Airborn - Lizard Secrets: Part One - Land of the Living
#1
Airborn - Lizard Secrets: Part One - Land of the Living (2018)

[Obrazek: 700226.jpg?0447]


tracklista:
1.Immortal Underdogs (Intro) 01:26
2.Who We Are 03:51
3.Lizard Secret 04:37
4.We Realize 04:26
5.Brace for Impact 03:31
6.Wolf Child 03.38
7.Here Comes the Claw 03:10
8.Land of the Living 04:02
9.Meaning of Life 03:00
10.Metal Haters 03:40
11.Defenders of Planet Earth 04:16
12.My Country Is the World 06:56 
13.Cosmic Rebels (re-recorded) 03:33

rok wydania :2018
gatunek: melodic power metal
kraj : Włochy

skład zespołu:
Alessio Perardi - śpiew, gitara, instrumenty klawiszowe
Roberto Capucchio - gitara
Domenico Buratti - gitara basowa
Roberto Gaia - perkusja

gościnnie
Jan Bertram - gitara ("Defenders of Planet Earth")
oraz wokaliści:
Claudio Ravinale
Marius Danielsen
Alexis Woodbury

Tak sobie lata lecą, a AIRBORN cały czas gra i nawet ostatnio wydał dwa albumy. Ten najnowszy to "Lizard Secrets: Part One - Land of the Living", który ukazał się w maju tego roku nakładem Fighter Records z Hiszpanii.
Na płycie można usłyszeć ustabilizowany od 2006 roku skład z Alessio Perardi na czele, oraz gitarzystę Jana Bertrama z PARAGON i trzech znanych wokalistów w tym dawno nie słyszanego Alexisa Woodbury z kanadyjskiego INSTANZIA.

Chyba sobie panowie z AIRBORN przypomnieli czasy, gdy współpracował z nimi Piet Sielck i mamy tu niejako powtórkę z pierwszych płyt IRON SAVIOR i AIRBORN rzecz jasna,
Ogólnie to jest to kolejna futurystyczna historia mniej lub bardziej powiązana z bojowymi jaszczurkami, oczywiście z kosmosu, co poniekąd wyjaśnia szybki melodic powerowy, absolutnie niemiecki Who We Are (a nie, przecież to o AIRBORN !).O jaszczurkach jest Lizard Secret i jest to bardzo elegancko zagrane w konwencji HELLOWEEN z Hansenem i IRON SAVIOR, no i naprzemienne sola gitarzystów są pierwsza klasa. We Realize najwięcej słychać HELLOWEEN z "Dark Ride", może coś z "Megatropolis" IRON SAVIOR... Natomiast Brace for Impact  opiera się na słynnym riffie RUNNING WILD to już mi się nie podoba. Niech takie rzeczy gra BLAZON STONE, tym bardziej, jeśli się tworzy coś pod tuzów niemieckiego melodic power z Hansenem w tle. Oczywiście wykonawczo nie mam tu niczego do zarzucenia.
W Wolf Child dużo melodyjnego pędzenia naprzód w w stylu IRON SAVIOR  z"Dark Assault" i wynika z tego dokładnie tyle samo co z Predators albo Solar Wings. W wolniejszym ciężkim w gitarach drugi, brutalny głos to Claudio Ravinale (DISARMONIA MUNDI, 5 STAR GRAVE) i wszystko byłoby dobrze, gdy nie było tych zbędnych zmian tempa, rozbijających ten twardy groźny ryk gitar.
Trzeba przyznać, że w konwencji Sielck/Hansen to Land of the Living jest wyśmienity. Te polatujące ku niebu zamaszyste refreny, te sola heroiczne, bohaterskie, świetnie opowiedziana historia głosami wokalistów. Tu Perardiego wspiera zaproszony Norweg Marius Danielsen ("Marius Danielsen's Legend Valley Of Doom").
Kapitalny numer i kapitalny występ jako gość zaliczył Alexis Woodbury. Ten numer Meaning of Life, w którym zaśpiewał to prawdziwa perełka takiego heroicznego hansenowskiego melodic power grania. Fajnie buja w bardziej uniwersalnym stylu power metalowym Metal Haters.
No a czy może być coś bardziej archetypowego niż Defenders of Planet Earth w opcji IRON SAVIOR. Co za swoboda wykonania i mega nośny refren chóralny! (Ci obrońcy Ziemi to chyba te jaszczurki, a może wręcz przeciwnie, to przeciw nim Bohaterowie bronią naszej planety?). No, kapitalnie to Włosi zrobili.
No i wreszcie ten obowiązkowy rozwinięty zamykacz, tutaj My Country Is the World. Co za energia, co za miodność w obrębie gatunku. Naprzemienne sola na tle speedowych riffów i filmowe zamknięcie całej historii.
Sekcja rytmiczna AIRBORN jest jedną z najbardziej dynamicznych i zgranych we Włoszech w kategorii melodic power.
Wokale Perardi na tym LP doskonałe, lepsze niż Sielcka czy Hansena, sola wyborne, nie przekombinowane, urozmaicone.
Radość grania przebija z tego albumu w połączeniu z pewnością siebie wynikającą z wieloletniej pracy w zespole.
Ponadto jakie to wszystko wspaniale zrealizowanie i wyprodukowane! Wybornie, i to bez Sielcka.

Nisza IRON SAVIOR, ten ściśle reglamentowany styl, okazał się dla wielu zespołów nie do sforsowania. Ta sztuka udała się jednak AIRBORN  na tym albumie.  Jeśli zastosować miernik Żelaznego Zbawcy, to jest to płyta dużo lepsza niż "Dark Assault" lepsza niż "Iron Savior" i równie dobra jak "Unification".
To jednak coś znaczy. Kto z żalem wspomina lata 1997- 2002 w historii IRON SAVIOR, to ma  tutaj nostalgiczny powrót wysokiej klasy, tyle że z Włoch.
Tytuł płyty wskazuje, że to jest część pierwsza, więc należy za jakiś czas oczekiwać drugiej.
Może wtedy w końcu wyjaśni się, o co chodzi z tymi jaszczurkami...

Ocena 8,5/10

new 12.07.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości