Order of Nine | Drużyna Spolszczenia Order of Nine

Order of Nine
#1
Order of Nine - Of Once and Future Kings (2001)

[Obrazek: 8488.jpg]


tracklista:
1.Dream Thieve 03:36
2.A.I.C. 03:39
3.36th Frame 05:31
4.Gargoyle 03:41
5.Last Impressions 04:03
6.November 1st 03:29
7.The Great Escape 05:14
8.Unwanted Guest 03:58
9.Nameless (2001) 05:37

rok wydania :2001
gatunek: power metal
kraj: USA

skład zespołu:
Michael Degrena - śpiew
Michael Chiccitt - gitara
Steve Rabinovich - gitara basowa
Michael Sirera - perkusja

ORDER OF NINE z Bethel Park, Pennsylvania powstał jako TEMPLAR w roku 1997 i zmienił nazwę w 2001, przy okazji wydania pierwszej( a właściwie drugiej bo pierwsza yszła pod szyldem TEMPLAR w 1999 - "A Touch of Winters Discontent").

Jako ORDER OF NINE ta ekipa odeszła od progresywnych elementów w swojej muzyce kierując się w stronę klasycznego US Power, po części wzorowanego na tradycjach najsłynniejszych amerykańskich grup lat 80 tych, a po części korzystając z nowszych rozwiązań, także post-thrashowych jak w Last Impressions, trochę w stylu FLOTSAM JETSAM z "Quatro".
Gdy sięgają w przeszłość prezentują wspaniały, metalowy pompatyczny song 36th Frame w manierze EXXPLORER. Tu słychać jakie czyste wysokie wokale prezentuje Degrena i w jaki umiejętny sposób ich nie nadużywa. Semi ballada The Great Escape to także bardzo mocny punkt tego albumu, o podobnej konstrukcji z naprzemiennymi łagodnymi i ciężkimi partiami. Niestety, sama produkcja jest dosyć mętna i w numerach, gdzie gitary wychodzą na pierwszy plan często go słabo słychać.
ORDER OF NINE nie gra zbyt szybko, nie ma też takiej agresji jak HELSTAR, ale w zrobionej pod HELSTAR czy LIEGE LORD kompozycji Gargoyle wypada bardzo dobrze. Trochę gorzej jest, gdy próbują być bardziej nowocześni w A.I.C w lekko psychodelicznym Unwanted Guest czy też w November 1st, gdzie słychać pozostałości progresywnych zainteresowań zespołu. Na płycie znalazła się też nowa wersja jednego z najlepszych nagrań TEMPLAR Nameless, pięknego zwiewnego songu pozbawionego metalowej mocy.

Michael Chiccitt gra dobrze, choć nieco zachowawczo i bez szczególnego pazura. Godna odnotowania jest natomiast gra basisty Rabinovicha, chwilami zastępującego drugą gitarę.
Jak wspomniałem, produkcja nie jest zbyt dobra, nieco płaska i z mało wyrazistą gitarą, trzeba jednak pamiętać, że płyta została wydana nakładem własnym i dopiero w rok później wydała ją ponownie wytwórnia Nightmare Records, co pozwoliło zespołowi nagrać w przyszłości kolejne płyty.

ocena : 7,4/10

new 6.08.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości