The Rods
#1
The Rods - Heavier Than Thou (1986)
[Obrazek: 15842.jpg]
Tracklista:
1. Heavier Than Thou 01:46
2. Make Me A Believer 04:06
3. Angels Never Run 03:29
4. Crossfire 04:37
5. I'm Gonna Rock 03:14
6. She's Trouble 04:13
7. Born To Rock 03:45
8. Chains Of Love 04:02
9. Communication Breakdown (Led Zeppelin cover) 03:18
10. Fool For Your Love 03:47
11. Cold Sweat And Blood 03:22
12. The Music Man 00:44

Rok wydania: 1986
Gatunek: Heavy Metal
Kraj : USA

Skład zespołu:
Shmoulik Avigal - śpiew
David Feinstein - gitara
Craig Gruber - bas
Carl Canedy - perkusja
Emma Zale - instrumenty klawiszowe

David Feinstein nie był słabym wokalistą, jednak w formule THE RODS trzeba było w końcu coś zmienić, bo grupa wyraźnie traciła na popularności, z takim trudem zdobytej w pierwszych latach działalności. W składzie pojawił się więc doskonały wokalista Shmoulik Avigal, znany z holenderskiego PICTURE i innych grup oraz basista Craig Gruber z pierwszego wcielenia RAINBOW Blackmore'a, z którym Feinstein długo współpracował w zespole rockowym ELF.
Nagrano album mocniejszy i bardziej heavy metalowy, w tradycyjnym stylu, rezygnując po części z arena rock metalu.

Feinstein skupił się na gitarze a sekcja rytmiczna zintensyfikowała brzmienie i już otwieracz "Make Me Believe" po klimatycznym intro to rasowy szybki heavy metal w stylu DIO z tego okresu i fantastycznym wokalem Avigala, który zresztą także R.J. tu manierą przypomina. Takiej muzyki jeszcze THE RODS nie grał, podobnie jak i Feinstein nie grał tak dynamicznych heavy metalowych solówek.Zresztą prezentuje on na tym LP wyborna formę i cały zespół od dawna nie grał z taką energią i zaangażowaniem.Do najbardziej energicznych numerów należy tu także zagrany na granicy power metalu "She's Trouble".
Amerykański duch rock metalu przesyca rytmiczny przebojowy "Angels Never Run". Zgrabne zwarte kompozycje tu Feinstein przygotował i kapitalnie w wolnym tempie rozgrywają nastrojowy "Crossfire" z chórkami w tle, mocną metalową balladę w stylu BLACK SABBATH z wczesnych lat 80tych i bluesowym zabarwieniem.Piękne solo Feinsteina, nieco rozległych klawiszy w tle...znakomita rzecz.
Arena rock metal także na tym albumie się pojawia, niestety w przeciętnym wydaniu i "I'm Gonna Rock" czy też "Born To Rock" są tego przykładem z wyjątkowo trywialnymi refrenami i wyczuwalną ociężałością.Z takich utworów najlepiej wypadł tu "Cold Sweet And Blood" o pewnych cechach AC/DC w riffach.
Natomiast "Chains Of Love" to petarda w stylu łączącym cechy RAINBOW z lat 80tych i power metalowego oblicza RIOT. Petarda z potężnym wokalem Avigala, wielogłosowymi harmoniami wokalnymi w chórkach i zabójczym solem Feinsteina w stylu Blackmore'a - ten numer należy do absolutnej klasyki repertuaru THE RODS. Doskonale nawiązali także do WHITESNAKE w "Fool For Your Love" przesyconym chwytliwym blues rockiem.
Grupa zaprezentowała także cover "Communication Breakdown" LED ZEPPELIN, który zabrzmiał tu jednak mało stylowo i został sprowadzony do poziomu lekko komercyjnego utworu heavy metalowego, a na koniec żartobliwe outro "The Misuc Man" zagrane wyłącznie na harmonijce ustnej.

Wyborne wykonanie instrumentalne i wokalne popisy Avigala nie wystarczyły jednak do odniesienia sukcesu. Płyta w połowie wypełniona dynamicznym heavy metalem a połowie graniem lżejszym w natłoku podobnych płyt z różnych krańców Ameryki zaginęłą w tłumie .Płyta była zbyt mało przystępna dla słuchaczy arena rock/metalu i za mało agresywna dla fanów wysokoenergetycznych grup power i power thrashowych jakie zaczęły szturm rynku w tym czasie.
Feinstein w obliczu braku wymiernego sukcesu zespół rozwiązał i drugi rozdział w historii THE RODS dopisany został dopiero w XXI wieku.


Ocena : 8,8/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
The Rods - Vengeance (2011)
[Obrazek: 294131.jpg]

Tracklista:
1. Raise Some Hell 04:23
2. I Just Wanna Rock 04:58
3. Rebels Highway 04:26
4. Ride Free or Die 04:11
5. The Code 05:14
6. Livin' Outside the Law 03:35
7. Let it Ripp 05:57
8. Fight Fire With Fire 04:15
9. Madman 03:31
10. Runnin' Wild 04:42
11. Vengeance 04:45

Rok wydania:2011
Gatunek: traditional heavy metal
Kraj:USA

Skład zespołu:
David "Rock" Feinstein - śpiew, gitara
Gary Bordonaro - bas, śpiew
Carl Canedy - perkusja
oraz:
Ronnie James Dio - śpiew ("The Code")

Fanom heavy metalu lat 80tych sylwetki Davida "Rock" Feinsteina przedstawiać bliżej nie trzeba.
Gdy Ritchie Blackmore pozyskał cały skład ELF do nagrania swojej pierwszej płyty po odejściu z DEEP PURPLE osamotniony Feinsten założył po pewnym czasie THE RODS i zdobył z ta grupą rozgłos grając tradycyjny heavy metal zaprawiony hard rockiem.Gdy grupa została rozwiązana nie stracił kontaktu z muzykami którzy ją tworzyli i pod różnymi szyldami spotykali się nadal grając rock i metal.W roku 2009 odżyła idea THE RODS w najsłynniejszym składzie i w 25 lat po "Heavier Than Thou" ukazał się album "Vengeance".

Album szczególny także dlatego że tu po raz ostatni można usłyszeć nową kompozycję z Ronnie Jamesem Dio jako wokalistą. To nie dziwi, obaj muzycy byli ze sobą blisko spokrewnieni i obaj równocześnie i wspólnie rozpoczynali muzyczną karierę.
Sam Feinstein przez wiele lat nagrywał mało ostatnio jednak pojawił i jego LP solowy "Bitten by the Beast" (2010) i nowa płyta THE RODS jest stylistycznie do niego zbliżona. Jest to także muzyka jaką ten zespół grał w latach 80tych i dla wielu to będzie sentymentalna wycieczka w przeszłość.
Płyta ma znakomite heavy metalowe otwarcie w postaci "Raise Some Hell" i tak obecnie mało kto gra tradycyjny heavy metal. Dynamit odpalony przez panów w średnim wieku. Sporo kompozycji to numery zaprawione arena rock/metalem jaki porywał tłumy w latach 80tych trochę lepszych jak "Rebels Highway" i trochę gorszych ("I Just Wanna Rock").
Feinstein śpiewa na tym albumie nieco gorzej niż na "Bitten by the Beast", zresztą nigdy nie był wybitnym wokalistą, za to z niezachwianą pewnością gra te swoje zdecydowane sola gitarowe i te są ozdobą każdego utworu.Bywa też bardzo zdecydowany w riffach i szybki "Livin' Outside the Law"z ryczącą gitarą i chwytliwą chuligańską melodią to jeden z najbardziej przykuwających uwagę kawałków na płycie. Kompozycje szybsze są lepsze, w wolniejszych jak "Fight Fire With Fire" czy "Let it Ripp" trochę wieje nudą mimo,że pojawiają się te słynne chórki produkowane przez sekcję rytmiczną.
Skoro mowa o Canedy i Bordonaro. Do Rewelersów by ich nie przyjęli ale to, co sekcja rytmiczna zrobiła na tym albumie to jest po prostu niesamowite. Takich bębnów i takiej nawałnicy blach oraz tak wbijającego w ziemię inteligentnego basu to się na tego typu albumach ostatnio słyszy mało.
Wyborna forma tych muzyków, po prostu wyborna.
Nieudany "Madman" jest taki o niczym i nijako zagrany , ale nadrabia rokendrolowy "Runnin' Wild" przypominający mniej przybrudzoną wersję nagrań MOTORHEAD o podobnym charakterze. Ciekawie kończy płytę "Vengeance" i to jest dokładnie odwzorowanie stylu US Metal w najczystszej postaci jaką grał THOR czy WARRIOR.
"The Code" z Dio ma zupełnie inny charakter od tego co jest na tej płycie. To kompozycja, która z powodzeniem mogła by się znaleźć na późnych albumach DIO albo na "Dehumanizer" czy ostatnim HEAVEN AND HELL.Tak historia zatoczyła pełny krąg. Feinstein i Dio zaczynali razem i tym razem już zapewne ostatni utwór z Ronnie Jamesem można usłyszeć z gitarowym podkładem Davida "Rocka".

Nie jest to powrót triumfalny, płyta jest nierówna i nieco niezdecydowana stylistycznie.
Która jednak z płyta THE RODS taka nie była?
Z pewnością powrót tego zespołu był dobrym posunięciem. Koncerty wypełnią starzy fani, może także nowi, a kilka numerów z tego albumu na pewno poruszy publikę.
Stara gwardia trzyma się dobrze.


Ocena 7,2/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
The Rods - Brotherhood of Metal (2019)
[Obrazek: 775086.jpg?0118]

Tracklista:
1. Brotherhood of Metal 07:28
2. Everybody's Rockin' 03:57
3. Smoke on the Horizon 04:47
4. Louder than Loud 04:15
5. Tyrant King 04:38
6. Party All Night 02:49
7. Tonight We Ride 04:40
8. 1982 05:16
9. Hell on Earth 04:20
10. The Devil Made Me Do It 03:54
11. Evil in Me 06:26

Rok wydania: 2019
Gatunek: traditional heavy metal
Kraj:USA

Skład zespołu:
David "Rock" Feinstein - śpiew, gitara
Gary Bordonaro - bas, śpiew

Carl Canedy - perkusja

Nie wiem. W zasadzie ta dygresja powinno znaleźć się na końcu, jako podsumowanie tak ważnego wydarzenia jak nowa, wydana po ośmiu latach płyta THE RODS, legendy i prekursora amerykańskiego tradycyjnego heavy metalu.
Album nagrany w klasycznym składzie i zaprezentowany przez uznaną wytwórnie Steamhammer powinien być okazją do świętowania i radości z faktu, że Heavy Metal Never Die. Tymczasem tak nie jest.

Istnieje oczywiście, szczególnie w USA wielka grupa niezmiennie oddanych fanów, którzy zapewne czują się szczęśliwi i spełnieni, ale istnieją także pewne obiektywne kryteria oceny, które ten LP dyskredytują. Dwa elementy mające kluczowe znaczenie są po prostu fatalne. Pierwszy to niezwykle słaby, pozbawiony mocy i wymęczony wokal Davida "Rock" Feinsteina. To nie jest kwestia wieku, to raczej jakaś taka niewiara w głosie... Płaski bezbarwny śpiew, który zagłusza jego własna gitara. Niestety...
Drugi element to zupełnie pozbawione sensownych inspiracji kompozycje. Słabe, nieinteresujące i co więcej absolutnie rozczarowujące po rozpoczynającym ten LP solidnym Brotherhood of Metal w stylu zbliżonym do estetyki Takea Maghary i MAJESTY. Jeśli jednak na płycie dominuje taki koszmarny stadionowy hair metal jak ten zaproponowany w I Just Wanna Rock, albo bezradny classic heavy Hell on Earth, czy też miałkie granie pod THOR w Tyrant King...
Nie nie będę się nad tym znęcał.

Na osłodę złoty metal za produkcję. Jest kapitalna w tym potężnym ataku przestrzennej perkusji i miażdżącego basu. Rewelacja pod tym względem.  Bohater? Carl Canedy! Partie perkusji, ich moc i heavy metalowa werwa mogą zawstydzić niejednego perkusistę z tej młodszej niż Carl Canedy młodzieży.
Choć coś pozytywnego.
Słynny zespół przypomniał o sobie, ale z muzycznego punktu widzenia praktycznie niczego interesującego nie pokazał.

ocena 4/10

new 11.06. 2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości