Metal Inquisitor
#1
Metal Inquisitor - The Apparition (2002)
[Obrazek: 25513.jpg]

Tracklista:

1. Take Revenge 04:14
2. Zombie Driver 03:08
3. Run For Your Life 04:58
4. Daze Of Avalon 06:29
5. Watch The Phoenix Die 05:22
6. Bernado Gui 05:53
7. My Sacrifice 03:28
8. Get Down 04:30
9. The Duke 04:39
10. Twardy Jak Skała" (Open Fire cover) 03:35

Rok wydania: 2002
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: Niemcy

Skład zespołu:
El Rojo - śpiew
Blumi - gitara
T.P. - gitara
Kronos - bas
Havoc - perkusja

Ten niemiecki zespól gra heavy metal w najczystszej postaci z lat 80-tych.
Podziemny, skromny, szukający wydawców chyba nawet w Singapurze. Jest dla mnie jedną z ikon "prawdziwego" metalu. Jako chyba jedyni, członkowie tego zespołu związani są także z japońską sceną metalową, gdzie gitarzysta Blumi i perkusista Tormentor (poprzedni) pogrywali także w zespole METALUCIFER.
Na tym ich pierwszym albumie mamy granie jakby zespół został przeniesiony nagle w czasie 20 lat naprzód do XXI wieku. Killer za killerem w najróżniejszych heavy konwencjach lat 80-tych.
Pierwsze, co się rzuca w oczy czy raczej na uszy, to bardzo dobra produkcja, podkreślająca to, co zespół miał najlepszego do zaoferowania - wybornego, dynamicznego perkusistę Havoca. Bębny i blachy niszczą, dudnią i rozwalają mózg na tym LP, a Havoc napędza większość numerów w kapitalny sposób, jak w "Run For Your Life". Ten numer jest jednym z najlepszych dzięki melodii i bardzo udanym zmianom tempa. Podobnie rzecz ma się z "Take Revenge". Owszem, można powiedzieć, że pomimo tradycyjnie heavy metalowego charakteru, jest to album lekko eklektyczny. "Zombie Driver" i "Get Down" trochę z innej bajki niż pozostałe, mają w sobie coś ze zmetalizowanego hard rocka w amerykańskim stylu, w żadnym wypadku jednak nie mają znamion tej wygładzonej radiowej przebojowości.
Oczywiście "Zombie Driver" w tej swojej punkowej zadziorności jest zdecydowanie elementem zabawy na tym albumie, bo panowie z METAL INQUISITOR ogólnie tryskają tu humorem i cały czas puszczają do słuchacza porozumiewawcze "oczko".
METAL INQUSITOR to zespół bezkompromisowy i choć melodyjny, to jest surowy, co podkreślają ostre i momentami nawet fantazyjne sola Blumiego. Ta surowość niestety przechodzi w kanciastość w epicko zrobionym "Watch The Phoenix Die" i jest to spory kontrast przy porównaniu z jakże lekkim, nowocześniej zaaranżowanym "Daze Of Avalon" z mocnymi wpływami IRON MAIDEN w riffach i melodyjnego, niemieckiego speed power metalu w refrenach. Z kolei "Bernado Gui" to tradycyjny amerykański heavy power lat 80-tych, a że takie granie mniej mi się podoba to i moja ocena tego numeru tylko dobra. "My Sacrifice" to ukłon w stronę starego dobrego speed metalu, tu jednak niepotrzebnie wpleciono niezbyt pasujący refren.
Wszystko wynagradza kapitalny "The Duke" i trzeba być przygłuchym, aby nie wyłowić tu najstarszej Metki z solem i riffami pod "Motorbreath".
Cover "Twardy Jak Skała" OPEN FIRE naturalnie kultowy, dopasowany wybornie do tego, co tu grają, a że nie wszystkie słowa do końca zrozumiałe to wybaczyć należy.
El Rojo wybitnym wokalistą nie jest, ale przecież nie o to tu chodzi.
Eklektyczna, ale nie chaotyczna płyta, o bardzo dobrym brzmieniu i autentycznej pasji wykonania, a o to w XXI wieku coraz trudniej w dobie zblazowania gwiazdorów.

Ocena: 8/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Metal Inquisitor - Doomsday For The Heretic (2005)
[Obrazek: 99419.jpg]

Tracklista:

1. Recall of the Heretical Past 00:55
2. Doomsday for the Heretic 05:50
3. Restricted Agony 04:04
4. Thane of Cowder 03:48
5. Star Chaser 04:17
6. Midnight Rider 05:10
7. Legion of Grey 02:18
8. Infamia 08:10
9. Logan's Run 04:28
10. M4-A1 04:37
11. Invader (Judas Priest cover) 03:42
12. Bad Boys Hardrock Police (bonus) 04:45

Rok wydania: 2005
Gatunek: Traditional Heavy Metal
Kraj: Niemcy

Skład zespołu:
El Rojo - śpiew
Blumi - gitara
T.P. - gitara
Kronos - bas
Havoc - perkusja

Ta druga płyta grupy to kontynuacja wycieczki po klasycznym metalu i jeszcze większe wykorzystanie tego, co już wcześniej zrobili inni "wielcy" gatunku.
"Doomsday For The Heretic" to jasne i proste nawiązanie do JUDAS PRIEST z połowy lat 80-tych, zresztą nie tylko w riffach, ale i halfordowym wokalu. Ostro, judasowo i przy okazji z dozą niemieckiej kwadratowości, która dodaje tu wdzięku. Prosty kawałek, a przy okazji ubarwiony bardzo dobrym solem jako otwieracz sprawdza się w 100%.
"Restricted Area" to czysty, wczesny EXODUS i panowie nawet się nie kryją z jakiego kawałka wzięli motyw główny. Wszystkie zasady EXODUS z 1985 roku zostały spełnione. Tak się już nawet dziś chyba power/thrashu nie gra, a chyba szkoda. "Thane Of Cowder" to wariacja na temat RUNNING WILD w nieco surowszej oprawie, ale piracki refren i kasparkowe solo zrobione idealnie. "Star Chaser" to mocny NWOBHM z maidenowskim, i znów wiadomo jakim, zapożyczeniem. Wspaniała, bezczelna zrzynka! Wykrzesali tu maksimum ekspresji, na jaką stać było muzykę z głównego nurtu NWOBHM w latach 80-tych.
"Midnight Rider" wolniejszy i tu znów najbliżej do JUDAS PRIEST w tych długich wybrzmiewaniach, ale również można wyłapać amerykańskie wpływy w refrenie, który mógłby być lepszy. Za to "Legion Of Grey" zrobiony jest w formie saxonowych ataków gitarowych w zwrotkach i maidenowskich przejść w refrenie. Do tego w tych niecałych trzech minutach jeszcze malutki, delikatny fragmencik instrumentalny i wybuchowe solo.
"Infamia" to ciężki, wolny początek, a po chwili galopujący heavy metal w epickiej odmianie, jaką najlepiej grają Amerykanie. Kruszące mury zwolnienia poprzedzane gitarowymi solami nie pozwalają się nudzić tu ani przez chwilę. Do tego solo w stylu IRON MAIDEN, żeby było ciekawiej. Potem niestety dużo słabszy "Logan's Run". Grając takie kawałki zespołowi trudno było zainteresować swoją muzyką na dłuższą metę... "M4-A1" to ogólny hołd speed metalowemu graniu z lat 80-tych i dodatkowo znów jakieś echa wczesnego thrashu.
W tym kawałku jest też najlepszy pojedynek gitarowy Blumi kontra T.P. na tym albumie.
Żeby było wszystko jasne, o co w tym wszystkim chodzi, METAL INQUISITOR daje jeszcze dosyć swobodnie odegrany cover Invader JUDAS PRIEST i jakby mimochodem na koniec żartobliwie potraktowany utwór "Bad Boys Hardrock Police".
Brzmienie tego LP nie najgorsze jak na skromne możliwości grupy, a zgranie zespołu jeszcze lepsze niż na "The Apparition". Obok gitarzystów na wyróżnienie zasługuje konkretna gra perkusisty Havoca. El Rojo śpiewa nieźle, obracając się wśród stereotypowych patentów heavy metalowego wokalu i do całości pasuje jak ulał.
A ta całość to taka true Book Of Heavy Metal, którą czyta się z prawdziwą przyjemnością.
Cytaty dodają tu specjalnego smaczku.
Jak na razie to ostatni studyjny album zespołu, który wciąż stanowi ścisłą czołówkę niemieckiego podziemia, grającego klasyczny heavy metal lat 80-tych, bez udziwnień i bez podążania za modą.


Ocena: 8.5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
Metal Inquisitor - Unconditional Absolution (2010)
[Obrazek: 289820.jpg]

tracklista:
1. Extinction 05:20
2. Casuality Evacution 04:11
3. Quest For Vengeance 05:45
4. Drowning death 04:30
5. Betrayed Battalion 05:57
6. Satan`s Host 04:12
7. The Arch Villain 06:37
8. Necropolis 06:00
9. Persuader 05:07
10. Suffer The Heretic To Burn 05:41
11. The Path Of The Righteous Man 06:55

Rok wydania: 2010
Gatunek: traditional heavy metal
Kraj : Niemcy

Skład zespołu:
El Rojo - śpiew
Blumi - gitara
T.P. - gitara
Kronos - bas
Havoc - perkusja

METAL LAW, MESSENGER, WOLF'S MOON, KING LEORIC ...można by wymieniać wiele niemieckich zespołów heavy metalowego podziemia  w mniejszym lub większym stopniu podtrzymujących tradycje true grania w Europie. Wśród nich szczególne miejsce zajmuje METAL INQUSITOR. Ponad 10 lat istnienia, dwie płyty o niemal kultowym statusie, szacunek fanów i mocna pozycja na europejskiej scenie true grania. Od poprzedniej płyty minęło pięć lat i choć krążyły wieści że jest nowy LP to w przypadku METAL INQUISITOR należało czekać na jasne, "materialne" potwierdzenie.
W końcu jest, i listopad 2010 to ważna data. Niestety jest to data rozczarowania muzycznego bo ta płyta po prostu rozczarowuje.

Nie jest prawdą, ze tradycyjny i ten najbardziej klasyczny w formie i treści heavy metal się skończył i wyczerpał. STRIKER , ENFORCER, METAL LAW, ICY STEEL w ostatnich latach pokazały, że tak nie jest, niestety w przypadku METAL INQUISITOR stało się inaczej.
Niemcy serwują godzinę true tradycyjnego grania, z typową dla nich starodawną perkusją, typowym śpiewem El Rojo i nietypowym nudnym i sztampowym zestawem riffów, odgrzewanych tym razem bez polotu, bez tej nutki żartu i bez autentycznego zaangażowania i pasji.
Te 11 kompozycji to zbiór sprawnie odegranych utworów, zbudowanych z kilku powtarzających się riffów i motywów, co nie jest żadnym dyshonorem, pod warunkiem ze te riffy tworzą atrakcyjne melodie i ciekawe refreny. Tych jednak tu brak, bo trudno uznać za interesujące nagromadzenie elementów muzyki belgijskich i holenderskich grup heavy i speed metalowych z lat 80tych, okraszonych mdłymi i w wielu wypadkach mocno złagodzonymi refrenami w połączeniu z nie występującą wcześniej niemiecką topornością. Nie jest to toporność i kwadratowość GRAVE DIGGER czy PARAGON, czyli taka atrakcyjna i swoista. Jest to raczej toporność drugoligowego bandu z niemieckich lokalnych gigów. Finezja nie nie jest atrybutem METAL INQUISITOR, nie musi być, jednak każde zejście do poziomu rzemiosła w wykonaniu topi od razu każdy niemiecki zespół.

Jeśli wcześniej Inkwizytorzy potrafili w kapitalny sposób wykorzystać to co gotowe podsunęły inne, sławne zespoły, zmontować z tego pełne staromodnego wdzięku utwory, to tym razem postawili na samych siebie. No i przegrali bo próba stworzenia własnej tożsamości w graniu true heavy metalu nie jest możliwa w oparciu jedynie o zestaw riffów odegranych w kilku konfiguracjach w zaprezentowanych kompozycjach. Na tej płycie nie ma ani przesyconego starym rockiem heavy metalowego czadu, ani rycerskiej epickości. Są sztampowe numery z kręgu heavy metalu lat 80tych, takie, jakie już niemal w identyczny sposób zagrały inne zespoły 25 lat wcześniej.
Owszem, są momenty, są przebłyski, jest kilka fragmentów i kilka zagrywek, ale to wszystko ginie w ogólnym natłoku szarego heavy metal, ogranego i wymuszonego.
W dzisiejszych czasach taką muzykę musi cechować albo entuzjazm i pasja, albo zabawa dźwiękiem i motywem dawno już po stokroć wyeksploatowanym ale podanym z fantazją i pomysłem. METAL INQUISITOR zapomniał, że tak grał kiedyś i tym razem poległ na Polu Metalowej Chwały pozbawiony swoich najlepszych broni.


Ocena : 5,8/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#4
Metal Inquisitor - Ultima Ratio Regis (2014)
[Obrazek: 400406.jpg?2348]

tracklista:
1. Confession Saves Blood 04:40
2. Burn Them All 04:04
3. Call the Banners 04:01
4. Black Desert Demon 03:51
5. Bounded Surface 02:35
6. Death on Demand 04:52
7. Self-Denial 04:08
8. Servant of State 03:49
9. The Pale Messengers 04:33
10. Second Peace of Thorn 07:48


Rok wydania: 2014
Gatunek: traditional heavy metal
Kraj : Niemcy

Skład zespołu:
El Rojo - śpiew
Blumi - gitara
T.P. - gitara
Cliff Bubenheim - gitara basowa
Havoc - perkusja

Chociaż album "Uncondicial Absolution" z roku 2010 nie wywołał szczególnego zainteresowania METAL INQUISITOR pod wodzą Blumiego i El Rojo rozpoczął prace nad nowymi kompozycjami, z nowym basistą Cliffem Bubenheimem, bowiem Kronos opuścił zespół jeszcze w roku wydania poprzedniego LP. Pozycja zespołu, niegdyś jakże podziemnego i niezależnego ugruntowała się na tyle mocno, że grupa uzyskała kontrakt z Massacre Records i nagrany w Koblencji w październiku 2013 album został wydany przez Massacre już w lutym roku następnego. Po raz kolejny METAL INQUISITOR uraczył fanów porcją tradycyjnego rycerskiego heavy metalu.

Początek jest bardzo dobry, bo szybki i twardo zagrany Confession Saves Blood nie jest może oryginalny, ale słychać, że Inkwizytorom chce się grać, jest ich pazur zarówno w gitarach jak i zadziornym śpiewie El Rojo. Klasycznie, z dwoma doskonałymi solami i tylko szkoda, że to drugie jest takie krótkie. Burn Them All zaczyna się trochę nieciekawie, tak w stylu poprzedniej płyty, potem jednak jest żywy speed/heavy i byłby jeszcze lepszy, gdyby refren nie łagodził zanadto ostrej gry gitarzystów. Och, w Call the Banners wraca stary dobry styl Inkwizytorów, fakt w pewnej czytelnej oprawie kasparkowych riffów RUNNING WILD, jednak zawsze miło posłuchać jak Blumi i T.P. grają te swoje skądś tam zapożyczone riffy w duetach i są tacy niezachwiani w tym co robią.
No, a potem Inkwizytorzy dewastują w starohardrockowym w riffach Black Desert Demon zagranym z heavy metalową mocą i dynamiczna perkusją Havoca. Moc, także gdy wchodzą uporczywe sola inspirowane stylem Blackmore'a i rockową psychodelią gitary. Bardzo dobrze prezentuje się pełen ciętych riffów i surowy w swej rycerskości Self-Denial oraz epicki, lekko melancholijny w rozległych gitarach Servant of State, gdzie znakomicie zaśpiewał El Rojo. Bardzo rycersko zrobiony został także udany The Pale Messengers, niedługi, ale nasycony klasycznymi riffami metalowymi ostatnich 40 lat, które z pewnością dla wielu będą absolutnie rozpoznawalne.
Są na tym albumie i nieco słabsze momenty. Sprawnie odegrany dosyć szybkim tempie Bounded Surface to tylko przeciętny tradycyjny heavy, podobnie jak Death on Demand, z grupy tych nieco mroczniejszych i surowszych numerów jakie gra METAL INQUSITOR.
Piękne jest zakończenie tej płyty w postaci wolniejszego epickiego kolosa Second Peace of Thorn, który zbudowany jest po części na stylistyce riffowej BLACK SABBATH z Martinem ma jednak tą charakterystyczną dla METAL INQUISITOR surowość i prostotę przekazu. Część instrumentalna jest kunsztownie zbudowana na dialogach gitarowych T.P i Blumiego i są tu zarówno sola jak i długie wybrzmiewania niemal w power/doomowym stylu. Ładnych parę lat trzeba było czekać na taki numer Inkwizytorów, nastawiony na czysto rycersko-epicki klimat.

Album miksował i poddał masteringowi w swoim studio w Szwecji Olof Wikstrand z ENFORCER, jednak on zawsze szanuje rozpoznawalność brzmienia grup, dla których pracuje i tu także zachował klasyczny sound METAL INQUISITOR. Głośna, prosta perkusja, gitary bardziej ostre niż ciężkie i głębokie, ogólna prostota jednoplanowego grania. Dobrze, że tak to zostało zrobione, bo inaczej pewnie pod tym względem ten LP byłby taki sma jak dziesiątki teutońskich heavy i heavy power płyt z ostatnich co najmniej 20 lat.

METAL INQUISITOR powrócił do swoich korzeni i ponownie zagrał to, co gra najlepiej, czyli oldschoolowy heavy metal ubarwiony cytatami z klasyki. Całościowo nie jest to album wyładowany hitami i killerami, ale wyrównany na bardzo dobrym poziomie, a kilka wskazanych wyżej kompozycji z pewnością można zaliczyć do najlepszych w karierze zespołu.

ocena 8,1/10

new 9.01.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości