Saint Vitus
#1
Saint Vitus - Children of Doom (C. O. D.) (1992)

[Obrazek: R-746969-1162292993.jpeg.jpg]

Tracklista:
1. Intro 01:46
2. Children of Doom 06:09
3. Planet of Judgement 07:40
4. Shadow of a Skeleton 05:56
5. (I Am) The Screaming Banshee 03:50
6. Plague of Man 08:01
7. Imagination Man 04:25
8. Fear 05:00
9. Get Away 07:23
10. Bela 05:58
11. A Timeless Tale 02:17
12. Hallow's Victim 04:03

Rok wydania: 1993
Gatunek: Doom metal
Kraj: USA

Skład zespołu:
Christian Lindersson - śpiew
Dave Chandler - gitara
Mark Adams - bas
Armando Acosta - perkusja

Jeśli już SAINT VITUS, to mimo wszystko najczęściej wracam do C.O.D.. Może to z sympatii do Linderssona, który chyba zbyt pośpiesznie opuścił COUNT RAVEN, a może dlatego, bo ten LP jest najcięższy w dorobku grupy.
Najcięższy w dosłownym tego słowa znaczeniu, bo riffy wgniatają momentami w ziemię, bas czyni wielkie spustoszenia, mimo że jest lekko schowany, a perkusja wyrazista. Ciekawe, że producentem tego LP jest Don Dokken i raczej bym go nie posądzał o takie ciągoty brzmieniowe. To, że jest najbardziej heavy album SAINT VITUS słychać też w solach Chandlera, który tu wziął na siebie również niemal całość strony kompozycyjnej. Choć sola w nagraniach tego zespołu były zawsze dużym atutem, to tym razem w wielu utworach Chandler wyznaczył dla nich specjalne miejsce i są wyraźnie wyeksponowane, co zresztą słychać przy okazji porównywania ich głośności z resztą instrumentów. To sola nie tylko znakomite, ale po części typowe dla heavy metalu tradycyjnego. Nie stanowią transowych powtórzeń riffów głównych, cechuje je także duża dynamika. Album jest ciężki także z innego względu. Specyficzne melodie SV, bardzo rozpoznawalne, są tu jakby celowo okrojone z chwytliwości, a także ich poziom melancholii jest sprowadzony do minimum. SAINT VITUS nigdy zanadto nie czarował nastrojem i klimatem tu jednak surowość i ten wciąż wymieniany przeze mnie ciężar dominują nad wszystkim. Płyta nie jest też zbyt szybko zagrana. SAINT VITUS grywał już nieco szybciej, tu zaś mamy tempa średnie i od czasu do czasu wkrada się monotonia. Słychać to najbardziej w dłuższych kompozycjach, szczególnie w „Plague of Man” i „Planet of Judgement” gdzie powtórzenia przy tym ciężarze riffów trochę nużą. Krótsze utwory wypadają tu bardzo dobrze - zarówno lekko przebojowy „Children Of Doom”, jak i „Hallow's Victim” na zakończenie. „(I Am) The Screaming Banshee” z kolei jest jakby nie do końca wykorzystanym pomysłem i może to jego rozwinięcie nadałoby albumowi więcej różnorodności. Płyta jest bardzo równa, to jest wielka zaleta, ale zarazem nie ma tu utworów zdecydowanie się wybijających. Jeśli miał to być wgniatający w glebę doom/heavy metalowy album to zadania spełnia, ale w tym pierwiastku doom jest raczej ubogi.

W efekcie powstała płyta mocna, ale i trochę za długa i trochę za mało urozmaicona jak na możliwości tego zespołu i stan sceny doom metalowej w owym czasie. Wszyscy, łącznie z Linderssonem udowodnili tu swoją klasę, ale zabrakło tej iskry, która czyni doom metal ekscytującym pomimo minimalistycznej formy przekazu.


Ocena: 7.5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości