Saint Deamon
#1
Saint Deamon - In Shadows Lost from the Brave (2008)
[Obrazek: 183784.jpg?0347]

Tracklista:
1. The Exodus 00:51
2. My Judas 04:55
3. In Shadows Lost from the Brave 03:52
4. My Heart 03:51
5. The Burden 03:58
6. No Man's Land 05:12
7. Ride Forever 02:52
8. Black Symphony 02:47
9. Deamons 03:49
10. The Brave Never Bleeds 05:09
11. My Sorrow 03:19
12. Run for Your Life 05:00


Rok wydania: 2008
Gatunek: progressive melodic power metal
Kraj: Szwecja

Skład zespołu:
Jan Thore Grefstad - śpiew
Andreas Toya Johansson- gitara
Magnus "Nobby" Noberg - gitara basowa
Ronny Milianowicz - perkusja

Powstanie w roku 2006 grupy SAINT DEAMON było uznane za sporą sensację i zastanawiano się, jak członkowie DIONYSUS Noberg i Milanowicz oraz wokalista norweskiego HIGHLAND GLORY pogodzą obowiązki w nowym skandynawskim zespole z tymi w macierzystych ekipach. Ostatecznie Grefstad opuścił HIGHLAND GLORY w 2007, a DIONYSUS został rozwiązany w rok później. W tym czasie grupa z Örebro już pracowała na swoją pierwszą płytą, którą znana wytwórnia Frontiers Records wydała w styczniu 2008 roku.

Muzyka SAINT DEAMON nie była wypadkową tego, co grały DIONYSUS i HIGHLAND GLORY. Grupa zaprezentowała power metal o charakterze melodic progressive power, z wyraźnymi wpływami EVERGREY, CLOUDSCAPE, a także SYMPHONY X, choć w zubożonej o brak klawiszy formie.
Gościnny udział Ralfa Scheepersa z PRIMAL FEAR ograniczył się do narracji w My Judas i całość dosyć trudnego wykonawczo wokalu wziął na siebie Grefstad. SAINT DEAMON gra wyważony, nastrojowy, nieco powściągliwy mimo rozległych emocjonalnych wokali metal i choć refreny sa bardzo melodyjne, to budowanie pewnego łagodnego, melancholijnego klimatu jest tu podstawą. Wskazane inspiracje określają także dosyć jednoznacznie styl melodii. My Judas wyznacza ramy i w zasadzie do końca przeważają podobne w charakterze lekko posępne melodie zwrotek, rozświetlane lżejszymi refrenami, które jednak trudno nazwać radiowymi.
Utwory nie są długie, lecz nasycone różnymi zmianami tempa oraz specyficznymi smaczkami, jak niemal dosłowny cytat muzyczny z HELLOWEEN w In Shadows Lost from the Brave. Nastrojowe, refleksyjne i zagrane w umiarkowanym tempie My Heart i łagodniejszy Deamons nasycone są uroczystym elegijnym klimatem EVERGREY. Pięknie zasmucają słuchacza w pełnej emocji  kompozycji My Sorrow, tu jednak mogli się do końca trzymać melancholii i melodic metalowy, nieco radiowy refren jaki się tu pojawia mógłby być mniej rockowy. Doskonały efekt tworzenia melodyjnego power metalu uzyskali w szybkim i bardzo dynamicznym gitarowo The Brave Never Bleeds, gdzie warto zwrócić także uwagę na doskonałe partie perkusji Milanowicza. Z kolei zamykający ten LP Run for Your Life jest barwną mozaiką różnych stylów melodyjnego power metalu, gdzie typowo progresywne elementy szwedzkiego progressive łączą z niemal hansenowskim refrenem.Tu i ówdzie pojawiają się ozdobniki neoklasyczne (No Man's Land i kilku innych), podane jednak w dyskretny sposób i w żadnej kompozycji fundament nie jest neoklasyczny. Jest także mocniej zagrany progresywny power metal z ekstatycznym śpiewem Grefstada na granicy krzyku w klasycznej dla Szwedów manierze w The Burden, a także w bardzo ograniczonym zakresie stylistyka epicka jak  w Ride Forever, z chórkami skandowanymi w stylu niemieckim. SAINT DAEMON jeden raz zbliża się do DIONYSUS w krótkim, ale bardzo treściwym i nośnym Black Symphony słychać, że bez grania progresywnego też potrafią pokazać się w bardzo dobry sposób.

Grefstad śpiewa doskonale, jest aktorem pierwszoplanowym, a sekcja rytmiczna z DIONYSUS gra równie ciekawie jak w tamtym zespole. Pięknie spina wszystko w jedną całość gitara Toya, muzyka w zasadzie do tego momentu nieznanego, a tu wykazującego się wybornymi umiejętnościami, wyczuciem konwencji i kreatywnością, jako kompozytor większości utworów. Wysoka kultura wykonania bardzo pozytywnie rzutuje na odbiór tego albumu, podobnie jak samo brzmienie, rozpoznawalne jako szwedzkie. Mix i mastering oraz produkcja całości to dzieło samego Jensa Bogrena, który wcześniej pracował także dla DIONYSUS, tu jednak stworzył sound bliższy HARMONY czy EVERGREY.
Album zawiera muzykę ambitną, ale przystępną i nie jest hermetyczny gatunkowo. Debiut SAINT DEAMON został przyjęty bardzo ciepło, choć znaleźli się i tacy, który uznali go za marną kopię czołówki szwedzkiego progressive power lub nieudane naśladownictwo stylu SYMPHONY X.

ocena 8,8/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Saint Deamon - Pandeamonium (2009)
[Obrazek: 231353.jpg]

Tracklista:
1. Deception 03:53
2. The Only One Sane 03:06
3. Pandeamonium 04:02
4. Eyes of the Devil 03:12
5. A Day to Come 04:33
6. Way Home 02:52
7. Fallen Angel 04:03
8. The Deamon Within 03:47
9. Oceans of Glory 04:32
10. Fear in a Fragile Mind 04:59



Rok wydania: 2009
Gatunek: progressive melodic power metal
Kraj: Szwecja

Skład zespołu:
Jan Thore Grefstad - śpiew
Andreas Toya Johansson- gitara
Magnus "Nobby" Noberg - gitara basowa
Ronny Milianowicz - perkusja

Rok po debiucie SAINT DEAMON zaprezentował drugi LP, ponownie wydany w ramach kontraktu z Frontiers Records.
Zastanawiać może to, że jest tu tylko niecałe 40 minut muzyki. To jednak 10 kompozycji, a grupa udowodniła już wcześniej jak wiele potrafi zawrzeć nawet w klasycznych trzech minutach.


Stylistycznie jest podobnie jak na "In Shadows Lost from the Brave". Elegancki, dystyngowany progressive power metal z melodyjnymi refrenami i licznymi inkrustacjami zaczerpniętymi z neoklasyki i melodic heavy. Tym razem jest z jednej strony nieco nowocześniej, a z drugiej jakby z większym przywiązaniem do tradycji melodyjnego power metalu szwedzkiego bez specjalnego nacisku na melancholijny klimat. Płynne, zwarte kompozycje Deception czy fantastyczny riffową dynamiką Fallen Angel obdarzone zostały bardzo dobrymi rozpoznawalnymi refrenami i to mocne punty tej płyty. Pewien epicki wymiar ma The Only One Sane i jest tu także więcej momentami posępnego grania progresywnego (Fear in a Fragile Mind) lub nieco bardziej rytmicznie połamanego jak w Eyes of the Devil czy w The Deamon Within.
Gdzieś szukają styczności z power metalem fińskim i Oceans of Glory jest pewną wypadkową SONATA ARCTICA i STRATOVARIUS oraz grup pokrewnych i w zasadzie ta kompozycja za bardzo nie pasuje do reszty, choć zawiera kilka ciekawych rozwiązań aranżacyjnych, ale nie pewno nie, jeśli chodzi o trywialne klawisze. Pojawiły się w tle orkiestracje symfoniczne, dobre, a miejscami bardzo dobre i w smutnym refleksyjnym songu A Day to Come mające duże znaczenie dla budowania klimatu. To, co nowocześniejsze (Pandeamonium, Way Home) przyjmuje formę łagodnych songów malowanych emocjami i znakomitym śpiewem Grefstada oraz aranżacjami klawiszowymi planu drugiego w formie umiarkowanego modern. Pandeamonium to doprawdy pięknie prezentujący się utwór z Krainy Łagodności.

Toya gra na tej płycie fantastyczne sola, bardzo zaawansowane techniczne, inspirowane nie tylko tym co gra się zazwyczaj w progresywnym power metalu, ale i rockiem, pop music a nawet jazz rocku. Choć ponownie za sound odpowiedzialny był Jens Bogren, to jednak tym razem brzmienie nie jest tak interesujące, jak na debiucie. Wokal wydaje się być za bardzo wtopiony w gitarę, a sekcja rytmiczna niedostatecznie wyrazista. Mimo istnienia planu drugiego jest uczucie muzycznej jednowymiarowości. Generalnie SAINT DEAMON odsunął się od stylu EVERGREY czy CLOUDSACAPE na tyle, że można tu już mówić o własnej formie wyrazu artystycznego i rzadko spotykanym zbalansowaniu elementów progresywnych i power metalu głównego nurtu. Na tyle udanym, że ta muzyka godzi gusta zwolenników wykwintnego i inteligentnego grania power progressive z chwytliwą przystępną melodyjnością.
Po roku 2009 z tą ekipa stało się coś złego i praktycznie zamilkła na następne dziesięć lat, by dopiero w roku 2019 przypomnieć o sobie nowym albumem.

ocena 8,4/10

new 29.07.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
Saint Deamon - Ghost (2019)
[Obrazek: 782400.jpg?2711]

Tracklista:
1. Captain Saint D 04:33
2. Call My Name 04:52
3. Return of the Deamons 05:25
4. Ghost 07:12
5. Limelight Dreams 03:58
6. Hell Is Calling 06:34
7. Earth Is Alive 05:50
8. Land of Gold 06:05
9. Higher 06:03
10.Somewhere Far Beyond 06:35
11.The Exodus, Pt. II 00:40
12.Journey Through the Stars 04:19
13.Break the Sky 06:48
14.Resurrection 02:29

Rok wydania: 2019
Gatunek: melodic power metal
Kraj: Szwecja

Skład zespołu:
Jan Thore Grefstad - śpiew
Andreas Toya Johansson - gitara
Magnus "Nobby" Noberg - gitara basowa
Jarle Byberg - perkusja

Minęło dziesięć długich lat zanim żaglowiec SAINT DAEMON wyruszył w trzeci rejs. Wrześniową premierę Ram It Down Records poprzedziła sierpniowa w Japonii (Avalon) i jest to niewątpliwie płyta, na którą oczekiwano z wielkimi nadziejami.

Tym razem okręt wypłynął bez Ronny'ego Milianowicza, którego już w roku 2105 zastąpił wszechstronny perkusista Jarle Byberg, no nastroje wśród załogi są zupełnie inne. To słychać już na początku w pełnym pogodnej morskiej przygody Captain Saint D, lekkiej melodyjnej kompozycji w trochę w duchu morskiego power metalu niemieckiego, czy też "Salt" WUTHERING HEIGHTS i czuje się, że to będzie inna podróż niż przed dekadą.
SAINT DEAMON gra łatwiejszy power metal, pozbawiony cech progresywnych, bez dawnego klimatu i niestety już nie tak frapujący. To prosty, średnio atrakcyjny power metal, jakiego wiele (zwłaszcza w Niemczech) z typowymi euro galopadami w Call My Name, Return of the Deamons, czy też Land of Gold. To nie jest dobre, albo jest co najwyżej dobre, bo te refreny są niewyobrażalnie ograne i wyeksploatowane, i co z tego, że Toya gra z wielką werwą i dynamiką. Przeciętnych melodii nie da się uratować ani stylem gry na gitarze, ani znakomitymi partiami perkusji Jarle Byberga, który równie dobrze gra black metal jak power. Czasem aż szkoda tych pięknych solówek, jakie tu można usłyszeć w wykonaniu Johanssona, przedzielających przeciętne refreny.
W tych kompozycjach, które mają poetycki, nastrojowy charakter, a jest ich niewiele (Ghost, Somewhere Far Beyond), dawny duch tej ekipy powraca, gdzieś trochę w obszarach tego rocznego EVERGREY w morskich klimatach, ale to jest słabsze, dużo słabsze, ocierające się o melodic metal/AOR i z bardzo ograniczoną chwytliwością. Niekiedy nieco modern power rockowych patentów się pojawia (Limelight Dreams, Hell Is Calling, Earth Is Alive, Break the Sky) i jest to przyjazne dla radia, ale chyba innych zalet tu nie ma. Wrażenie wtórności jest przemożne.
Jan Thore Grefstad jest na tej płycie bardzo nierówny. Wysokie zaśpiewy są denerwujące, czasem po prostu słabe, bardziej klimatycznego wokalu niewiele, i w sumie to takie powermetalowe rzemiosło artystyczne. Zawiódł, generalnie zawiódł i  najbardziej chyba w Journey Through the Stars. Z pewnością nie zawiódł w bardzo udanym, zagranym w umiarkowanym tempie, klimatycznym i z interesującym planem drugim Higher. Gdyby cała płyta składa się z kompozycji w tym stylu, to odbiór byłby zupełnie inny, jednak trzeba zaznaczyć, że na poprzednich albumach taki utwór zaliczałby się tylko do średniaków.
Tęsknotę za czymś bardziej wysublimowany potęguje symfoniczne zakończenie w postaci Resurrection i to 70 minut muzyki, z której w pamięci pozostaje niewiele.

Sound to dzieło Mistrza Thomasa "PLEC" Johanssona. Solidna robota, ale jakiejś szczególnej ekscytacji nie wywołuje. Bębny mogłyby być ostrzejsze, bas głębszy, Grefstad trochę bardziej cofnięty. O ile w samych kompozycjach pewien element przebojowego modern grania występuje, to sam mix i mastering jest bardzo konserwatywny w szwedzkim stylu i jest nawet krokiem wstecz w stosunku do debiutu grupy.
W kategorii "melodic power" metal to jest płyta dobra, ale w kategorii "muzyka SAINT DEAMON" ta ekipa o ogromnym potencjale niestety zawiodła.

ocena 7/10

new 14.09.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości