Greydon Fields - Tunguska
#1
Greydon Fields - Tunguska (2018)

[Obrazek: 698125.jpg?2545]

tracklista:
1.Sole Survivor 04:53
2.Autophobia 04:41
3.Tunguska 05:36
4.Golem 06:12
5.Defcon Zero 04:32
6.The Island 06:16
7.One Last Prayer 01:01
8.The Walking Dead 03:54
9.Inner Fire 03:41
10.Dancing on Our Graves 05:13

rok wydania : 2018
gatunek; heavypower/thrash metal
kraj : Niemcy

skład zespołu:
Volker Mostert - śpiew
Gregor Vogt - gitara
Patrick Sondermann - gitara basowa
Marco Vanga - perkusja

W pewnych kręgach zbliżonych do wiarygodnych, GREYDON FIELDS  z Essen został uznany za sensacyjny w tym roku.
Grupy tej nie znam i postanowiłem to sprawdzić. "Tunguska", nawiązująca tytułem do słynnego upadku meteorytu  w okolicy miejscowości Tunguska na Syberii to drugi album tego zespołu, przy okazji którego przewijają się określenia power metal, heavy/power metal i melodic thrash metal w różnych zestawieniach i konfiguracjach.
Do zespołów z Zagłębia Ruhry podchodzę zawsze z dużą rezerwą. Ryczące gitary, ryczący wokalista, marne siłowe kwadratowe granie teutońskie... Oczywiście nie zawsze.

Sole Survivor to ostre power metalowe gitary, przeciętny wokalista o wąskim zakresie operowania głosem... ale, właśnie.
Ten dramatyczny refren jest rewelacyjny, przypomina coś z grania DESTILLERY, coś z  BLACK DESTINY, coś z DARK AT DAWN. To killer jest ogólnie i jest to granie bardzo inteligentne. Autophobia to power/ thrashowy atak, ale bardzo melodyjny w refrenach i surowy w zwrotkach, a takie zestawienie dobrze zrobione się zawsze broni bardzo skutecznie. I jaka ładna rozpędzona w melodii część instrumentalna!
Tytułowa "Tunguska" niszczy wszelkie obiekty. Niesamowita melodia, niesamowity klimat niesamowity dramatyzm. ten wokalista zaczyna mi się coraz bardziej podobać jako inne wcielenie Kohlrauscha z DARK AT DAWN. Co za moc we fragmencie z komunikatem w tle. Szacunek.
We wstępie do Golem piękny gitarowy minimalizm, a potem wspaniały popis wokalno-gitarowy w poprowadzonym w średnim tempie emocjonalnym songu. Czekałem na solo... No, rewelacja w emanacji emocji.
Wspaniale pociągnęli w  szybkim, melodyjnym, potoczystym Defcon Zero. Och, jakie to niemieckie, jakie reńskie,  ale jakie ekscytujące jednocześnie! Ileż mocy w power/thrashowym The Island, i jakie to ponure, jakie posępne, jakie bezlitosne w stalowym motywie głównym. Ile w tym rozpaczy, także w części z gitarą akustyczną i solem... Miazga!
Jeśli nawet dosyć szybki, rwany w zwrotkach The Walking Dead, jest trochę słabszy(trochę), to na pewno nadrabia Inner Fire, przepotężny w nowoczesnych pulsujących power/thrashoiwych riffach. Melodyjne zniszczenie i tyle.
Dark power w Dancing on Our Graves, na najwyższym możliwym poziomie wyznaczonym onegdaj przez DARK AT DAWN.

Perfekcyjne brzmienie, jakże odmienne od wielu produkcji z Zagłębia Ruhry. Ostra głęboka  gitara, piękne blachy, czysty mruczący bas,  wokalista ustawiony na przodzie, słyszalne najbardziej subtelne detale, a tych nie brak i można je wyłowić przy kolejnych sesjach z tym albumem. Bardzo to zgrany zespół, jak na skład, który się ponoć ostatnio zmienił.
Co tu dużo mówić, kręgi zbliżone do wiarygodnych podały tym razem wiarygodną informację.
Melodyjne, inteligentne power/heavy/thrashowe zniszczenie z Essen.

Ocena : 9,5/10

new 12.07.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości