Grave Digger - The Living Dead
#1
Grave Digger - The Living Dead (2018)

[Obrazek: 720393.jpg?2226]


tracklista:
1.Fear of the Living Dead 05:31
2.Blade of the Immortal 04:07
3.When Death Passes By 03:52
4.Shadow of the Warrior 04:33
5.The Power of Metal 03:52
6.Hymn of the Damned 05:30
7.What War Left Behind 03:30
8.Fist in Your Face 03:24
9.Insane Pain 03:05
10.Zombie Dance 03:46
11.Glory or Grave 04:21

rok wydania : 2018
gatunek : heavy/power metal
kraj : Niemcy

skład zespołu:
Chris Boltendahl - śpiew
Axel Ritt - gitara
Jens Becker - gitara basowa
Stefan Arnold - perkusja
Marcus Kniep - instrumenty klawiszowe

To już jak policzyłem 18 album studyjny GRAVE DIGGER z nową muzyką. Długowieczność godna odnotowania, no i wierność stylistyce także.
Od razu, na wstępie potwierdzam, że GRAVE DIGGER gra to samo co zwykle, przy czym tym razem jest o zombiakach aczkolwiek nie tylko. O zombiakach było już w heavy metalu sporo powiedziane, może nawet prawie wszystko, były już także miłe dziecięce dzwoneczki jak na początku albumu we wstępie do Fear of the Living Dead. Potem jest ryk zombiaka, a potem to, co zwykle gra GRAVE DIGGER.
Ponieważ jest na tej płycie to co zwykle, więc szczegółowa analiza jest zbędna. Zespół ani na krok nie schodzi z drogi wytyczonej dla kwadratowego niemieckiego heavy/power metalu. Mocne riffy, mocne gitary, celowe odrzucenie jakiejkolwiek finezji i proste, raz lepsze, raz gorsze chóralne refreny, z niezłym w Blade of the Immortal i fajnym w Shadow of the Warrior i ta kompozycja jest jedną z najlepszych na tym LP. Taki wzorowany na muzyce celtyckiej fragment jest przyjemną niespodzianką w ogólnej teutońskiej kwadraturze tego numeru.
Miłe dla ucha są głosy zombiaków na początku Hymn of the Damned jednak dalej to grobokopy bardzo, bardzo nudzą w swoim stylu, gdy granią mniej agresywnie. Krótki, zwarty, melodyjny i dynamiczny What War Left Behind z lekka podnosi wartość całości.
Gdzie ma być dynamit to jest, ale jakoś niepotrzebnie wyhamowują zbyt często i te zwolnienia zawierają granie nudne i banalne (When Death Passes By czy Insane Pain), albo nieudolnie stylizowane na hard'n'heavy (Fist in Your Face). Taki rock/metal lepiej pozostawić dla SINNER. Zupełnie do mnie trafia także Zombie Dance. Taki przyciężkawy dowcip, jak bawarskie komedie erotyczne..
Wynurzenia o mocy metalu w The Power of Metal były już w przypadku GRAVE DIGGER eksploatowane wielokrotnie, refren pasuje bardziej do MAJESTY, ale skoro pewne rzeczy trzeba przypominać po wielekroć...

GRAVE DIGGER od wielu lat marnuje bardzo dobre riffy we wstępnych natarciach roztwarzając je potem w ogólnej gitarowej szarzyźnie. Na tym albumie sporo jest takich riffów, zapewne stworzonych przez Ritta i rozmydlonych przez Chris Boltendahla. Po raz kolejny powtarzam, że Ritt gra połowę tego co grał w DOMAIN i coś mi się wydaje, że nie z powodu lenistwa... Przykład tego albumu - Glory or Grave.
Bolthendahl śpiewa jak śpiewa i nad tym trzeba przejść do porządku dziennego, przy czym bardzo się zbliżył do Seiferta z REBELLION i zapewne za 20 lat będą już brzmieć identycznie. Sekcja rytmiczna łomocze jak zwykle solidnie, a Marcus Kniep był chyba na wakacjach w czasie nagrywania płyty w Principal Studios, bo wcale go tu nie słyszę.
Jörg Umbreit chyba miał tym razem słabszy dzień, gdy ostatecznie zatwierdzał swoją wizję soundu całości. Chyba trochę za bardzo złagodzone to jest, zbyt rozmyte za mało bijące po uszach jak heavy/power GRAVE DIGGER.
Ogólnie zombiaki powinny być zadowolone, że się w heavy metalu o nich pamięta, fani GRAVE DIGGER również, choć z ostatniego okresu działalności zespołu słyszeli lepsze płyty.
Aha, fajna okładka! ( Gyula Havancsák z Węgier)

ocena 7/10

new 25.09.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości