Sadwings
#1
Sadwings - Lonely Hero (1985)

[Obrazek: R-14315476-1572077268-1698.jpeg.jpg]

Tracklista:
1. Love In The Third Degree 03:57
2. Lonely Hero 03:21
3. Too Young 03:20
4. Escape Into Fantasies 02:49
5. Sadwings 04:12
6. Evil Island 03:53
7. Everybody Up 03:14
8. Winternights 03:44

Rok wydania: 1985
Gatunek: Heavy metal/melodic power metal
Kraj: Szwecja

Skład zespołu:
Tony Ekfeldt - śpiew
Patrick Berg - gitara
Peter Espinoza - gitara
Tommy Persson - bas
Magnus Horberg - perkusja

Młodzi chłopcy grają heavy metal.
Wzorem młodzieży brytyjskiej i w Szwecji pojawili się entuzjaści grania metalowego zainspirowanego NWOBHM i grupa SADWINGS jest jednym z tego przykładów. Zespół zdołał przygotować niecałe 30 minut muzyki, która ukazała się w roku 1985 na tym albumie, oczywiście winylowym (wytwórnia Criminal Response).

Muzycy, którzy tworzyli ten zespół, nie mieli większego doświadczenia, także i potem, gdy grupa została, jak wiele innych, rozwiązana, nie kontynuowali muzycznej metalowej kariery.
Wyjątkiem jest tu Peter Espinoza, który do dziś uznawany jest za jednego z najlepszych szwedzkich gitarzystów power i progressive metalowych i występował oraz nagrywał solo i w takich grupach jak MAJESTIC czy REPTILIAN.
Tu jednak Espinoza jest jeszcze młodym, początkującym gitarzystą i zbytnio niczym się nie wyróżnia. Cała płyta niczym się zresztą nie wyróżnia, poza pewnymi mało wówczas spotykanymi odniesieniami do power metalu w europejskiej odmianie. Szybkie tempa, gitarowe zagęszczenie, nieco galopad charakterystycznych dla tego stylu. Wysoki, chłopięcy i mało wyrobiony wokal i bardzo prosto grająca sekcja rytmiczna dopełnia obrazu.
Kompozycje są melodyjne, trochę przypominają takie mniej radiowe zespoły z UK, jest nutka epiki i fantazji. Utwory są jednak mało wyraziste, podobne do siebie, a oparcie ich na bardzo ściśle określonym schemacie powoduje wrażenie monotonii. Czasem gdzieś przewijają się motywy znane z IRON MAIDEN, jak w Love In The Third Degree, który tu jest najbardziej wyrazistą kompozycją. Numery są krótkie i zwarte i to jest akurat na plus, bo rozciągnięte nadmiernie mogłybyby jednak mocno nużyć. Bardziej klasyczny heavy metal zespół prezentuje w rytmicznym, kroczącym Sadwings z łagodnym refrenem. Rolę ballady, jakie zazwyczaj na każdej płycie z tego okresu się pojawiały pełni tu pół akustyczny utwór Evil Island, urozmaicany jednak szybkimi fragmentami instrumentalnymi.
Jako rockowy przebój występuje Everybody Up, ale ta kompozycja jest bardzo słaba i nijak nie przystaje do pewnego stylu, jaki tu został jednak stworzony. Na koniec jest jeszcze utwór Winternights nieco dziwny, bo łączy cechy rockowej ballady i tradycyjnego heavy granego w Szwecji chociażby przez HEAVY LOAD.

Album typowy dla swojego czasu, zawierający muzykę niezłą, w pewnym stopniu nawet oryginalną, ale mimo wszystko jakby pozbawioną autentyczności i szczerości przekazu. Jest chęć grania, ale nie ma tej metalowej ikry, która nawet słabsze technicznie grupy brytyjskie windowała na wysokie miejsca w rankingach i zapełniała koncerty.
Średniej klasy grupa, która szybko ze sceny zniknęła nie mając więcej pomysłów na muzykę, jaką zaprezentowała na swym jedynym albumie.


Ocena: 6.5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości