U.D.O.
#1
U.D.O. - Mastercutor (2007)
[Obrazek: 152832.jpg]

Tracklista:

1. Mastercutor 05:17
2. The Wrong Side of Midnight 04:54
3. The Instigator 03:47
4. One Lone Voice 04:20
5. We Do - For You 04:03
6. Walker of the Dark 05:00
7. Master of Disaster 04:14
8. Tears of a Clown 03:53
9. Vendetta 04:11
10. The Devil Walks Alone 03:21
11. Dead Man's Eyes 04:26
12. Crash Bang Crash 03:06

Rok wydania: 2007
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: Niemcy

Skład:
Udo Dirkschneider - śpiew
Igor Gianola - gitara
Stefan Kaufmann - gitara
Fitty Wienhold - bas
Francesco Jovino - perkusja

Każdy następny album Małego Kaprala jest przewidywalny jak trzęsienie ziemi na Jawie. Dlatego też, gdy w pojawił się ten krążek ekipy U.D.O. raczej z góry wiedziałem czego się należy spodziewać. Skład ekipy pozostał niezmieniony od czasu nagrań poprzedniego albumu, a wieloletnia współpraca Dirkschneidera z gitarzystą Stefanem Kaufmannem dawała podstawy przypuszczać, że usłyszymy kolejny LP niewydany pod szyldem ACCEPT.
Po odpaleniu krążka wita nas tytułowy "Mastercutor" z intro równie zabawnym, jak spojrzenie samego Udo, ale już po kilkudziesięciu sekundach włącza się tradycyjnie metalowa nawalanka gitar panów Kaufmanna i Gianoli. Zarówno w tym utworze jak i w pozostałych prym wiedzie oczywiście pierwszy z tej dwójki. Perkusja przycina równo i metodycznie bez zbędnych wykrętasów, i co ważne jest dobrze wmontowana brzmieniowo w całość. Dalej mamy klasyczne dla stylu wczesnego ACCEPT kompozycje. „One Lone Voice” zachwyca wpadającym w ucho refrenem, by po nim zaskoczyć całkowicie nieudanym "We Do For You", który za grosz nie potrafi wzbudzić odrobiny zainteresowania. "Walker In The Dark" w zamyśle ma straszyć, ale mnie raczej rozbawił naiwną nieporadnością. Dosyć dziwaczny jest także "‘Master Of Disaster", oscylujący pomiędzy industrialnie przerobionym PRIMAL FEAR i chórkami z rodem przedstawień szkolnych. Całkowita zmiana nastroju następuje w "Tears Of a Clown". Numer to delikatny i smutny, wywołujący chwilę zadumy z wokalem Dirkschneidera, jaki chciałoby się słyszeć częściej. Sympatyczny utwór, ale cóż z tego, kiedy Axel Rudi Pell zrobił podobny już wcześniej ze znacznie lepszym rezultatem. Dalej U.D.O. powraca do stylu wypracowanego przez lata i zarówno "Vendetta"jak "The Devil Walks Alone" oraz "Dead Man's Eyes" to szybkie, agresywne, melodyjne kompozycje w typowej "acceptowej" formule bez ambicji na stwarzanie pozorów oryginalności. Wszystko zagrane sprawnie i zacięciem, a dodatkowo należy przyznać, że Udo jest w bardzo dobrej formie. Zwieńczenie dzieła jest niestety słabiutkie. Zamykający numer "Crash Bang Crash" brzmi jak skrzyżowanie trzeciorzędnych zespołów niemieckich z amerykańskim glamem i chwały kapeli na pewno nie przynosi. Należy jeszcze dodać, że istnieją ponadto rozszerzone wydania limitowane tego albumu w tym europejskie z dwoma dodatkowymi utworami "Screaming Eagles"i "Borderline".
Podsumowując wszystko powyższe uważam, że rewelacji nie ma. Zresztą nawet jej nie oczekiwałem. Jest to solidny album z tradycyjnym metalem w stylu Accept i U.D.O. Mocny o przyjemnym brzmieniu, lecz mało odkrywczych kompozycjach. Wszystko to już przecież było. Czasem trochę gorzej, a czasem trochę lepiej. Kto lubi takie granie raczej nie powinien być zawiedziony, ale jeśli ktoś szuka nieco więcej finezji i urozmaicenia to tu tego niestety nie znajdzie.


Ocena: 6.5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
U.D.O. - Rev-Raptor (2011)
[Obrazek: 302238.jpg]

Tracklista:

1. Rev-Raptor 03:42
2. Leatherhead 04:09
3. Renegade 03:29
4. I Give As Good As I Get 04:19
5. Dr. Death 03:46
6. Rock 'n' Roll Soldiers 04:16
7. Terrorvision 03:59
8. Underworld 04:18
9. Pain Man 03:53
10. Fairy Tales of Victory 04:00
11. Motor-Borg 03:24
12. True Born Winners 03:26
13. Days of Hope and Glory 04:28

Rok wydania: 2011
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: Niemcy

Skład zespołu:
Udo Dirkschneider - śpiew
Stefan Kaufmann – gitara
Igor Gianola – gitara
Fitty Wienhold – bas
Francesco Jovino - perkusja

Kapral Udo Dirkschneider po raz kolejny stawia na baczność na płycie swojego zespołu.
Zasady musztry te same, co w ciągu ostatnich 20 lat, czy od początku istnienia grupy.

"Rev-Raptor", oferuje kwadratowy niemeicki heavy metal z typowym "łooo-oooo" i lekkim mrokiem. W podobnym, nieco posępnym klimacie utrzymany jest "Leaterhead". "Renegade" jest nieco ostrzejszy, bardziej w stylistyce heavy/power, tak z obszarów GRAVE DIGER iz równie mało atrakcyjną melodią. "I Give As Good as I Get" to nie zapadająca w pamięć ballada, następna do kolekcji podobnych produkcji z wcześniejszych płyt . "Dr. Death" to znów coś z GRAVE DIGGER, choć refren jest godny co najwyżej płyt HELLOWEEN z Derisem. "Rock'n'Roll Soldiers" to niestety  ACCEPT z "Objection Overruled" i takim metalowym gniotem jak "Slaves to Metal".
"Terrorvision" to raczej Udo z poprzednich dwóch płyt, "Underworld" stara się zbliżyć podniosłością teutonic heavy ostatniego ACCEPT, jednak z tą grupą przegrywa sromotnie niemal na każdym froncie. Próbują mieszać jakieś akustyki, to gitary, prowadzi bas... No ale to nie ta liga. "Pain Man" bardzo podobny w konstrukcji i jeszcze bardziej kwadratowy, "Fairy Tales of Victory" stara się nawiązać do wcześniejszej działalności, a "Motor-Borg" granie bardziej motoryczne nie prowadzi do niczego poza słabymi echami PARAGON.
"True Born Winners" to heavy metal bez treści w wyświechtanej formie, z kolei "Days of Hope and Glory" niebezpiecznie zbliża się do MANOWAR. Oczywiście w wersji niemieckiej, jednak nie jak WIZARD czy MAJESTY. UDO spotyka MANOWAR i jest to po prostu średnie.

Średnie to, jak cała płyta poza brzmieniem, które jest zrealizowane profesjonalnie i bez zarzutu. Sola jednak potwornie przeciętne, momentami nawet irytujące, bas sobie pogrywa, a perkusja prosto wybija rytm do prostej muzyki. Udo wokalnie jak zwykle, czyli co kto lubi. Coś tam muzycznie starali się pokombinować, ostatecznie jednak nagrali płytę taką, co zwykle. Fani i zwolennicy zapewne będą zadowoleni i raczej tylko oni. Prawda jest, że UDO ma dużą grupę takich wiernych fanów, ale jednak chyba głównie przez sentyment Kaprala z jego czasów w ACCEPT.


Ocena: 6/10

new 22.07.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
U.D.O - Steelfactory (2018)

[Obrazek: 719771.jpg?1142]

tracklista:
1.Tongue Reaper 04:25
2.Make the Move 04:04
3.Keeper of My Soul 04:02
4.In the Heat of the Night 04:52
5.Raise the Game 04:11
6.Blood on Fire 04:42
7.Rising High 04:09
8.The Devil Is an Angel 04:34
9.Hungry and Angry 04:36
10.One Heart One Soul 04:56
11.Pictures in My Dreams 06:08
12.A Bite of Evil 05:10
13.Eraser 04:00
14.Rose in the Desert 04:11
15.The Way 04:47

rok wydania : 2018
gatunek : heavy metal
kraj : Niemcy

skład zespołu:
Udo Dirkschneider - śpiew
Andriej Smirnow - gitara
Fitty Wienhold - gitara basowa
Sven Dirkschneider - perkusja

Tak Kapral Udo Udo Dirkschneider niezniszczalny jest., choć od roku 2015 U.D.O. to interes rodzinny, bo za perkusją siedzi od tego czasu syn Udo - Sven, który zaczynał jako pracownik techniczny Nigela Glockera z SAXON i nawet zastępował go w czasie koncertów, gdy ten był niedysponowany. Jednak czas terminowania się skończył i teraz Sven wspiera ojca na kolejnej płycie U.D.O. Z innych istotnych zmian - podziękował w 2017 gitarzysta z Finlandii Kasperi Heikkinen i na tym LP Andriej Smirnow dokonał trudnej sztuki nagrania wszystkich partii gitarowych w pojedynkę.
Smirnow to jednak bardzo kompetentny gitarzysta, co udowadnia w U.D.O. już od sześciu lat. Natomiast sam Udo udowadnia ,że także mając lat 66 można śpiewać heavy metal i robić to nadal bardzo dobrze.

Oczywiście po U.D.O. nie można się spodziewać niczego więcej, niż tylko muzyki jaki ten zespół pod kierunkiem Dirkschneidera gra od 31 lat. Melodyjny mniej lub bardziej tradycyjny heavy metal niemiecki, często szybki, często drapieżny, czasem romantyczny, a czasem drażniący swoją topornością.
Tym razem U.D.O. swoich fanów także nie zawodzi. Wśród serii takich sobie typowych dla Dirkchneidera numerów jakie gra od dziesięcioleci, jest kilka udanych kompozycji z szybkim Tongue Reaper już na samym początku. Wyborny jest również Eraser z fenomenalnym riffem głównym i ten kto go wymyślił zasługuje na order. Dawno już nie słyszałem czegoś takiego na żadnej płycie U.D.O. Moc rocka i metalu iw jednym!
Zwraca uwagę także wyjątkowo dobry, łagodniejszy i rytmiczny przebojowy In the Heat of the Night, co ciekawe stylowo zbliżony do ACCEPT z Tornillo. Interesujące, co naprawdę Udo myśli o ACCEPT święcącym sukcesy bez niego i killerskich płytach swojego dawnego bandu w ostatnich latach. Tak czy inaczej In the Heat of the Night to his sporego formatu.

Toporności pewnego od zawsze lansowanego przez U.D.O. grania nie jest w stanie zamaskować w Raise the Game ani coś w rodzaju melorecytacji, ani motyw arabski. Ten podstawowy riff i to tempo wykorzystywane było już na płytach U.D.O. dziesiątki razy. Zresztą dotyczy to i kilku innych kompozycji na tym LP, choć należy przyznać, że robią co mogą, by to brzmiało bardziej oryginalnie.
Oczywiście miłośnicy U.D.O. z pewnością radują się słysząc mocny i dynamiczny Rising High, prosty niemiecki heavy z przebojowym, potoczystym refrenem czy bujający hard'n'heavy Hungry and Angry. Ładnie zrobiony jest również spokojniejszy One Heart One Soul. Poza tym jednak dużo zwykłego kwadratowego grania rodem z Niemiec i od tego U.D.O. uciec nie da.

Udo ma kilka wokalnych potknięć, chociażby w balladzie The Way, ale życzę wszystkim tyle energii i wigoru ile ma Kapral, gdy będziecie  w jego wieku. Smirnow rozegrał partię wyśmienitą. Potwierdza to co się o nim mówi, że ożywił i wyciągnął tę grupę z pewnego marazmu i muzycznej przewidywalności. Kilka jego solówek jest na tym albumie po prostu wspaniałych. Sven spisał się bardzo dobrze i zrobił wszystko co perkusista (każdy) powinien zrobić grając w U.D.O.
Jeśli czasem można było mieć zastrzeżenia do brzmienia płyt Udo, to tym razem jest to majstersztyk. Całość produkcji to  Jacob Hansen, który tym razem nic nie spieprzył, a głos Kaprala miksował stary druh Stefan Kauffman.
Rzecz jasna "Steelfactory" to żadna tam rewelacja metalowa, to po prostu kolejny album legendy niemieckiego heavy metalu, który od zawsze gra to samo. Są na tym LP i mielizny i momenty nudnawe, jednak bije z niego taka jakaś pozytywna energia, szczery przekaz, radość z grania, że powiem - niech tam, bardzo dobra płyta!


ocena 8/10

new 4.08.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości