Impellitteri
#1
Impellitteri - Stand in Line (1988)
[Obrazek: 1258.jpg]

Tracklista:

1. Stand in Line 04:34
2. Since You've Been Gone (Russ Ballard cover) 03:58
3. Secret Lover 03:27
4. Somewhere Over the Rainbow 05:35
5. Tonight I Fly 03:52
6. White and Perfect 04:23
7. Leviathan 03:51
8. Goodnight and Goodbye 03:12
9. Playing With Fire 02:40

Rok wydania : 1988
Gatunek: heavy metal/hard rock
Kraj: USA

Skład zespołu:
Graham Bonnet - śpiew
Chris Impellitteri - gitara
Phil Wolfe - instrumenty klawiszowe
Chuck Wrights - bas
Pat Torpey - perkusja

Gdy w roku 1987 młodziutki Chris Impellitteri przedstawił przy wsparciu wokalnym Rob Rocka swój pierwszy mini album, z miejsca uznany został za nowe gitarowe objawienie.
Szybko też udało mu się zebrać stały skład do zespołu o nazwie IMPELLITTERI, przy czym blasku dodało dołączenie jako wokalisty samego Grahama Bonneta, znanego z RAINBOW czy własnej formacji ALCATRAZZ, gdzie wypromował on innego boga gitary Yngwie Malmsteena.
Album "Stand In Line" w dużej mierze zbliżony jest stylistycznie właśnie do debiutu ALCATRAZZ, opiera się na hard rockowych, chwytliwych melodiach zagranych z heavy metalową ekspresją, a jednocześnie stanowiących pretekst do zaprezentowania gitarowego kunsztu Chrisa Impellitteri. Same kompozycje pozostają pod silnym wpływem RAINBOW z lat 1979-1983, a pewnym ukłonem w kierunku takiej muzyki jest też umieszczenie na płycie słynnej kompozycji Ballarda Since You've Been Gone, którą Bonnet po raz pierwszy zaśpiewał właśnie w RAINBOW. Zainteresowanie Chrisa łagodną muzyką wyraża też tu własna wersja tematu muzycznego Somewhere Over the Rainbow, przepiękna interpretacja muzyki z filmu "Czarnoksieżnik z Krainy Oz".
Dominuje jednak melodyjny heavy metal, czasem lekko trywialny, jak tytułowy Stand In Line, a czasem nawet bez słów pełen pędu i mocy jak krótki instrumentalny Playing With Fire. Kopiowanie motoryki nagrań RAINBOW w łączeniu z elementami neoklasycznymi owocuje bardzo dobrymi utworami, takimi jak White and Perfect, gdzie amerykański styl grania gdzieś zbiega się z chłodem grania Malmsteena. Zdecydowanie w malmsteenowskiej stylistyce jest umiejscowiony Leviathan i ten utwór tchnie chłodnym spokojem i elegancją neoklasyki ocieplaną we wspaniałym refrenie przez Bonneta, który tu wkłada bardzo dużo od siebie na tym albumie, choć bywał już w lepszej formie wokalnej.
Znakomicie spisują się zaś pozostali muzycy. Sekcja rytmiczna, a szczególnie Torpey, jest tu i słyszalny i zdecydowanie nadąża za niesamowitymi pirotechnicznymi atakami Chrisa.
Na albumie znalazły się też pełne żaru i pasji melodyjne killery grane w szybkim tempie jak Goodnight and Goodbye, zawstydzające swoją wartością nagrania z albumu M.A.R.S. innego wirtuoza gitary Tony MacAlpine. W niedługie utwory Impellitteri potrafił wrzucić bardzo dużo treści, umiejętnie wszystko zagęszczając i dodając neoklasyczne wstawki. Secret Lover pod tym względem przoduje, wyznacza też w pewnym stopniu kierunek w jakim Impellitteri poszedł na kolejnych swoich płytach. Tu zrezygnował z typowej spokojnej i wolnej ballady, na rzecz bardziej żarliwego songu Tonight I Fly gdzie pierwszeństwo oddał Bonnetowi.
Album należy do najlepszych debiutów gitarowych herosów i stanowi jeden wielki popis wschodzącej gwiazdy. Starannie wyprodukowany, charakteryzuje się selektywnym brzmieniem z ładnie wyeksponowaną sekcja rytmiczną. Ze smakiem dobrane są także klawisze i Wolfe robi tu świetne tło.
Niestety młodemu Chrisowi nie udało się utrzymać tego składu i zespół rozpadł się wkrótce po nagraniu tej płyty. On sam na jakiś czas dołączył do zespołu kierowanego przez Claude Schnella, byłego klawiszowca DIO, po czym za jakiś czas, w 1992 znów z Rob Rockiem jako wokalistą odbudował w 1992 IMPELLITTERI.


Ocena: 9/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Impellitteri - Grin and Bear It (1992)
[Obrazek: 1267.jpg]

Tracklista:
1. When the Well Runs Dry 03:58
2. Ball and Chain 03:29
3. Wake Up Sally 05:24
4. Power of Love 04:17
5. Under the Gun 04:02
6. Endless Nights 04:21
7. City's On Fire 04:37
8. Grin And Bear It 04:27
9. Dance 04:50

Rok wydania: 1992
Gatunek: Melodic Heavy Metal
Kraj: USA

Skład zespołu:
Rob Rock - śpiew
Chris Impellitteri -gitara
Chuck Wright - bas
Ken Mary - perkusja

Po rozwiązaniu pierwszego składu swojego zespołu Chris Impellitteri próbował raczej bez powodzenia grać z innymi znacznie bardziej uznanymi muzykami ale jego dołączenie do byłego klawiszowca DIO Schnella nie przyniosło mu satysfakcji. W tym czasie zaczął zacieśniać kontakty ze sceną christian metalową czym zwrócił uwagę słynnego wokalisty i producenta Roba Rocka.
Z jego udziałem i pomocą powstał nowy stabilny skład IMPELLITTERI , który przystąpił do nagrania swojego pierwszego albumu w oparciu o częściowo już przygotowane kompozycje i pomysły Chrisa z kilku poprzedzających lat.
Ten debiut jest niewyraźny i muzycznie niepewny. Utwory zebrane na płycie w zasadzie mają się nijak do tego co ten zespół grał później i w przeważającej części to melodyjny heavy metal z elementami hard rocka, ugładzony i podobny do wielu innych grzecznie zagranych albumów z christian metalem. Mocno to amerykański album gdzieś nastawiony na porywanie tłumów fanów STRYPER czy BARREN CROSS ale płytę zabija nijakość kompozycji. To co ma być rockowo melodyjne jak "Wake Up Sally" jest bezbarwne muzycznie, to co ma cechy melodic metalu jak "When The Well Runs Dry" pozbawione jest zarówno mocy jak solidnej melodii.
Ułożone i bojaźliwe grane ,nawet w przypadku dobrze zaczynającego się "Power Of Love" o cechach melodic power zmieszanego tradycyjnym amerykańskim heavy.
Nudzi ta płyta i to w znacznej mierze również wynik zachowawczej gry Chrisa, owszem parę razy prezentującego swoje umiejętności ultraszybkiego pirotechnika jak w solo "Power Of Love" ale poza tym zdecydowanie wypadającego poniżej oczekiwań.
Odejście od stylu z debiutu, opartego na stylistyce brytyjskiej na rzecz amerykańskiego pojmowania melodyjnego heavy jest na tym LP całkowite. To słychać i w "Under The Gun" i w stadionowym glamie "Endless Nights" lub "Dance". Tyle ,że te utwory nie są w żadnym stopniu zdolne poruszyć nikogo nastawionego na przebojowość w amerykańskim stylu.Fatalne refreny to bolączka tego albumu i tu do najgorszych należy ten z "City's Of Fire". Tak samo spaliły na panewce próby rozszerzenia granic gatunkowych jak w numerze tytułowym z wpływami jazz rocka i soula.
Wykonanie jest dobre a raczej poprawnie, dostosowane do sztywnych ram nijakiego wypolerowanego metal/rocka jaki tu został zaprezentowany. Znakomicie natomiast prezentuje się Rob Rock i aż momentami żal jego ogromnego wysiłku jaki wkłada w próby ożywienia tych bezbarwnych, matowych numerów. Matowych w sensie melodyjności bo produkcyjnie Rob Rock stanął na wysokości zadania i brzmi to dobrze, typowo dla początków lat 90tych w USA w takim graniu ale dobrze.
Ten album stanowi ogromny krok w tył w stosunku do pełnego melodii, finezji i emocji debiutu Impellitteri.Jest to dzieło wypełnione muzyką nudną i pozbawioną polotu, co więcej bez śladów indywidualności i tożsamości Chrisa .
Najgorszy LP pod szyldem IMPELLITTERI ,mocno krytykowany i to,że na kolejnej płycie odważnie skierował się ku melodyjnemu dynamicznemu heavy power zapewne uratowało ten zespół i gitarzystę od utonięcia w powodzi nijakich christian metalowych zespołów środka.


Ocena 3,3/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
Impellitteri - Answer to the Master (1994)
[Obrazek: 1270.jpg]

Tracklista:

1. The Future is Black 03:42
2. Fly Away 04:03
3. Warrior 04:04
4. I'll Wait 05:09
5. Hold The Line 04:01
6. Something's Wrong With the World Today 03:44
7. Answer to the Master 03:25
8. Hungry Days 03:10
9. The King is Rising 03:33

Rok wydania: 1994
Gatunek: Melodic Heavy Power Metal
Kraj: USA

Skład zespołu:
Rob Rock - śpiew
Chris Impellitteri - gitary
James Amelio Pulli - bas
Ken Mary- perkusja

Jest to druga płyta ustabilizowanego po 1992 roku składu IMPELLITTERI, wirtuoza gitary Chrisa Impellitteri. Wsparty przez Rob Rocka, który tu napisał prawie wszystkie teksty i wzbogacony o doświadczenia z poprzedniej płyty "Grin And Bear It" Chris nagrał płytę, która stylistycznie stała się wyznacznikiem jego dalszej, długoletniej działalności muzycznej.
Duży nacisk położony został na same melodie, bardzie zadbano także o zwartość i czytelność kompozycji. Chris zagrał mocniej i pewniej i ten niedługi album jest w większości wypełniony dynamicznymi, dosyć szybkimi utworami o tematyce chrześcijańskiej, IMPELLITTERI należy bowiem do ścisłego grona grup christian metalowych.

"The Future is Black" można uznać za klasyczny przykład zespołu z wyeksponowanym, łagodnym, wzniosłym refrenem, wysoko śpiewanym przez Rob Rocka i ciężkim solem gitarowym "Ultra Fast" Chrisa. Grupa lepiej prezentuje się w kompozycjach power metalowych niż bardzie typowych dla heavy metalu, jak " Fly Away", gdzie styl zespołu się nieco rozmywa i wchodzi w koleiny christian metalu tradycyjnego lat 80-tych. Jednak i w tej kompozycji Chris potrafi wrzucić interesujące solo, tym razem nieco zbliżone do tego, co grał w końcu lat 80-tych.
Tych nawiązań do metalu lat 80-tych jest tu więcej i w "Warrior" wyraźnie odwołuje się do nagrań chociażby BARREN CROSS. Natomiast spokojny, balladowy "I'll Wait" to pełna przemyśleń próba powrotu do własnej hard rockowej i melodic metalowej twórczości z 1988 w melodii z refrenem, będącym niemal kopią tego z "Tonight I Fly". Tu Chris daje też pokaz swojej gry na gitarze akustycznej, która jest najważniejszym tym razem instrumentem.
"Hold The Line" jest niezwykle charakterystyczny dla stylu kompozycji Impellitteri w rytmice i rozpoznawalnej melodii, słychać jednak, że nie ma tu jeszcze tej niezwykłej energii wykonania, jaką czarował on potem. Ta pojawia się dopiero w "Answer to the Master" i ten numer zwiastuje ten porywający styl z następnej płyty. To jest ten pewny siebie i pełen wiary Impellitteri, a Rock także śpiewa ostrzej, bez korzystania z wysokich, łagodnych zaśpiewów, które pojawiają się tylko w chórkach w tle. Do najlepszych utworów należy tu również "Hungry Days", chwytliwy power metal, tym razem o muzyce, o rocku i latach dzieciństwa. Ten refren jest na płycie najlepszy, a Rob Rock zadbał, aby to wszystko zabrzmiało autentycznie i szczerze.
Bardzo dobry, utrzymany w średnim tempie, rytmiczny "The King is Rising" kończy ten album i ten numer zamykałby to jeszcze lepiej, ale zabrakło pomysłu na refren tak nośny, jak w utworze poprzedzającym, sola Chrisa są tu jednak wyborne. Na płycie znajduje się jeszcze "Something's Wrong With the World Today", jednak to utwór zupełnie nieudany i poniekąd brzmi jak odrzucony pomysł z nagrań z albumu poprzedniego.

Sam Impellitteri gra tu bardzo dobrze, choć jest nieco wstrzemięźliwy w eksponowaniu swojego kunsztu, Rob Rock natomiast jest w średniej czy raczej nierównej dyspozycji i nie zawsze wkłada pełnię serca w swój wokal, przez co pod tym względem niektóre kompozycje tracą na sile oddziaływania. Z pewnością godny odnotowania jest znakomity występ perkusisty Kena Mary.
Jeśli chodzi o brzmienie to jest ono typowe dla IMPELLITTERI z wokalem wysuniętym i dosyć głośną sekcją rytmiczną, jednak gitara jest nieco zbyt wygładzona w partiach heavy power, przez co odnosi się wrażenie pewnego wytłumienia całości. Sola są jednak mocne i głośne i tak będą prezentować się na płytach następnych.
Album, jak to w przypadku IMPELLITTERI zazwyczaj bywało, nierówny, choć na szczęście pozbawiony eksperymentowania. Udane preludium do najlepszej płyty Chrisa "Screaming Symphony", wydanej w dwa lata później.


Ocena: 7.8/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#4
Impellitteri - Screaming Symphony (1996)
[Obrazek: 1272.jpg]

Tracklista:

1. Father Forgive Them 03:28
2. I'll Be With You 03:39
3. Walk Away 04:04
4. Kingdom Of Light 04:09
5. Countdown To The Revolution 03:58
6. 17th Century Chicken Pickin' 02:29
7. Rat Race 04:11
8. For Your Love 04:21
9. You Are The Fire 02:43

Rok wydania : 1996
Gatunek: melodic heavy power metal
Kraj : USA

skład zespołu:
Rob Rock - śpiew
Chris Impellitteri - gitara
James Arnelio Pulli - bas
Ken Mary - perkusja
Edward Harris Roth - instrumenty klawiszowe

W działalności artystycznej każdego muzyka czy zespołu przychodzi taki moment, gdy osiąga on swoje apogeum możliwości twórczych. Czasem jest to eksplozja już na początku działalności, czasem do tego szczytu dochodzi się mozolnie, powoli i drogą naznaczoną błędami i niepowodzeniami.
Chris Impellitteri rozpoczął swoją karierę jako bardzo młody człowiek, nagrał interesujący, stojący na wysokim poziomie debiut, ale potem jakoś jego kariera się załamała. Okres krótkiej współpracy z wokalistą Markiem Weiszem i byłym klawiszowcem DIO Schnellem okazał się mało znaczącym epizodem, a i pierwsze albumy sformowanego w 1992 IMPELLITTERI wskazywały na potencjał, który jednak nie miał przełożenia na efekt końcowy.
Dużą rolę w kształtowaniu muzycznej kariery Chrisa odgrywał Rob Rock, wokalista, producent, a także jeden z głównych animatorów christian metalowej sceny amerykańskiej, z którą Impellitteri był i jest nadal ściśle powiązany.
W ekipie Impelliteriego Rob Rock pojawił się w zasadzie na stałe w latach 90-tych, śpiewał bardzo dobrze, ale przecież tylko to, co w kompozycyjnej formie zaproponował sam Chris.
Gdy wydawało się już, że Impellitteri kojarzony będzie tylko z maestrią gitarową wyrażaną w średniej jakości heavy i power metalowych kompozycjach, nagle w roku 1996 pojawił się album "Screaming Symphony".
To tylko nieco ponad pół godziny muzyki, nagranej w tym samym składzie, co nierówny, choć udany LP "Answer To The Master" z 1994, ale to pół godziny, które wstrząsnęło christian metalową sceną USA i nie tylko.

Impellitteri zrobił tu ruch genialny, a przy tym, jak to w przypadku rzeczy genialnych bywa, bardzo prosty. Zrezygnował z różnicowania stylistycznego, typowego dla płyt poprzednich, i skupił się na tym, co potrafił najlepiej - speed heavy power metalu w melodyjnej odmianie, opartym na niebywałej technice, szybkości i sile, z jakiej słynął od początku. Ten gitarowy atak został wsparty znakomitymi melodiami, które już w podobnym stylu prezentował i nieco wcześniej, ale tym razem bardzo dopracowanymi, o ogromnej nośności. Rob Rock włożył tu maksimum swoich umiejętności i zapału i zaśpiewał wspaniale, kto wie, czy nie jest to zresztą jego najlepszy występ w ogóle, zważywszy na to, że ten repertuar wcale taki łatwy wykonawczo nie jest. Pozostała część zespołu dołożyła tu od siebie wszystko, co najlepsze, a co nie zawsze ujawniało się wcześniej i w efekcie te pół godziny to Pół Godziny fascynującego popisu IMPELLITTERI, gdzie gitarzysta sieje zniszczenie od pierwszej do ostatniej sekundy, o ile tak można powiedzieć o płycie z metalem o chrześcijańskim przesłaniu.
Owszem, można mieć zastrzeżenia do "Countdown To The Revolution", że nie jest aż tak nośny, jak inne numery, że lekko wyhamowuje pęd tego LP, ale i taka kompozycja musiała się tu znaleźć, aby dać odrobinę wytchnienia od speed heavy power metalowych szarż Chrisa.
Impellitteri gra na tym albumie jak natchniony. To, że technicznie jest to najściślejsza światowa czołówka jest wiadome i oczywiste, jednak często w przeszłości w jego grze przebijała lekka niepewność, bojaźń ujawnienia wszystkiego, co potrafi.
Na tym albumie jest Cezarem Gitary. W te niedługie kompozycje wlał tyle treści gitarowej, ile wielu innych nie potrafiło wtłoczyć w znacznie dłuższe utwory.
Najprostszym przykładem jest tu te nieco ponad dwie minuty instrumentalnego "17th Century Chicken Pickin'". To zostało zrobione po prostu fenomenalnie i nie bardzo wyobrażam sobie, kto inny tak by to zagrał jak Chris Impellitteri.

Nigdy wcześniej i już nigdy potem, może poza LP "Crunch", gitara Impellitteriego nie brzmiała tak fantastycznie. O to też zadbał Rob Rock jako producent albumu, którego brzmienie jest najlepsze ze wszystkich płyt w dorobku Chrisa Impelliteri.
Muzyka z tej płyty przetacza się jak huragan, jak burza z piorunami, ciskanymi przez Chrisa w niesamowitych solach gitarowych.
Oszałamia, wywołuje ekstazę i chęć pogoni za tą burzą w kolejnym natychmiastowym odsłuchu.
I tu już nie chodzi o "Rat Race", bo choć ta kompozycja zapada w pamięć natychmiast i na zawsze, to wszystkie pozostałe szybkie numery nie są wcale ani trochę gorsze.

"Screaming Symphony" to przebłysk geniuszu Impellitteri we wszystkich aspektach, niestety tylko jednorazowy. Wiele nagrywał potem, dobrych i bardzo dobrych płyt i kompozycji, ale w takim natężeniu i z takim skutkiem nie zdołał już nigdy zgotować słuchaczowi metalowej burzy.


Ocena: 9.8/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#5
Impellitteri - Eye of the Hurricane (1997)
[Obrazek: 1274.jpg]

Tracklista:

1. Eye of the Hurricane 04:31
2. Shed Your Blood 03:23
3. Fuel For The Fire 04:25
4. Race Into the Light 02:02
5. Bleed in Silence 04:11
6. Master of Disguise 04:38
7. On And On 03:24
8. Everything Is You 04:57
9. Kingdom Fighter 04:08
10. Halloween 02:36
11. Paradise 06:02

Rok wydania: 1997
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: USA

Skład zespołu:
Rob Rock: śpiew
Chris Impellitteri: gitara
James Amelio Pulli: bas
Ken Mary: perkusja
Edward Harris Roth: instrumenty klawiszowe

Po ukazaniu się absolutnie niszczycielskiego albumu "Screaming Symphony" kolejna płyta zespołu była wyczekiwana przeze mnie z wielkimi nadziejami. Chis nagrywał niezbyt często i pojawienie się "Eye of the Hurricane" już w roku następnym było sporym zaskoczeniem.
Niestety zaskoczeniem niemiłym. Co z tego, że otwierający ten LP "Eye of the Hurricane" posiadał strukturę nagrań z płyty poprzedniej, skoro jest to kompozycja całkowicie pozbawiona mocy i energii jakiej tu należało oczekiwać. Podobnie "Shed Your Blood". Miękkie, niemal piosenkowe granie i nawet te sola Chrisa I. brzmią słabo. Nie, nie są słabe - po prostu eksplodującą nitroglicerynę zastąpiły odpustowe kapiszony. Ciężej i ostrzej jest w "Fuel For The Fire", ale głównie za sprawą gitary, bo Rob Rock wciąż jakby na pół gwizdka. Jemu też nie można zarzucić że śpiewa źle, bo on źle nigdy nie śpiewa, ale nawet w tym kawałku jakiś taki niewyraźny jest. Mocny riffowy numer, a tu wokal taki rockowy i denerwujące chórki i górki. No i solo Impellitteri no za krótkie i tyle. Chris nieco nadrabia w instrumentalnym "Race Into the Light", ale to tylko blada powtórka z "17th Century Chicken Pickin'". O jedną ligę niżej niestety.
Uporczywy powtarzalny riff główny "Bleed in Silence" bardzo dobry i ten numer udany, nawet mimo obniżenia ciężaru w refrenie. "Master of Disguise" to niezbyt często stosowany przez IMPELLITTERI spokojny wstęp, melorecytacja i wejście w hard rockowe obszary.
Prosty numer z prostym melodyjnym refrenem, bez napinki i może dlatego fajnie się tego słucha. Owszem nie omieszkali tam coś wrzucić z nauczania, ale solidny numer i tylko znów brak tego gitarowego solowego ataku Chrisa.
Smęcenie przy mandolinie w "On And On" nie do zniesienia i ten rozpoczyna część drugą albumu, niestety słabą. "Everything Is You" jest zupełnie bez pomysłu posklejany z amerykańskiego hard rocka i kłapiących w tle klawiszy oraz egzaltowanych wokali Rocka.
"Kingdom Fighter" w zwrotkach to znów pozbawiony mocy jakby odrzut ze "Screaming Symphony", a wolne fragmenty po prostu słabiusieńkie i niczym nieuzasadnione.
"Halloween" to instrumental bez pomysłu, co u Chrisa się nie zdarza.
Na koniec długi jak na ten zespół "Paradise", mocno christian, ale mało metalowy. Nuda rozlewająca się z każdego dźwięku ogromna, a poziom ugrzecznienia nie do wytrzymania przez te sześć minut. "Impellitteri" nie był nigdy mocny w takich łagodnych piosenkowych utworach, nie bawił się w takie rzeczy. Tym razem zaryzykował i to ryzyko się nie opłaciło.
Ogólnie cały zespół zagrał bez ikry i bez przekonania. Nawet samo brzmienie płyty jest mało atrakcyjne.
Ten album ukazał się za wcześnie, za szybko i żadne usprawiedliwienie tu nie jest na miejscu.
Kiedy "Screming Symphony" miał się ukazać w wersji dwupłytowej z innym CD IMPELLITTERI na ten drugi wybrany został "Crunch".
Bardzo słuszna decyzja, bo "Eye of the Hurricane " to album tylko poprawny, przeciętny i w znacznej części po prostu nudny.


Ocena: 5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#6
Impellitteri - Crunch (2000)
[Obrazek: 1275.jpg]

Tracklista:

1. Beware Of The Devil 03:54
2. Turn Of The Century 04:33
3. Speed Demon 03:19
4. Wake Me Up 04:56
5. Spanish Fire 03:33
6. Slay The Dragon 04:39
7. Wasted Earth 04:15
8. Forever Yours 03:29
9. Texas Nuclear Boogie 02:58
10. Fear No Evil 03:48

Rok wydania: 2000
Gatunek: Speed heavy/power metal
Kraj: USA

Skład zespołu:
Rob Rock - śpiew
Chris Impellitteri - gitara
James Arnelio Pulli - bas
Glen Sobel - perkusja
Edward Harris Roth - instrumenty klawiszowe

To co nagrał Chris Impellitteri ze swoim zespołem na poprzednim albumie budzi mieszane uczucia. Niby styl z genialnego "Screaming Symphony" w zasadzie zachowany, ale to nie było to samo. Poziom "Eye Of The Hurricane " nie nastrajał optymistycznie gdy pojawiły się zapowiedzi nowej płyty i pojawiło się pytanie -jak daleko Chris posunie się w eksperymentowaniu i mieszaniu klasycznego christian rocka do swojej muzyki - szybkiej , ostrej , i pełnej energii , z jakiej zasłynął wcześniej. Gitarzysta pewne wnioski wyciągnął chyba sam , bo "Crunch" jest albumem kompromisów . Te kompromisy to wyraźny podział na nagrania w starym stylu ze "Screaming Symphony" i takie, które zdominowały "Eye Of Hurricane", no tyle że jednak lepsze.
Początek dla fanów "Screaming Symphony" wymarzony, bo Beware Of The Devil to szybki melodyjny killer, który spokojnie się na tamtej płycie mógł znaleźć. Słychać, że Chris jest w świetnej dyspozycji i te jego sola w tym i innych numerach granych szybko po prostu rozpruwają. Impelliterri jakby próbował coś nadrobić i udowodnić, że poniekąd jego ospałe gitarowe granie na poprzednim LP to był tylko chwila słabości. Turn Of The Century to kolejny klasyczny utwór zespołu, umiarkowanie szybki i z gładkim ułożonym refrenem Rocka. Słychać, że nowy perkusista Sobel wraz basistą napędzają tu wszystko z większą pasją niż dotychczas. To słychać zwłaszcza w Speed Demon. Ta kompozycja jest wręcz podręcznikowa dla speed heavy power jaki proponuje Impellitteri i całkowicie podporządkowana stylowi ze "Screaming Symphony". To co nie bardzo udało się w ramach eksperymentów na płycie poprzedniej wyszło znakomicie w Wake Me Up. Tu ostrość i moc amerykańskiego power metalu została idealnie połączona ze standardowymi patentami christian rocka, co słychać zwłaszcza w wysoko śpiewanym egzaltowanym refrenie.
Trochę mało solowej gry Chrisa w tym kroczącym kawałku, ale instrumentalny Spanish Fire nadrabia to z nawiązką. Jak na IMPELLITTERI z tego okresu surowy i ponury utwór z rozkrzyczaną gitarą i gęstym podkłądem basowym Pulli. Kilka wątków się tu przewija i razem choć lekko to niespójne to robi wrażenie mimo wszystko. Drugi instrumentalny numer Texas Nuclear Boogie po prostu zabija. Boogie i Impellitteri? Jeszcze jak! Mistrz gitary i kto mówi, że on tylko potrafi grać szybko, niech sobie uważnie posłucha co i jak tu gra Chris. Poziom boga gitary i tyle. Jeśli 17th Century Chicken Pickin' było bardzo dobre, to ten numer kasuje go w każdym aspekcie. Power metalowy Fear No Evil niestety już pokazuje, że łączenie TESTAMENT z okresu "Souls Of Black" z rockowymi refrenami i imitowanie gry na pile przy pomocy instrumentów klawiszowych to pomysł chybiony.
Także rockowa akustyczna ballada Forever Yours słaba. Ciężki heavy powerowy Slay The Dragon to także coś ze stylu płyty poprzedniej, gdy Chris próbował grać coś innego niż to co mu wychodzi najlepiej. W tym tempie jakie tu jest oraz z dobranym do tego kolejnym christian rockowym refrenem wyszło to tylko dobrze. Chrześcijańskie przesłanie wszystkich nagrań Chrisa Impellitteri jest oczywiste, nie zawsze jednak musi się uciekać do form muzycznego przekazu zarezerwowanych dla lżejszych podgatunków christian grania.
Wasted Earth zaczyna się nieco eksperymentalnie, potem jednak powraca heavy power i niestety nieco zmieszany z nowomodnymi zagrywkami wskazującymi na flirt z nu metalem.
Jest tu jednak znakomite solo Chrisa, no i refren tym razem bez patosu wyrastającego ponad obłoki na niebie.
Kompromisowy album. Także pod względem brzmienia, bowiem więcej jest ostrości niż ciężaru, tym razem przesuniętego z gitary na wyeksponowany nisko strojony bas.
Rock w bardzo dobrej formie, także kompromisowy i elastyczny od heavy powerowego mocnego śpiewu, aż do wysokich pień anielskich.
Impellitteri jak już podkreśliłem rozrywa na strzępy.
Album kompromisu w zróżnicowaniu kompozycyjnym. Nie zawsze to wychodzi tu na dobre.
Ale jak głosi stare przysłowie - "Screaming Symphony można nagrać tylko raz w życiu".
Jednak czy albumu gdzie jest Texas Nuclear Boogie można nie lubić?


Ocena: 8/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#7
Impellitteri - System X (2002)
[Obrazek: 1279.jpg]

Tracklista:

1. United We Stand 03:04
2. Perfect Crime 04:23
3. End Of The World 05:05
4. She's A Nighttime Lover 04:30
5. Slow Kill 04:57
6. Why Do They Do That' 03:53
7. Rock & Roll Heroes 04:38
8. Gotta Get Home 03:20
9. What Kind Of Sanity 03:26
10. Falling In Love With A Stranger 03:34

Rok wydania: 2002
Gatunek: Heavy/Power Metal
Kraj: USA

Skład zespołu:
Graham Bonnet: śpiew
Chris Impellitteri: gitara
James Amelio Pulli: bas
Glen Sobel: perkusja
Edward Harris Roth: instrumenty klawiszowe

Gdy po nagraniu bardzo dobrej płyty "Crunch" muzyczne drogi Chrisa Impellitteri i Boba Rocka na jakiś czas się rozeszły, najważniejszą kwestią było, kto będzie towarzyszył na nowym albumie temu zaliczanemu do najszybszych gitarzystów na świecie.
Zaproszenie do składu Grahama Bonneta było pewnym zaskoczeniem, choć przecież to z nim młody Chris wdarł się do czołówki wiele lat wcześniej.
W roku 1988 Impelitteri przedstawił jednak album zupełnie inny, będący amerykańską odpowiedzią grania w stylu RAINBOW, ale od tego czasu zmieniło się wiele i gitarzysta wypracował nowy własny rozpoznawalny styl.
Faktycznie powrotu do coverowania przebojów Ballarda na "System X" nie ma.
Co więcej nie ma też już tego grania jakim Chris czarował w okresie współpracy z Rob Rockiem. Tym razem chrześcijańskie przesłanie ubrał on w nowoczesny heavy powerowy kombinezon i potężne, kruszące mury riffy w "United We Stand" opowiadającego o wydarzeniach z 11 września 2001 nie pozostawiają złudzeń, że to będzie bardzo amerykańska i bardzo patriotyczna płyta. Bonnet jakże inny od tego z dawnych lat - i gdy śpiewa "United we stand America" rozpruwa jak Ripper Owens. "Perfect Crime" to niezwykle mocno zagrana wariacja na temat nagrań wcześniejszych na przykład ze "Screaming Symphony". Refren podniosły i bardzo typowy dla Chrisa i ten numer z solem jakie zagrać może tylko Impellitteri należy do najlepszych na tym albumie. Wolniejszy "End Of The World", niepokojący i chłodny jest czymś nowym w twórczości grupy, sam wydźwięk tego utworu jako odnoszącego się wojny atomowej także nie w głównym nurcie przesłania Chrisa Impellitteri. W tym miejscu już można powiedzieć, że to inna płyta i inna muzyka. Sama konstrukcja części instrumentalnej, gdzie Chris gwałtownie zmienia style i konwencje, nietypowa. Coś z tego dawnego okresu współpracy Bonneta i lidera grupy mamy zaś w szybkim, ale raczej rockowo podanym "She's A Nighttime Lover" o znacznie lżejszym kalibrze, niż rozpolitykowany początek płyty. "Slow Kill" rozpoczyna się jak numer w nietypowym dla IMPELLITTERI stylu neoklasycznym, ale ostatecznie przekształca się w mocno amerykański melodyjny heavy power z drapieżnym wokalem Bonneta. Ten album zaskakuje co chwila czymś innym i tak jest w następnym "Why Do They Do That'", z lekko zakręconymi klawiszami i głośną perkusją. Czuć tu zaskakujący mix stylu kompozycji Chrisa i... Rob Rocka z solowych płyt z pewną nutką nowocześnie podanego szaleństwa, także w nietypowym wolniejszym niż zwykle solo gitarowym. "Rock & Roll Heroes" znów lżejszy, ale tylko w samej melodii, bo Impellitteri miażdży potężnymi riffami. Tak ciężko i brutalnie ustawionej gitary Chris jeszcze nigdy nie zaprezentował. Wolna część niemal w stylu BLACK SABBATH z lat 70tych, a wokalnie Bonnet dostosowuje się do poziomu mocy gitarowego soundu. Coś z RAINBOW, szczególnie w klawiszach słychać w "Gotta Get Home", gdzie motyw jakby z "Kill The King" miesza się z przekrojowym podejściem Chrisa do swoich muzycznych dokonań. Dużo melodii na tej płycie, oj dużo, ale i jakiegoś chorego klimatu też, bo taki jest "What Kind Of Sanity" mimo, że i tu melodia jest najważniejsza.
"Falling In Love With A Stranger" jak na zakończenie tego albumu trochę zbyt rozrywkowy, gładki refren zupełnie oderwany od drapieżnego wydźwięku całości.
Album pokazuje trochę inne oblicze Chrisa Impellitteri. Mnie speedu, mnóstwo ciężaru i nagromadzenia agresji jakiej nigdy wcześniej nie było. Bonnet w to wszystko wpasowany doskonale i kto wcześniej położył na nim krzyżyk srogo się pomylił.
Moc bijąca z tego albumu z łatwością rozpędza na boki większość zespołów uważających się za ostro grające thrash i heavy power w melodyjnym wydaniu. Sekcja rytmiczna dostosowana poziomem do całości z bezwzględnie nabijającym rytm Sobelem na czele.
Płyta dla fanów "klasycznego" IMPELLITTERI nieco kontrowersyjna, bo samego gitarowego czarowania tu mniej i nawet brak utworu instrumentalnego, ale to album rasowy i klasowy w kategorii amerykański melodyjny heavy power metal.
To że skromniejszy niż zazwyczaj Chris Impellitteri niszczy od początku do końca swoim kunsztem i inwencją to oczywiste i bezdyskusyjne.
Patrząc jak najbardziej obiektywnie -


Ocena: 8.5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#8
Impellitteri - Pedal To The Metal (2004)
[Obrazek: 39085.jpg]

Tracklista:

1. The Writings On The Wall 04:12
2. Crushing Daze 02:34
3. Destruction 03:39
4. Dance With The Devil 03:40
5. Hurricane 04:19
6. Judgment Day 03:19
7. The Iceman Cometh 03:37
8. P.U.N.K. 03:36
9. Propaganda Mind 04:10
10. Stay Tonight 03:53
11. The Fall Of Titus (American Metal vs. Swedish Metal) 03:27

Rok wydania: 2004
Gatunek: Heavy Power Metal
Kraj: USA

Skład zespołu:
Curtis Skelton - śpiew
Chris Impellitteri - gitara
James Amelio Pulli - bas
Glen Sobel - perkusja
Edward Harris Roth - instrumenty klawiszowe

Po nagraniu albumu "System X", uporządkowanego heavy power metalem o polityczno-patriotycznym wydźwięku, Chris Impellitteri postanowił spróbować czegoś trochę innego i pewien czas poświęcił na przygotowanie nowych kompozycji. W tym czasie odszedł Graham Bonnet i ponieważ Rob Rock w tym okresie nie był zainteresowany powrotem do zespołu, wokalistą został Curtis Skelton.
Powstał album chyba najdziwniejszy ze wszystkich dotychczasowych, dla którego określenie "kontrowersyjny" jest dosyć łagodne.

Chris zaproponował danie o nazwie "muzyczny groch z kapustą" i w efekcie płytę wypełniły koszmarki w rodzaju "The Writings Of The Wall", nachalne klawisze, ubogie sola, upchanie bezsensownych w tym przypadku ornamentacji neoklasycznych, prymitywnie łupiąca sekcja rytmiczna, speed mania bez podstaw ku temu i Skelton, śpiewak fatalny, absolutna w tym wszystkim pomyłka, do tego wspierany przez resztę w nieudolnych chórkach.
Nowoczesny heavy power w "Crushing Daze" z dodatkowymi rykami i popowym refrenem to totalny gniot, jakiego po Impellitterri się trudno było spodziewać.
Rozdzierająca gitara w "Destruction" i świetny motyw, agresja z melodią i niestety po raz kolejny Skelton to rozkłada, szczególnie w refrenie, tak naprawdę stworzonym do zaśpiewania przez Grahama Bonneta jednak.
W "Dance With The Devil" trochę taniego teatrzyku, trochę standardowego power metalu na średnim poziomie i solo Chrisa, trzymające raczej szary poziom całości. Bardzo amerykańsko, ale niezbyt atrakcyjnie brzmi także wolniejszy i bardziej klimatyczny "Hurricane" i tu akurat Skelton sprawdza się w śpiewaniu do ciężkich i kruszących riffów gitarowych. Utwór ten jednak w ostateczności zmierza donikąd.
Ten heavy power IMPELLITTERI zmierza tez donikąd w "Judgement Day" i takich tuzinkowych utworów z niedopasowanym zupełnie solem gitarowym Chris proponował do tej pory bardzo niewiele. Denerwujące partie pianina też tu wrzucone są bez dania racji, a to co jest neoklasyką zupełnie nie pasuje.
W pewnym momencie ta płyta zaczyna już drażnić, a tym kulminacyjnym momentem jest niby nowomodny "The Iceman Cometh". Tu już nawet zapomina się o wpadkach Skeltona w nawale tej kompozycyjnej miałkości.
"P.U.N.K." osłabia totalnie i jeśli to miało by być coś zabawnego, to jakoś pośmiać się można co najwyżej z rapowania i tego "lalalala". To jest numer z głębokim przesłaniem tak przy okazji...
Z końcowej części płyty zupełnie sensownie wypada prosty melodic metalowy "Stay Tonight". Może to nawet najprzyjemniejszy numer, z ładnym bujającym, a przy tym chwytliwym, refrenem. Ciepły, wyważony kawałek z jednak trochę zbyt piskliwym solem Chrisa.
Zabija tylko "The Fall Of Titus", trochę przypominający stylem ANNIHILATOR i w tym niewymuszonym łączeniu różnych stylów w dosyć nowoczesną całość. Najlepsze solo gitarowe na tym albumie. Na końcu i w końcu.
Ten rzut na taśmę nie ratuje tego LP.

Impellitteri zawodzi na tej płycie i jako kompozytor i jako gitarzysta. Gra nieciekawie, zupełnie bez pomysłu i w oderwaniu od własnego stylu.
Taki album mógł nagrać pierwszy lepszy zespół. Grupa całościowo odegrała to wszystko tak rzemieślniczo i mechanicznie jak nigdy dotąd. Skelton bardzo kontrowersyjny, a przecież ma predyspozycje i to parę razy pokazał.
Natomiast jeśli porównać ten LP z innymi wcześniejszymi pod względem produkcji, to jest to najlepiej brzmiąca płyta IMPELLITTERI, ogromnie selektywna i ostra.
Kontrowersyjny album, dla mnie całościowo nie do przyjęcia.
"(American Metal vs. Swedish Metal)" - hmmmm... Niezależnie, co to to znaczy, Chris tym razem przegrywa.


Ocena: 3.8/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#9
Impellitteri - Wicked Maiden (2009)
[Obrazek: 223522.jpg]

Tracklista:

1. Wicked Maiden 04:01
2. Last of A Dying Breed 03:12
3. Weapons Of Mass Distortion 03:51
4. Garden Of Eden 05:13
5. The Vision 04:56
6. Eyes of an Angel 04:15
7. Hi-Scool Revolution 04:36
8. Wonderful Life 04:02
9. Holy Man 04:15
10. The Battle Rages On 04:41

Rok wydania: 2009
Gatunek: Heavy Metal/Power Metal
Kraj: USA

Skład zespołu:
Rob Rock - śpiew
Chris Impellitteri - gitary, instrumenty klawiszowe
James Amelio Pulli - bas
Glen Sobel - perkusja

Chris Impellitteri ze swoim zespołem nagrywa niezbyt często. Gitarowy heros, demon szybkości swój poprzedni album, "Pedal To Metal", zaprezentował pięć lat wcześniej i ta płyta dobra nie była. Po prostu nie. Nie ta muzyka, nie ten wokalista, nie to brzmienie.
Gdy Chris ogłosił, że do składu wraca Rob Rock, a nowy album ma być powrotem, przynajmniej w znacznej części, do dawnego stylu, każdy miesiąc oczekiwania bardzo się dłużył, tym bardziej, że prace nad albumem przeciągały się.
Rok 2009 okazał się rokiem próby - czy choć po części "Screaming Symphony" jest pułapem osiągalnym dla Impelitteriego? Może przynajmniej "Crunch"?

Kompozycja "Wicked Maiden", wybrana jako tytułowa i otwierająca, robi spore nadzieje. Ciężka heavy powerowa gitara, znakomite solo i Rob Rock w dobrej formie. Słynne wzniosłe chórki i melodia, jakże rozpoznawalna dla stylu IMPELLITTERI z lat 90-tych. Jest bardzo dobrze, ale już w "Last Of Dying Breed" przykuwa uwagę najbardziej nerwowy rytm, narzucony przez Chrisa, a sama melodia jakby zbyt grzeczna i te klawisze tu wepchnięte zupełnie niepotrzebne. Trudno uznać za szczególnie interesujący "Weapon Of Mass Distortion", tym bardziej, że tu z kolei porywają się na neoklasyczne upiększenia do raczej topornie skonstruowanej melodii głównej. Znów jakieś głosy, przetworzone elektronicznie, i wrażenie ubogo zrobionej kopii nagrań DIVINEFIRE się pojawia.
Prostszymi środkami atakują w "Garden Of Eden". Tu sporo z solowych płyt Rob Rocka i to taki dobry, bujający heavy metal, zaśpiewany z dużym, rockowym zaangażowaniem, ale jako kompozycja IMPELLITTERI nic nie wnosi. W "The Vision" nie dzieje się nic ciekawego, to już wszystko było w tym wolniejszym tempie i znów gdzieś Rivel stoi w tle. Refren najgorszy z możliwych, przegadany, a w momentach, gdy się pojawia pianino, lepiej w ogóle to wyciszyć.
"Eyes Of A angel" to taki nowocześniejszy Impellitteri w gitarze i jak zaczyna tak grać, to od razu zachodzi pytanie - gdzie podziewają się jego umiejętności?
Potem zresztą kompozycja rozpływa się w przesłodzonych refrenach i nijakim muzycznie rocku. "Hi Scool Revolution" coś ożywia, jest radośniej i rock'n'rollowo, ale po kilkunastu sekundach już to zaczyna nudzić, bo mieszanka autostradowego, amerykańskiego grania z kolejnymi wzniosłymi refrenami jest niestrawna.

No "Wonderful Life" w szybkim tempie i klasycznie dla IMPELLITTERI rozegranym może się podobać. Nie jest to poziom ze "Screaming Symphony", ale idea jest ta sama. Po raz pierwszy rozległe anielskie chórki nie drażnią, a solo Chrisa bardzo interesujące. "Holy Man" rozkręca się w nietypowy sposób, tu nie tylko riff główny jest nerwowy i niepokojący, ale i gęste klawisze. Jest partia mówiona, a potem wszystko się totalnie zaczyna sypać wśród niepotrzebnych udziwnień, przesłodzeń i klimat się całkowicie zatraca. Najbardziej zmarnowany pomysł na tej płycie.
Ostatnią kompozycję, która jest zagrana ciekawie, kładzie wokalnie Rob Rock w zwrotkach, a kontrast z kolejnym zbyt wzniosłym refrenem jest wręcz rażący.

Średnie tempa, średnie kompozycje, nie zawsze trzymające się kupy i przeładowane pomysłami, które zresztą są stale tu powtarzane. Co z tego, że Impellitteri gra jak zwykle znakomicie. To za mało. Nawet ten chrześcijański przekaz jest tu pozbawiony żaru i autentyzmu, jaki cechował wcześniejsze płyty.

Przekombinowane to, sztuczne i nawet brzmienie nie jest szczególnie dobrze dobrane. Gitara w solach jest za cicho, bas słaby, a klawiszowe plumkanie to już totalna porażka. Nieciekawa gra perkusisty, Rob Rock nie zawsze tez wypada tak, jakim by się go chciało słyszeć w tym zespole.
Ta płyta sprawia wrażenie nagranej w bólach i mękach twórczych, na siłę, a schematyzm w próbach urozmaicenia słabych pod względem melodii utworów momentami jest nie do zniesienia.
Niestety od lat Chris Impellitteri, jeden z najlepszych gitarzystów świata, jako kompozytor się nie spełnia.


Ocena: 5.2/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#10
Impellitteri - Venom (2015)

[Obrazek: 603118.jpg?1726]

tracklista:
1.Venom 03:03
2.Empire of Lies 02:49
3.We Own the Night 03:30
4.Nightmare 03:57
5.Face the Enemy 04:31
6.Domino Theory 03:23
7.Jehovah 03:13
8.Rise 03:13
9.Time Machine 03:13
10.Holding On 03:30

rok wydania: 2015
gatunek :Heavy/Power Metal
Kraj : USA

skład zespołu:
Rob Rock - śpiew
Chris Impellitteri - gitary, instrumenty klawiszowe
James Amelio Pulli - gitara basowa
Jon Dette - perkusja

Chris zawsze sporo deklaruje. Oczywiście jeśli chodzi o chrześcijański przekaz, to są to deklaracje zawsze spełnione, ale z muzyką bywa różnie. Deklaracje artystytyczne przy okazji "Wicked Maiden" nie znalazły potwierdzenia i w efekcie otrzymaliśmy album zdecydowanie poniżej przeciętnej. W przypadku "Venom" Impellitteri przede wszystkim informował o powrocie do źródeł i korzeni, do muzyki ze "Screaming Symphony".

Słowa dotrzymał. Nagrany z nowym, znanym, głównie koncertowym perkusistą Jonem Dette, wydany w marcu 2015, najpierw w Japonii (Victor) to realny powrót do tamtych czasów i tamtej muzyki. To faktycznie zestaw bardzo dobrych kompozycji przesiąkniętych mistycznym duchem, wykorzystującym elementy neoklasyczne oraz przesyconych tym samym klimatem co "Screaming Symphony". To zestaw kompozycji melodyjnych, o prostej konstrukcji, jasnej formie i sile przekazu podobnej do tej jaką zachwycał  DIVINEFIRE.
Tym razem Chris nie popełnił ani jednej kompozycji, którą można by uznać za słabą i nieprzemyślaną.
Wolniejsze, pompatyczne nie nudzą, a lekko psychodeliczny Nightmare pokazuje trochę inną twarz lidera jako kompozytora w melodii zwrotek. Face the Enemy to klasyczny IMPELLITTERI zagrany rytmicznie, zdecydowanie i bezkompromisowo w kroczącej gitarze.
Wyborne refreny i melodie mają zagrane w średnim tempie Empire of Lies czy Jehovah i te kompozycje zawierają w sobie najwięcej wzniosłego dramatyzmu. Bardziej tradycyjny, przesiąknięty rockiem We Own the Night tym razem w tej kategorii nie budzi uczucia zażenowania jak wiele podobnych z ostatnich płyt.
Jedynym słabszym numerem jest na tym albumie Rise i modern metalowy refren zdecydowanie mnie tu nie przekonuje.
Szybkie kawałki niszczą potęgą wykonania, dynamizmem i elegancją jak Venom na neoklasycznym fundamencie,
Domine Therory to kawałek absolutnie dewastujący i zdumiewające jest to, że Chris zdołał tu w tak genialny sposób wykorzystać taki prosty riff przewodni. Solo po tej futurystycznej narracji po prostu roznosi wszystko na swojej drodze.
Dumny i patetyczny Time Machine to przykład jak Chris potrafi (jeśli chce) łączyć swój styl z ornamentacji innych zespołów, bo tu słychać nawiązania do The Trooper IRON MAIDEN.
Piękne, pełne christian metalowego żaru zakończenie płyty w postaci Holding On stawia kropkę nad "i" o podsumowuje całość. Warto tu zwrócić na nietypowe dla zespołu zastosowanie równoległych solówek "channel left- channeL right"
Klasyczne wielogłosowe harmonie wokalne tym razem doskonałe, bezbłędne, a Rob Rock śpiewający nieco wyżej niż zazwyczaj wyborny.

O grze Chrisa można napisać tylko jedno. Kosmiczny gitarowy huragan. Jest to bez wątpienia fenomen wśród Guitar Hero i o ile tak jak Yngwie gra paru Axemanów, ale tak jak Chris nikt. Sola na tym albumie są pokazem realnej użytkowej techniki Chrisa w konstruowaniu części instrumentalnych. To są pociski napędzane energią atomową i tyle.
Brzmieniowo Impellitteri także powrócił do epoki "Screaming Symphony". Dosyć głęboka, surowa gitara, Rob Rock lekko wtopiony w całość, dosyć dyskretna perkusja. Żadnych sampli, żadnej elektroniki, śladowe ilości instrumentów klawiszowych. Zdecydowanie gitarowa płyta.
Można wywiązać się z zapowiedzi i obietnic muzycznych? Można. Chrisowi nie zawsze się to udawało, ale tym razem zdecydowanie tak. Wyborny album.

ocena 9,4/10

new 17.10.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#11
Impellitteri - The Nature of the Beast (2018) (wersja Frontiers Records)

[Obrazek: 722374.jpg?0430]

tracklista:
1.Hypocrisy 03:05
2.Masquerade 03:33
3.Run for Your Life 03:33
4.Phantom of the Opera (Andrew Lloyd Webber cover) 04:11
5.Gates of Hell 03:32
6.Wonder World 03:53
7.Man of War 05:05
8.Symptom of the Universe (Black Sabbath cover) 05:22
9.Do You Think I’m Mad 05:51
10.Fire It Up 03:18
11.Kill the Beast 06:05
12.Shine On 03:18

rok wydania: 2018
gatunek :Heavy/Power Metal
Kraj : USA

skład zespołu:
Rob Rock - śpiew
Chris Impellitteri - gitary, instrumenty klawiszowe
James Amelio Pulli - gitara basowa
Jon Dette - perkusja

Najnowsze dzieło Chrisa Impellitteri ukazało się w październiku 2018 najpierw w Japonii nakładem Victor (z inną niż prezentowana powyżej okładką), a kilka dni później w Europie i Ameryce. Tym razem Chris w przedpremierowych rozważaniach więcej mówił o aspektach moralnych swojej twórczości, o tekstach i przesłaniu, a mniej o samej muzyce. Nadzieje na drugi "Venom" były spore.

Niestety, po raz kolejny gitarowy geniusz Chrisa nie poszedł w parze z inwencją twórczą. Album po prostu rozczarowuje.
Potężny, dewastujący heavy/power w gitarze lidera, niesamowita jak zwykle technika gry i w zasadzie nic ponadto.
Chris męczy w dziesięciu własnych kompozycjach, momentami kopiujących się wzajemnie w pomysłach i rozwiązaniach aranżacyjnych, kompozycjach o słabych melodiach, nierozpoznawalnych refrenach i przeładowanych gitarowymi pomysłami lotów jak na Axemana Impellitteri przeciętnych. Chris jest głośny, Chris jest natarczywy, Chris wypełnia i przepełnia przestrzeń i tylko dzięki swojemu kunsztowi i warsztatowi wokalnemu Rob Rock pozostaje na powierzchni i nie ginie w ogólnym gitarowym huraganie Chrisa. Można nawet odnieść wrażenie, że obaj rywalizują bardziej o miejsce na szpicy niż realnie ze sobą współpracują. Chris momentami jest nieobliczalny, zbyt zmienny i sekcja rytmiczna ma spore problemy, by za nim nadążyć. W kilku kompozycjach w pewnych miejscach się to nie bardzo udało.
Są tu oddzielne pomysły znakomite, na riffy, na zalążki dobrych melodii, jak w Wonder World czy Fire It Up w okruchach i w innych miejscach, głównie neoklasyczne, ale to wszystko się jakoś rozmywa w ogólnym zgiełku, pędzie i formalnym nieuporządkowaniu. Paradoksalnie speedowy IMPELLITTERI najlepiej prezentuje się tym razem w utrzymanym w średnich tempach, klasycznym heavy metalowym i w znacznej mierze epickim Kill the Beast. Jest to numer kompletny i dopracowany w detalach, czego nie można powiedzieć o wielu innych numerach.
Blade są te melodie w Hypocrisy, Shine On, Run For Yor Life czy Gates of Hell i stanowią tylko namiastkę tego stylu jaki został zaprezentowany na "Screaming Symphony" czy "Venom".
Trochę zastanawiający jest dobór coverów, samo wykonanie i interpretacja dyskusyjna...
Brakuje klimatu, duszy, czuje się jakąś mechaniczność tego wszystkiego i w sumie bardziej to wszystko męczy niż cieszy.
Przygniatające brzmienie całości potęguje to wrażenie, choć do produkcji, poza nieco kartonowymi bębnami zastrzeżeń mieć nie można.
Lekki ból głowy i zamęt po tym pozostaje i po raz kolejny Chris Impellitteri pokazuje się jako genialny gitarzysta i przeciętny twórca.
Oj Chris, Chris...

Ocena 6/10

new 17.10.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości