. Grupa, mimo tak wdzięcznej nazwy przeszła nieoczekiwanie do obozu włoskiego power progressive, zapewne wierząc w swoje spore umiejętności muzyczne, udowodnione przez ekipę na debiutanckim krążku.

Trzeba jednak powiedzieć, że reguły włoskiej sceny progresywnego power i heavy metalu są brutalne i twarde, głownie za sprawą wysoko podniesionej poprzeczki przez tamtejszą czołówkę oraz kilka zespołów szerzej mniej znanych, ale uplasowanych w hierarchii bardzo wysoko. DRAGONHAMMER do tej czołówki przebić się nie zdołał. Nie wystarczy umieć grać, trzeba się też wykazać kompozycjami na odpowiednio wysokim poziomie atrakcyjności i dopracowania, a to się Smokomłotom nie udało.

Otwarcie jest jednak godne podziwu i melodyjny spokojnie poprowadzony Eternal Sinner o powermetalowym charakterze i subtelną częścią instrumentalną z progresywnymi solami gitarowym i klawiszowym może budzić niepokój, a nawet i popłoch u konkurencji z najwyższej półki, z LABYRINTH włącznie. Max Aguzzi operuje głosem czystym jak dzwon i mocnym jednocześnie, a perkusista Condemi już może rezerwować miejsce w najlepszych zespołach swobodnie przebierając w ofertach. Niestety melodyjnego progresywnego zniszczenia nie ma. Believe niezły, ma klimat, ale coś gdzieś ginie w meandrach refrenu, rozległego, ale bez treści. Podobnie jest w cięższym Fear Of A Child. lekko epickim, ale poza tym razem ciekawym refrenem - monotonnym jednak w tym jednostajnym podawaniu rytmu. Progresywne zagrywki mało udane i mamy ogólnie tu echa nagrań z debiutu, tyle że w gorszej wersji. Wyciszenie w zdominowanym przez pianino teatralnym balladowym The Pages I Never Wrote, który rozwija się jako mało atrakcyjna kompozycja w emocjonalnym stylu, tylko że te emocje jakoś słabo udzielają się słuchaczom. Free Land jest po prostu nudny i tylko elektroniczny początek budzi przelotne zainteresowanie, które zupełnie ginie przy miałkim refrenie. W Blind Justice wszystkiego za dużo - sampli, napinania się, gęstych riffów... no męczący numer, gdzie nawet teoretycznie zamaszysty refren jest przeładowany. Ymd to już w czystej postaci metal progresywny i też słychać że to nie ich rejony. Nowocześnie w tle, bez pomysłu na planie pierwszym. Tytułowy Time For Expiation nie najgorszy, z nośnym rozpoczęciem, które zwiastuje jakiś ciekawy dalszy rozwój sytuacji. Dostajemy przyzwoitą kopię nagrań LABYRINTH, jednak raczej tych słabszych niż "ReTurn To Heaven Denied". Ogólnie jednak ten kawałek lekko zaciera złe wrażenie z kompozycji poprzednich.

Pozytywy - znakomite wykonanie - bo oni po prostu umieją grać, a Aguzzi to jeden z najlepszych włoskich wokalistów jacy się pojawili w XXI wieku i niestety jeden z najbardziej nie wykorzystanych talentów. Także brzmienie tego albumu jest wyśmienite. Płyta zrealizowana wzorcowo po prostu i zawstydza wiele firm bardziej uznanych szanowanych.
Tu ponownie brawa dla Aguzzi, bo to on sam wszystko poddawał obróbce w rzymskim studio.
Niestety płytę kładą same kompozycje - na ogół nieciekawe, bez elementu zmiany, zaskoczenia bez należytego wykorzystania wirtuozerii instrumentalistów, poza perkusistą, który tu doskonale sobie radzi sam.

Być może gdyby grupa pozostała wierna swojej publiczności z debiutu i nagrała nieco tylko dojrzalszy album z rycersko baśniowym melodic heroic power to uplasował by się w czołówce na długie lata. Progresywna społeczność ten LP zignorowała i rozczarowani muzycy na długie lata zamilkli pozostawiając zespół w stanie hibernacji.
W roku 2009 pojawiły się jednak informacje że DRAGONHAMMER się budzi z letargu z inicjatywy Aguzzi, w nowym składzie i być może jeszcze o nich usłyszymy.


Ocena: 6.5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości