Hyades
#1
Hyades - Abuse Your Illusions (2005)
[Obrazek: 89016.jpg]

Tracklista:

1. No Man's Land 05:00
2. Smart Bombs, Dumb War 04:23
3. Hyades 03:33
4. Liars 05:28
5. Picture of a World 06:00
6. Blameless in the Deathrow 05:08
7. September, 11 04:49
8. Shut the Fuck Up 04:17
9. Abuse Your Illusions 05:18
10. Fight for your Right (Beastie Boys cover) 03:18

Rok wydania: 2005
Gatunek: Thrash/Speed/Power Metal
Kraj: Włochy

Skład zespołu:
Marco Colombo - śpiew
Lorenzo Testa - gitara
Marco Negonda - gitara
Rob Orlando - bas
Roldofo Ridolfi - perkusja

Ponoć ciężko jest.
Ponoć ciężko jest odtworzyć tę muzyczną atmosferę kalifornijskiej thrash/speed power metalowej łupaniny połowy lat 80-tych, tak magicznej i z niczym nie porównywalnej. Jeszcze ciężej podlać to odrobiną humoru w stylu TANKARD i politycznym pieprzykiem SACRED REICH.
Ciężko. Włoski HYADES terminował przez 10 lat, grając i power i heavy i kombinacje tego z thrashem, zanim w końcu dojrzał do wydania, początkowo nakładem własnym, swego debiutu "Abuse Your Illusions", ozdobionego okładką, zbliżoną do tej słynnej okładki SACRED REICH i mottem "Thrash now - work later!".

Thrashu tu najwięcej. Bez wątpienia i najwięcej EXODUS. Tamtego EXODUS z końcówki lat 80-tych, rozbujanego ścianą gitar na rockowym postumencie.
HYADES gra to samo. Gra nawet chwilami tak samo i tym bardziej zabawa jest przednia.
Jest wesoło, bo Włosi nie silą się na jakieś idealne odwzorowanie amerykańskich mistrzów tylko po prostu grają i śpiewają na luzie swoje, a raczej exodusowe motywy, będąc sobą są zarazem odbiciem tamtej ekipy.
Marco Colombo to wokalista o głosie innym niż Zetro, ale frazujący bardzo podobnie, nie będąc przy tym klonem. Duet gitarzystów to para świetnych, pokręconych w solówkach instrumentalistów, a energia, z jaką to wszystko rozgrywają, poderwałaby nawet umarłego z katafalku.
EXODUS 1987-1989 chyba najbardziej to... Także sensie tej pewności siebie i mocy, jakiej na debiucie Exo jeszcze nie było.
Thrash śmiertelnie poważny bywa nudny, ale gdy jeansy są lekko przybrudzone nie ma lepszej muzyki. Tak gra tu HYADES, przy czym nie tyczy się to brzmienia, bo to piękny, głęboki sound mruczących i ryczących zarazem gitar i pukającej perkusji w najbardziej tradycyjnym stylu z nieustannym wykorzystaniem werbelka.
Przy tym oni się nie wygłupiają. Ten humor jest inteligentny i w muzyce i wokalu i tekstach, które wcale nie mają zbawiać świata. Czasem jest nieco poważniej, jak w "September, 11", czasem znacznie mniej jak w "Shout The Fuck Up", gdzie cytaty z zagrywek Holt-Hunolt są absolutnie celowo wysunięte na plan pierwszy. Pamiętacie, z którego to utworu? Na pewno. Killer!
Zapewne każdy tu znajdzie swoich własnych faworytów, ale te dwa kawałki oraz "Liars" i sztandarowa petarda "Hyades" mnie przypadły do serca najbardziej.
Słabych numerów nie ma i nawet cover BEASTIE BOYS, zagrany żywiołowo i wysokoenergetycznie, raduje ucho.
Nie można przejść obojętnie ani obok "No Man's Land", ani "Smart Bombs, Dumb War", bo o to w tej muzyce właśnie chodzi. Jedynie może w tych najdłuższych kompozycjach, jak "Picture of a World" czy w mniejszym stopniu tytułowym "Abuse Your Illusions", nie potrafili tak interesująco zagospodarować całego czasu jak EXODUS.

Wtórność. Wtórność. Świetnie, że akurat taka.
Gdyby to wszystko zilustrować jakimś obrazkiem, to chyba najlepiej pasowałaby okładka koncertówki "Good Friendly Violent Fun" EXODUS.
Rasowy band, który wie czego chce i dokazał też tego na następnych płytach.


Ocena: 8.7/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Hyades - And the Worst Is Yet to Come (2007)
[Obrazek: 130249.jpg]

Tracklista:


1.And the Worst Is Yet to Come 02:15
2.Buried in Blood 04:26
3.Unconform #756 03:52
4.Megamosh 03:45
5.Disposable Planet 04:39
6.Pharmageddon 04:10
7.New World War 02:52
8.EZLN 04:29
9.Skate Addiction 04:00
10.Valley of Tears 04:00
11.Wops Still Thrash 04:50


Rok wydania: 2007
Gatunek: Thrash/Speed/Power Metal
Kraj: Włochy

Skład zespołu:
Marco Colombo - śpiew
Lorenzo Testa - gitara
Marco Negonda - gitara
Rob Orlando - bas
Roldofo Ridolfi - perkusja
To drugi album włoskich epigonów thrashu z Bay Area lat 80 tych, nagrany ponownie dla wytwórni Mausoleum i ponownie w tym samym składzie.
Można ignorować tego typu granie spoza USA, ale nie można ignorować HYADES.
Ten zespół po raz drugi udowadnia, że jest wybitny w tym co robi, oraz że ta teoretycznie zamknięta konwencja wcale się nie wyeksploatowała w swej archetypowej formie. Nadal "podrabiają" EXODUS, choć lepsze będzie określenie - łączą melodykę i motorykę starego EXODUS  z potęgą brzmienia nowego.

Jeśli nawet Megamosh, czy krótki, ale treściwy New World War wydają się mniej wyraziste od innych numerów, to praktycznie cała reszta jest wyborna.
Jest oczywiste,  że łagodność instrumentalnego And the Worst Is Yet to Come na początku to tylko zaproszenie do wygodniejszego ulokowania się w fotelu.
Bujający potężny exodusowy Buried in Blood to nie tylko gitarowa ściana, ale i doskonałe bębny w tle. Gdy wpadają w dalszej części w ten gitarowy rytmiczny trans, jedyny w swoim rodzaju wytwarzany tylko przez nich i EXODUS.
To samo w Unconform #756. Co za mordercza pasja wykonania! No i fantastyczne zwolnienie tempa, takie charakterystyczne dla nowego EXODUS. Dobre sola, choć należy stwierdzić, że w tym aspekcie gitarzyści HYADES pozostają jednak w tyle za Mistrzami z USA. W Disposable Planet dużo z "Force Of Habit", może zabrakło tylko bardziej rozpoznawalnego refrenu.
Za to Pharmageddon dewastujący nieubłaganą pulsacją gitar w średnich tempach i wokalami frazowanymi a la "Zetro".
Tu Colombo niczym Souzie nie ustępuje.
Exodusowe chórki i i ponura drapieżność oraz dramatyczne sola gitarowe to wizytówka EZLN, kompozycji po części wyraźnie heavy/powerowej z ograniczoną dawką exodusowej motoryki.
Mega energetyczny, wykrzyczany Skate Addiction to chyba obok Wops Still Thrash największy killer na tym albumie, inspirowany poniekąd także graniem ANTHRAX. Jednak ołowiane brzmienie ANTHRAX zastąpione jest tu sharp soundem EXODUS i efekt jest powalający. Chyba najbardziej eleganckim i poukładanym numerem jest Valley of Tears. Zimny, wysmakowany i bezwzględny exodusowy thrash.

Wyśmienita produkcja z celowo lekko pozostawionym za ścianą gitar basem. Perkusja ustawiona wzorcowo, lekko stłumiona i w licznych momentach miękka. Ulokowanie w tym wszystkim Colombo także bez zarzutu.. Idealnie słyszalny w każdym momencie.
Ta płyta jest po prostu jeszcze lepsza od debiutu.
Uważam, ze w tym punkcie historycznym grali lepiej od EXODUS i tyle.
Nieprawdopodobna energia i kultura wykonania.
Gdyby grając nie zużywali, a wytwarzali energię, to zapewne mogliby nią zabezpieczyć spore miasteczko.
A może nawet Los Angeles?

Ocena : 8,8/10

new 29.06.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości