Tarot
#1
Tarot - Gravity of Light (2010)

[Obrazek: R-2212288-1350828682-3985.jpeg.jpg]

Tracklista:
1. Satan is Dead 04:14
2. Hell Knows 06:04
3. Rise! 04:30
4. Pilot Of All Dreams 03:42
5. Magic and Technology 05:50
6. Calling Down the Rain 04:11
7. Caught in the Deadlights 04:42
8. I Walk Forever 04:50
9. Sleep in the Dark 04:46
10. Gone 07:02

Rok wydania: 2010
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: Finlandia

Skład zespołu:
Marco Hietala - śpiew, bas
Zachary Hietala - gitara
Pecu Cinnari - perkusja
Janne Tolsa - instrumenty klawiszowe
Tommi Salmela - śpiew


TAROT, zespół niegdyś prekursorski i kultowy w Finlandii, dziś coraz częściej postrzegany jest przez pryzmat Hietala i NIGHTWISH. W dobie, gdy w Finlandii wytworzył się szeroki front zespołów, grających melodyjne odmiany metalu, znaczenie TAROT zmalało, niemniej album "Gravity Of Light" także spotkał się z zainteresowaniem. TAROT już od wielu lat zaczął pewne eksperymenty z heavy metalem, wprowadził zresztą jako jeden z pierwszych elementy elektroniczne, dopracował brzmienie, które można określić jako modern i nowy LP jest kontynuacją tej linii. To brzmienie jest bardzo dobre i chyba najlepsze, co jest na tej płycie ogólnie.

Album zaśpiewany jest przez dwóch wokalistów, bo obok Hietala niewiele mniej do powiedzenia ma głosowo Tommi Salmela, który zazwyczaj zajmuje się samplerami. Hietala wypada średnio, zaś Salmela po prostu słabo. Te wokale są mieszane, śpiewają po kawałku, jeden po drugim, i w otoczeniu krzykliwych chórków wypada to fatalnie. Bardzo solidny, lekko gotycki w klimacie, ale heavy metalowo dynamiczny, "Satan is Dead" jest tak przeładowany tymi okropnymi w większości wokalami, że urok tej ciekawej melodii zupełnie się zatraca. "Hell Knows" to spokojniejsza kompozycja, trudno jednak uznać ją za balladę czy hymn, raczej za taki utwór, jakie w melodiach już TAROT prezentował wcześniej, ale w bardziej dynamicznej formie. Hietala jest tu niezły, ale jego partner kładzie to już zupełnie. Ogólnie pozostaje wrażenie, że w wielu kompozycjach te partie wokalne są zupełnie oderwane od tego, co grają instrumentaliści, a przecież grają bardzo ciekawe rzeczy. Warto szczególnie zwrócić uwagę na wysublimowane partie klawiszowe. "Rise!" ma bardzo fajny początek, potem jednak śpiew znów psuje całą radość, a to w sumie bardzo radosny utwór z fajną współpracą gitary i klawiszy w nowoczesnej formie.
Rozpoczęcie "Pilot Of All Dreams" kapitalne i brzmi to jak nowocześnie podany DEEP PURPLE na sterydach, to jednak kompozycja zmarnowanych możliwości, bo niestety ten wyborny motyw rozmywa się w power metalowej galopadzie bez sensu. Powolny "Magic and Technology" można by zupełnie pominąć milczeniem, jednak to prawie sześć minut jednostajnego grania, gdzie obaj wokaliści krzyczą bardzo głośno, chyba po to, aby zagłuszyć jednostajność tego, co robią instrumentaliści.

"Calling Down the Rain" to po prostu słaby TAROT z ostatnich lat i doliczając do tego bezpłciowy "Caught in the Deadlights" otrzymujemy słabiutką część środkową albumu. Brak recepty na stworzenie atrakcyjnych melodii w obrębie nowoczesnych aranżacji jest aż nazbyt słyszalny.
W "I Walk Forever" teoretycznie więcej melodii przyjaznej dla słuchacza, nieco melancholijnego klimatu, ale to doprawdy słabo brzmi w porównaniu z tym, co proponują inne zespoły fińskie. Wokale tym razem zupełnie nieudane, solo gitarowe drażniące powtarzaniem piszczącego motywu w zapętleniu. Ciężej i ostrzej w "Sleep in the Dark", ale to jest tak oklepane w tej heavy powerowej formie, że i ta kompozycja wypada z pamięci, gdy tylko minie kilka sekund, gdy się skończy. Mękę kończy jęcząca ballada z tłem niby symfonicznym, jakimś werbelkiem, wzmocnieniami, zapewne w zamyśle, epickim charakterze, klawiszowym plumkaniem i szczyptą akustycznego grania. Przez siedem minut praktycznie nie wiadomo, o co tu chodzi. Fatalne zakończenie tego albumu, gdzie są tylko przebłyski dobrego grania i przyzwoity drugi plan.

Niestety, z taką muzyką TAROT nie ma wielkich szans na pozostanie w czołówce, nawet tej szerokiej, fińskiego heavy i power metalu.
Album nieinteresujący i nieudany, a do tego bardzo męczący.



Ocena: 4.8/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Tarot - The Spell of Iron MMXI (2011)

[Obrazek: R-3709387-1342541387-2220.jpeg.jpg]

Tracklista:
1. Midwinter Nights 04:15
2. Dancing on the Wire 03:34
3. Back in the Fire 04:58
4. Love's Not Made for My Kind 06:20
5. Never Forever 02:50
6. The Spell of Iron 04:38
7. De Mortui Nisi Bene 03:35
8. Pharao 03:26
9. Wings of Darkness 03:27
10. Things that Crawl at Night 05:03

Rok wydania: 2011
Gatunek: Traditional Heavy Metal
Kraj: Finlandia

Skład zespołu:
Marco Hietala - śpiew, gitara akustyczna, bas
Tommi Salmela - śpiew
Zachary Hietala - gitara
Janne Tolsa - instrumenty klawiszowe
Pecu Cinnari - perkusja


Wiele zespołów coraz częściej sięga po swoje stare nagrania i wydaje płyty z ich nowymi wersjami. Często to rezultat braku pomysłów na coś nowego, często także chęć zarobienia dodatkowych pieniędzy na przebrzmiałej sławie.
W przypadku TAROT na brak pomysłów trudno narzekać, bo grupa wydaje albumy regularnie, wypełniając je kompozycjami lepszymi i gorszymi, ale premierowymi, a zespół nadal cieszy się uznaniem i zainteresowaniem w Finlandii i za granicą.

Mimo to taka płyta pojawiła się i na warsztat wzięty został słynny debiut tej grupy, przy czym płyta ukazała się w okrągłą 25 rocznicę pierwszego wydania.
Jest to LP szczególny, bo obok albumów OZ to jeden z pierwszych rasowych heavy metalowych krążków z Finlandii, który stał się także początkiem udanej kariery i Marko Hietala i tej grupy.
Gdyby był to prosty remaster "Spell Of Iron", można by przejść nad tym wydawnictwem do porządku dziennego.
TAROT jednak nagrał wszystko od nowa, w nowym składzie i dokonane zostały poważne zmiany w aranżacji kilku kompozycji oraz pewne korekty tekstów.
Płyta zawiera tradycyjne kompozycje heavy metalowe, typowe dla lat 80-tych, jakich TAROT od lat już nie gra.
TAROT gra muzykę znacznie bardziej nowoczesną i w dużej mierze opartą o osiągnięcia współczesnej techniki nagraniowej, jaką ćwierć wieku temu oczywiście nie dysponował. Jednak tej nowoczesności tu raczej nie ma i jest to po prostu tradycyjny heavy metalowy sound z większą głębią i trochę mocniejszymi gitarami niż poprzednio. Ta głębia i przestrzeń ładnie prezentuje się w "Things that Crawl at Night" i wszędzie tam, gdzie jest wolniej i bardziej epicko. Niekiedy lekko przesadzone jest wykorzystanie nowocześnie brzmiących instrumentów klawiszowych, zwłaszcza w "Back In The Fire".
Śpiewa i Hietala i Samela i ten drugi w takim klasycznym tradycyjnym repertuarze wypada co najmniej dobrze.
Nowe sola gitarowe różnią się w mniejszym lub większym stopniu od oryginalnych, tam, gdzie nastąpiła zmiana, są zagrane w bardziej typowym dla Hietala stylu doby obecnej.
Jedna zmiana jest bardzo, bardzo poważna. Absolutny klasyk TAROT "Love's Not Made for My Kind" został przekształcony w epicki heavy song i jest dwa razy dłuższy. Moim zdaniem to nie jest dobra zmiana. Nowa wersja jest udana tylko fragmentarycznie i traci bardzo w refrenie.
To był killer - heavy/hard rockowy killer. W tej wersji podniosły numer, można nawet powiedzieć lekko nadęty.
Przyznam, że liczyłem na inną, dynamiczną i nowoczesną wersję tego utworu, z wykorzystaniem tej energii, jaką TAROT przejawia w swoich nowych, szybkich kompozycjach. Tu w pewnym momencie zaczyna się to dłużyć i przeciąganie z chórkami w tle i zmiana melodii refrenu od połowy irytuje.

Mimo wszystko stara wersja tego albumu była ciekawsza. Tu nie zawsze nowe aranżacje oddają sens heavy metalowego stylu tych utworów.
Debiut TAROT, który od kolejnych albumów dzieli sporo lat odszedł nieco w zapomnienie. Ta płyta może zachęci do zapoznania z oryginalnymi początkami zespołu tych, którzy kojarzą ten band z płyt ostatnich kilku lat.
Warto porównać samemu, co lepsze - "The Spell Of Iron" wieku XX czy XXI.



Ocena: 7.5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości