Sonata Arctica
#1
Sonata Arctica - Ecliptica (1999)
[Obrazek: 2536.jpg]

Tracklista:

1. Blank File 04:06
2. My Land 04:38
3. 8th Commandment 03:42
4. Replica 04:56
5. Kingdom for a Heart 03:52
6. FullMoon 05:08
7. Letter to Dana 06:01
8. UnOpened 03:43
9. Picturing the Past 03:37
10. Destruction Preventer 07:39

Rok wydania: 1999
Gatunek: Melodic Power Metal
Kraj: Finlandia

Skład zespołu:
Tony Kakko - śpiew, instrumenty klawiszowe
Jani Liimatainen - gitara
Janne Kivilahti - bas
Tommy Portimo - perkusja

Rok 1999. Finlandia nie jest jeszcze potęgą w melodyjnym power metalu i szerzej postrzegana jest przez pryzmat dokonań STRATOVARIUS. Sam gatunek kształtuje się, formuje swoje podgatunki, style i odmiany, krąży wkoło progresji we Włoszech, mutacji helloweenowskich w Niemczech, baśniowo rycerskiego grania w Skandynawii.
Nagle pojawia się SONATA ARCTICA ze swoim debiutem "Ecliptica" i staje na szczycie piramidy, mozolnie wznoszonej przez kilka poprzednich lat w Europie.
No przecież tu nic takiego niezwykłego nie ma. Melodyjne galopadki z dużą prędkością i biegła ekipa instrumentalistów oraz wokalista, który wcale nie jest jakimś wielkim głosowym mocarzem.
No ale jak to jest zrobione i ile to daje radości!

No daje, musi dawać, bo te kompozycje to złocista seria słonecznych promieni, zwiewnych i tak pozytywnie odegranych... Która inna płyta z taką muzyką ma w sobie tyle pozytywnej energii?
Jedynie może "Destruction Preventer" nie prezentuje aż tak wysokiego poziomu, trochę w tym późniejszego grania Sonaty, ale cała reszta to festiwal melodic power.
"Blank File" niszczy klawiszami, solami znakomitego gitarzysty Liimatainena i to, że Kakko tak tam wysoko wchodzi wokalnie dodaje jeszcze uroku. Takie śpiewy mnie nieraz drażnią, ale nie na tej płycie. Te refreny są niby proste, ale w tej melodyjnej prostocie tkwi ich siła, jak w "My Land".
Jak nie może cieszyć ten niesamowity refren z "Replica", który się pamięta latami, a raczej już zawsze czy też delikatne elementy neoklasyczne, tak fajnie wplecione w rozpędzony do prędkości światła "8th Commandment". Wspaniale zrobiony jest zgrabny melodic metalowy "Kingdom for a Heart" i tym solem gitarowym oraz dialogiem z klawiszami SONATA ARCTICA rzuciła wyzwanie STRATOVARIUS i swobodą tego wszystkiego wygrała.
Ile pięknej, wzruszającej delikatności jest zarówno w galopującym "FullMoon", jak i w tej nieśmiertelnej balladzie "Letter to Dana".
Wspaniałe są i te z takim luzem zagrane "UnOpened" i "Picturing the Past" i z jakim trudem potem przychodziło się innym zbliżyć do tego poziomu niewymuszonej melodic power metalowej chwytliwości.

Ta płyta zachwyca niemal od początku do końca. Zachwycała w 1999 roku i zachwyca dziś, gdy setki, a może i z tysiąc płyt z podobnym graniem się pojawiło na całym świecie.
Ten album oparł się wszelkim naporom, wszelkim modom i jest jak skała, niewzruszony w swej niemal absolutnej doskonałości w ramach gatunku.
SONATA ARCTICA grała potem różne sonaty. Lepsze, gorsze, ale takiej płyty już nie nagrała i zapewne nie nagra, tym bardziej bez Liimatainena.
Często jednak, aby się uwiecznić, wystarczy nagrać jeden album.
Taki jak " Ecliptica".


Ocena: 9.9/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Sonata Arctica - Winterheart's Guild (2003)
[Obrazek: 12277.jpg]

Tracklista:
1. Abandoned, Pleased, Brainwashed, Exploited 05:37
2. Gravenimage 06:58
3. The Cage 04:38
4. Silver Tongue 03:58
5. The Misery 05:09
6. Victoria's Secret 04:43
7. Champagne Bath 03:58
8. Broken 05:17
9. The Ruins of My Life 05:14
10. Draw Me 05:06

Rok wydania: 2003
Gatunek: Melodic Power Metal
Kraj: Finlandia

Skład zespołu:
Tony Kakko - śpiew, instrumenty klawiszowe
Jani Liimatainen - gitara
Marko Paasikoski - bas
Tommy Portimo - perkusja

"Cisza" nie może trwać zbyt długo, zwłaszcza po "Ciszy" ,która narobiła tyle szumu w roku 2001 i Kakko na fali powodzenia przystąpił do przygotowania nowych kompozycji. Płyta powstała w drugiej połowie 2002, naturalnie jej realizację powierzono Finnvox Studios,za produkcję odpowiedzialny był cały zespół a lider zaprosił do współpracy znanego klawiszowca Jensa Johanssona, który dołożył artyzmu tych instrumentów w czterech kompozycjach zastępując po części nieobecnego już w składzie Harkina.

SONATA ARCTICA nie mogła zejść z obranego na "Silence " kierunku. Powodzenie tamtej płyty było zbyt duże, mogła jednak nieco uszlachetnić ten melodyjny power metal, bardzo ugładzony, romantyczny w śpiewie i rozległych chóralnych refrenach. Te nadal są niezmiernie chwytliwe, jednak samo tło kompozycji zostało pogłębione, i poza rytmiczną gitarą Jani Liimatainena klawisze grają bardzo istotna rolę, występując niemal na równy poziomie z gitarą.
Jest także coś ze STRATOVARIUS w sposobie rozpędzania się i zwalniania w łagodnych fragmentach ale te przejścia do potoczystych refrenów zdecydowanie stanowią własny efekt muzycznych przemyśleń Kakko. Same melodie i rytmika w pełnym zakresie znajdują się w obrębie skandynawskiego melodic power metalu, czasem to brzmi nieco mechanicznie ale wyborne refrreny jak ten już na samym początku w "Abandoned, Pleased, Brainwashed, Exploited" rekompensują pewną jednostajność jaka się tu wkrada. Zresztą SONATA ARCTICA zawsze do tych refrenów dążyła, zmierzała i Kakko doskonale sobie zdawał sprawę,że to potężna broń jaką dysponuje ten zespół. Podobnie jak romantyczne kompozycje balladowe, tyle że "Gravenimage" jest taką tylko do połowy, potem to trochę smutny i wzniosły utwór , pełen doskonałych partii wokalnych, wtrąceń neoklasycznych oraz klimatu.....STRATOVARIUS.
W pełni balladowym songiem jest kolejny sonatowy wyciskacz łez "The Misery", udany, ale nie na tyle aby płakać przy nim tak jak przy podobnych numerach z "Silence". Tak samo ładnie w kilku planach zagrany "Broken" - wysmakowany ale jak niezbyt zapadający w pamięć w konwencji czystego melodic metal.
Kontynuacją słonecznego pozytywnie naładowanego stylu z "Silence" jest "The Cage" z jakże klasycznym dla Sonaty refrenem i kombinowanymi natarciami gitarowo-klawiszowymi, podobnie jak "Silver Tongue"z nutką epickości, a wszystko w klasycznych tempach grupy i niezmiernie starannie dopracowane w drobiazgach, dlatego nie słucha się tego jako extra łatwo strawnej dozy melodic metalu. Na te inkrustacje i ozdobniki warto zwrócić uwagę, podobnie jak na sola gitarowe Liimatainena, któremu niekiedy się wytyka że się na tym LP pod tym względem oszczędzał, co jest oczywistą nieprawdą.
Czasem ten jasny styl wpada w wąską smugę cienia jak w nieco wolniejszym ciepłym i refleksyjnym "Victoria's Secret" po czym zespół znów jest wesoły i natarczywie przebojowy w prościutkim w melodii "Champagne Bath" z udziwnionymi solami w dialogu gitary i instrumentów klawiszowych i nawet ciężkimi jak na SONATA ARCTICA atakami powerowej gitary. Riffy i pewne motywy wprost przeniesione są z poprzedniego LP w nieco innych układach w wielu utworach, to słychać w "The Ruins of My Life", który jednak został sprytnie ubarwiony krużgankowym folk-rycerskim motywem w części instrumentalnej i odrobiną fantasy słuchowiska.

Tylko zakończenie płyty jest trochę niewyraźne i bezbarwne w nijakim powolnym songu romantycznym "Draw Me".Jak na akcent końcowy mało w tym ducha SONATA ARCTICA.
Natomiast duch zespołu w pełni ujawnia się w wykonaniu, pozostawiającym w tyle praktycznie wszystkich w tym czasie w Finlandii, poza STRATOVARIUS rzecz jasna. Wokalna forma Kakko jest wyśmienita i jest to najlepiej zaśpiewany technicznie przez niego album z dotychczasowych i następnych także. Sekcja rytmiczna wzorcowa dla gatunku z zaznaczeniem Portimo a w kwestii produkcji także żadnych zastrzeżeń mieć nie można, o ile się lubi klasyczny sound tworzony w Finnvox.
Płyta nie zawiera tak niezapomnianych kompozycji jak "Silence" i SONATA ARCTICA przestał był kopalnią niewyobrażalnie kultowych hitów ale jest to płyta na wysokim poziomie w ramach gatunku, która zresztą bez problemu podtrzymała zainteresowanie tym zespołem w okresie naporu kolejnej fali melodic power w Europie.


Ocena 8,2/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
Sonata Arctica - Unia (2007)
[Obrazek: 147270.jpg]

Tracklista:
1. In Black and White 05:04
2. Paid in Full 04:24
3. For the Sake of Revenge 03:23
4. It Won't Fade 05:59
5. Under Your Tree 05:14
6. Caleb 06:17
7. The Vice 04:09
8. My Dream's But a Drop of Fuel for a Nightmare 06:13
9. The Harvest 04:19
10. The Worlds Forgotten, the Words Forbidden 02:57
11. Fly With the Black Swan 05:08
12. Good Enough Is Good Enough 05:32

Rok wydania: 2007
Gatunek: Melodic Power Metal
Kraj: Finlandia

Tony Kakko - śpiew, instrumenty klawiszowe
Jani Liimatainen - gitara
Marko Paasikoski - bas
Henrik Klingenberg - instrumenty klawiszowe
Tommy Portimo - perkusja

"Unia". Po fińsku sen, sny...
Zabrakło po prostu pomysłów na dobry melodyjny power metal. Trudno oczekiwać nieustannego utrzymania poziomu debiutu czy najlepszych nagrań z kolejnych płyt ale tym razem Kakko stworzył zestaw kompozycji gdzie na funt wagi przypada pół funta STRATOVARIUS w bladym wydaniu quasi progresywnym, ćwierć funta nowoczesnych rozwiązań w melodyjnym metalu i ćwierć funta starego stylu zespołu gdzie tylko kilka uncji jest tu na wysokim poziomie.

Gładkie, bezpieczne granie niezobowiązujących melodii i ta z "In Black And White" albo "The Harvest" jest taka poprawnie nijaka. Kakko co ciekawe śpiewa na tym LP bardzo dobrze i towarzyszą mu bardzo dobre chórki ale tak wypranego z energii zespołu jeszcze nie było. Te wyciskające łzy numery super słodkie i melodyjne były zawsze ogromnym atutem Sonaty ale bezbarwność takiego "Paind In Full"czy też "Under Your Tree" jest zastanawiająca. Marne są klawisze na tym LP. Klingenberg gra o trzy klasy niżej swoich możliwości i ta jego inwencja w tworzeniu rzeczy prostych i zgrabnych tu praktycznie nie występuje.
W jakimś stopniu ta przyjęta tu stonowana konwencja sprawdza się w przypadku łagodnego"For The Sake Of Revenge" ale nie bardzo jeśli chodzi o "It Wont Fade", który poniekąd brzmi jak włoskie numery fantasy flower power w podwójnie ugrzecznionej wersji i nieco agresywniejszy wokal Kakko w paru miejscach tego nie zmienia. Do tego zupełne wyhamowanie w drugiej części kładzie ten utwór kompletnie.
Jakieś próby wykorzystania tego sentymentalnie zadumanego i w smudze cienia STRATOVARIUS w "Caleb" czy w"My Dreams But A Drop Of Fuel For A Nightmare" wrażenia nie robią, brak po prostu tu autentyzmu, brak power metalu cokolwiek to znaczy w tym przypadku. Coś jest w melodii i klimacie "The Vice" ale to się rozmywa w tej mdłej aranżacji pełnej wysokich chórków i tu mamy symfoniczność bez symfoniczności i teatr bez teatru jaki tworzył chociażby duński EVIL MASQUERADE.
Poprawność.Poprawnie bez entuzjazmu i zaangażowania grająca sekcja rytmiczna. Bezbarwna poprawność zabija wcale niezłą melodię główną delikatnego "The Worlds Forgotten, The Worlds Forbidden" powoduje bezstylowość "Fly By The Black Swan".
Oczywiście można się wyciszyć i wyciszyć jak w "Good Enough Is Good Enough", ale czy tak się wycisza SONATA ARCTICA?. Przecież od czasu gdy grali z entuzjazmem i przekonaniem na debiucie nie minęło nawet dziesięć lat. Nie chodzi o ponad świetlne galopady i generowanie mega melodyjnych super killerów.Po prostu nie można udawać że sie gra power metal w europejskiej odmianie. SONATA ARCTICA chce zagrać taki power bez "power" i wchodzi na teren stricte zarezerwowany dla fińskich grup z kręgu melodic metal, potrafiących jednak wyczarować więcej atrakcyjnych melodii i zaraźliwych refrenów.
Pastelowe jest brzmienie, bez iskry, jakieś płaskie w dalszych planach nieciekawe w samej gitarze i tylko Marko Paasikoski ze swoim basem wyłamuje się i ten instrument mocno metaliczny i głęboki tworzy rysy na białej porcelanie ogólnego soundu.
Tu zapewne SONATA ARCTICA gra to co pastelowo gra w duszach muzykom. Czy fanom power metalu? Sprawa mocno dyskusyjna.
Coś się tu skończyło, coś się wypaliło. Wypalony w gatunku zespół próbuje ugryźć problem z jakiejś innej strony, ale według receptury ze źle dobranymi składnikami.
Ostatni album z Jani Liimatainenem jako gitarzystą i pewna epoka się po prostu skończyła.


Ocena 4/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#4
Sonata Arctica - The Days of Grays (2009)
[Obrazek: 242936.jpg]

Tracklista:
1. Everything Fades To Gray (Instrumental) 03:07
2. Deathaura 07:59
3. The Last Amazing Grays 05:40
4. Flag In The Ground 04:09
5. Breathing 03:55
6. Zeroes 04:24
7. The Dead Skin 06:15
8. Juliet 05:59
9. No Dream Can Heal A Broken Heart 04:33
10. As If The World Wasn't Ending 03:49
11. The Truth Is Out There 05:04
12. Everything Fades To Gray (Full Version) 04:30

Rok wydania: 2009
Gatunek: Melodic Heavy Metal/Power Metal
Kraj: Finlandia

Skład zespołu:
Tony Kakko - śpiew , instrumenty klawiszowe
Elias Viljanen - gitara
Marko Paasikoski - bas
Henrik Klingenberg - instrumenty klawiszowe, hammondy
Tommy Portimo - perkusja

W przypadku SONATA ARCTICA po prostu nie można uciec od przypomnienia, że ta grupa swoim debiutem "Ecliptica" podniosła na nowy poziom melodyjny speed power eurometal. Nie można też pominąć i tego,że zespół nagrywał i potem co najmniej dobre płyty, ewoluując, łagodniejąc, polerując się coraz bardziej i sięgając granicy na płycie "Unia".

Dwa lata po tej płycie Kakko zaprezentował kolejną porcję sonatowego metalu swojego autorstwa na LP "The Days Of Grays", płycie trwającej prawie godzinę, jak zwykle udziałem gości (tym razem smyczki Perttu Kivilaakso i wokal żeński Johanny Kurkela).
Symptomatyczne jest umieszczenie na płycie kompozycji "Flag In The Ground" będącej pierwotnie utworem pod tytułem "BlackOut" nagranym i zagranym jeszcze przez zespół TRICKY BEANS z którego rozwinęła się SONATA ARCTICA.
Tak, jest to najlepszy numer na tym albumie z irlandzkim motywem przypominającym te wyczarowywane przez Gary Moore'a, zgrabnie zaaranżowany z tą pełną energii galopadą gitarową i klawiszami jak z epoki "Ecliptica". Gdyby ten utwór otwierał płytę można by sądzić że grupa nagle zapragnęła cofnąć się w czasie o te 10 lat i nastąpił co najmniej powrót bardzo udany. Niestety tak w rzeczywistości nie jest. Aż dwa razy męczą w "Everything Fades To Gray" podróżując w krainy melancholijnej łagodności na początku i na końcu albumu a środek też jest pustawy.
Pustawo jest w sferze niedopracowanych aranżacji symfonicznych, gdzie smyczki są bardziej zagubione niż nastrojowe a klawisze blade i niezdecydowane, tyle, że bez tych nowocześniejszych chwytów z płyty "Unia".Ta kontynuacja z "Unia" jest słyszalna jednak w wypranych z energii melodic metalowych, sentymentalnie płaczliwych kompozycji w rodzaju "No Dream Can Heal A Broken Heart" gdzie ładnie śpiewa Johanna ale SONATA ARCTICA to nie NIGHTWISH i podobne sprawy. Można ją jeszcze usłyszeć w takim z lekka przekombinowanym "Deathaura" ale w "Juliet" już nie a tu może jakiś duet mógłby się przydać w tym miłym wdzięcznym refrenie, jednym z tych najlepszych na płycie, ale któremu daleko do tych faktycznie najlepszych sonatowych refrenów.
Płyta wydaje się bogatsza formalnie od "Unia" ale to bogactwo to po części nie diamenty a cyrkonie stworzone łatwo i tanim kosztem bez nakładu faktycznej pracy twórczej.
Jakoś popowo się prezentuje "The Truth Is Out There" i ta kompozycja pokazuje jak łatwo można przekroczyć granice metalu gdy się zapomina, że gitara jest tu podstawowym instrumentem. Owszem jest coś z neoklasyki, coś z czasów środkowego STRATOVARIUS na tym albumie, ale to ślady i ulotne momenty.
Miękko, po raz drugi arcybezpiecznie i bez wychylania w kierunku power metalu (po "Unia") i tak te utwory obdarzone grzecznymi chórkami i nadzwyczaj układnym wokalem Kakko lecą jednen po drugim. Smutnawo tu jest czasem, i to słychać w "Breathing" i to taka smutna bezradność.
Zupełnie pogubili się w tym co chcą tu robić w niby nowocześnie agresywnym "The Dead Skin" ale to agresja porównywalna z grzechotką a nie grzechotnikiem.Może jakimś rozwiązaniem było by na tym LP większe wykorzystanie takiego aktorskiego muzycznego przekazu i temp z "Zeroes", ciekawego przykładu wykorzystania różnych podgatunków melodic metalu z malutką nutką progresywności i modern grania. Znakomity numer i jest to właściwie jedyna warta uwagi nowa kompozycja na tym albumie. No i Klingenberg się na moment tu obudził i zagrał coś niesamowitego jedyny raz na tym krążku.

Brzmieniowo jest tak średnio ale to zapewne wynik tego ogólnego wygładzenia ponownie jak na "Unia" z bardzo kompetentnie ustawionym mocnym punktującym a czasem pogrywającym coś więcej basem. Wokalnie nie można nic Kakko zarzucić, w tej konwencji jego głos brzmi przyjemnie i jest dopasowany do całości. Elias Viljanen ani nie błyszczy ani nie próbuje dorównać swojemu sławnemu poprzednikowi.Solidny gitarzysta po prostu, który odegrał to co przygotował lider. W solach przeciętny inwencji własnej malutko.

Jaki gatunek, jaka konwencja? Melodic power metal? Melodic na pewno, melodii niezbyt ekscytujących ani przebojowych, power raczej nie, chyba że jego wyznacznikiem jest podwójna stopa li tylko, a w kwestii metalu...te granice pojmowania metalu rozciągnęły się i rozmyły.....
Jakoś się faktycznie ten zespół wypalił a magia nazwy nie wystarcza już w dzisiejszych czasach potężnej sceny fińskiego melodic power, która wszakże w dużej mierze powstała dzięki nie tylko STRATOVARIUS, ale i "Ecliptica" SONATA ARCTICA.


Ocena:4/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#5
Sonata Arctica - Stones Grow Her Name (2012)
[Obrazek: 332782.jpg?2757]


Tracklista:
1. Only the Broken Hearts (Make You Beautiful) 03:23
2. Shitload of Money 04:52
3. Losing My Insanity 04:03
4. Somewhere Close to You 04:13
5. I Have a Right 04:48
6. Alone in Heaven 04:31
7. The Day 04:14
8. Cinderblox 04:08
9. Don't Be Mean 03:17
10. Wildfire, Part: II - One With the Mountain 07:53
11. Wildfire, Part: III - Wildfire Town, Population: 0 07:57

Rok wydania: 2012
Gatunek: Melodic Power Metal
Kraj: Finlandia

Skład zespołu:
Tony Kakko - śpiew, instrumenty klawiszowe
Elias Viljanen - gitara
Marko Paasikoski - bas
Tommy Portimo - perkusja
Henrik Klingenberg - instrumenty klawiszowe


Zawsze należy dać kolejną szansę, zawsze. Szczególnie gdy ma ja otrzymać SONATA ARCTICA.
W pewnych kręgach cokolwiek by nie nagrali będzie się podobać i każda krytyka będzie odrzucona zaś "Unia" i "The Days of Grays" będą mini kultem.

Takim kompozycjom jak "Only the Broken Hearts (Make You Beautiful)" mówię jednak stanowczo - nie, bo ten układny i grzeczny melodic metal udał się tak naprawdę tylko na "Silence".
Upór z jakim zespół stapia na nowej płycie ugłaskane koncepcje z dawnych lat z inteligenckim smutactwem "Unia" oraz nieudolne omijanie raf muzycznych poprzedniego LP jest zastanawiający.
Jest to jednak omijanie zdecydowanie nieudolne bo koszmarki rozlazłej łagodności w popowym sosie to na nowej płycie praktycznie norma. "Shitload of Money" to mega koszmarek ...no hmmm shit można by powiedzieć...Jakże zabawnie brzmi ten zespół w takim nowoczesnym riffowaniu jak w "Somewhere Close to You" i jak to wszystko się tu bezsensownie rozwija.
Bardzo dobrze śpiewa Kakko, znakomicie wręcz, niestety przeflancować go do innego zespołu się nie da. Zresztą wszyscy tu grają znakomicie lub co najmniej bardzo dobrze i najwyżej można by z lekka pogrozić paluszkiem Henrikowi Klingenbergowi za dyskotekowe klawisze od czasu do czasu. No i te chórki metalowej ekipie z Finlandii nie przystoją. Timo Kotipelto popraw się.
SONATA ARCTICA proponuje na tym LP melodyjny metal przyjazny dla środowiska naturalnego. Tak jest w drętwych numerach takich jak "I Have a Right", czy "Alone in Heaven" nie wspominając o "The Day" i ta trójca dobija w środkowej części albumu. W "The Day" rajtuzy barda nigdy wcześniej nie były tak obcisłe. Ohyda.
Może nie zawsze bo akurat "Losing My Insanity" fragmentami fajny, nawet z lekka neoklasyczny ale czemu taki miejscami zakręcony? Tytuł wszakże mówi o dążeniu do normalności.
"Cinderblox". O tak. Momentami coś dla sonatowych ortodoksów i jest to tempo powerowe jakie sami onegdaj stworzyli. Dawno temu. Ale świeżo w całej tej bałaganiarskiej właściwie koncepcji.
A ballada "Don't Be Mean" bardzo dobra. Taka amerykańska i SKID ROW by to na pewno rozkręcił jeszcze lepiej, ale bez smyczków.
Orkiestracji, symfonizacji i podobnych rzeczy na tej płycie mało. Zresztą nie bardzo było by to gdzie wstawić w dominującą nowoczesność smartfonowych odtwarzaczy.
Jeśli chodzi o opowieść "Wildfire" to w obu częściach wywołuje mieszane uczucia. Same główne motywy i epicko-folkowa otoczka interesujące, jednak niepotrzebnie doładowano to marnymi chórkami, denerwującymi klawiszami i kolejną porcją niemodnej nowoczesności w aranżacjach. No i potworne zbędne symfonizacje na dokładkę.

Mizerna zawartość opakowana wybornie w złoto i atłasy produkcji. Który album SONATA ARCTICA został tak fantastycznie selektywnie wyprodukowany? No który?
Istnieje uzasadnione podejrzenie, że SONATA ARCTICA celuje w stworzenie nowego podgatunku melodyjnego power metalu. Przyjaznego dla środowiska naturalnego z KFC w tle.


Ocena 4/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#6
Sonata Arctica - Pariah's Child (2014)
[Obrazek: 399609.jpg?2336]


Tracklista:
1. The Wolves Die Young 04:11
2. Running Lights 04:26
3. Take One Breath 04:19
4. Cloud Factory 04:17
5. Blood 05:54
6. What Did You Do in the War, Dad? 05:13
7. Half a Marathon Man 05:43
8. X Marks the Spot 05:20
9. Love 03:50
10. Larger than Life 09:57


Rok wydania: 2014
Gatunek: Melodic Power Metal
Kraj: Finlandia

Skład zespołu:
Tony Kakko - śpiew, instrumenty klawiszowe
Elias Viljanen - gitara
Pasi Kauppinen - bas
Tommy Portimo - perkusja
Henrik Klingenberg - instrumenty klawiszowe

W 2013 nastąpiła w składzie SONATA ARCTICA jedna istotna zmiana. Nowym basistą został zasłużony na scenie fińskiej Pasi Kauppinen ( REQUIEM, SILENT VOICES, WINTERBORN), który współpracował także z Klingenbergiem w jego projekcie instrumentalnym KLINGENBERG  SYNDROME.
Innych zmian nie ma i to słychać na kolejnej płycie zespołu - "Pariah's Child".

Ciężko tu coś pozytywnego napisać o miałkich, ugłaskanych i przesłodzonych numerach z tej płyty.
Monotonne granie w średnich tempach z gitarowo-klawiszową papką i melodie równie atrakcyjne, jak w jednoosobowych japońskich projektach JRocka. Co więcej, jeśli poprzednio można było zarzucić SONATA ARCTICA dyskotekową nowoczesność, to tym razem jest to znacznie bardziej tradycyjne w duchu zespołu, tyle że to blada kopia z kopii melodyjnego metalu z "Silence" chociażby, co słychać w The Wolves Die Young. Radosne granie z dzwoneczkami w tle w Running Lights pasuje do zimowego kinderbalu, podobnie jak opanowany przez klawisze i głośną perkusję Take One Breath w części wstępnej i nijaką melodię w dalszej. Kako raz śpiewa jakby wykonywał kołysankę dla niemowlaka, to znowu krzyczy w nieuzasadnionych miejscach, i tak jest praktycznie w niemal każdym utworze. Nijakie melodie... To, że gra się słodko i ciepło nie oznacza, że nie może to być chwytliwe i poruszające. Ale nijakość i nierozpoznawalność melodii kładzie zawsze wszystko i tak położone są Cloud Factory
Blood to znowu jakieś wycieczki w stronę progresywnego STRATOVARIUS i to juz jest po prostu zupełnie drażniące. Solo jakie tu zagrał Elias Viljanen jest po prostu kompromitujące. Z kolei What Did You Do in the War, Dad? wskazuje na to, że jednak Kako uważa, że "Unia" to była dobra płyta. Te same słodko-smutne fundamenty, to samo przekolorowane wykonanie. Och, jaki "brutalny" jest prymitywny hard'n'heavy Half a Marathon Man z niezrozumiałym i dziwacznym wstępem, zupełnie nie pasującym do reszty. Ten numer jest po prostu zawstydzający, także w festiwalowym refrenie.
W pewnym momencie zespół ożywia się przy dynamiczniejszym X Marks the Spot, ale jak słyszę te dodatkowe narracje to chce się to natychmiast wyłączyć. Ballada Love to chyba najgorszy tego typu utwór SONATA ARCTICA...
"Dawnych wspomnień czar" Kako próbuje przywołać w rozbudowanym Larger than Life, tyle że to wszystko juz było i było lepiej. Nieciekawe jest to symfoniczne słodzenie rodem z wigilijnych kreskówek, fatalne te aktorsko- psychodeliczne Kako, stojące w opozycji do rytmicznego rzemieślniczego melodic power jaki potem zaczyna dominować. Ta cała opowieść mimo pozornego dynamizmu jest nudna i niespójna.

Jeśli zawsze, nawet w przypadku słabych płyt, wykonanie nie budziło zastrzeżeń, to tym razem zostało to wszystko zagrane bez wyrazu, z marnymi partiami klawiszowymi i gitarowymi. Jedno, co dobre, to to, że nie ma dyskotekowych ataków Klingenberga, ale te bezpłciowe numery nawet nie mają miejsca na podobne rzeczy. Orkiestracji niewiele, czasem harfa, czasem flet, chóry marne. Forma wokalna Kako dobra i to tyle dobrego. Nawet Svante Forsbäck, który robił mastering tego albumu zrobił po prostu tym razem swoje i ten LP brzmi gorzej niż poprzedni.
SONATA ARCTICA nagrał po prostu kolejny album, bo tak trzeba, bo tak wynika ze zobowiązań kontraktowych. Jakiś popyt na takie pewnie jest skoro wydał to Nuclear Blast. Jednak naprawdę, działa tylko magia nazwy, bo muzyki to już na pewno nie.

ocena 3,3/10

new 12.01.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości