Symphonity
#1
Symphonity - Voice From the Silence (2008)
[Obrazek: 207823.jpg]

Tracklista:

1. La Morale Dell'Immorale 01:05
2. Give Me Your Helping Hand 05:09
3. Gates Of Fantasy 06:34
4. Bring Us The Light 05:06
5. Salvation Dance 05:01
6. The Silence - Memories (part I.) 02:02
7. The Silence - In Silence Forsaken (part II.) 06:39
8. The Silence - Relief Reverie (part III.) 01:30
9. Searching You 05:19
10. Evening Star 08:41
11. Afterlife - Anyplace,Enywhere ,Anytime (Kim Wylde & Nena cover) 06:01

Rok wydania: 2008
Gatunek: Neoclassical melodic power metal
Kraj: Czechy

Skład zespołu:
Olaf Hayer - śpiew
Libor Krivak - gitara
Tomas Celechovsky - bas
Martin Skaroupka - perkusja
Ivo Hofmann - instrumenty klawiszowe

Zespół SYMPHONITY to stary gracz na czeskiej scenie, przy czym poprzednio znany był do 2006 jako NEMESIS. W tym czasie panowie nagrali jednak niewiele, a nowa nazwa pojawiła się wraz pojawieniem w składzie znanego wokalisty niemieckiego Olafa Hayera, który najbardziej znany jest z grupy DIONYSUS, współpracy z Luca Turilli i MGIC KINGDOM Dushana Petrossi. Grupa na swoim debiutanckim w tym składzie i pod ta nazwą albumie przedstawiła melodyjny neoklasyczny power metal, oparty na wybornych umiejętnościach instrumentalistów, szczególnie gitarzysty Krivaka. Niestety nie można powiedzieć, że Hayer dostosował się tu do nich poziomem. Ten wokalista często wzbudzał kontrowersje, jego styl śpiewania i barwa głosu nie wszystkim pasuje, jednak zazwyczaj potrafił zrobić robotę solidną, choć nigdy olśniewającą. Tu trzeba stwierdzić z przykrością, że śpiewa słabo. Głos nieczysty, zmęczony, sporo fałszów i niedociągnięć, nie zawsze też jest dobrze wpasowany w co gra zespół. W takiej muzyce element wokalny jest niezmiernie istotny, a przecież Hayer chociażby w DIONYSUS pokaza , że dobre wykonanie kompozycji o przewadze neoklasycznych elementów nie jest mu obce.
Tej neoklasyki na tym albumie jest mnóstwo. Give Me Your Helping Hand to przykład jak się gra taką muzykę z powerowym wykopem i jak Czesi kopią w skandynawskim stylu.
Tu Hayera wspomagają bardzo dobre wysoko śpiewane chórki i słychać, że przynajmniej jeden z członków grupy mógłby bez wstydu stanąć za mikrofonem. W tej kompozycji są tez poza galopadami zagrania typowe dla progresywnego ujmowania gatunku oraz stosowane na cały albumie proste i czytelne cytaty z klasyki muzycznej.
Trzeba zaznaczyć, że bardzo dobrą partię rozegrał klawiszowiec Hoffmann, co słychać także w brawurowo zagranym Gates Of Fantasy z elementami muzyki romskiej, melodic power w hansenowskim stylu z refrenem znanym doskonale z melodii, ale świetnie obudowanym różnymi ciekawymi urozmaiconymi zagrywkami przy zachowaniu neoklasycznego stylu całości. Ładny swobodny Bring Us The Light zagrany nie za szybko traci mocno przez Hayera, choć muzycznie bez zarzutu. Też ten helloweenowy refren tu jest obecny, ale jednak zrobione jest nieco inaczej. Bas ślicznie pogrywa gdy gitarzysta wycina czytelne neoklasyczne sola. Salvation Dance to szybki, neoklasyczny power, trochę wzorowany na nagraniach grup japońskich, tu jednak brak wystarczająco nośnego i bardziej agresywnego w melodii refrenu. Centralnym punktem albumu jest złożony z trzech części The Silence i ta część zasadnicza In Silence Forsaken to piękny przykład zimnego symfonicznego grania, progresywnie ujętej neoklasyki i rocka. Tylko żeby ktoś inny to zaśpiewał... Muzycznie zrobione kapitalnie w tym powracającym motywie gitarowym i zapętlaniu melodii przewodniej. Przedstawiony jako następny Searching You już takiego wrażenia nie robi i to najmniej interesujący utwór na tym albumie, choć to dobry melodyjny utwór zagrany z dużą dynamiką. Tu co ciekawe Hayer spisuje się znakomicie.
Podsumowaniem, i to co najmniej bardzo dobrym, tej płyty jest rozpędzony i rozbudowany Evening Star w stylu happy power melodic, pełen pozytywnej energii i słońca, ale i momentów trochę bardziej refleksyjnych i nieco klasycznie podanego kombinowania.
Wreszcie instrumentalne zakończenie chwila ciszy i cover przy którym ręce same składają się do oklasków. Powerowa wersja popowego w zasadzie utworu porywająca.
Płyta ma starannie dobrane brzmienie, tak aby wszystkie instrumenty były słyszalne wyraźnie, niemal oddzielnie, ale także aby tworzyło to wszystko spójną całość. Dużo przestrzeni, czystych krystalicznych dźwięków i spory rozmach.
Z innym wokalem ten album można by uznać za wybitny w gatunku. Tak tylko za bardzo dobry z nadziejami na przyszłość.
Niemniej w pojedynku Czechy (SYMPHONITY + Hayer) kontra Słowacja (SIGNUM REGIS + Edman) wygrywają Czesi 1:0.


Ocena: 8/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Symphonity - King of Persia (2016)
  [Obrazek: 582102.jpg?4955]

Tracklista:

1. King of Persia 09:06
2. The Choice 04:15
3. In the Name of God 04:11
4. Flying 04:38
5. A Farewell That Wasn't Meant to Be 06:33
6. Children of the Light 07:08
7. Siren Call 02:54
8. Live to Tell the Tale 06:32
9. Unwelcome 05:14
10. Out of This World 02:32


Rok wydania: 2016
Gatunek: melodic power metal/melodic heavy metal/neoclassical
Kraj: Czechy

Skład zespołu:
Olaf Hayer - śpiew
Herbie Langhans - śpiew
Libor Krivak - gitara
Ronnie König - gitara basowa
Martin Skaroupka - perkusja
Ivo Hofmann - instrumenty klawiszowe


Wracając do tego 1:0 w meczu SYMPHONITY - SIGNUM REGIS  z roku 2008, o którym w tym właśnie roku pisałem.
SIGNUM REGIS nagrał jeszcze wiele płyt, a po SYMPHONITY słuch w zasadzie zaginął. Ot, jednorazowe przedsięwzięcie...

Tymczasem jednak nie. We wrześniu 2016 Limb Music wydaje drugi album SYMPHONITY i tu Czesi przebijają wszystkich poza ALMANAC Smolskiego, bo pojawia się dwóch słynnych niemieckich wokalistów - ponownie Olaf Hayer oraz Herbie Langhans znany doskonale nie tylko z SEVENTH AVENUE i SINBREED. Smaczku dodaje fakt, że na basie zagrał tu Ronnie König z... SIGNUM REGIS.
Rozpoczęcie tego albumu jest takie sobie. Trwający prawie 10 minut tytułowy King Of Persia to taki rozdęty symfoniczny power metal  w ugłaskanej formie dla grzecznych dzieci, gdzie Tytani śpiewają wysoko i nijako, metalu mniej niż lekko progresywnego plumkania klawiszowo - gitarowego, a wszystko smakuje jak ciepłe piwo lub letnia kawa.
Warto jednak przebrnąć przez to jakoś i doczekać się The Choice, gdzie autentyczny power metal śpiewa Herbie Langhans, power metal elegancki i z piękną dramatyczną melodią. Na takie refreny się czeka w melodic power metalu!
Jeśli na debiucie SYMPHONITY Hayer nie zaprezentował się zbyt dobrze, to tu w towarzystwie Herbiego jest wyborny. Słychać to w pełnych zwiewnej elegancji i epickości numerach In the Name of God. Taki smutny podniosły i pompatyczny melodic metal jak w znakomitym A Farewell That Wasn't Meant to Be jest dla Hayera idealny. I to pianino i ten elegijny ciepły refren, i znakomite solo - wszystko świetnie się razem komponuje. Poruszający jest plan klawiszowy.
Herbie tymczasem jest pięknie rock metalowo rozkrzyczany w Flying oraz w nieco słabszym Live to Tell the Tale, i w sumie nic dziwnego, bo to taki metal jaki często słychać było na płytach SEVENTH AVENUE i ten refren Flying także porywa rockowym żarem. Poniekąd neoklasyczny rozpędzony dumnie Children of the Light, pełen epickich akcentów to wyzwanie dla każdego wokalisty, ale dla Herbie nie ma  rzeczy niemożliwych i zdewastował tu razem z dewastującą gitarą Libora Krivaka, który zagrał tu z niebywałą po prostu elegancją. A w potoczystym refrenie obaj Tytani dewastują podwójnie!
Co mniej interesujące, to na pewno taki sobie song akustyczny z Hayerem w roli głównej Siren Call. Jakoś ta oparta na neoklasyce manieryczność, trochę płaczliwa, do mnie nie przemawia. Ale duet Hayera I Langhansa w eksplodującym w pewnym momencie Unwelcome jest wyśmienity i tu panowie pokazali znacznie więcej razem niż w King Of Persia na początku.
Na koniec instrumentalne wyciszenie w miniaturze Out of This World.

Album ma równie krystaliczne brzmienie jak debiut i praca w studio w Wofsburgu nad wycyzelowanym złożeniem tego wszystkiego i dopieszczeniu szczegółów z pewnością się opłaciła.
Nikomu nie ujmując, Libor Krivak i Martin Skaroupka (jakże ważna postać w CRADLE OF FILTH) to najściślejsza czołówka instrumentalistów europejskich i zagrali znakomicie, podobnie jak i reszta zespołu z dodatkowym wskazaniem na wysmakowane klawisze Ivo Hofmann. Starania dwóch słynnych wokalistów znalazły  godną oprawę muzyczną, a kompozycje są nad wyraz udane i dają instrumentalistom się tu wykazać kunsztem. Początek trochę niefortunny, a dalej mnóstwo znakomitej i bardzo dobrej muzyki. Ciągu dalszego w tym składzie raczej oczekiwać nie należy, bo obaj wokaliści odeszli po nagraniu tego albumu, ale kto wie? Byle nie trzeba było czekać kolejne osiem lat.

ocena 8,5/10

new 17.07.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości