Dragonland
#1
Dragonland - The Battle of the Ivory Plains (1999)
[Obrazek: 5488.jpg?1634]

Tracklista:

1. Dragondawn 02:41
2. Storming Across Heaven 04:30
3. A Last Farewell 06:16
4. Ride for Glory 04:15
5. The Orcish March 05:57
6. The Battle of the Ivory Plains 06:16
7. Graveheart 04:48
8. Rondo a'la Turca 01:45
9. A Secret Unveiled 05:53
10. World's End 05:26
11. Dragondusk 01:52

Rok wydania: 1999
Gatunek: Melodic Power Metal
Kraj: Szwecja

Skład zespołu:
Jonas Heidgert - śpiew i perkusja
Nicklas Magnusson - gitara
Olof Mörck - gitara
Elias Holmlid - instrumenty klawiszowe
Christer Pedersen - bas

Ten zespół pochodzi ze Szwecji i wystartował na fali powodzenia i popularności melodyjnego power metalu w roku 1999.
Początkowo dosyć nietypowo funkcję wokalisty i perkusisty jednocześnie pełnił Jonas Heidgert, a część pozostałych muzyków znała się z innych zespołów jak NIGHTSHADE i MOONLIGHT AGONY.
Pierwszy album zespołu to The Battle of the Ivory Plains z 2001 roku i mamy tu bardzo solidną dawkę melodyjnego speed power metalu, będącego mieszanką stylu skandynawskiego i włoskiego grania z kręgu RHAPSODY.

Jest to jeden z nielicznych albumów w tym stylu, do którego przekonałem się po czasie.
A przekonałem się z kilku powodów. Uważne zapoznanie się ukazuje wyśmienite wykonanie, o klasę przewyższające większość zespołów grających taką muzykę, nie tylko w Szwecji i nie tylko w owym czasie. Jedynie do wokalu można mieć momentami pewne zastrzeżenia, ale takich momentów nie ma za wiele. Duża liczba bardzo udanych ozdobników, smaczków i drobnych kombinacji ogromnie podnosi wartość kompozycji, które są bardzo melodyjne i osadzone w głównym nurcie stylu rycersko baśniowego. Znakomite jest wyważone wbudowanie w to wszystko elementów neoklasycznych, sola w tej stylistyce, zarówno gitarowe jak i klawiszowe wyborne.
Jest tu bardzo zgrabne intro i quattro i choć płyta konceptem nie jest, to sprawia wrażenie zwartej ciekawie opowiedzianej historii.

Jedynym słabszym utworem jest Storming Across Heaven, z irytującym chwilami wokalem i miałkim motywem przewodnim. Trochę niefortunnie zaczyna on album z takimi przecież wysmakowanymi kompozycjami jak dostojny A Last Farewell z o dwie klasy wyższym wokalem, a raczej duetem i pięknie poprowadzoną melodią. To robi wrażenie. Bardzo ładnie brzmią też nietuzinkowo opracowane szybkie Ride for Glory i The Battle of the Ivory Plains. Także spokojniejszy A Secret Unveiled można uznać za bardzo udany.
Wzorcowy jest wręcz World's End epicko-neoklasyczny i podobne kompozycje pojawiały się często także potem na płytach innych zespołów nie tylko ze Szwecji.

Zachwycić może także z symfonicznym rozmachem zrobiony The Orcish March o cechach epickiego power metalu. Bardzo ładna ballada Graveheart traci nieco z powodu zbyt egzaltowanego wokalu, bo ta płaczliwość tu jest zbędna. Szybsza część także raczej nie należy do najlepszych fragmentów muzycznych tego LP.
Oprócz utworów własnych mamy tu brawurowo odegrany Rondo a'la Turca - jedna z najlepszych takich przeróbek muzyki klasycznej jaka znalazła się na power metalowym albumie.

Płyta ma znakomite brzmienie, z dopieszczonymi efektami specjalnymi, oraz grzmiącą perkusją i mocnym basem. Zgranie wszystkiego także wyjątkowo udane.
Jeśli się czepiać to wokalisty w tych wysokich rejestrach. No może on drażnić swoją manierą, zresztą nietypową dla skandynawskich płyt z tego gatunku.
Album wczesnej fazy szwedzkiego melodic power i jeden z tego okresu najbardziej udanych.


Ocena: 8.5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Dragonland - Astronomy (2006)
[Obrazek: 133465.jpg]

Tracklista:
1. Supernova 05:09
2. Cassiopeia 04:06
3. Contact 04:25
4. Astronomy 03:20
5. Antimatter 03:00
6. The Book of Shadows Part IV: The Scrolls of Geometria Divina 04:04
7. Beethoven's Nightmare 06:11
8. Too Late for Sorrow 03:36
9. Direction: Perfection 04:29
10. The Old House on the Hill Chapter I: A Death in the Family 04:30
11. The Old House on the Hill Chapter II: The Thing in the Cellar 03:07
12. The Old House on the Hill Chapter III: The Ring of Edward Waldon 06:17

Rok wydania : 2006
Gatunek: Melodic Power Progressive Metal/Symphonic Rock
Kraj Szwecja

Skład zespołu:
Jonas Heidgert -śpiew
Nicklas Magnusson - gitara
Olof Mörck- gitara
Elias Holmlid - instrumenty klawiszowe
Christer Pedersen - bas
Jesse Lindskog - perkusja

Miły polski akcent na okładce tej zamykającej pierwszy okres działalności płyty zespołu z Gothenburga. Tak, to Mikołaj Kopernik bo rzecz jest o astronomii choć nie tylko.
Długą drogę przebył DRAGONLAND od swego rycersko-baśniowego debiutu "The Battle of the Ivory Plains" z 2001 roku do "Astronomy".Zapewne jedną z dłuższych jeśli porównać je z odległościami jakie przeszły STEEL ATTACK, MORIFADE, ZONATA czy HAMMERFALL. Na "Astronomy" trudno ich poznać znając tylko debiut , zresztą i do poprzedzającego "Starfall" odniesień i punktów stycznych nie ma wiele.DRAGONLAND opuścił nie tylko Krainę Smoków ale i zasadniczy obszar nakreślony przez ramy gatunkowe melodic power metal kierując się ku muzyce znacznie bardziej złożonej progresywnie nastawionej i poniekąd nie zawsze poddającej się klasyfikacjom używając metalowych wzorców.Z pewnością symfonicznej, rozległej jak przestrzenie kosmosu które opisuje.

Czysty wysoki wokal Jonasa Heidgerta, miękki łagodny jak nigdy dotąd, nowoczesne elektroniczne syntezatory, grzmiąca perkusja, fantazyjne sola i bardzo dużo przestrzeni.To w znacznej mierze płyta instrumentalistów ale partie wokalne są wyjątkowo starannie dopracowane w duetach i tam gdzie głosów na pierwszym i drugim planie pojawia się więcej. Dodatkowo uzupełnione zostały one partiami żeńskimi Elise Ryd, która udzielała się też w FALCONER w tym wokalizami pierwszego i drugiego planu. To lekka kolorowa płyta w części pierwszej z łagodnym choć zdecydowanie metalowym początkiem w postaci Supernova i wspaniale wykonanym mocniejszym "Cassiopeia" z duetem Heidgert -Ryd. Taka to czysta podniosła muzyka i tu solo jakie zagrał gościnnie Marios Iliopoulos z NIGHTRAGE jest wpasowane ten uroczysty klimat idealnie.Szybszy typowo melodic power metalowy "Contact" jest bliższy temu co zespół grywał zazwyczaj wcześniej, tyle że nowoczesne progresywne partie klawiszowe umiejscawiają ten utwór w specyfice stylu tej płyty.
W "Astronomy" piękne współdziałanie Heidgerta i kolejnego gościa wokalisty Jake E Berga w niby prostej ale wysmakowanej kompozycji melodic metalowej z mocnymi tym razem gitarami.
W "Antimatter" zaskakujące połączenie power i melodic death metalu w gothenburgskim stylu, zresztą tu obok czystego wokalu jest i harsh następnego z muzyków NIGHTRAGE Jimmie Strimmella.
Następnie album nabiera innego charakteru. Symfoniczny i zupełnie niemetalowy instrumentalny "The Book of Shadows Part IV: The Scrolls of Geometria Divina" jest zwieńczeniem tryptyku z LP "Starfall" może nawet interesującym ale z metalem nie mającym niczego wspólnego.
"Beethoven's Nightmare" to neoklasyka w stylu progresywnym ale wyrastająca przede wszystkim z tradycji MEDUZA i MAJESTY a może nawet w jakimś stopniu z tego jak tego typu muzykę grają Japończycy i jak konstruują refreny i płynne przejścia. Kontrowersyjnie, choć delikatne solo gitarowe i fortepian brzmią wyjątkowo ciekawie.
To bogata w pomysły płyta i nawet znalazło się miejsce na progresywny rock z rozbudowanymi wielogłosowymi partiami wokalnymi w słodziutkim "Too Late for Sorrow". W "Direction: Perfection" nowoczesny metal z elektroniką, symfoniką znów z harshem Strimmella ale zdominowany przez melodię i tak na dobrą sprawę metal na tej płycie się kończy.
"The Old House on the Hill " w trzech częściach to instrumentalna muzyka z pogranicza rocka i słuchowiska, która przy większej masywności może mogła by zostać uznana za metal symfoniczny.

Jak na potrzeby fana melodic power to tej niemetalowej symfoniki jest na tym LP trochę za dużo.
Z kolei gdy ktoś liczy na uderzającą dawkę rocka symfonicznego i tylko, to natknie się na zaporową ilość miękkiego europower melodic metalu, bardzo zgrabnie i z gracją zagranego zresztą.
Kunsztowne aranżacje poparte zostały wysmakowanym i wypieszczonym brzmieniem.
Jest to z całą pewnością majstersztyk pod tym względem i słucha się tego wszystkiego z niekłamaną przyjemnością , nawet jeśli tego metalu jest za mało.

Album inny niż wszystkie, swoisty, poniekąd eksperymentalny w łączeniu stylów i gatunków.
Pompatyczny i eklektyczny ale może czasem warto posłuchać i takiego zestawienia różnych stylowo kompozycji.


Ocena:8/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
Dragonland - Under the Grey Banner (2011)
[Obrazek: 318175.jpg?3921]

Tracklista:
1. Ilmarion 03:18
2. Shadow Of The Mithril Mountains 05:44
3. The Tempest 04:13
4. A Thousand Towers White 04:07
5. Fire And Brimstone 04:31
6. The Black Mare 06:13
7. Lady Of Goldenwood 04:16
8. Dûrnir's Forge 04:58
9. The Trials Of Mount Farnor 05:26
10. Throne Of Bones 01:47
11. Under The Grey Banner 08:04
12. Ivory Shores 03:18

Rok wydania: 2011
gatunek:melodic symphonic power metal
Kraj:Szwecja

Skład zespołu:
Jonas Heidgert -śpiew
Olof Mörck - gitara
Jesse Lindskog -gitara
Elias Holmlid -instrumenty klawiszowe
Anders Hammer - bas
Morten Løwe Sørensen -perkusja

Dziesięć lat upłynęło od czasu gdy album "The Battle of the Ivory Plains" zapoczątkował Trylogię "Dragonland Chronicles". Potem był Akt drugi, potem zespół zainteresował się Gwiazdami i Astronomią aby wreszcie po latach Trylogię zakończyć finałowym Aktem trzecim.
W muzyce DRAGONLAND w połowie okresu istnienia zaczęły pojawiać się wyraźne zainteresowania elementami progresywnymi i zawartość muzyczna "Under the Grey Banner" mogła być i w takie elementy mocno wyposażona. Okazało się inaczej i grupa z Gothenburga zakończyła swoją opowieść w stylu epic melodic symphonic power metal, bogato i wykwintnie.
Jest to opowieść ciepła, spokojna, mniej w niej może napięcia i walki przeciwieństw. W wyważonych partiach wokalnych Heidgerta i zaproszonych gości głosy są poukładane w logicznie rozwijającej się opowieści i rozpisane na role.
Wstęp jest jednak instrumentalny podniosły i posępny w "Ilmarion" potem spoken intro do "Shadow Of The Mithril Mountains" i rozpoczyna się ten spektakl na dobre, melodyjnie z malutkim akcentem neoklasycznym i wokalnymi dialogami. Zanadto epicko nie jest jednak i podobnie prezentuje się niezbyt szybki i bardzo ugrzeczniony"The Tempest" jednak ta symfoniczna partia ze smyczkami jak sie tu pojawia potem zrobiona jest bardzo gustownie w powiązaniu z wokalem, pianinem i pełnym ekspresji solem gitarowym.
Ułożona jest to płyta i wokalnie i instrumentalnie i mocno zachowawcza w melodiach, ta z "A Thousand Towers White" taka zachowawcza jest zdecydowanie. Oprawa tych kompozycji w wątkach pobocznych jest znacznie lepsza niż w warstwie samych melodii i to słychać w pełnej wojennych bębnów i dysput wokalnych prowadzonych w "Fire And Brimstone" przez Heidgerta z Fredem Johansonem. Jest na tym albumie i Jake E.Berg z DREAMLAND ale najlepiej wypada co ciekawe właśnie Johanson. Dramatyczny,epicki głos pełen autentycznej mocy metalowej.
Żywsze tempo ma galopujący z symfoniką w tle "The Black Mare" jednak i tu wszystko ma bezpieczne europower melodic metalowe kształty. Eleganckie i bezpieczne. Ładne partie klawiszowe, czasem nawet wciągające i budujące klimat tej opowieści ale i one są tak nadmiernie wystudiowane...Gdzieś w okolicach lekko folkowego balladowego"Lady Of Goldenwood" pojawia się lekkie znużenie tym graniem, mimo że pojawia się tu na dłużej znana z FALCONER i AMARANTHE Elize Ryd. Mroczne podniosłe rozpoczęcie "Dûrnir's Forge" przynosi też nieco mroczniejsze wolniejsze granie epickie na power metalową modłę ale również nie wzbudzające entuzjazmu klimatem.Zresztą podobnie jak zrobiony w stylu włoskiego power flower melodic numer "The Trials Of Mount Farnor".
Utwór tytułowy "Under The Grey Banner" jest w zasadzie zwieńczeniem całości o pewnych cechach monumentalnych. Uroczysty wstęp udany ale jednak słabszy niż podobne stworzone przez RHAPSODY (OF FIRE też) potem zaś nudnawy melodic metal, ugłaskany do granic możliwości.
Nawet neoklasycznie brzmiąca partia symfoniczna z brutalnym wokalem Andreasa Solveströma (AMARANTH) wydaje się raczej pastelowa. Ostatecznie opowieść kończy łagodnie wyciszając wszystko Elize Ryd w "Ivory Shores".

Właściwie nie ma tu czego wyciszać. Tej płycie brak rozmachu i prawdziwych emocji jakie powinny towarzyszyć takim konceptualnym epickim melodic power metalowym albumom.
Symfonika owszem dobra i bardzo dobra,ale ostatnio lepsze robiły nie tylko najwybitniejsze w gatunku zespoły.Wokal Jonasa Heidgerta gdzieś zatracił ten teatralny posmak poprzednich dwóch płyt. Sola gitarowe jakoś w pamięć nie zapadają a bardzo dobre partie perkusji Sørensena są stłumione i mało wyraziste w większości kompozycji.
Absolutna elegancka poprawność ale uczucia raczej udawane....Wzorcowy pod względem formy ale pustawy w środku album z muzyką, która można zagrać w znacznie bardziej porywający sposób.


Ocena 7,5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości