Powerwolf
#1
Powerwolf - Bible of the Beast (2009)
[Obrazek: 227867.jpg]

Tracklista:

1. Raise Your Fist, Evangelist 04:00
2. Moscow After Dark 03:15
3. Panic in the Pentagram 05:15
4. Catholic in the Morning... Satanist at Night 03:58
5. Seven Deadly Saints 03:36
6. Werewolves of Armenia 03:55
7. We Take the Church by Storm 03:55
8. Resurrection by Erection 03:51
9. Midnight Messiah 04:13
10. St. Satan's Day 04:31
11. Wolves Against the World 06:05

Rok wydania: 2009
Gatunek: Melodic Power Metal
Kraj: Niemcy

Skład zespołu:
Attila Dorn (Karsten Brill) - śpiew
Matthew Greywolf (Benjamin Buss) - gitara
Charles Greywolf (Thomas Erbel) - bas
Stéfane Funčbre (Stefan Gemballa) - perkusja
Falk Maria Schlegel - organy, instrumenty klawiszowe

No tak.
Patrząc na fotografie zespołu i pseudonimy, pod jakimi ukrywają się muzycy można by orzec, że to jakiś kolejny zespół z black w tagach i horrorem w ramach gotyckich powieści grozy z wilkołakami i wampirami w w roli głównej.
Tandeta.
Tymczasem to zespół, grający power metal. Ani zbyt ciężki, ani zbyt melodyjny, taki solidny power metal, o którym się mówi - fajne granie i po niedługim czasie zapomina, gdy pojawiają się inne fajnie grające power metalowe zespoły z Niemiec.
Takie były dwie pierwsze płyty POWERWOLF z lat 2005-2007, którym nic zarzucić nie można, ale i zachwycać się nie ma czym.

Wampiry, wilkołaki, Transylwania, krew skondensowana i trumny wypoczynkowe.
Nic, z czym Blade nie dałby sobie rady przy pomocy swojej broni białej i palnej.
Jak się jednak okazuje wampiry i wilkołaki uderzają za każdym razem coraz silniej i stosują coraz bardziej zaawansowane techniki, są coraz zuchwalsze, a, co najgorsze, zaczynają to wszystko traktować niepoważnie, konfundując tym samych swoich oponentów i nieprzyjaciół.
I tak pojawia się "Bible of the Beast ".
Boicie się? Doprawdy nie ma czego.
To się nie dzieje naprawdę i nie jest na poważnie.
To kapitalny żart, co więcej bardzo inteligentny i wykorzystujący to, co najmodniejsze.
Organy, chóry, rozmach i bojowe riffy SABATON. Ten SABATON tu słychać tyle w gotyckiej oprawie, ale nie gotyckiej w stylu zawodzących dziewcząt lub zmęczonych życiem chłopców, ale tego gotyku Katedr i Mroku. Oczywiście to przykrywka dla power metalu, ogromnie melodyjnego i raz tylko nieco przerysowanego w rosyjsko brzmiącym "Moscow After Dark".
To się wszystko świetnie trzyma kupy. Jesteśmy świadkami widowiska tyleż dramatycznego w formie wyrazu, co niepoważnego. Tło jest rewelacyjne i cały czas się zmienia w swoim natężeniu, gdy trzeba ustępując miejsca gitarom, bo to w końcu power metal.
Hail, hail pentagram
Hail, hail pentagram
God damnit
What have I done?

czy to można traktować poważnie?
Bardzo dobry wokal Attili Dorna, najlepszy z dotychczasowych, jakie zaprezentował na płytach POWERWOLF, plastyczny, artystyczny, teatralny i co najważniejsze niepoważny.
Ileż tu na tym LP jest "ooo ooo" i ani razu to nie drażni. Bo taka to niepoważna konwencja.
Opowiadać o wszystkim po kolei nie można, bo filmu się nie opowiada, ale nie wymienić zabójczego "Catholic in the Morning... Satanist at Night" nie sposób. Ten refren chóralny i te organy są zabójcze, nie mówiąc już o tym, gdy się rozpędzają.
Catholic in the morning
Satanist at night

no tak...
Wzbogacenie typowego, szybkiego power metalu o elementy symfoniczne, chóry i podobne rzeczy oraz wzniosły klimat nie jest niczym nowym i jest cała gałąź power, która na tym bazuje.
Co innego jednak robić to na poważnie, a co innego stawać gdzieś pomiędzy komiksem a rozrywkowym kolorowym (ale z przewagą czerni) filmem grozy i akcji.
Te monumentalne akcenty są tu celowo uwypuklone i przerysowane. No "Werewolves of Armenia" jako bojowy hymn niszczy totalnie
Eins, zwei, drei, vier!... hu, ha
wobec takich kwestii nie można przejść obojętnie...
Pewnie bez tej tej całej otoczki ta płyta byłaby kolejnym fajnym albumem z power metalem na jakiś niedługi czas. A tymczasem taki skoczny powerek plus organy w "Resurrection by Erection".

Ogólnie to uczestniczymy w Misterium. Takim z rogami Szatana rzecz jasna i rozpiera wszystkich duma (mam nadzieję), tym bardziej, że w "Midnight Messiah" są takie fantastycznie dynamiczne gitary, naturalnie w przerwach kazania Priesta, wieszczącego nadejście...
Oj, bluźnierczy to album, znacznie bardziej niż true raw black metalowe płyty, gdzie na ogół nie bardzo można zrozumieć, o czym śpiewają w ogólnym jazgocie.
Chóry! Tu duża zasługa Fredrika Nordströma, który to bardzo zgrabnie zmontował przy stosunkowo skromnych środkach. Takie jak w "St. Satan's Day" na początku.
i wszyscy razem:
St. Satan, St. Satan
When will you come, to welcome your son

Epicko jest, bardzo epicko... I lepszego zakończenia, jak "Wolves Against the World" nie można było sobie wyobrazić, bo to jest pod MANOWAR, więc wszystko jasne.

Zabawa przednia, nie dla ponuraków naturalnie.
A komu się ta płyta nie podoba (bo wcale się nie musi podobać wszystkim), niech przynajmniej skorzysta z tej najważniejszej Złotej Myśli albumu czyli:
Resurrection by erection
Raise you phallus to the sky and you never die


O. I to by było na tyle. Do następnego razu, Bracia i Siostry Czarnych Obrzędów.


Ocena: 9.8/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Powerwolf - Blood of the Saints (2011)
[Obrazek: 306598.jpg?4340]

Tracklista:
1. Agnus dei (Intro) 00:48
2. Sanctified with Dynamite 04:25
3. We Drink Your Blood 03:42
4. Murder At Midnight 04:47
5. All We Need Is Blood 03:36
6. Dead Boys Don't Cry 03:25
7. Son of a Wolf 03:59
8. Night of the Werewolves 04:30
9. Phantom of the Funeral 03:09
10. Die, Die, Crucified 03:00
11. Ira Sancti (When the Saints Are Going Wild) 06:25

Rok wydania: 2011
Gatunek: Power Metal
Kraj: Niemcy

Skład zespołu:
Attila Dorn (Karsten Brill) -śpiew
Matthew Greywolf (Benjamin Buss) -gitara
Charles Greywolf (Thomas Erbel) - gitara ,bas
Thomas Diener - perkusja
Falk Maria Schlegel - instrumenty klawiszowe

Uwaga Dziewczęta i Chłopcy!
Pora wyciągnąć puchary na krew, sztuczne kły, czarne pelerynki, pociski ze srebra ,kołki, krzyże odwrócone o 666 stopni i wszystkie inne niezbędne akcesoria.
Powraca POWERWOLF , kultowy w swej żartobliwej gotyckości i monumentalności power metalowy potwór z Niemiec.
Święto dla wielu fanów bo przecież poprzedni album wstrząsnął i potrząsnął pozytywnie ogromną rzeszę fanów melodyjnego grania a zespół zapowiedział ,ze z obranego kursu nie zejdzie.
W składzie tym razem jedna zmiana i ukąszony został nowy perkusista Thomas Diener, którego jednak już w składzie nie ma.
Przedstawienie czas zacząć i wstęp "Agnus dei" lepszy być nie może. Organy, marszowo oraz głosowo ponuro i komiksowo.
No a potem cały POWERWOLF w "Sanctified with Dynamite" z jakże ładnie stylizowanymi na RUNNING WILD riffami początkowymi. Kolejny w dorobku wpadający w ucho refren , chórki i potężne power metalowe gitary.
Zaraz, zaraz kielichy na krew przygotowaliśmy a tu tymczasem "We Drink Your Blood" !
Hit, hit w średnim tempie i tyle w temacie. "Murder At Midnight " rozpoczyna się niewinnie słuchowiskowo i spokojnie a potem nabiera tempa i power metal miesza się z hard rockowym przebojowym graniem a motyw gitarowy jaki tu jest przewodnim przewyborny, choć bardzo prosty.
"All We Need Is Blood' zdecydowanie nawiązuje aranżacją i stylem do płyty poprzedniej i monumentalne ozdobniki symfoniczne z chórami z organami, bojowymi chórkami i twardą rytmiką to kwintesencja killerów POWERWOLF. Kapitalna powtórka z rozrywki w rozpędzonym "Dead Boys Don't Cry". Kapitalne i do tego takie zrobione pod SABATON na wesoło.Zniszczenie z niesamowitymi zagrywkami gitarzystów.
Ponura niby balladowa kompozycja "Son of a Wolf" to kolejny melodyjny hit wsparta mocarnymi akcentami i moc słychać i czuć a przy tym takie to zamaszyste i wpadające w ucho.
Sola, no sola wspaniałe są na tej płycie. Gorące, proste polatujące ku niebu ...nocnemu rzecz jasna.To w "Son of a Wolf" to tylko jeden z przykładów , może nawet skromniejszych.
Fajnie śpiewa Attila Dorn, ma swój styl i także w nieco tajemniczym wstępie do "Night of the Werewolves" słucha się go z przyjemnością. No i ten refren eksplodujący jest tu po prostu kapitalny.
Killer za killerem. Fantastyczna zabawa przy "Phantom of the Funeral" gdzie RUNNING WILD spotyka SABATON w mrocznej krypcie, bezczelne wspaniale rozegrane cytaty w monumentalnej oprawie. Miód. Werble i wojenna otoczka wojen mrocznych sił w "Die, Die, Crucified" genialne w swojej prostocie a kolejny refren wbija się w mózg i już nie łatwo go stamtąd wyciągnąć.
Wreszcie na koniec dłuższy pełen organowych ozdobników i tych klasycznych dla POWERWOLF chórów i patetycznego aczkolwiek niepoważnego klimatu "Ira Sancti".Wciąga, zasysa w noc i mrok,hipnotyzuje.
Mniej tu obecnej wcześniej przebojowości ale jako zwieńczenie płyty jest to numer idealny. Tak jak i ostateczne słuchowiskowe zakończenie w odgłosach burzy i wyciu bestii i odległych dzwonów.
Wspaniała pewność wykonania przez cały zespół, który jest autentycznie jedną hordą Sił Ciemności. Ani jednego potknięcia w dążeniu do celu.
Brzmienie tego albumu jest jak brzytwa i mięsiste jak kawał świeżego mięsa z upolowanej ofiary.
Majestat i potęga.
Tak Dziewczęta i Chłopcy.
Dewastacja.


Ocena : 9,9/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
Powerwolf - Preachers Of The Night (2013)

[Obrazek: 376002.jpg?4109]


tracklista:
1.Amen & Attack 03:54
2.Secrets of the Sacristy 04:07
3.Coleus Sanctus 03:45
4.Sacred & Wild 03:40
5.Kreuzfeuer 03:47
6.Cardinal Sin 03:47
7.In the Name of God (Deus Vult) 03:15
8.Nochnoi Dozor 03:45
9.Lust for Blood 03:54
10.Extatum et Oratum 03:56
11.Last of the Living Dead 07:42


Rok wydania: 2013
Gatunek: Power Metal
Kraj: Niemcy

Skład zespołu:
Attila Dorn (Karsten Brill) -śpiew
Matthew Greywolf (Benjamin Buss) -gitara
Charles Greywolf (Thomas Erbel) - gitara, bas
Roel van Helden - perkusja
Falk Maria Schlegel - instrumenty klawiszowe

Pastor Nocy, a nawet kilku, zmówią teraz dla was modlitwę Zgromadzenia Powerwolf.
Piąty album POWERWOLF ukazał się w lipcu 2013 roku i został nagrany z nowym perkusistą Holendrem Roelem van Heldenem.
Wsłuchajmy się Bracia I Siostry w słowa Pastorów.

Każda płyta POWERWOLF ma kapitalny początek i i jest tak oczywiście i tutaj, bo Amen & Attack to klasyk, szybki killer w najbardziej rozpoznawalnym stylu grupy, ale... zaraz, Secrets of the Sacristy to zupełnie inna Świątynia. Ten przekaz rzuci na kolana wyznawców HELLOWEEN czy GAMMA RAY, ale niekoniecznie POWERWOLF, choć wykonanie znakomite.
Coleus Sanctus i typowe "kościelne" motywy zgrabne i wpadające w ucho, jednak więcej w tym AXXIS z ostatnich lat niż ekipy Wilków.
Czy aby Pastor wziął ze sobą właściwą księgę?
Pozostańcie na swoich miejscach, Bracia I Siostry, bo niezbyt szybki Sacred & Wild ma wyborny, nośny refren utwierdzający w  Wierze i daje ona siłę by jakoś przetrwać co najwyżej dobry Kreuzfeuer, wcale nie dlatego stojący tu na dalekim miejscu w rankingu Przesłania, że został zaśpiewany po niemiecku. Jakieś to mimo wszystko nie do końca szczere.
Ziarno niepokoju zostało zasiane w waszych sercach i umysłach? Wasza Wiara została zachwiana?
Niepotrzebnie!
Cardinal Sin i Lust for Blood to szybkie killery w najlepszym stylu POWERWOLF, są i chóry i organy i ten specyficzny klimat, w sumie żartobliwy, a zarazem pompatyczny i majestatyczny chwilami. Kwintesencją takiego grania jest wyborny Extatum et Oratum gdzie moc i energia power metalu stapia się w jedno z nieprzeciętną przebojowością.
Wspaniale brzmi marszowo-hymnowy In the Name of God (Deus Vult)z popisowymi partiami wokalnymi Atilli Dorna. który śpiewa na tym albumie znakomicie, choć jakby nieco delikatniej niż na poprzednich.
Prawdziwą ozdobą "Preachers Of The Night" jest numer Nochnoi Dozor (Night Watch),  i to kawał bojowego power metalu z wyraźnymi wpływami SABATON.
Na zakończenie POWERWOLF serwuje epicki i klimatyczny Last of the Living Dead, który jest niezwykle interesujący muzycznie w części pierwszej, ale niekoniecznie w drugiej, gdzie do końca przez ponad trzy minuty słuchamy tylko odgłosów wycia wilków w oddali na tle burzy. Trochę za długo...

Pastorzy Nocy użyli wszystkich encyklopedycznych chwytów z lubością i powodzeniem stosowanych przez POWERWOLF od lat. Dobre sola, zdecydowana sekcja rytmiczna, umiłowane przez Wiernych ozdobniki organowe Schlegela. Nowy perkusista zaprezentował się dobrze, nabijając rytm do prostolinijnych, ale jak zwykle nie prostackich riffów obu Greywolfów.
Brzmieniowo jest to solidna robota, choć sound ogólnie jest nieco lżejszy niż na albumie poprzednim "Blood of the Saints".
Momentami przydałoby się nieco większe zróżnicowanie planów i być może głośniejsza perkusja, i głębszy bas, dodałyby jeszcze więcej uroku.
Jest to kolejne wybitne dzieło ekipy z Saarbrücken, choć nie tak oszałamiające jak płyta poprzednia. Chyba przede wszystkim dlatego, że kilka razy POWERWOLF niepotrzebnie wszedł na poletka innych kręgów niemieckiego power metalu.
W szczególności muzykę HELLOWEEN należałoby pozostawić HELLOWEEN, bo POWERWOLF ma wystarczająco rozpoznawalny własny styl i nie musi wchodzić w cudze buty.

Ocena 9,1/10

new 11.09.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#4
Powerwolf - Return in Bloodred (2005)

[Obrazek: 72801.jpg]

Tracklista:

1. Mr. Sinister 04:39
2. We Came to Take Your Souls 04:01
3. Kiss of the Cobra King 04:32
4. Black Mass Hysteria 04:12
5. Demons & Diamonds 03:39
6. Montecore 05:19
7. The Evil Made Me Do It 03:39
8. Lucifer in Starlight 04:50
9. Son of the Morning Star 05:12


Rok wydania: 2005
Gatunek: power metal
Kraj: Niemcy

Skład zespołu:
Attila Dorn (Karsten Brill) - śpiew
Matthew Greywolf (Benjamin Buss) - gitara
Charles Greywolf (Thomas Erbel) - bas
Falk Maria Schlegel - organy, instrumenty klawiszowe
oraz
Thomas Diener - perkusja



O debiucie POWERWOLF wspomina się niezbyt często, bo zdecydowanie przyćmiły go albumy późniejsze, windując ten zespół na szczyty popularności power metalu nieco kiczowatego, bombastycznego i granego zdecydowanie z przymrużeniem oka. "Return in Bloodred" to po prostu typowy power metalowy album z tematyką nawiązującą do okultyzmu, wampiryzmu i podobnych rzeczy, ale z muzyką tylko i wyłącznie archetypową dla power metalu niemieckiego pierwszej dekady XXI wieku. Te kompozycje są tu trochę lepsze i trochę gorsze, a przeważnie niczym nie wyróżniające się, jak Mr. Sinister czy Kiss of the Cobra King (bardzo marne te łooo i refren trywialny na poziomie Alice Coopera).
Często jest to takie przyciężkie, w próbach bardziej plastycznego podejścia do prezentowanej tematyki (We Came to Take Your Souls, Demons & Diamonds) i trudno to uznać za atrakcyjne.
W Black Mass Hysteria i The Evil Made Me Do It po prostu nudzą w ospałym power metalu gdzie słychać i echa KING DIAMOND i glamu amerykańskiego i nic z tego nie jest w stanie wzbudzić zainteresowania. Ani to straszne, ani to śmieszne, a ciężkie riffy na końcu The Evil Made Me Do It po prostu męczą. Lucifer in Starlight być może jest próbą heavy/power metalowej transpozycji satanistycznego heavy lat 80 tych z Wielkiej Brytanii, ale to kicz i to taki w najgorszym tego słowa znaczeniu. Przecież tu nie ma żadnego klimatu...
Coś, co potem rozwiną na swój powerwolfowy, lekki sposób, tutaj prezentują w nijakim Montecore. Owszem wstęp niezły, są klasyczne dla nich organy, ale potem to taki sztampowy metal, który nawet nie bardzo można określić jako power. Ot, taka bezbarwna opowieść z dreszczykiem (teoretycznie) w tle. Albo Son of the Morning Star. Co to ma być? Horror gothic? No chyba nie, bo to tak nieco uwłacza dobrym kompozycjom z tego gatunku. Okropne.

Attila Dorn śpiewa nieźle, słychać, że ma określony potencjał, ale generalnie nie przykuwa tu uwagi, bo i czym, w takim trywialnym repertuarze? Gitarzyści po prostu grają i najciekawszym punktem jest tu sesyjny perkusista Thomas Diener, który po kilku latach na krótko dołączy jeszcze do zespołu na stałe,
Brzmienie niezłe, a to także nic specjalnego...
Jest to bardzo przeciętna płyta, gdzie nie ma ani jednej kompozycji, którą można by uznać za rzeczywiście interesującą.
Późniejsza metamorfoza tego zespołu to jedno z najbardziej spektakularnych wydarzeń na europejskiej scenie power metalowej w bieżącym stuleciu.

ocena 5/10

new 19.12,2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#5
Powerwolf - The Sacrament of Sin (2018)

[Obrazek: 713166.jpg?4012]

tracklista:


1.Fire & Forgive 04:30
2.Demons Are a Girl's Best Friend 03:38
3.Killers with the Cross 04:09
4.Incense and Iron 03:57
5.Where the Wild Wolves Have Gone 04:13
6.Stossgebet 03:53
7.Nightside of Siberia 03:53
8.The Sacrament of Sin 03:26
9.Venom of Venus 03:28
10.Nighttime Rebel 04:03
11.Fist by Fist (Sacralize or Strike) 03:32

rok wydania : 2018
gatunek: power metal
kraj : Niemcy


Skład zespołu:
Attila Dorn (Karsten Brill) -śpiew
Matthew Greywolf (Benjamin Buss) -gitara
Charles Greywolf (Thomas Erbel) - gitara, gitara basowa
Roel van Helden - perkusja
Falk Maria Schlegel - instrumenty klawiszowe


Bracia i Siostry!
Czas przyjąć Sakrament Grzechu!
Niechaj dzwony i Symfoniczność obwieszczą Początek i Porządek!
Fire & Forgive powermetalowo otwiera to tak jak uwielbiamy, i z takim refrenem, przy którym klękamy jak zwykle od lat.
Chóry, chórki, gotyckie ornamentacje, melodie porywające i wysublimowane oszczędne lub bombastyczne sola obu Greywolfów.
Ta pozorna łagodność i jedwabistość przebojowego Demons Are a Girl's Best Friend niechaj was nie zwiedzie, albowiem Grzech, Bracia i Siostry, jest nam pisany i żadna modlitwa go nie zmaże.
Pastor Dorn was poprowadzi. Ufajcie.
Ufajcie w Killers with the Cross, gdy niszczą średnich tempach, melancholią i skazaniem na POWERWOLF, nieodmiennie perfekcyjnym w eksplozjach melodyjnego  refrenu, podniosłego i skazującego na monumentalną pokorę.
Incense and Iron. Nie Bracia i Siostry to nie Broden i SABATON, to Atiilla Dorn i POWERWOLF. Moc i jeszcze raz epicka Moc.
Tak jak w Nightside of Siberia.
Jaki spokój i pewność siebie w przepięknym songu Where the Wild Wolves Have Gone. Jakie to polatujące ku Przestworom... Jaka potęga oddziaływania na dusze w Stossgebet z łacińsko-niemieckim tekstem. Nie potrzeba szybkości, wystarczy epicki monumentalizm.
Power metal. Nie niemiecki power metal. Power metal POWEWOLF w przepięknym, zwartym The Sacrament of Sin czy porywającym rytmem, chórami i mocarnym refrenem Venom of Venus. To jest niby takie proste, ale kto powiedział, że rzeczy proste nie mogą demolować i zapadać w pamięć tak, że nie mogą wyjść z z głowy?!
Potknięcie? Po prostu dobry Nighttime Rebel... Jednak co co znaczy tylko "dobry" numer POWERWOLF to wy Bracia i Siostry dobrze wiecie...
Pora kończyć Misteruim przyjęcia Sakramentu. Fist by Fist (Sacralize or Strike) - i jest to jedyny godny sposób zakończenia  Obrzędu POWERWOLF na siódmej płycie. Wspaniały podniosły power metal.
Zjednoczona Europa inaczej.
Organy z Eglise St. Barbe, Thionville we Francji, mix i mastering szwedzki, chóry rejestrowane w Rijen w Holandii.
Może nie grają zbyt ciężko, jak prawdziwi Synowie Teutonii, ale oni nie muszą. Oni nauczają Grzechu w najbardziej uwodzicielski sposób - wspaniałymi melodiami i niesamowitymi aranżacjami symfonicznymi, gdzie anioły i diabły toczą śmiertelny bezkrwawy bój.Oni po prostu potrafią  w tym składzie grać pewne rzeczy znacznie lepiej od innych, bo luz jest siłą POWERWOLF.

Wspaniały album POWERWOLF w nieco odświeżonej formule. Może bardziej na poważnie, może mniej prześmiewczo, może bez krzywego zwierciadła...
Na kolana Bracia i Siostry. POWERWOLF po raz Siódmy!

ocena 9,8/10

new 30.07.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości