Saint
#1
Saint - Hell Blade (2009)

[Obrazek: R-4403842-1363980065-3603.jpeg.jpg]

Tracklista:
1. The Blade 03:37
2. Too The Cross 03:41
3. Crying in the Night 03:45
4. Hell Train 04:11
5. Endless Night 04:15
6. You and Me 03:48
7. New World Order 05:01
8. SinnerPeace 04:39
9. Hell Blade 05:23

Rok wydania: 2009
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: USA

Skład:
Josh Kramer - śpiew
Jerry Johnson - gitara
Dee Harrington - gitara
Richard Lynch - bas
Larry London - perkusja

No cóż, po raz kolejny dostaliśmy porcję amerykańskiego JUDAS PRIEST z halfordowym wokalem. Już początek w postaci „The Blade” na to wskazuje i ten JP z połowy lat 80tych się kłania.
Ogólnie tych odniesień do grania z lat 80tych jest więcej niż na Crime Scene Earth, płyta też jest nieco lżejsza brzmieniowo. Głośna perkusja i długie gitarowe wybrzmiewania wciąż są wizytówką zespołu. „Too The Cross” zdecydowanie nawiązuje do początków działalności zespołu...
Album jest zdecydowanie nierówny, bo toporny, a przy tym radosny „Crying in the Night” jest zupełnie niesłuchalny. To pomieszanie stylów bardzo duże, bo już „Hell Train” typowy dla późnego SAINT, ciężki, kroczący i ponury. Tu od razu odpowiedź na to, czy warto było dopuszczać Kramera do śpiewania... Nie bardzo. Forma wokalna słaba i jednak mógł się udzielać mniej. Judasowy w hymnowej formie „Endless Night” położony wokalnie, ale tempo fajne i sekcja rytmiczna pokazuje klasę w tym rytmicznym graniu. Ogólnie Lynch tym razem jest jak dla mnie najjaśniejszym punktem zespołu i nawet w przeciętnym „You and Me” jego partie basu są nad wyraz udane i maskują ogólną monotonię. Zdecydowanie najlepszy numer to ponownie judasowy „New World Order”, melodyjny, nie za szybki klasyczny heavy metalowy wałek z fajnymi zagrywkami gitarzystów i nawet gadka w środku nie wkurza. Następujący po nim „SinnerPeace” to niestety znów porcja nudnego heavy, a kończący ten LP żywszy „Hell Blade” co najwyżej dobry i tylko dlatego, że Kramer tu jest tylko w chórkach.
Ogólnie wykonanie na poziomie normalnym dla tego zespołu, solidnym, ale bez fajerwerków. Płyta jednak dużo słabsza od pełnego energii albumu poprzedniego.
Najbliższe skojarzenie - odrzuty z sesji nagraniowych JUDAS PRIEST z lat 80tych.
Do tego wszystkiego trochę to za lekko zrobione, nie amerykańsko. Brzmienie mogłoby być mocniejsze, co może uwypukliłoby te atrakcyjniejsze momenty, których tu kilka przecież jest. Perkusja ustawiona niefortunnie, za sucha, mimo, że głośna, a i gitarom przydałoby się więcej kopa. Jak na dwie gitary to tu czasem za mało się dzieje...
W pewnym stopniu rozczarowanie, bo po poprzednim solidnym tradycyjnym mocnym heavy metalowym graniu z kilkoma ekscytującymi numerami obiecywałem sobie więcej tym razem.


Ocena: 6.5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości