Running Wild
#1
Running Wild - Gates to Purgatory (1984)
[Obrazek: 1447.gif?3051]

Tracklista:

1. Victim of States Power 03:39
2. Black Demon 04:29
3. Preacher 04:26
4. Soldiers of Hell 03:30
5. Diabolic Force 05:04
6. Adrian S.O.S. 02:54
7. Genghis Khan 04:13
8. Prisoner of Our Time 05:26
bonusy do wydania CD:
9. Walpurgis Night 4:41
10. Satan 4:08

Rok wydania: 1984
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: Niemcy

Skład zespołu:
Rolf "Rock 'n' Rolf" Kasparek- śpiew, gitara
Gerald "Preacher" Warnecke - gitara, śpiew
Stephan Boriss - bas
Wolfgang "Hasche" Hagemann - perkusja

Ten jeden z najbardziej popularnych i znaczących zespołów niemieckich sięga swoimi początkami roku 1976, gdy nastoletni jeszcze Kasparek założył amatorski zespół GRANITE HEART.
Jak większość niemieckiej rockowej młodzieży, zafascynowany był dokonaniami sceny brytyjskiej i nowa nazwa RUNNING WILD, pod którą zespół zasłynął, pochodzi od tytułu jednej z kompozycji JUDAS PRIEST.
Zanim jednak zespół zdołał coś nagrać, upłynęło wiele lat i zaszło wiele zmian w składzie.
W początkach lat 80-tych Kasparek znalazł się pod bardzo silnym wpływem "black metalu" spod znaku VENOM, czyli heavy metalu nowej fali, wyrażającego fascynację satanizmem i okultyzmem.

Ten wpływ wyraził się zarówno w symbolice satanistycznej, jak i w tekstach i pierwszy maxi singiel "Victim of States Power", zawierający oprócz kompozycji tytułowej także "Walpurgis Night" i "Satan", to klasyczne wyrażenie niemieckiego podejścia do muzyki VENOM z tego okresu, połączonej z surowością prostych riffów grup brytyjskich NWOBHM z okręgu Newcastle.
W przeciwieństwie do zespołów pokroju PAGAN ALTAR czy WITCHFINDER GENERAL, grupa z Hamburga zupełnie nie odnosiła się do muzycznej spuścizny BLACK SABBATH i przedstawiła kompozycje dosyć szybkie, choć nie speed metalowe, grane w równomiernym tempie i z prostymi, jasno wyrażonymi melodiami bez uciekania się do efektów specjalnych, budowania mrocznej atmosfery i wplatania muzycznych tajemnic.
Ten maxi singiel otworzył drogę do wydania debiutu "Gates to Purgatory", gdzie znalazły się kompozycje o bardzo zbliżonym charakterze, choć nie tylko.
Trzeba od razu powiedzieć, że RUNNING WILD nie wyrażał ideologii satanistycznej czy black metalowej. Przybierając angielskie pseudonimy, śpiewając po angielsku i korzystając z muzycznych doświadczeń angielskiej sceny NWOBHM, RUNNING WILD był takim samym zespołem jak STORMWITCH, GRAVE DIGGER i dziesiątki innych, które próbowały swoją muzyką podbić Europę na fali popularności heavy metalu. Kasparek ani tu nie skrzeczy, ani nie wykrzykuje satanistycznych sloganów przerażającym głosem. Jest to rytmiczny, bardzo melodyjny heavy metal z tą charakterystyczną kawalkadą riffów i specyficznych solówek gitarowych, jakie potem stały się najbardziej rozpoznawalnym elementem muzyki tego zespołu.
Podstawą sukcesu RUNNING WILD z pewnością są tu kompozycje, a głównie ich linie melodyczne, proste, atrakcyjne i łatwo wpadające w ucho. To jest po prostu bardzo zgrabny heavy metal jak w
"Black Demon", "Soldiers of Hell", "Genghis Khan" czy ponownie zaprezentowanym "Victim of States Power". Proste, zrozumiałe granie bez nudnych ballad, bez rock'n'rolli i piosenek radiowych wykonanych na metalową nutę na potrzeby list przebojów. Granie bardzo jednorodne, w ramach prostej, ale skutecznej recepty, która tylko nieco zawiodła w przypadku "Preacher", utworu jednak odrobinę słabszego od pozostałych. Materiał na ten LP przygotował sam Kasparek i tą jednorodność słychać cały czas, aż do wspaniałego, dynamicznego metalowego hymnu "Black Metalowego" "Prisoner of Our Time" autorstwa Warnecke, niezwykle zgrabnej kompozycji i bogatszej niż pozostałe w formie, wyrażającej credo zespołu w owym czasie.

Ta płyta zawiera muzykę nieskomplikowaną. Żaden z członków zespołu nie może być uważany za wirtuoza. To muzycy średniej klasy w każdym aspekcie, którzy razem stworzyli ekscytujący, nieco surowy album z niczym szczególnym, nie wyróżniającym się brzmieniem. Dobra produkcja, czytelna i tyle.
Jest to jednak płyta wciągająca, fascynująca specyficznym tempem i melodiami.
Jest to także początek niezwykłej kariery zespołu tak swoistego, że jego muzyki nikt nie był w stanie podrobić na równorzędnym poziomie ani kiedyś, ani dzisiaj.


Ocena: 9.5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Running Wild - Branded and Exiled (1985)
[Obrazek: 1450.jpg]

Tracklista:

1. Branded and Exiled 03:54
2. Gods of Iron 04:00
3. Realm of Shades 04:28
4. Mordor 04:49
5. Fight the Oppression 04:55
6. Evil Spirit 03:19
7. Marching to Die 04:35
8. Chains and Leather 05:45

Rok wydania: 1985
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: Niemcy

Skład zespołu:
Rolf Kasparek - śpiew, gitara
Majk Moti - gitara
Stephan Boriss - bas
Wolfgang Hagemann- perkusja

Jest to druga płyta RUNNING WILD, wydana w szczytowym okresie rozkwitu niemieckiej sceny tradycyjnego metalu i poniekąd ugruntowująca pozycję tego zespołu na tej scenie, choć w momencie wydania grupa wcale tak dużą popularnością się nie cieszyła.
W składzie zaszła jedna istotna zmiana i Gerald "Preacher" Warnecke, który poświęcił się działalności pozamuzycznej w Kolonii, został zastąpiony przez Majka Moti.

Moti niewątpliwie należał do najbardziej interesujących gitarzystów współpracujących z Kasparkiem, choć na tym albumie nie dał się jeszcze poznać jako autor kompozycji, które w większości przygotował ponownie sam Kasparek. Zaprezentował się jednak jako bardzo dobry gitarzysta, technicznie bardziej zaawansowany niż Warnecke i tym razem dwie gitary RUNNING WILD brzmią inaczej, zbliżając się do heavy metalowych standardów tamtego okresu.
Tym razem powstała płyta mniej surowa, a jednocześnie znacznie już oddalona od "black" metalowej fascynacji satanizmem, jaka stanowiła motyw przewodni debiutu.
Tym razem RUNNING WILD pokazał się bardziej jako grupa magii i miecza, stając w szeregach rycerskiego legionu true heavy metalu, zachował jednak ten niezwykle rozpoznawalny styl riffów i specyficzne średnio szybkie tempo, choć odrobinę wolniejsze niż na "Gates To Purgatory".
Ponownie proste kompozycje zbudowane zostały na bazie znakomitych melodii, potoczystych i wspartych niezwykle nośnymi refrenami. Wątki mitologiczne i fantasy ubrane zostały w odrobinę mroku i dostojeństwa w "Gods of Iron" i "Realm of Shades", który najbardziej przypomina nagrania z debiutu. Zdecydowanie przewyższa je natomiast tolkienowski "Mordor", kompozycja zimna i faktycznie mroczna, grana w niby jednostajnym, ale wręcz hipnotyzującym tempie z bardzo dobrym wokalem Kasparka. Trzeba przyznać, że Kasparek, choć do wokalistów wybitnych nie należy, w dużej mierze poprawił swoje umiejętności w stosunku do debiutu. Więcej śpiewa, mniej stosuje melodeklamacji i jest jakby swobodniejszy. Ogólnie kompozycje z tej płyty są podane w mniej sztywnej formie niż poprzednio i pojawia się pewien skromnie jeszcze zaznaczony rozmach, słyszalny w bojowym "Fight the Oppression". Pojawia się także coś na kształt klasycznej epiki metalowej w dumnie poprowadzonym "Marching to Die" i ta kompozycja zwiastuje ten styl, jaki zespołów będzie prezentować już kilku latach i zakończeniu przygody pirackiej.

Album mimo wszystko jest jednak nieco słabszy od debiutu. Tym razem metalowy hymn "Chains and Leather" nie jest aż tak nośny jak "Prisoners Of Our Time", choć refren również na zawsze zapada w pamięć. Także otwierający "Branded and Exiled", mimo że bardzo dobry, wydaje się mało zdecydowany. Wartość albumu obniża "Evil Spirit", jedyny utwór napisany tu przez Borissa, dobry, ale jednak dosyć zwyczajny jak na niemieckie warunki, heavy metalowy kawałek, odegrany z runningową werwą.
Płyta, w porównaniu z albumami innych zespołów z Niemiec tego okresu, ma bardzo dobre brzmienie, w stosunku do debiutu nieco złagodzone, ale i zróżnicowane, co słychać szczególnie w przypadku nieco odmiennego brzmienia "Mordor".
Lekka zmiana formuły nie wpłynęła na rozpoznawalność muzyki RUNNING WILD, a zespół ewoluował dalej, tym razem w kierunku "pirate metal" na albumie kolejnym.


Ocena: 9/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
Running Wild - Under Jolly Roger (1987)
[Obrazek: 1235.jpg]

Tracklista: wersja CD
1. Under Jolly Roger 04:42
2. Beggar's Night 05:05
3. Diamonds of the Black Chest 03:07
4. War in the Gutter 03:19
5. Raise Your Fist 05:30
6. Land of Ice 04:56
7. Raw Ride 04:39
8. Merciless Game 03:45

Rok wydania : 1987
Gatunek: Heavy Metal
Kraj : Niemcy

Skład zespołu:
Rolf Kasparek - śpiew ,gitara
Majk Moti - gitara
Stephen Boriss - bas
Wolfgang Hagemann - perkusja


Wbrew powszechnie panującym opiniom w roku 1987 RUNNING WILD nie był ani zespołem zanadto sławnym ani popularnym. Posiadał wierny krąg fanów, głównie lokalnych i zdobytych na zagranicznych koncertach, jednak był to zespół jeden z wielu na niemieckiej metalowej mapie.
Co więcej, w tym czasie publiczność kierowała coraz bardziej swoją uwagę na zespołu grające ciężej i ostrzej, takie jak umacniające swoją pozycję bandy heavy/power metalowe czy budzący się pod wodzą KREATOR teutoński thrash.
Tematyka okultystyczno-mityczna w formie proponowanej przez RUNNING WILD traciła na popularności szybko i zapewne gdyby nie niezwykły pomysł na nową muzykę Kasparek i jego ekipa podzieliła by los setek grup niemieckich ,które po krótkotrwałych sukcesach szybko poszły w zapomnienie.
Kasparek nadał nowej płycie tytuł "Under Jolly Roger" i ta piracka flaga uratowała z całą pewnością byt zespołu a w konsekwencji zapewniła sławę o jakiej Rock'n'Rolf zapewne nawet nie marzył.
Czy Kasparek jest Ojcem pirackiego heavy metalu jednoznacznie orzec trudno , bo być może i wcześniej pewne wątki anglosaskiego morskiego folkloru w metalowej muzyce się gdzieś od czasu do czasu pojawiały. Na pewno jednak nikt wcześniej nie oparł całej niemal płyty na lirycznych i muzycznych fundamentach piratów epoki żagla. Historie mniej lub bardziej prawdziwe, osnute na kanwie przygodowej literatury XIX wieku i melodiach z pewnością podsłuchanych w amerykańskich wyprodukowanych w Technikolorze filmach z lat 60 tych okute zostały w metalowe ramy nadal rozpoznawalnych runningowych riffów. Huk dział, szum morza i okrzyki szykujących się do abordażu morskich rozbójników i przede wszystkim powiew świeżości w tradycyjnym heavy metalu.
Jak się okazało wystarczyło tradycyjne anglosaskie morskie motywy pieśni zagrać szybciej ,ostrzej i ubrac w rokendrolowy płaszcz i schemat i już powstała kopalnia hitów jakim jest ten album.
RUNNING WILD gra szybciej niż poprzednio, gra z większą fantazją, zadziornie, swobodnie i niesamowicie melodyjnie. Tylko surowy w ryku silników "Raw Ride" jest jeszcze produktem epoki poprzedniej, cała reszta to nowa Kapitańska Księga Pokładowa. RUNNING WILD nie gra przy tym żadnego szantowego folk metalu. To heavy metal pełną gębą jak zdecydowanie hymnowo-koncertowy " Raise Your Fist" czy często niedoceniany a należący do najbardziej energicznych i drapieżnych przy zachowaniu melodyjności "War In The Gutter". Samo otwarcie w postaci "Under Jolly Roger" to chyba najlepsze otwarcie ze wszystkich jakie zaproponował ten zespół i kompozycja ta stała sie kwintesencją nowego stylu , kontynuowanego przez wszystkie kolejne lata.
Kasparek umiejętnie żongluje na tym LP nastrojami i sytuacjami prezentując ciepły i lekko tajemniczy "Begggar's Night" z jednej strony a mroczny i raczej chłodny "Land Of Ice"z drugiej. To wszystko otoczone jest prostym i chwytliwym graniem pełnym słońca, kordelasów skarbów i przygody . Nie można lepiej tego wyrazić niż w "Diamonds Of The Black Chest" albo "Merciless Game".
Ta płyta to absolutna klasyka. Od niej rozpoczął się rejs do Port Royal i dalej w nieznane oraz nieustannie rosnący zastęp ślepo oddanych fanów RUNNING WILD na całym niemal świecie.Jednocześnie zespół pozostał sobą w samym sposobie gry, nie zmienił również zbytnio brzmienia.
Klarowne melodie, prostota rozwiązań, autentyczny entuzjazm. Tym oczarował RUNNING WILD na tej płycie, komercyjnej w najlepszym tego słowa znaczeniu i pokazującej jak ogromne znaczenie ma świeży oryginalny pomysł na metal w tradycyjnej formie.


Ocena 9,8/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#4
Running Wild - The Brotherhood (2002)
[Obrazek: 1451.jpg]

tracklista:
1. Welcome to Hell 04:34
2. Soulstrippers 04:48
3. The Brotherhood 06:49
4. Crossfire 04:26
5. Siberian Winter (instrumental) 06:27
6. Detonator 03:51
7. Pirate Song 03:17
8. Unation 05:48
9. Dr. Horror 04:53
10. The Ghost 10:23

Rok wydania : 2002
Gatunek : heavy metal
Kraj : Niemcy

Skład zespołu:
Rolf Kasparek - śpiew , gitara
Peter Pichl - bas
"Angelo Sasso" - perkusja (perkusja programowana)

O RUNNING WILD napisano już chyba całe tomy, a grupa zawsze budziła duże spory i kontrowersje. Miała też zawsze zarówno wierne i oddane bataliony fanów, jak i szwadrony przeciwników. Patrząc chłodnym okiem należy jednak jasno powiedzieć, że przechodzący niezliczoną ilość zmian składu RUNNING WILD na początku bieżącego stulecia zaczął powoli staczać się po równi pochyłej. Powielanie starych wzorców i patentów, które eksploatowane bez końca na wszystkich kolejnych albumach dawały w końcu efekt zadowalający miłośników takiego grania w pewnym momencie stało się jedynie autoplagiatem, co gorsza nie tego, co w muzyce tego zespołu było najlepsze.

Album 'The Brotherhood' jest tego najbardziej dobitnym przykładem. W pewnej mierze jest to właściwe solowe dzieło Kasparka, bowiem jedynym towarzyszącym mu podczas sesji muzykiem był basista Peter Pichl, a perkusję zaprogramowano pod 'kryptonimem' Angelo Sasso. Partie drugiej gitary także nagrane zostały przez samego Kasparka. Nad efektem końcowym można podyskutować. Z jednej strony otrzymaliśmy kolejny typowy album Running Wild. Średnio szybkie tempa, znane już wcześniej rozwiązania aranżacyjne, melodie i klasyczne teksty. Z drugiej strony jest to chyba produkt nieco przeterminowany i nieświeży, który opakowano pośpiesznie w nowe pudełeczko. Znane i rozpoznawalne melodie można przypisać wielu utworom z poprzednich albumów, przy czym podawane w monotonnym tempie nabijanym przez perkusyjny automat jakoś nie przykuwają za bardzo uwagi. Chwilami słuchając 'Welcome To Hell', 'Unation', 'Crossfire' czy paru innych odnosi się wrażenie, że odtwarzacz wypluwa w kółko ten sam utwór. Słabiutki 'Detonator' nie odpala żadnej bomby. 'The Ghost' katuje nas przez dziesięć minut tym samym motywem serwując dodatkowo jakieś pseudoorientalne ozdobniki. Atak dwóch gitar w 'Soulstrippers' jest anemiczny - brak Hermanna, który na poprzednim LP wnosił sporo ożywienia jest tu bardzo widoczny. Zresztą ogólnie gitary brzmią na 'The Brotherhood' niezbyt ciekawie, a ich brzmieniu brak barwy i mocy, do których zespół przyzwyczaił nas wcześniej. 'Dr. Horror' to numer wyróżniający się z ogólnej rzemieślniczej szarzyzny, niemniej na składankę 'Best Of Running Wild' z pewnością by nie trafił. Jak na ironię instrumentalny 'Siberian Winter' ma fajną melodię i z wokalem brzmiałby zapewne jeszcze lepiej i ciekawiej, a tak to w sumie tylko pomysł nie zrealizowany do końca.

Skoro o wokalach mowa.... Kasparek nigdy wielkim wokalistą nie był i chyba nigdy do tego miana nie pretendował, jednak tym razem wypadł nawet poniżej swoich możliwości, tak jakby zabrakło mu wiary i energii. Na okrasę mamy 'Pirate Song' - tradycyjny piracki bojowy numer wysokiej klasy, ale to tylko nostalgiczna wycieczka fregatą 'Under Jolly Roger' do 'Port Royal'. Niestety...

Patrząc surowym okiem album to poniżej możliwości i oczekiwań. Niemniej dla fanów Kasparka i jego ekipy obowiązkowy.


Ocena :7,5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#5
Running Wild - Shadowmaker (2012)
[Obrazek: 328813.jpg?1428]


Tracklista:
1. Piece of the Action 04:25
2. Riding on the Tide 04:18
3. I Am Who I Am 04:51
4. Black Shadow 05:13
5. Locomotive 04:35
6. Me & the Boys 05:00
7. Shadowmaker 04:25
8. Sailing Fire 04:14
9. Into the Black 04:57
10. Dracula 07:29

Rok wydania : 2012
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: Niemcy

Skład zespołu:
Rolf Kasparek - śpiew, gitara
Peter Jordan - gitara


17 kwietnia 2009 Rock'n'Rolf ogłosił zakończenie działalności RUNNING WILD, jednej z największych legend niemieckiego (a nawet światowego) heavy metalu. Fakt ten zasmucił zapewne miliony ale i zapewne większość wierzyła, że Kasparek wróci za jakiś czas z piracko- napoleońskiej emerytury.

Wiek XXI do najlepszego okresu tego zespołu zaliczyć trudno a sam skład i płyty o klasę niższe niż w dwóch poprzedzających dekadach.
Od wydania ostatniej płyty "Rogues en Vogue" minęło siedem lat skoro jednak powrócił RUNNING WILD to należy od najnowszej oczekiwać klasycznego runningowego metalu. Pod tym względem zawodu nie ma, ale zastanawia opener "Piece of the Action" gdzie pod przykrywką kasparkowych riffów czai się coś w rodzaju AC/DC i chwytliwy ale zdecydowanie radiowy refren.
Niby piracki "Riding on the Tide" jest słaby, nawet niezdecydowany w bladym refrenie. Skąd tyle rockowego podejścia do tematu? Ponadto Kasparek chyba bardzo polubił THIN LIZZY bo w tym numerze nawiązania do twórczości grupy Lynotta są mocno słyszalne.

"I Am Who I Am" jest przynajmniej dynamiczny i ten heavy metal jaki to się pojawia w dalszej części to solidny kasparkowy mix jego podstawowych riffów. Jednak już epicki w zamyśle "Black Shadow" cierpi na uwiąd starczy....a trywialna "Locomotive" jest ciągnięta najwyżej przez koniki pole. No gdzie tu jest ekspresja i melodyjna drapieżność Rock'n'Rolfa?
Dna to wszystko sięga w "Me & the Boys". Zaginiony hit TOXIC TASTE? Na pewno. Co za wstyd...
Stylistycznie odrębność RUNNING WILD rozmywa się w takich utworach jak "Shadowmaker" i "Into the Black" w średnim tempie runningowym i dosyć masywnych ale mogących przynależeć do całej masy grup heavy i heavy power metalowych, które coś tam w jakimś ze swoich utworów z metalowej filozofii RUNNING WILD pożyczyły.

Trochę się broni końcówka albumu i "Sailing Fire" jako lżejsza wersja pirackich energicznych songów RUNNING WILD jeszcze ujdzie. "Dracula" jako taki mroczniejszy numer z dreszczykiem miejscami nawet słucha się dobrze, ale tu jak na prawie osiem minut to dzieje się zdecydowanie za mało.

"Shadowmaker" wyraźnie zdradza cechy dzieła, które powstało w domowym zaciszu z gatunku "zrób to sam" ... no powiedzmy wspólnie z Jordanem, który tu gra dobrze. Chyba tylko z nim bo nie bardzo wiadomo kto tu zagrał na basie. Pewnie sam Kasparek, któremu ten instrument jest nieobcy przecież. Perkusja? Jak się dobrze przysłuchać to wygląda na to, że z pudła w garażu wyciągnięty został Angelo Sasso. Takie trudne do pojęcia jest to,że przecież chyba perkusistów, którzy zagrali by na płycie RUNNING WILD nawet jako goście z pewnością nie brakuje.
Ubogi skład, uboga okładka. Taka zupełnie poza stylem graficznym wszystkich poprzednich, może nie będących szczytem sztuki, ale rozpoznawalnych. Tu obrazek jak z digital download demka ekipy z Domu Kultury. Ubogie motywy muzyczne. Jeśli coś z przeszłości wykorzystał Kasparek, to wszystko jest z dolnej półki i zakurzonej szuflady z odrzuconymi pomysłami.
Ubogie brzmienie, fakt, lepsze niż jeśli porównać je z "Rogues en Vogue".
Najsłabszy LP RUNNING WILD swoją formą i treścią podważający sens powrotu Kasparka pod tą flagą na metalową scenę.

"Rogues en Vogue" był albumem mocno krytykowanym. Jak mocno krytykowany będzie "Shadowmaker" ?



Ocena: 4,9/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#6
Running Wild -Port Royal (1988)
[Obrazek: 1243.jpg]

Tracklista: wersja CD
1. Intro 00:50
2. Port Royal 04:12
3. Raging Fire 03:28
4. Into the Arena 03:59
5. Uaschitschun 04:53
6. Final Gates 03:00
7. Conquistadores 04:50
8. Blown to Kingdom Come 03:19
9.Warchild 03:01
10.Mutiny 04:28
11.Calico Jack 08:15

Rok wydania : 1988
Gatunek: Heavy Metal
Kraj : Niemcy

Skład zespołu:
Rolf Kasparek - śpiew ,gitara
Majk Moti - gitara
Jens Becker - gitara basowa
Stefan Schwarzmann - perkusja

Po nagraniu "Under Jolly Roger" w składzieRUNNING WILD pojawiła się nowa sekcja rytmiczna Becker/Schwarzmann, przy czym żaden z nich nie był jeszcze wówczas tak sławny, jak w następnej dekadzie...
Album zarejestrowany został w Sky Trak Studios w Berlinie i tym razem po raz pierwszy Kasparek ustąpił nieco miejsca jako kompozytor innym członkom grupy.

Temu posunięciu zawdzięczamy przepiękny instrumentalny Final Gates Beckera, chyba jedną z najprzyjemniejszych w odbiorze kompozycji tego rodzaju na albumach z niemieckim heavy metalem XX wieku oraz dwa samodzielnie napisanego przez Moti wspaniałe numery Into The Arena i Blown to Kingdom Come, rycerskie, podniosłe i w znacznym stopniu odbiegające od typowego stylu RUNNING WILD. Refren  z Blown to Kingdom Come to absolutna klasyka, a warto też nadmienić, że w tych kompozycjach można odnaleźć śladowe elementy neoclassical metalu.
Solą albumu jest jednak pirate metal Kasparka.
Jeśli tytułowy Port Royal jest po prostu bardzo dobrym kawałkiem klasycznego RUNNING WILD to inne numery Kasparka w tej stylistyce to metalowe arcydzieła. Serię rozpoczyna utrzymany w średnim tempie Uaschitschun, z niezapomnianym chóralnym refrenem, przedłuża Conquistadores, mistrzowski w gitarach, chórkach i  przesycony atmosferą egzotycznej przygody. I te dzwony w finale! No i wreszcie na koniec klasyczny kolos Calico Jack... Akustyczny wstęp gitarowy, a potem już tylko epika  i niezwykła piracka opowieść w zmiennych tempach. W jakiś sposób ten utwór stał się potem fundamentem dla innych kasparkowych epickich potworów na kolejnych płytach.
Oczywiście nie należy zapominać o innym wybornym pirackim Mutiny, masywnym i zwartym, pulsującym nerwowo gitarami (ach, ten refren!) oraz o Warchild, gdzie odgłosy wojny należą jak najbardziej do współczesnych czasów. Ta speedowa kompozycja stylistycznie różni się od pirackiej części "Port Royal".
Jedynie Raging Fire, mimo pozornej chwytliwej przebojowości jawi się na tym LP jako utwór jednak nieco słabszy.

Zdecydowanie należy wyróżnić sola obu gitarzystów, zagrane w przez obu w odmiennej manierze oraz urozmaiconą, finezyjną grę nowej sekcji rytmicznej. W swoim czasie GRAVE DIGGER, ACCEPT, U.D.O oraz X-WILD i nie tylko, będą miały z nich pożytek. Bardzo dobre wokalne Kasparka, wyśmienicie zrobione chórki, a ogólna oprawa dźwiękowa jak należy, choć istnieją bonusowe oficjalne remixy z lat późniejszych o jeszcze większej sile rażenia.
Kolejny absolutnie klasyczny album RUNNING WILD, bijący rekordy popularności i definitywnie ugruntowujący sławę i pozycję Niemców na światowej metalowej scenie.

ocena:  9,5/10

new 21.09.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości