Lord Vicar
#1
Lord Vicar - Fear No Pain (2008)
[Obrazek: 857lordvicarfearnopain120081117.jpg]

Tracklista:

1. Down the Nails (08:00)
2. Pillars Under Water (05:06)
3. Born of a Jackal (07:21)
4. The Last of the Templars (08:51)
5. The Spartan (10:36)
6. A Man Called Horse (10:04)
7. The Funeral Pyre (14:25)

Rok wydania: 2008
Gatunek: Doom Metal
Kraj: Finlandia

Skład:
Chritus (Christian Lindersson) - śpiew
Peter Inverted - gitara
Jussi "Iron Hammer" Myllykoski - bas
Gareth Millsted - perkusja

Pierwszy album zespołu stworzonego przez byłego gitarzystę REVEREND BIZARRE Inverteda ze słynnym z COUNT RAVEN wokalistą Christianem Linderssonem miał być sporym wydarzeniem.
Oczekiwałem zarówno pewnej kontynuacji stylu REVEREND BIZARRE, jak i znaczącego wkładu samego Linderssona w stworzenie atrakcyjnego tradycyjnego albumu doom metalowego w skandynawskim stylu.

Niestety wokalnie Lindersson nie błyszczy. Momentami wchodzi w tony płaczliwie pobekujące, czego się po nim nie spodziewałem. Wypada gorzej niż w COUNT RAVEN, wypada też gorzej niż w SAINT VITUS. Ja rozumiem, że trudno to porównywać, bo minęło prawie 20 lat, ale tu jakby zatracił swoje główne walory, czyli Ozzopodobność na poziomie oraz jakąś zadziorność, którą niewątpliwie posiadał.
Z drugiej jednak strony, jak można ubarwić absolutnie przeciętny "Down the Nails", oparty na jednym riffie średniej jakości...

"Pillars Under Water" ma zapewne rozwiać nieco senną atmosferę i w miarę się to udaje, dzięki nawiązaniu do wczesnego COUNT RAVEN. Nieco szybciej i zaraz weselej. Nieco więcej gitarowych zagrywek Vicara i zaraz ciekawiej.
"Born of a Jackal" po krótkim akustycznym intro to znów najbardziej tradycyjny z tradycyjnych doomowych numer, ale w przeciwieństwie do otwieracza, jest wyraźnie nastawiony na melodię, całkiem udaną, nie powiem. "The Last of the Templars" to próba zagrania epic doom bez wszechobecnych odniesień do Count Raven/St.Vitus. Tu niestety nawalił wokalnie Lindersson - jego głos się do takich rzeczy zresztą nie nadaje. Ponadto w tej kompozycji nie ma konkretnego rozwinięcia i w sumie mógłby się ten utwór skończyć w połowie.

Druga część płyty to trzy doom metalowe kolosy. To jak wiadomo próba ognia.
"The Spartan" też w zamyśle epicki jakoś tego warunku nie spełnia. Nudzi, od połowy już szczególnie. Jest rozciągnięty bez żadnego uzasadnienia. Na szczęście nie tyczy się to żywszego i umiejętnie rozplanowanego "A Man Called Horse". Tu 10 minut mija przy potężnych riffach w partiach wolnych i rytmicznych zagrywkach w średnich tempach. To najbardziej udany utwór na tym LP.
Pięknie akustycznie zaczyna się "The Funeral Pyre" i znakomicie się go słucha do połowy, melodia bardzo dobra i wyeksponowana przez niezbyt ciężką tu gitarę. Świetne solo Vicara. Od połowy jednak ponownie jakby brak pomysłu na rozwinięcie. Końcówka niestety słaba i Lindersson mógł sobie ten popis wokalny darować.

Płyta trwa 75 minut i odnoszę wrażenie, że chcieli zapełnić cały audio CD na siłę. Niepotrzebnie. Gdyby płyta była krótsza nic by nie straciła. Wręcz przeciwnie, zyskałaby na atrakcyjności, a dłużyzny nie przesłaniały by tych efektownych i udanych fragmentów.
Album ma bardzo dobre brzmienie: mięsiste, ale nie surowe, świetnie ustawiona jest perkusja i wokal w sam raz - ani za głośny, ani schowany.

Ogólnie trochę Count Raven, trochę Saint Vitus, trochę Reverend Bizarre... wyszło prawie dobrze.
Mało. Wiem. Tradycyjny doom metal nie może jednak bazować wyłącznie na dostojnym riffowaniu. Więcej melodii, więcej klimatu, więcej zwolnień i chwytających za serce gitarowych solówek.
Raczej czuję się zawiedziony powszedniością tego LP, nagranego przez tak uznanych muzyków.


Ocena: 7/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Lord Vicar - Signs of Osiris (2011)
[Obrazek: 320726.jpg?2310]

Tracklista:
1. Sign of Osiris Slain 06:28
2. The Answer 04:15
3. Child Witness 09:22
4. Between the Blue Temple and the North Tower 09:33
5. Sinking City 06:42
6. Endless November 07:07
7. Sign of Osiris Risen 14:56

Rok wydania: 2011
Gatunek: Doom Metal
Kraj: Finlandia

Skład zespołu:
Chritus (Christian Lindersson) - śpiew
Peter Inverted - gitara
Jussi "Iron Hammer" Myllykoski - bas
Gareth Millsted - perkusja

Jest to drugi album LORD VICAR, zespołu złożonego z muzyków doświadczonych i zaprawionych w doom metalowych bojach. Mimo to debiut było co najwyżej dobrym występem byłego gitarzysty REVEREND BIZARRE jako kompozytora i nieciekawym znamienitego ex wokalisty COUNT RAVEN i SAINT VITUS.

Tym razem nie zmieniony skład LORD VICAR bardziej się przyłożył i choć początek albumu w postaci "Sign of Osiris Slain" jest taki sobie we wzorowaniu się na nieco szybszych kompozycjach SAINT VITUS a "The Answer" to niepotrzebne silenie się na Ozzy Osbourne'a przez Christusa w oprawie wyjątkowo ogranych już riffów sabbathowskich to dalej dzieje się już więcej ciekawych rzeczy. "Child Witness" toczy się leniwie, psychodelicznie i wokalnie dwutorowo, jest bardzo oszczędny w dawkowaniu gitary i na plan pierwszy poza solami wysuwa się bas i perkusja.
Perkusja jest na tym LP ustawiona bardzo głośno, wzorem dawnych lat początków doom metalu i pełni rolę instrumentu ważnego nie tylko w sekcji rytmicznej, a tu pojawia się nawet perkusyjne solo, co na takich albumach jest raczej rzadkością.
"Between the Blue Temple and the North Tower" to znacznie więcej klimatu, ciężkich gitarowych riffów w stylu wczesnego COUNT RAVEN w specyficznym dla tego zespołu tempie i dużo basu,
Jest tu także wiele dramatyzmu w klasycznej doomowej postaci. Tego dramatyzmu nie ma w "Sinking City" tu jednak w zamian dostajemy serie kapitalnych riffów i kompozycja ta jest mieszanką doom i stonera zagraną luzie i bardzo starannie zaaranżowaną na niemal przebojowy sposób ale w końcowej części powrót do najbardziej klasycznego melancholijnego doom metalu.
Na pewno zaskoczeniem jest akustyczna ballada "Endless November" z ambientowym tłem jakie też onegdaj pojawiało się w nagraniach COUNT RAVEN. Ciekawie i bardzo naturalnie śpiewa tu Lindersson. Zapadająca w pamięć metalowa poezja...
Najlepsze zostało pozostawione na koniec i kolos "Sign of Osiris Risen", najdłuższy utwór zaprezentowany do tej pory przez LORD VICAR to doomowy dostojny majstersztyk pełen niuansów, melodyjnych wybrzmiewań gitar i finezyjnych zagrywek sekcji rytmicznej. Tu też pojawia się gitara akustyczna w łagodnych interludiach, dwa rodzaje wokalu Linderssona i nieustanne zmiany nastroju i klimatu. Zwalniają, przyspieszają, dodają mnóstwo melodii łagodnej i melancholijnej w drugiej części pięknie ten utwór wyciszając na końcu.

Fanów tradycyjnej produkcji doom metalowej album na pewno pod względem brzmienia nie zawiedzie. Jest to sound klasyczny i typowy dla doom, nie ubarwiany i nie polerowany ale jednocześnie bardzo przejrzysty i ujmujący w delikatnych partiach gitary akustycznej.
Lindersson w dobrej formie, mniej manieryczny niż poprzednio, a sola bardzo dobre choć czasem zbyt minimalistyczne.
Tradycyjny doom metal z dużą dawką poetyki zaserwował LORD VICAR wkładając tym razem więcej serca i duszy w to co zaprezentował słuchaczom.


Ocena: 8/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
Lord Vicar - Gates of Flesh (2016)
[Obrazek: 571379.jpg?0456]

Tracklista:
1. Birth of Wine 07:34
2. The Green Man 04:07
3. A Shadow of Myself 02:42
4. Breaking the Circle 06:19
5. Accidents 04:40
6. A Woman Out of Snow 05:36
7. Leper, Leper 10:22

Rok wydania: 2016
Gatunek: doom/stoner  metal
Kraj: Finlandia

Skład zespołu:
Chritus (Christian Lindersson) - śpiew
Peter Inverted (Kimi Kärki) - gitara, gitara basowa, mellotron
Gareth Millsted - perkusja

Trzeci LP LORD VICAR nagrany został w składzie trzyosobowym, a obowiązki basisty przejął Kimi Kärki.
Ekipa z Turku tym razem postanowiła nagrać album krótszy, o winylowej długości bardziej nasycony klasyczną doomową tradycją, także SAINT VITUS i COUNT RAVEN, oraz wykorzystać jako okładkę część obrazu "Nimfy i Satyr" namalowanego prze francuskiego artystę Williama Adolphe Bouguereau  w roku 1873. Ostateczne wydanie tego albumu przez The Church Within Records z Niemiec przesunęło się w czasie z powodów technicznych (między innymi w wersji  CD doszło do pomyłkowego połączenia wszystkich utworów w jedną ścieżkę dźwiękową) i ten album ukazał się ostatecznie w czerwcu 2016 roku.

Jak to w przypadku LORD VICAR bywało wcześniej, tak i teraz ta płyta jest nierówna. Przebłyski geniuszu Kimi Kärki przeplatają się tu z doom metalem nijakim o absolutnie już ogranym, także przez nich, jak The Green Man, czy też minimalistycznym plumkaniem w instrumentalnym A Shadow of Myself. Przyjęta została formuła, w której Lindersson nie pojawia się w drugich częściach kompozycji i w Breaking the Circle, kompozycji dusznej i posępnej chyba trochę szkoda, że się nie pojawia, bo dwa - trzy riffy gitarowe od połowy jakie tu można usłyszeć, są ascetyczne i nie przykuwają szczególnie uwagi. Arsenał riffowy Kimi Kärki na tym LP jest ogólnie dosyć ograniczony i sięga bardzo głęboko w przeszłość, do BLACK SABBATH z lat 70 tych, przez co ta płyta ma styl wchodzący w obszary stoner metalu. Odniesienia do BLACK SABBATH zaznaczają się bardzo mocno zwłaszcza w ponurym w początkowej części Accidents. Bardziej epickie granie, w tradycji COUNT RAVEN można u słyszeć w A Woman Out of Snow z długim wstępem gdzie Lindersson śpiewa przy akompaniamencie gitary akustycznej. Trudno jednak uznać samo rozwinięcie za historię szczególnie interesującą, a i melancholijna część ostatnia należy do słabszych na tej płycie. Oczywiście, mimo ograniczonej długości LORD VICAR nie mógł sobie odmówić zagrania tu doomowego kolosa, choć nie tak długiego jak Sign of Osiris Risen czy The Funeral Pyre.
Wolny, walcujący Leper, Leper opiera się bardzo długich wybrzmiewaniach gitary, wokalu Linderssona w stonerowej manierze i klasycznej doomowej konstrukcji z mocnymi akcentami, dzielącymi całość na drobniejsze, powtarzalne fragmenty. Samo zakończenie niemal wkracza obszary drone i wysłuchiwanie tego, na szczęście niezbyt uciążliwego sprzężenia jest średnio satysfakcjonujące. Trudno powiedzieć na ile świadomie LORD VICAR  pominął atrakcyjność samych melodii, ale jest tu w tym zakresie pewne ubóstwo, którego nie zdołał zrekompensować żaden inny muzyczny element.
Co do przebłysków geniuszu... Szkoda, że można go doświadczyć tylko w rozpoczynającym ten album Birth of Wine, który jest czymś z innej muzycznej bajki niż reszta, bardziej dynamicznym, stoner-doomowy feeling jest kapitalny, melodia i motyw gitarowy wykorzystany jako ornament bardzo zapadający w pamięć fantastyczne, a druga, instrumentalna  część, to jeden wielki popis umiejętności i metalowego ducha przenikającego Petera Inverted. No i tyle w tym starego TROUBLE...

Lindersson śpiewa tym razem bardzo dobrze, choć nieco ostrożnie i zachowawczo. On w sumie nigdy nie był mistrzem doomowej ekspresji, ale tu jest wyjątkowo wypośrodkowany i może nawet po części zdystansowany. Brzmienie średnio mocne w gitarze jest po po prostu dewastujące i obalające na ziemię jeśli chodzi o bas. Ten bas spada na głowę słuchacza jak kafar i przy głośniejszym słuchaniu na słuchawkach po prostu może zamienić mózg w galaretę. Coś wspaniałego!
Niewiele ustępuje temu perkusja, surowa i sycząca blachami. Klasa!

Jeden ultra killer i fenomenalne brzmienie sekcji rytmicznej to za mało, by uznać ten album za szczególne osiągnięcie Finów. Dobra płyta z doom metalem, który w pewnych momentach za bardzo wchodzi na obszary stoner. Z drugiej strony to ten stoner jest tu właśnie najlepszy...

ocena 7/10

new 5.07.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#4
Lord Vicar - The Black Powder (2019)
[Obrazek: 766144.jpg?5212]

Tracklista:
1. Sulphur, Charcoal and Saltpetre 17:16
2. Descent 08:09
3. World Encircled 06:36
4. Levitation 04:58
5. The Temple in the Bedrock 08:00
6. Black Lines 06:52
7. Impact 02:59
8. Nightmare 04:03
9. A Second Chance 10:42

Rok wydania: 2019
Gatunek: doom  metal
Kraj: Finlandia

Skład zespołu:
Chritus (Christian Lindersson) - śpiew
Peter Inverted (Kimi Kärki) - gitara
Rich Jones - gitara basowa
Gareth Millsted - perkusja

Maj 2019 i 70 minut doom metalu w wykonaniu LORD VICAR. Album wydał The Church Within Records, a poprzedziła go wersja digital.

Posępnie jest, ponuro i ciężko. Bardzo ciężko, bo gniecie nie tylko gitara Kimi, ale także bas nowego basisty z Wielkiej Brytanii Richa Jonesa. Gniecie także klimat i próbą ognia jest już usytuowany na samy początku super kolos Sulphur, Charcoal and Saltpetre. No tak, 17 minut, ale ile z tego to niemal funeralne wybrzmiewania i kręcenie się w kółko?
Jest tu pewna formuła, która chyba nie do końca wypaliła i powoduje bardzo umiarkowane zadowolenie z Descent, World Encircled czy też Black Lines, ktory może i jest bardziej tradycyjny dla doom jako takiego, ale w melodii co najwyżej dobry.
LORD VICAR gra niemal w stylistyce doom/death, bardzo wolno i ponuro akcentując wszystko gitarą dewastującą mocą, tyle, że to jakby ukrywa powszedniość samych melodii.  To klasyczny sabbathowski doom grany super ciężko, na zwolnionych obrotach i może tym, którzy doom/death nie słuchają wydaje się to atrakcyjne, ale tym którzy słuchają niespecjalnie ciekawe. Klasycznie doomową równowagę próbuje tu wprowadzać Lindersson,bardzo dobrze śpiewający na tej płycie. Tyle, że ten kontrast pomiędzy granitowymi riffami, a jego dosyć wysokim wokalem jest czasem zbyt duży.Kilka krótszych utworów (Levitation, Impact) wnosi niewiele ożywienia, tempa są może trochę szybsze, bo w kilku minutach trudno jest pozwolić sobie na kilkunastosekundowe wybrzmiewania gitary, ale i tu pojawiają narastające zwolnienia.
Odpuszczają tylko w onirycznym, smutnym Nightmare, ale to nie jest doom, to co najwyżej metalowa czy nawet rockowa ballada. Nieco lżej i bardziej stoner/doomowo pobrzmiewa tylko The Temple in the Bedrock i tylko do połowy, potem bowiem wraca flirt z graniem poniżej klasycznych doom metalowych temp i przedłużających się wybrzmiewań mocno przesterowanej gitary. Zamyka to wszystko drugi kolos A Second Chance, kumulując wszystkie niedostatki obranej stylistyki. Owszem, może ta delikatna część instrumentalna ma pewien klimat, ale to klimat doom/death a nie doom metalu tradycyjnego.

Tym razem nic ciekawego nie pokazał Peter Inverted jako gitarzysta i jego minimalizm jest rozczarowujący. Na pewno trzeba za to wyróżnić celne partie perkusji Garetha Millsteda. Surowe ultra ciężkie brzmienie uzyskać nie było zapewne trudno i jest ono na poziomie przeciętnego brzmienia zespołów doom/death.
Na poziomie przeciętnego grania zespołów doom death jest także fundament muzyczny tych kompozycji. LORD VICAR balansując na granicy pomiędzy doom/death, a klasycznym doom metalem  nie zdziałał wiele w żadnym z tych gatunków i jest to płyta mocno średnia i ogólnie rozczarowująca.

ocena 6,5/10

new 6.07.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości