The Prophecy (UK)
#1
The Prophecy - Into The Light (2009)
[Obrazek: 222765.jpg?3558] 

Tracklista:

1. Into the Light (06:57)
2. Delusion (04:24)
3. Don't Forget (05:36)
4. Echoes (09:45)
5. Belief Means Nothing (06:06)
6. All Is Lost (05:10)
7. Waters Deep (10:44)
8. Hope (08:56)

Rok wydania: 2009
Gatunek: Doom/Death Metal
Kraj: Wielka Brytania

Skład:
Matt Lawson - śpiew
Greg O'Shea - gitara
Gavin Parkinson - giatara basowa
John Bennett - perkusja

Z dużą dozą nieufności podchodziłem do tegorocznego albumu tej brytyjskiej formacji, która skutecznie konkuruje ze znacznie bardziej rozreklamowaną czołówką brytyjskiej sceny doom/death/gothic metalu. Miało być bowiem ciężej i brutalniej... i jest. Kontrasty między death metalowym graniem, a subtelnymi, delikatnymi partiami są przeogromne.

To słychać już w otwierającym "Into the Light". Miażdżący doom/death metal z przepotężnym growlem, a potem ta śliczna melancholijna część z czystym wokalem i doomowymi zagrywkami. Trzeba przyznać, że Matt Lawson to jeden z najciekawszych wokalistów brytyjskich ostatnich lat i co ważne rozwija się cały czas. Zróżnicowane wokale na wysokim poziomie to jak zwykle duży atut The Prophecy. "Delusion" potwierdza, że tym razem ma być ciężko. Po raz kolejny mamy jednak zabieg dwóch zupełnie odmiennych partii.

"Don't Forget" to utwór podobnie skonstruowany i postawię tezę, że tym razem mogło się obejść bez ryków. Tak ciężkie growle i gitary z pewnością zawstydziłyby niejedną death metalową kapelę, ale tu niestety obdzierają wszystko z klimatu.
Jak zwykle istota takich albumów i ich wartość tkwi w tych najdłuższych, rozbudowanych kompozycjach. Centralnym elementem płyty jest "Echoes" i na szczęście się tu wybronili kompozycją bardzo dobrą, a nawet powiedziałbym kapitalnie poprowadzoną od czwartej minuty. Sola gitarowe jakie odgrywa tu O'Shea godne porównań do zespołu Saturnus. Ponury, zimny i surowy "Belief Means Nothing" nie bardzo mi się podoba. Tak raczej nie grali do tej pory i nie chciałbym aby tak grali w przyszłości.

"All Is Lost" zaskakuje absolutnie. Progresywnie zagrany death metal to zupełnie nie moja działka. Tymczasem kawałek "Waters Deep" to nagroda dla tych, którzy czekali na taką "przepowiednię" jak za dawnych lat. Wszystko to czym czarowali - melodia piękna, riffy dynamiczne i nie za ciężkie, te ich specyficzne podziały rytmiczne oraz idealnie dobrane wokale plus emocjonalne solo gitarowe. Numer mistrzowski i wybitny, być może jeden z najlepszych jakie nagrali.

No i w końcu "Hope". Tak, to nadzieja, że brytyjskie granie doom/death metalu będzie się miało dobrze i w przyszłości. Są tu dwie cechy jakie powinny się zachować w takiej muzyce, a których coraz mniej. Te melodyjne, walcujące i przeciągane riffy, które onegdaj stworzyła Anathema. Tu jest zobrazowane jak to zrobić wyśmienicie i dziś. Jest też absolutnie genialne splecenie melodii z klimatem. To potężny killer na koniec albumu.

Doskonała produkcja tej płyty podkreśla i uwypukla wszystkie smaczki jakie tu mamy. Znakomicie brzmią partie gitary, zwłaszcza te delikatne.
Lawson jest klasą samą dla siebie i jego pierwsze miejsce na liście frontmanów doom/death metalu według mnie dyskusji nie podlega.
Przy założeniu że długie kompozycje niwelują w pewnym stopniu nie za bardzo trafione krótsze, album więcej niż bardzo dobry i starannie przemyślany.
Reasumując - kolejna udana płyta brytyjskich mistrzów klimatu, niepotrzebnie w kilku miejscach nadmiernie zbrutalizowana.


Ocena: 8.5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości