Dragonland
#1
Dragonland - The Battle of the Ivory Plains (1999)
[Obrazek: 5488.jpg?1634]

Tracklista:

1. Dragondawn 02:41
2. Storming Across Heaven 04:30
3. A Last Farewell 06:16
4. Ride for Glory 04:15
5. The Orcish March 05:57
6. The Battle of the Ivory Plains 06:16
7. Graveheart 04:48
8. Rondo a'la Turca 01:45
9. A Secret Unveiled 05:53
10. World's End 05:26
11. Dragondusk 01:52

Rok wydania: 1999
Gatunek: Melodic Power Metal
Kraj: Szwecja

Skład zespołu:
Jonas Heidgert - śpiew i perkusja
Nicklas Magnusson - gitara
Olof Mörck - gitara
Elias Holmlid - instrumenty klawiszowe
Christer Pedersen - bas

Ten zespół pochodzi ze Szwecji i wystartował na fali powodzenia i popularności melodyjnego power metalu w roku 1999.
Początkowo dosyć nietypowo funkcję wokalisty i perkusisty jednocześnie pełnił Jonas Heidgert, a część pozostałych muzyków znała się z innych zespołów jak NIGHTSHADE i MOONLIGHT AGONY.
Pierwszy album zespołu to The Battle of the Ivory Plains z 2001 roku i mamy tu bardzo solidną dawkę melodyjnego speed power metalu, będącego mieszanką stylu skandynawskiego i włoskiego grania z kręgu RHAPSODY.

Jest to jeden z nielicznych albumów w tym stylu, do którego przekonałem się po czasie.
A przekonałem się z kilku powodów. Uważne zapoznanie się ukazuje wyśmienite wykonanie, o klasę przewyższające większość zespołów grających taką muzykę, nie tylko w Szwecji i nie tylko w owym czasie. Jedynie do wokalu można mieć momentami pewne zastrzeżenia, ale takich momentów nie ma za wiele. Duża liczba bardzo udanych ozdobników, smaczków i drobnych kombinacji ogromnie podnosi wartość kompozycji, które są bardzo melodyjne i osadzone w głównym nurcie stylu rycersko baśniowego. Znakomite jest wyważone wbudowanie w to wszystko elementów neoklasycznych, sola w tej stylistyce, zarówno gitarowe jak i klawiszowe - wyborne.
Jest tu bardzo zgrabne intro i quattro i choć płyta konceptem nie jest, to sprawia wrażenie zwartej ciekawie opowiedzianej historii.

Jedynym słabszym utworem jest Storming Across Heaven z irytującym chwilami wokalem i miałkim motywem przewodnim. Trochę niefortunnie zaczyna on album z takimi przecież wysmakowanymi kompozycjami jak dostojny A Last Farewell z o dwie klasy wyższym wokalem, a raczej duetem i pięknie poprowadzoną melodią. To robi wrażenie. Bardzo ładnie brzmią też nietuzinkowo opracowane szybkie Ride for Glory i The Battle of the Ivory Plains. Także spokojniejszy A Secret Unveiled można uznać za bardzo udany.
Wzorcowy jest wręcz World's End epicko-neoklasyczny i podobne kompozycje pojawiały się często także potem na płytach innych zespołów nie tylko ze Szwecji.

Zachwycić może także z symfonicznym rozmachem zrobiony The Orcish March o cechach epickiego power metalu. Bardzo ładna ballada Graveheart traci nieco z powodu zbyt egzaltowanego wokalu, bo ta płaczliwość tu jest zbędna. Szybsza część także raczej nie należy do najlepszych fragmentów muzycznych tego LP.
Oprócz utworów własnych, mamy tu brawurowo odegrany Rondo a'la Turca - jedna z najlepszych takich przeróbek muzyki klasycznej jaka znalazła się na power metalowym albumie.

Płyta ma znakomite brzmienie, z dopieszczonymi efektami specjalnymi, oraz grzmiącą perkusją i mocnym basem. Zgranie wszystkiego także wyjątkowo udane.
Jeśli się czepiać, to wokalisty w tych wysokich rejestrach. No, może on drażnić swoją manierą, zresztą nietypową dla skandynawskich płyt z tego gatunku.
Album wczesnej fazy szwedzkiego melodic power i jeden z tego okresu najbardziej udanych.


Ocena: 8.5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Dragonland - Astronomy (2006)
[Obrazek: 133465.jpg]

Tracklista:
1. Supernova 05:09
2. Cassiopeia 04:06
3. Contact 04:25
4. Astronomy 03:20
5. Antimatter 03:00
6. The Book of Shadows Part IV: The Scrolls of Geometria Divina 04:04
7. Beethoven's Nightmare 06:11
8. Too Late for Sorrow 03:36
9. Direction: Perfection 04:29
10. The Old House on the Hill Chapter I: A Death in the Family 04:30
11. The Old House on the Hill Chapter II: The Thing in the Cellar 03:07
12. The Old House on the Hill Chapter III: The Ring of Edward Waldon 06:17

Rok wydania: 2006
Gatunek: Melodic Power Progressive Metal/Symphonic Rock
Kraj: Szwecja

Skład zespołu:
Jonas Heidgert -śpiew
Nicklas Magnusson - gitara
Olof Mörck- gitara
Elias Holmlid - instrumenty klawiszowe
Christer Pedersen - bas
Jesse Lindskog - perkusja

Miły polski akcent na okładce tej zamykającej pierwszy okres działalności płyty zespołu z Gothenburga. Tak, to Mikołaj Kopernik, bo rzecz jest o astronomii, choć nie tylko.
Długą drogę przebył DRAGONLAND od swego rycersko-baśniowego debiutu "The Battle of the Ivory Plains" z 2001 roku do "Astronomy". Zapewne jedną z dłuższych, jeśli porównać je z odległościami jakie przeszły STEEL ATTACK, MORIFADE, ZONATA czy HAMMERFALL. Na "Astronomy" trudno ich poznać znając tylko debiut, zresztą i do poprzedzającego "Starfall" odniesień i punktów stycznych nie ma wiele. DRAGONLAND opuścił nie tylko Krainę Smoków, ale i zasadniczy obszar nakreślony przez ramy gatunkowe melodic power metal, kierując się ku muzyce znacznie bardziej złożonej progresywnie nastawionej i poniekąd nie zawsze poddającej się klasyfikacjom, używając metalowych wzorców. Z pewnością symfonicznej, rozległej jak przestrzenie kosmosu, które opisuje.

Czysty wysoki wokal Jonasa Heidgerta, miękki łagodny jak nigdy dotąd, nowoczesne elektroniczne syntezatory, grzmiąca perkusja, fantazyjne sola i bardzo dużo przestrzeni. To w znacznej mierze płyta instrumentalistów, ale partie wokalne są wyjątkowo starannie dopracowane w duetach i tam gdzie głosów na pierwszym i drugim planie pojawia się więcej. Dodatkowo, uzupełnione zostały one partiami żeńskimi Elise Ryd, która udzielała się też w FALCONER w tym wokalizami pierwszego i drugiego planu. To lekka kolorowa płyta w części pierwszej z łagodnym choć zdecydowanie metalowym początkiem w postaci Supernova i wspaniale wykonanym mocniejszym "Cassiopeia" z duetem Heidgert - Ryd. Taka to czysta podniosła muzyka i tu solo jakie zagrał gościnnie Marios Iliopoulos z NIGHTRAGE jest wpasowane ten uroczysty klimat idealnie. Szybszy typowo melodic power metalowy "Contact" jest bliższy temu co zespół grywał zazwyczaj wcześniej tyle, że nowoczesne progresywne partie klawiszowe umiejscawiają ten utwór w specyfice stylu tej płyty.
W "Astronomy" piękne współdziałanie Heidgerta i kolejnego gościa wokalisty Jake E Berga w niby prostej ale wysmakowanej kompozycji melodic metalowej z mocnymi tym razem gitarami.
W "Antimatter" zaskakujące połączenie power i melodic death metalu w gothenburgskim stylu, zresztą tu obok czystego wokalu jest i harsh następnego z muzyków NIGHTRAGE Jimmie Strimmella.
Następnie album nabiera innego charakteru. Symfoniczny i zupełnie niemetalowy instrumentalny "The Book of Shadows Part IV: The Scrolls of Geometria Divina" jest zwieńczeniem tryptyku z LP "Starfall" może nawet interesującym, ale z metalem nie mającym niczego wspólnego.
"Beethoven's Nightmare" to neoklasyka w stylu progresywnym, ale wyrastająca przede wszystkim z tradycji MEDUZA i MAJESTY, a może nawet w jakimś stopniu z tego, jak tego typu muzykę grają Japończycy i jak konstruują refreny i płynne przejścia. Kontrowersyjnie, choć delikatne solo gitarowe i fortepian brzmią wyjątkowo ciekawie.
To bogata w pomysły płyta i nawet znalazło się miejsce na progresywny rock z rozbudowanymi wielogłosowymi partiami wokalnymi w słodziutkim "Too Late for Sorrow". W "Direction: Perfection" nowoczesny metal z elektroniką, symfoniką znów z harshem Strimmella ale zdominowany przez melodię i tak na dobrą sprawę metal na tej płycie się kończy.
"The Old House on the Hill " w trzech częściach to instrumentalna muzyka z pogranicza rocka i słuchowiska, która przy większej masywności może mogła by zostać uznana za metal symfoniczny.

Jak na potrzeby fana melodic power, to tej niemetalowej symfoniki jest na tym LP trochę za dużo.
Z kolei, gdy ktoś liczy na uderzającą dawkę rocka symfonicznego i tylko, to natknie się na zaporową ilość miękkiego europower melodic metalu, bardzo zgrabnie i z gracją zagranego zresztą.
Kunsztowne aranżacje poparte zostały wysmakowanym i wypieszczonym brzmieniem.
Jest to z całą pewnością majstersztyk pod tym względem i słucha się tego wszystkiego z niekłamaną przyjemnością, nawet jeśli tego metalu jest za mało.

Album inny niż wszystkie, swoisty, poniekąd eksperymentalny w łączeniu stylów i gatunków.
Pompatyczny i eklektyczny, ale może czasem warto posłuchać i takiego zestawienia różnych stylowo kompozycji.


Ocena: 8/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
Dragonland - Under the Grey Banner (2011)
[Obrazek: 318175.jpg?3921]

Tracklista:
1. Ilmarion 03:18
2. Shadow Of The Mithril Mountains 05:44
3. The Tempest 04:13
4. A Thousand Towers White 04:07
5. Fire And Brimstone 04:31
6. The Black Mare 06:13
7. Lady Of Goldenwood 04:16
8. Dûrnir's Forge 04:58
9. The Trials Of Mount Farnor 05:26
10. Throne Of Bones 01:47
11. Under The Grey Banner 08:04
12. Ivory Shores 03:18

Rok wydania: 2011
Gatunek: melodic/symphonic/power metal
Kraj: Szwecja

Skład zespołu:
Jonas Heidgert -śpiew
Olof Mörck - gitara
Jesse Lindskog -gitara
Elias Holmlid -instrumenty klawiszowe
Anders Hammer - bas
Morten Løwe Sørensen -perkusja

Dziesięć lat upłynęło od czasu, gdy album "The Battle of the Ivory Plains" zapoczątkował Trylogię "Dragonland Chronicles". Potem był Akt drugi, potem zespół zainteresował się Gwiazdami i Astronomią, aby wreszcie po latach Trylogię zakończyć finałowym Aktem trzecim.
W muzyce DRAGONLAND w połowie okresu istnienia zaczęły pojawiać się wyraźne zainteresowania elementami progresywnymi i zawartość muzyczna "Under the Grey Banner" mogła być i w takie elementy mocno wyposażona. Okazało się inaczej i grupa z Gothenburga zakończyła swoją opowieść w stylu epic melodic symphonic power metal bogato i wykwintnie.
Jest to opowieść ciepła, spokojna, mniej w niej może napięcia i walki przeciwieństw. W wyważonych partiach wokalnych Heidgerta i zaproszonych gości, głosy są poukładane w logicznie rozwijającej się opowieści i rozpisane na role.
Wstęp jest jednak instrumentalny, podniosły i posępny w "Ilmarion", potem spokojne intro do "Shadow Of The Mithril Mountains" i rozpoczyna się ten spektakl na dobre, melodyjnie z malutkim akcentem neoklasycznym i wokalnymi dialogami. Zanadto epicko nie jest jednak i podobnie prezentuje się niezbyt szybki i bardzo ugrzeczniony "The Tempest", jednak ta symfoniczna partia ze smyczkami jaka się tu pojawia potem, zrobiona jest bardzo gustownie w powiązaniu z wokalem, pianinem i pełnym ekspresji solem gitarowym.
Ułożona jest to płyta i wokalnie, i instrumentalnie, i mocno zachowawcza w melodiach. Ta z "A Thousand Towers White" taka zachowawcza jest zdecydowanie. Oprawa tych kompozycji w wątkach pobocznych jest znacznie lepsza, niż w warstwie samych melodii i to słychać w pełnej wojennych bębnów i dysput wokalnych prowadzonych w "Fire And Brimstone" przez Heidgerta z Fredem Johansonem. Jest na tym albumie i Jake E.Berg z DREAMLAND, ale najlepiej wypada, co ciekawe, właśnie Johanson. Dramatyczny, epicki głos pełen autentycznej mocy metalowej.
Żywsze tempo ma galopujący z symfoniką w tle "The Black Mare" jednak i tu wszystko ma bezpieczne europower melodic metalowe kształty. Eleganckie i bezpieczne. Ładne partie klawiszowe, czasem nawet wciągające i budujące klimat tej opowieści, ale i one są tak nadmiernie wystudiowane... Gdzieś w okolicach lekko folkowego balladowego "Lady Of Goldenwood" pojawia się lekkie znużenie tym graniem, mimo, że pojawia się tu na dłużej znana z FALCONER i AMARANTHE Elize Ryd. Mroczne, podniosłe rozpoczęcie "Dûrnir's Forge" przynosi też nieco mroczniejsze wolniejsze granie epickie na power metalową modłę, ale również nie wzbudzające entuzjazmu klimatem. Zresztą, podobnie jak zrobiony w stylu włoskiego power flower melodic numer "The Trials Of Mount Farnor".
Utwór tytułowy "Under The Grey Banner" jest w zasadzie zwieńczeniem całości o pewnych cechach monumentalnych. Uroczysty wstęp udany, ale jednak słabszy, niż podobne stworzone przez RHAPSODY (OF FIRE też), potem zaś nudnawy melodic metal ugłaskany do granic możliwości.
Nawet neoklasycznie brzmiąca partia symfoniczna z brutalnym wokalem Andreasa Solveströma (AMARANTH) wydaje się raczej pastelowa. Ostatecznie opowieść kończy łagodnie wyciszając wszystko Elize Ryd w "Ivory Shores".

Właściwie nie ma tu czego wyciszać. Tej płycie brak rozmachu i prawdziwych emocji, jakie powinny towarzyszyć takim konceptualnym epickim melodic power metalowym albumom.
Symfonika owszem, dobra i bardzo dobra, ale ostatnio lepsze robiły nie tylko najwybitniejsze w gatunku zespoły. Wokal Jonasa Heidgerta gdzieś zatracił ten teatralny posmak poprzednich dwóch płyt. Sola gitarowe jakoś w pamięć nie zapadają, a bardzo dobre partie perkusji Sørensena są stłumione i mało wyraziste w większości kompozycji.
Absolutna elegancka poprawność, ale uczucia raczej udawane... Wzorcowy pod względem formy, ale pustawy w środku album z muzyką, która można zagrać w znacznie bardziej porywający sposób.


Ocena 7,5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#4
Dragonland - Holy War (2002)
[Obrazek: 5489.jpg?1222]

Tracklista:
1. Hundred Years Have Passed 02:24
2. Majesty of the Mithril Mountains 05:27
3. Through Elven Woods and Dwarven Mines 05:32
4. Holy War 06:47
5. Calm Before the Storm 04:49
6. The Return to the Ivory Plains 06:04
7. Forever Walking Alone 04:55
8. Blazing Hate 05:16
9. A Thousand Points of Light 06:02
10. One with All 04:24


Rok wydania: 2002
Gatunek: Power Metal
Kraj: Szwecja

Skład zespołu:
Jonas Heidgert - śpiew i perkusja
Nicklas Magnusson - gitara
Olof Mörck - gitara
Christer Pedersen - gitara basowa
Elias Holmlid - instrumenty klawiszowe


Album "Holy Wars" ukazał się w okresie największego rozkwitu i triumfu odradzającego się heroicznego power metalu w Szwecji i w całej Europie. Szwecja wyrosła na niekwestionowaną potęgę i DRAGONLAND swoją płytą w niekwestionowany sposób ugruntował swoje miejsce w czołówce.

Jest to z pewnością muzyka głównego nurtu melodic epic power z klawiszami, ale wyborne wykonanie i atrakcyjne melodie odróżniają go od tych, którym się w Szwecji tylko wydawało, że potrafią grać taką muzykę.
DRAGONLAND gra szybko i zdecydowanie, z ogromną energią i słychać to już w bardzo dobrym Majesty of the Mithril Mountains, ze zmasowanymi, ale odpowiednio do gitar ustawionymi klawiszami Holmlinda. Epicko, potoczyście i power metalowo, ale grupa gra także z pewnymi inklinacjami lekko progresywnymi i odnoszącymi się do stylu BLIND GUARDIAN. W Through Elven Woods and Dwarven Mines słychać tu także nieśmiałe, ale jednak próby uzupełniania kompozycji o elementy symfoniczne i tu jest im dosyć blisko do flower power metalowych grup z Włoch. Klawisze zdecydowanie dodają smaku i rozszerzają muzyczną przestrzeń w szybkim Holy War, heroicznym, ale zarazem zwiewnym i eleganckim jak muzyka RHAPSODY z tego okresu.
Jonas Heidgert jest bardzo dobrym, dynamicznym perkusistą, wokalistą natomiast po prostu dobrym, śpiewającym prawie cały czas wysoko, naśladując dramatyczną manierę frontmanów włoskich, tyle, że oni posiadają w większości lepsze głosy. Te drobne niedostatki słychać w wykonaniu songu Calm Before the Storm, epickiego i łagodnie melancholijnego w stylu pieśni bardów i minstreli, kompozycji na takich płytach w zasadzie obowiązkowej, ale w tym przypadku, tylko dobrej. Oczywiście, nie dotyczy to części instrumentalnej, rozbudowanej, wyrafinowanej i wysmakowanej w zróżnicowaniu aranżacji. Ten fragment to prawdziwy metalowy kunszt.
Powrót na Ivory Plains z debiutu jest udany. Kompozycja The Return to the Ivory Plains zawiera pewne motywy z 1999, jest to numer zagrany dynamicznie i z interesującym zmasowanie wszystkich instrumentów na małej przestrzeni. Byłoby to zapewne jeszcze lepsze, gdyby refren był bardziej wyrazisty, a śladowe ilości neoklasyki zostały albo usunięte, albo bardziej wyeksponowane. Udany jest tu romantyczny song przy pianinie Forever Walking Alone, zaaranżowany z dużym pietyzmem, co słychać między innymi w przepięknych ornamentacjach gitary akustycznej. DRAGONLAND jeden raz decydowanie kieruje się w kierunku symfonicznego metalu w manierze włoskiej, z odcieniami progresywnymi i pod tym względem Blazing Hate jest szwedzką odpowiedzią na muzykę VISION DIVINE. W A Thousand Points of Light wracają do melodyjnego power metalu skandynawskiego i tu są na pewno bliżsi RHAPSODY, także w dialogach gitarzystów i klawiszowca, które są tu zrobione fantastycznie i aż szkoda, że nie trwają dłużej.
Zakończenie albumu jest nieco tajemnicze w elegijnym i funeralnym, typowo symfonicznym One with All, ale jest to zakończenie jak najbardziej pasujące do fantasy/heroicznej całości.

Album ma bardzo dobre brzmienie, jednak bardziej "europejskie" niż tylko szwedzkie, a cechy mixu i masteringu typowe dla LP z metalem symfonicznym z Włoch czy Francji są tu wyraźnie zaznaczone, zwłaszcza w sposobie realizacji planów klawiszowych i ustawieniu gitar względem klawiszy. Szwedzki pozostaje jednak sound samych gitar i tu jest blisko do MORIFADE i ZONATA.
DRAGONLAND w pewnym stopniu wypełnił lukę pomiędzy włoskim flower power metalem a szwedzkim, heroicznym melodic power, jednak na kolejnych płytach nie zdecydował się kontynuować tego stylu.

ocena 8/10

new 27.08.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#5
Dragonland - Starfall (2005)
[Obrazek: 50401.jpg]

Tracklista:
1. As Madness Took Me 03:57
2. Starfall 03:19
3. Calling My Name 04:49
4. In Perfect Harmony 04:42
5. The Dream Seeker 05:32
6. The Shores of Our Land 06:46
7. The Returning 04:41
8. To the End of the World 04:40
9. The Book of Shadows Part I: A Story Yet Untold 03:13
10. The Book of Shadows Part II: The Curse of Qa'a 02:51
11.The Book of Shadows Part III: The Glendora Outbreak 04:51


Rok wydania: 2005
Gatunek: melodic power metal/progressive metal
Kraj: Szwecja

Skład zespołu:
Jonas Heidgert - śpiew
Nicklas Magnusson - gitara
Olof Mörck - gitara
Christer Pedersen - gitara basowa
Jesse Lindskog - perkusja
Elias Holmlid - instrumenty klawiszowe
oraz
Tom Englund - śpiew (2,3,4) , gitara ("Calling My Name")




Przez trzy lata po 2002 było o DRAGONLAND dosyć cicho i nagle w 2005 na płycie "Starfall" grupa zaskoczyła zupełnie inną muzyką. Zaproszono kilku znanych muzyków z których największy udział przypadł Tomowi Englundowi z EVERGREY.

Tym razem Szwedzi za proponowali zrobiony z rozmachem melodyjny i pełen emocji power metal, gdzie Jonas Heidgert poświęcił się już tylko śpiewaniu, a przy perkusji zastąpił go były perkusista NOSTRADAMEUS Jesse Lindskog.
Tych kompozycji słucha się z tym większą przyjemnością, że brzmienie tej płyty jest po prostu fenomenalne. Nieprawdopodobna klarowność, niesamowicie zrobione plany dalsze, fantastyczny sound poszczególnych instrumentów. Producentem był tu Arnold Lindberg, jeszcze wtedy nie tak znany spec od produkcji i inżynierii dźwięku słynnych skandynawskich grup progressive i modern extreme (w tym EVERGREY i IN FLAMES) i do spółki z innym Mistrzem masteringu tych gatunków Draganem Tanaskovićem w Bohus Studio stworzyli arcydzieło brzmienia, które do dziś przez wielu jest uważane za jedno ze szczytowych osiągnięć soundu melodic power metal w odmianie europejskiej.
Styl tych kompozycji nie ma nic wspólnego z prymitywną i nachalną radiową przebojowością rock/metalu i jest tu muzyka bardzo wysublimowana, przez co zyskała sporą popularność wśród fanów AOR a także melodyjnego power metalu progresywnego. Jonas Heidgert śpiewa wybornie pełne luzu i melodii oraz ogromnych pięknie zagospodarowanych przestrzeni kompozycje z mocno zapadającymi w pamięć refrenami, jak As Madness Took Me, tytułowy Starfall, czy nowocześnie zaaranżowany w klawiszach In Perfect Harmony z elementami stylu neoklasycznego. Piękny, gustownie podany romantyzm został osią stylu w The Shores of Our Land, gdzie zaśpiewała liczna grupa gości w tym Arnold Lindberg, a na gitarze zagrał Henrik Danhage z EVERGREY.Jest także miejsce na porywający melodic power metal o lekko heroicznym charakterze z rozległymi chórkami i tłem symfonicznym w Calling My Name i w The Returning, gdzie bez masywnych klawiszy zagrali znakomity, encyklopedyczny bojowy europower metal. W The Dream Seeker dodatkowo dodano pewną dawkę subtelnie podanego mroku i refleksji.
Bogactwo aranżacji tych wszystkich kompozycji i wysmakowanie szczegółów i niuansów aranżacyjnych jest godne podziwu i szacunku. Zapewne najbardziej znaną kompozycją z tego albumu jest wyborny To the End of the World, gdzie dopracowane w najdrobniejszych detalach zgranie klawiszy, gitar i zróżnicowanego wokalu jest mistrzowskie. Ta kompozycja zwiastuje także to, co zespół niebawem przedstawi na niezwykłym albumie "Astronomy".
Dla miłośników progresywnego symfonicznego grania oferują trzyczęściową kompozycję The Book of Shadows, zasadniczo instrumentalną poza The Curse of Qa'a i tu zagrali coś zupełnie nowego, do tej pory raczej niespotykanego w szwedzkim metalu.

Godne szacunku jest wykonanie, pełne pewności siebie i finezji, a Jesse Lindskog rozegrał tu partię znacznie lepszą niż w NOSTRADAMEUS.Jedyne, co można by zarzucić tej płycie to pewien eklektyzm i brak jasno zdefiniowanego stylu, który oscyluje tu pomiędzy melodic power AOR, melodic progressive i graniem klasycznego heroicznego europower metalu. Nie wszystko nie wszystkim musi się tu podobać. Obiektywnie patrząc jet to płyta wybitna, co więcej bardzo wpływowa i to nie tylko na metal szwedzki, ale i chociażby włoski. Styl muzyczny z tego Lp jest naśladowany do dzisiaj, choć zazwyczaj z gorszym skutkiem.

ocena 9/10

new 1.10.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości