Drakkar
#1
Drakkar - Quest For Glory (1998)
[Obrazek: 4982.jpg]

Tracklista:

1. Welcome on board 01:58
2. Coming from the past 06:00
3. Dragonheart 05:33
4. Follow the prophet 06:15
5. Under the armor 05:37
6. The walls of Olathoe 13:59
7. Wings of fire 05:04
8. Morella 07:08
9. Quest for glory (Valhalla) 08:09
10. Raising the banners 05:06
11. Towards home 00:54

Rok wydania: 1998
Gatunek: Melodic Power Metal
Kraj: Włochy

Skład:
Luca Cappellari - śpiew
Dario Beretta - gitara
Alex Forgione - gitara basowa
Christian Fiorani - perkusja
Emanuele Rastelli - instrumenty klawiszowe ( muzyk sesyjny)

W odróżnieniu od bardziej klawiszowych grup w rodzaju RHAPSODY, tu panowie pogrywają melodyjny speed power metal z rycerskim zacięciem. Całość opiera się na gitarowym ataku Dario Beretty, wspartym "rytmiczną " sekcją rytmiczną. Tu niestety perkusja nieco słaba w brzmieniu, a bas niezbyt dobrze słyszalny, stąd przy jednej gitarze jakoś brak mocy, nawet jak na włoski melodyjny power. Klawisze są, ale w zasadzie stanowią tylko tło to pewnych fragmentów, gdzie mamy bojowo-epickie melorecytacje.
Melodie są bardzo przyzwoite, czasem nawet pod RUNNING WILD - jak w Dragonheart.
Speedmania przewija się przez cały LP i według mnie to niepotrzebnie, bo gdyby nieco zwolnić było bardziej rycersko. Byle jednak nie jak w fatalnym "Under the Armor", który rycerski power metal pokazuje w krzywym zwierciadle.

Na płycie mamy też kolosa-tasiemca, w postaci czternastominutowego "The Walls of Olathoe"
i tu jest próba epickiego ataku - wolniejszego i dostojnego, co ciekawe również z elementami RUNNING WILD w części instrumentalnej. Jest to też numer, gdzie chyba po raz pierwszy bas spełnia swoją funkcję jak należy. Cierpliwości na wolniejsze granie starcza tu DRAKKAR tylko na jakiś czas i ponownie mamy rwane, gitarowe galopady.
Mamy jednak balladę "Wings of Fire" i ten numer jest dobry .
Od tego momentu jednak płyta zaczyna już nieco nużyć. "Morella" choć nie najgorsza, jakoś wchodzi ciężko...
Jak na rycerski power metal przystało, jest także utwór poświęcony Valhalli.
"Quest for Glory (Valhalla)" rozkręca się dosyć długo od klawiszowego intro... i dostajemy co dziwne utwór będący połączeniem klawiszy i niemieckiego heavy, zagrany na szczęście na średnich tempach.
"Raising the Banners" to szybki, dosyć wesoły utwór z gatunku flower happy metal i zamyka ten LP, po czym Quotro w postaci klawiszowej miniatury i koniec.
Byłoby nawet fajnie, ale najgorsze zostawiłem na koniec.
Wokalista. Luca Cappellari. Czy naprawdę nie było nikogo innego?
Natomiast ma jedną zaletę - fałszuje tak samo szczerze w rejestrach niskich, średnich i wysokich, a na plus, że ze dwa razy udało mu się wysoko wyciągnąć lepiej niż panu Kiske.

Płyta jest za długa i pozornie tylko zróżnicowana. Brzmienie za lekkie.
Raczej tylko dla zagorzałych fanów melodyjnego włoskiego power, choć wokal jednak odrzuca, a facet śpiewa tu na okrągło.
Takie albumy ocenia się bardzo ciężko. Robota instrumentalistów zepsuta przez śpiew, a do tego niewiele oryginalności.


Ocena: 6/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Drakkar - Gemini (2000)
[Obrazek: 4985.jpg]

Tracklista:

1. Beginning (intro) 01:34
2. Eridan Falls 05:49
3. Pure Of Heart 04:30
4. Soldiers Of Death 06:09
5. The Climb 05:29
6. The Voice Of The Wind 06:39
7. Dragonship 05:13
8. The Secret 05:19
9. Until The End 10:57
10. Death of Slayn (instrumental) 01:12
11. The Price Of Victory 04:37

Rok wydania: 2000
Gatunek: Melodic Power Metal
Kraj: Włochy

Skład:
Luca Cappellari - śpiew
Dario Beretta - gitara
Alex Ferraris - bas
Christian Fiorani - perkusja
Eleonora Ceretti - instrumenty klawiszowe

Porównując z albumem debiutanckim wyraźnie słychać, że zespół okrzepł i nabrał doświadczenia. Zmienił się również styl gry i tym razem otrzymujemy mix włoskiego power metalu z linii RHAPSODY z niemieckim style hansenowskim. Trzeba przyznać, że melodyjne powerowe szarże gitarzysty dobrze się komponują z przestrzennymi klawiszami. Co jednak najważniejsze, pan Cappellari śpiewa zdecydowanie lepiej. Rzecz jasna nie stał się nagle jednym z trzech tenorów, ale przyprawiające o mdłości fałsze już mu się prawie nie zdarzają.

Grupa dołożyła także więcej ciężaru i głębi, a bas jest bardziej słyszalny. W wielu utworach zrezygnowano z bezsensownego pędzenia do przodu, a klawiszowe intra o charakterze symfonicznym są udane i odpowiedniej długości. Bardzo ciekawym numerem ze świetnym refrenem jest "Soldiers Of Death", pokazujący, że epickość można zbudować także i na podstawach melodyjnego power metalu. W "The Voice Of The Wind" gościnnie dwa sola wykonał Roland Grapow, trzeba jednak przyznać, że i Beretta zagrał na tym albumie kilka bardzo udanych solówek. "Dragonship" to najbardziej "niemiecki" utwór na tym LP i choć prosty, oparty na ogranym riffie, należy do najlepszych . Także na tej płycie zespół nie zrezygnował z długiej rozwiniętej kompozycji - "Until The End" i brawa za nią. Nie nudzi, a ten riff główny znakomity. Tu jednak nie bardzo popisał się wokalista...
Delikatna epicka ballada "The Price Of Victory" na zakończenie prześliczna.

Album bije na głowę debiut i to pod każdym względem. Jest także lepiej wyprodukowany, brzmienie jest klarowne, a gitara cięższa niż poprzednio. Solidna sekcja rytmiczna nie zagłusza dobrego podkładu klawiszowego o przyjemnym i nie mającym nic wspólnego z italo disco brzmieniu.
Jest to udana płyta z melodyjnym, rycerskim powermetalem, zawierająca wszystko, co powinno się w takiej muzyce znaleźć.
Album przyjęty został z zainteresowaniem, zebrał sporo dobrych i bardzo dobrych recenzji i ustalił pozycję DRAKKAR we włoskiej czołówce takiego grania.


Ocena: 8/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
Drakkar - Razorblade God (2002)
[Obrazek: 4987.jpg]

Tracklista:

1. Razorblade God 05:23
2. Man And Machine 04:36
3. To The Future 04:49
4. Inferno 04:55
5. The Matrix 05:18
6. Galadriel' Song 04:22
7. Lo Shan Shen Long Pa 05:05
8. The Next Generation 05:08
9. Witches' Dance 05:56
10. Kingdom Of Madness (Magnum cover) 06:09

Rok wydania: 2002
Gatunek: Progressive Power Metal
Kraj: Włochy

Skład zespou:
Davide Dell'Orto – śpiew
Dario Beretta - gitara
Daniele Persoglio - bas
Christian Fiorani – perkusja
Corrado Solarino - instrumety klawiszowe

Przed nagraniem trzeciego albumu zaszły istotne zmiany w składzie zespołu. Pojawił się nowy wokalista, Davide Dell'Orto, i nowy gitarzysta basowy. Jednocześnie znów zmienił się styl. Zespół chyba pozazdrościł takim kapelom jak LABIRYNTH czy ARTHEMIS i uderzył na tym LP w lekko progresywną nutę Tym razem mamy klawisze o brzmieniu nowoczesnym, utwory łamane zmiennymi rytmami i bardziej złożone aranżacje jak w "Razorblade God". Rycersko-epicko-baśniowe klimaty gdzieś zeszły na bardzo daleki plan, a typowe utwory melodic power jak "Man And Machine" są bardzo zwyczajne i bez głębszego wyrazu. Próby ich urozmaicenia, jak w "To The Future" prowadziły raczej do chaosu niż uatrakcyjnienia takich utworów. Słuchając kolejnych numerów ma się wrażenie, że nie trafili z typem kompozycji. Jeśli chcieli zrobić coś bardziej wysublimowanego niż poprzednio, to zabrakło pomysłów i umiejętności.
Miła akustyczna ballada "Galadriel' Song" jest pewnym wytchnieniem od grania z kilku poprzednich utworów. Potem niestety znów szarzyzna... Bez klimatu, bez pomysłu. Nie podoba mi się ta płyta. Poza coverem MAGNUM, który jest moim zdaniem lepszy niż oryginał. Wokalista jest lepszy niż poprzedni, to na pewno, ale tym razem zawiodły same kompozycje, nadmiernie przekombinowane. Płyta ma mocne brzmienie, a wszystko wykonane w sposób zdecydowany. Siła jednak nie zastąpi atrakcyjnych melodii, które były atutem poprzedniej płyty. Włoski progresywny power metal bazuje też na wysokich umiejętnościach muzyków. Tu mamy ekipę średnią, która zadaniu nie podołała.


Ocena: 6/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#4
Drakkar - When Lightning Strikes (2012)
[Obrazek: 300723.jpg]

Tracklista:
1. Hyperspace – The Arrival 01:26
2. Day of the Gods 02:16
3. The Armageddon Machine 06:16
4. In The Belly of the Beast 00:34
5. Revenge Is Done 05:19
6. When Lightning Strikes 04:19
7. Winter Soldiers 05:31
8. Salvation 04:04
9. At the Flaming Shores of Heaven 06:01
10. We ride 05:59
11. The Awakening 01:36
12. My Endless Flight 05:40
13. Aftermath – The Departure 01:23
14. Engage! 00:25
15. New Frontier 04:01

Rok wydania: 2012
Gatunek : Epic Melodic Power Metal
Kraj: Włochy

Skład zespołu:
Davide Dell'Orto - śpiew
Dario Beretta - gitara
Corrado Solarino - instrumenty klawiszowe
Simone Cappato - bas
oraz :
Mat Stancioiu
gościnnie:
Luca Cappellari - śpiew
Daniele Persoglio -bas

Na przełomie stuleci DRAKKAR należał do popularniejszych włoskich zespołów z kręgu fantasy melodic power metal. Trzeci album wydany w roku 2002 ("Razorblade God") nagrany już z nowym wokalistą Davide Dell'Orto był jednak próba grania power metalu bardziej złożonego i został przyjęty z umiarkowanym zainteresowaniem. Potem na długo wokół zespołu zaległa cisza i gdy wydawało się że ten zespół przeszedł do historii przypomniał o sobie EP "Classified" w roku 2007 i obietnicą zaprezentowania niebawem kolejnej płyty długogrającej. Cisza na lata zapadła jednak ponownie i dopiero w połowie 2011 stało się jasne ,że ta płyta się ukaże a zespół funkcjonuje.
Premiera tego albumu została ostatecznie przesunięta na styczeń 2012 a obok stałych członków zespołu pojawił się tu jako perkusista znakomity Mat Stancioiu w roli muzyka studyjnego (grupa nie ma aktualnie perkusisty) oraz niespodziewanie jako goście byli członkowie DRAKKAR - wokalista Luca Cappellari i basista Daniele Persoglio.

Dwie płyty dzieli dziesięć lat ale symfoniczne intro raczej zbliża ten nowy LP do pierwszych nagrań DRAKKAR podobnie jak akustyczny z symfonicznym tłem song "Day of the Gods".
Ta płyta jest także pewnego rodzaju epickim konceptem i to również w mniejszym lub większym stopniu ukłon w stronę przeszłości.
Tak, DRAKKAR wraca jako grupa fantasy power metalowa i jest to muzyka bardzo typowa dla stylu włoskiego, którego ramy wyznacza twórczość RHAPSODY. Jest to jednak granie nieco cięższe z elementami epickiego bardziej tradycyjnego metalu, z mocnym i zaskakująco dobrym wokalem Davide Dell'Orto, rozległymi bojowymi chórkami w tle.tempa są różne od raczej wolnych i pełnych dostojeństwa do szybszych ale bez speedu. "The Armageddon Machine" pierwszy z dłuższych numerów jest przykładem umiejętnego rozłożenia akcentów epickich oraz ciekawego wykorzystania instrumentów klawiszowych na modłę lat 70tych w niektórych partiach. "When Lightning Strikes" jest znów dosyć bliskim kuzynem numerów niemieckich melodic power, zwłaszcza w refrenie,ale są tu i galopady typowe dla pierwotnego stylu italian flower power,
W "When Lightning Strikes" jest kilka nowocześniejszych rozwiązań aranżacyjnych w gitarowych riffach ale to także kolejny tradycyjny numer w gatunku przy czym jeden z najszybszych na płycie.
Sporo jest różnych efektów pozamuzycznych na tym LP, nie tylko w interludiach i od odgłosów bojowej trąbki rozpoczyna się "Winter Soldiers" jako kolejny war power metalowy utwór, stosunkowo mocny i agresywny z rozległym rozpoznawalnym refrenem.
Taka jest to dosyć bojowa płyta i zarówno zagrany w średnim tempie "Salvation" jak i "At the Flaming Shores of Heaven" to bardzo dobre kompozycje w tych klimatach przy czym ten drugi stworzono w oparciu o cały kontrapunktowe połączenie rycersko-folkowego motywu w stylu celtyckim z łagodną częścią środkową , dostojnym refrenem i bardzo dobrym solem gitarowych eksponującym i mieszczącym w sobie wszystkie wątki muzyczne tej kompozycji.
Dumy i dostojeństwa jest wiele i tu najbardziej tym nasycony jest znakomity true galopujący "We Ride" z kolejnym epickim refrenem wysokiej klasy.
Bardzo ładnie pobrzmiewa także "My Endless Flight" praktycznie melodyjny heavy/power z klawiszami i tu jedynie może inny, mniej "niemiecki" refren prezentował by się gustowniej.
Ballada tym razem bardzo krótka, akustyczna i tak na dobrą sprawę to wstęp do "My Endless Flight", który jest właściwie najważniejszym punktem płyty z kontynuacją w niedługim symfonicznym songu "Aftermath – The Departure".
Całość zamyka "Engage!/New Frontier" space sci fi power metal w stylu IRON SAVIOR który także robi bardzo dobre wrażenie, chociaż oryginalności tu zupełnie brak.

Brak oryginalności w niczym nie umniejsza wartości tego albumu. Wiele tu bardzo dobrych melodii a wykonanie jest nad wyraz dobre. Starszy o dziesięć lat Davide Dell'Orto śpiewa mocno i przekonująco -wszystko brzmi prawdziwie i autentycznie epicko w ramach melodic power. Udane sola gitarowe, co najważniejsze posiadające w sobie jakąś treść i Beretta doskonale sobie radzi sam w sytuacji gdy w innych zespołach włoskich często dwóch gitarzystów prezentuje się w power anemicznie. Sekcja rytmiczna bardzo dobra a Mat Stancioiu pogrywa momentami fenomenalnie i jak zwykle gdy zasiada do instrumentu jako muzyk sesyjny jest w pełni zaangażowany w to co robi. Poza kilkoma kontrowersyjnymi momentami klawisze także dopasowane i ciekawe, przy czym Solarino gra różne rzeczy nie uciekając się do mętnych popisów para progresywnych.
Nad produkcją i realizacją płyty czuwał zespół doświadczony. Nagrania dokonane w studio samego Stancioiu i mastering Jürgena Lusky'ego (pracował z ANGRA i PINK CREAM 69) charakteryzują się soczystością, przejrzystością dalszych, istotnych tu planów i jest to jedna z lepiej ostatnio zrealizowanych płyt z włoskim power metalem.

True epic power metalem można by śmiało powiedzieć, naturalnie nie strefy SACRED STEEL jednakże. Album całościowo jest zaskakująco udany, bardzo dobry. Udany i przemyślany w detalach powrót po latach zespołu , który już został przez większość spisany na straty.


Ocena: 8,4/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości