Dream Child - Until Death Do We Meet Again
#1
Dream Child - Until Death Do We Meet Again (2018)

[Obrazek: 734910.jpg?4323]

tracklista:
1.Under the Wire 05:42
2.You Can't Take Me Down 07:20
3.Games of Shadows 05:58
4.It Is What It Is 04:24
5.Playin’ With Fire 04:21
6.Light of the Dark 05:05
7.Midnight Song 04:24
8.Until Death Do We Meet Again 07:48
9.Washed Upon the Shore 06:42
10.In a World So Cold 04:28
11.Weird World 05:44
12.One Step Beyond the Grave 08:52

rok wydania : 2018
gatunek: heavy metal
kraj : USA/Argentyna

skład zespołu:
Diego Valdez - śpiew
Craig Goldy - gitara
Rudy Sarzo - gitara basowa
Simon Wright - perkusja
Wayne Findlay - instrumenty klawiszowe

Zapewne wszyscy pamiętają co przedstawiała okładka albumu DIO "Dream Evil". No właśnie... Dream Child.
A kto grał na gitarze na tej płycie? Tak, Craig Goldy. Simon Wright to długoletni perkusista DIO od roku 1990. Rudy Sarzo zarejestrował w składzie DIO jeden album koncertowy w 2004 roku... No i Diego Valdez, który swoją karierę rozpoczynał w argentyńskim HELKER, a teraz śpiewa w IRON MASK i nie tylko. Śpiewa głosem Mistrza Dio.

Teraz już chyba jest jasne skąd wzięła się nazwa zespołu i w jakim stylu utrzymany jest ten pierwszy album zespołu.
Valdez jest niewątpliwie najbardziej głosowo zbliżony do Dio i pod każdym względem jest mu bliższy niż Nils z ASTRAL DOORS. Frazowanie identyczne, zmiany tonacji identyczne, po prostu drugie wcielenie zmarłego Mistrza.
W jakiś sposób już  HELKER potrafił to wykorzystać, ale granie HELKER to, jeśli już szukać analogii, to taki najpóźniejszy DIO i do tego obarczony mocą heavy power nowszej generacji.
To, co można usłyszeć na tym LP to muzyka DIO z okresu "Dream Evil" i poniekąd jest to w znacznej mierze łudząco podobne tej muzyki z roku 1987. Karty zostały odkryte już na początku i Under the Wire jest po prostu wybornym "zaginionym" numerem z przed trzydziestu lat.
Jeśli w składzie jest trzech ex członków DIO i Głos Dio to nie może być wątpliwości, że dawka muzyki DIO będzie potężna.
Mocne, zdecydowanie akcentowane numery w średnim tempie, jak Games of Shadows, Playin’ With Fire, Midnight Song
to klasyka stylu DIO, a podobieństwo wykonania jest uderzające.
Jest i ciężkie, mroczne, duszne granie o cechach epickich (Light of the Dark) i ta kompozycja przypomina nagrania z "Master of The Moon" . Goldy chyba lubił granie z tego albumu, bo zdecydowanie słychać to w długim, ponurym Until Death Do We Meet Again, a także ciężkim i dusznym Washed Upon the Shore, gdzie gitara jest mocno wspomagana klawiszami. Być może pozostały niewykorzystane pomysły sprzed lat?
Czasem jest to nieco podszyte hard rockiem (You Can't Take Me Down), ale przecież i DIO nagrywał takie kawałki na swoich albumach. Jest także polityczna manifestacja w postaci Weird World, który z kolei łączy style DIO i BLACK SABBATH  z albumu "Dehumanizer".
Pewne pierwiastki progresywne słyszalne już w Washed Upon the Shore znajdują swoje szersze wyrażenie w najdłuższym One Step Beyond the Grave. Ta kompozycja jest bardzo melodyjna, z pozoru jednak tylko prosta, bo plan  drugi świadczy o czymś innym, podobnie jak umiejętnie wplecione łagodniejsze, niepokojące partie instrumentalne z klawiszami. Jest tu także nieco grania z bardziej eksperymentalnego, surowego okresu DIO (It Is What It Is), który to numer można odnieść do czasów "Strange Highways". Jest także niezbyt udany, blady heavy metal w In a World So Cold.

Valdez składa wspaniały hołd Mistrzowi w oprawie muzycznej wybitnych, o światowej sławie muzyków, a Goldie dawno nie grał tak dobrych solówek. Warto zwrócić także uwagę na ciekawe, klimatyczne partie klawiszowe Wayne Findlay'a na co dzień bardziej związanego z rockiem niż heavy metalem, choć to stały współpracownik Michaela Schenkera od roku 1999. DREAM CHILD zgrabnie wybrnął z problemu brzmienia ogólnego. Po prostu tam, gdzie słychać odniesienia do wczesnego DIO zastosowano sound typowy dla tego okresu, a tam gdzie wchodzą w rok 2004 jest to zrobione pod tamten sound, przy czym może jedynie gitara jest nieco lżejsza.
Wielkim atutem albumu jest niezaprzeczalnie możliwość obcowania z muzyką DIO BIS w najczystszej postaci i po prostu zapomina się, że to nie ejst DIO tylko DREAM CHILD. Z drugiej jednak strony jest dosyć spory rozrzut stylistyczny, a nigdy nie było tak,że zwolennicy DIO z lat 1983- 1987 zachwycali się "Master of The Moon" i odwrotnie.
Osobiście wolałbym więcej "Dream Evil" niż "Master of The Moon"...
Tak czy inaczej ważne muzyczne wydarzenie i potwierdzenie tego, że muzyka Wielkiego Małego Człowieka nigdy się nie zestarzeje i nigdy nie przestanie inspirować.

ocena 7,5/10


new 25.08.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości