In Solitude
#1
In Solitude - The World. The Flesh. The Devil (2011)

[Obrazek: R-2977493-1310076080.jpeg.jpg]

Tracklista:
1. The World The Flesh The Devil 05:04
2. We Were Never Here 06:09
3. Serpents Are Rising 04:56
4. Poisoned, Blessed And Burned 06:55
5. Demons 06:44
6. To Her Darkness 06:11
7. Dance Of The Adversary 07:56
8. On Burning Paths 13:44

Rok wydania: 2011
Gatunek: heavy metal
Kraj: Szwecja

Skład zespołu:
Pelle Ĺhman - śpiew
Niklas Lindström - gitara
Henrik Palm - gitara
Gottfrid Ĺhman - bas
Uno Bruniusson - perkusja


Od pewnego czasu Szwecja w tradycyjnym heavy metalu opartym na tradycji brytyjskiej jest bardziej brytyjska od Brytyjczyków. Rezultaty są różne i czasem te produkty lepiej pominąć milczeniem, ale nie w przypadku IN SOLITUDE. To zespół sięgający do tematyki okultystycznej w takim samym stopniu jak sięgający po klasyczne riffy epoki NWOBHM i szwedzkiego metalu lat 80-tych zbudowanego na myśli muzycznej UK.

Ta płyta to drugi album zespołu po "In Solitude" z 2008 roku, wydana w maju przez Metal Blade i tym razem w bardziej rozbudowanych niż poprzednio kompozycjach zespół jest przeciwnie niż poprzednio - bardziej zwarty stylistycznie. To wszystko zdecydowanie riffy sprzed lat 30, zręcznie i zgrabnie odegrane przez dwóch gitarzystów w specyficznej rytmice tamtych lat. Bez speed zapędów, ale i bez nadmiaru dark/doomowego smęcenia i straszenia słuchacza kolorem czarnym, choć szary pojawia się w nieco innym, bardziej klimatycznym "Poisoned, Blessed And Burned" z onirycznymi wokalami mieszanymi i delikatną gitarą w spokojnych interludiach. Tu czasem są jakby próby zagrania w lżejszy sposób muzyki CANDLEMASS, tyle że pewnych rzeczy się nie da zagrać ani lżej niż CANDLEMASS, ani zaśpiewać jak Messiah jeśli się nim nie jest. Melodie specyficzne, bez nadmiaru łatwych motywów jak "The World The Flesh The Devil" i w "We Were Never Here", ale pogrywają też bardziej przebojowo w szybkim "Serpents Are Rising". Bardzo smakowity jest ten riff wyciągnięty z przeszłości, a dodanie potem klimatycznej partii z gitarą akustyczna aż się prosi o ciąg dalszy.
Środkowa część albumu jest słabsza i ani "Demons", ani trochę smutny w melodii "To Her Darkness " nie robią większego wrażenia i wydają się nieco za długie, mimo urozmaiceń jakie się tu pojawiają. Surowszy, chłodny "Dance Of The Adversary" wyróżnia się częścią instrumentalną z solami gitarowymi. Co by nie powiedzieć o tej płycie, to sola gitarowe są po prostu kapitalne a niektóre, głównie z pierwszej części płyty, wręcz przecudownej urody. Łączą one styl lat 80-tych z nowszymi tendencjami. To wszystko jest rewelacyjnie zrobione. Wszystko ostatecznie zmierza ku gigantowi "On Burning Paths" i tu jest zarówno galopujący riff główny jak szereg wątków pobocznych wyłaniających się później. Piękne bębny się pojawiają tu w pewnym momencie. Czy mogła być to lepsza kompozycja? Trudno powiedzieć, zależy kto tu czego oczekiwał od tej płyty.

Dark/NWOBHM granie to coś nowego, a pogodzenie fanów tych odległych gatunków jest zadaniem trudnym. Ja dla przykładu bym tu widział innego wokalistę, co wcale nie znaczy, że występ Pelle Ĺhmana jest zły. Po prostu ten mrok szary kojarzy mi się z innym typem wokalu niż czysty, dosyć wysoki i chyba czasem nazbyt egzaltowany, do tego nieświadomie.
Produkcja i brzmienie jest nowoczesne, sterylne i kto tu liczy na długie wybrzmiewania mięsistych głębokich gitar, zawiedzie się. To wszystko brzmi ostro i surowo, nawet faktycznie ponury w brzmieniu bas. Sterylna jest również perkusja. Taki sound można ogólnie porównać do tego, jaki prezentują zespoły z kręgu alternatywnego rocka i metalu podszytego gothic, ale bez elektroniki, która tu wcale nie występuje. Specyficzny klimat stworzony przez połączenie dwóch różnych gatunków. Ciekawe połączenie, niemniej czegoś zabrakło i bardzo trudno powiedzieć czego...
A może nie? Może to duch MERCYFUL FATE polatuje nad tym wszystkim?

Ocena: 7,7/10

24.05.2011
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości