Impellitteri - The Nature of the Beast
#1
Impellitteri - The Nature of the Beast (2018) (wersja Frontiers Records)

[Obrazek: 722374.jpg?0430]

tracklista:
1.Hypocrisy 03:05
2.Masquerade 03:33
3.Run for Your Life 03:33
4.Phantom of the Opera (Andrew Lloyd Webber cover) 04:11
5.Gates of Hell 03:32
6.Wonder World 03:53
7.Man of War 05:05
8.Symptom of the Universe (Black Sabbath cover) 05:22
9.Do You Think I’m Mad 05:51
10.Fire It Up 03:18
11.Kill the Beast 06:05
12.Shine On 03:18

rok wydania: 2018
gatunek :Heavy/Power Metal
Kraj : USA

skład zespołu:
Rob Rock - śpiew
Chris Impellitteri - gitary, instrumenty klawiszowe
James Amelio Pulli - gitara basowa
Jon Dette - perkusja

Najnowsze dzieło Chrisa Impellitteri ukazało się w październiku 2018 najpierw w Japonii nakładem Victor (z inną niż prezentowana powyżej okładką), a kilka dni później w Europie i Ameryce. Tym razem Chris w przedpremierowych rozważaniach więcej mówił o aspektach moralnych swojej twórczości, o tekstach i przesłaniu, a mniej o samej muzyce. Nadzieje na drugi "Venom" były spore.

Niestety, po raz kolejny gitarowy geniusz Chrisa nie poszedł w parze z inwencją twórczą. Album po prostu rozczarowuje.
Potężny, dewastujący heavy/power w gitarze lidera, niesamowita jak zwykle technika gry i w zasadzie nic ponadto.
Chris męczy w dziesięciu własnych kompozycjach, momentami kopiujących się wzajemnie w pomysłach i rozwiązaniach aranżacyjnych, kompozycjach o słabych melodiach, nierozpoznawalnych refrenach i przeładowanych gitarowymi pomysłami lotów jak na Axemana Impellitteri przeciętnych. Chris jest głośny, Chris jest natarczywy, Chris wypełnia i przepełnia przestrzeń i tylko dzięki swojemu kunsztowi i warsztatowi wokalnemu Rob Rock pozostaje na powierzchni i nie ginie w ogólnym gitarowym huraganie Chrisa. Można nawet odnieść wrażenie, że obaj rywalizują bardziej o miejsce na szpicy niż realnie ze sobą współpracują. Chris momentami jest nieobliczalny, zbyt zmienny i sekcja rytmiczna ma spore problemy, by za nim nadążyć. W kilku kompozycjach w pewnych miejscach się to nie bardzo udało.
Są tu oddzielne pomysły znakomite, na riffy, na zalążki dobrych melodii, jak w Wonder World czy Fire It Up w okruchach i w innych miejscach, głównie neoklasyczne, ale to wszystko się jakoś rozmywa w ogólnym zgiełku, pędzie i formalnym nieuporządkowaniu. Paradoksalnie speedowy IMPELLITTERI najlepiej prezentuje się tym razem w utrzymanym w średnich tempach, klasycznym heavy metalowym i w znacznej mierze epickim Kill the Beast. Jest to numer kompletny i dopracowany w detalach, czego nie można powiedzieć o wielu innych numerach.
Blade są te melodie w Hypocrisy, Shine On, Run For Yor Life czy Gates of Hell i stanowią tylko namiastkę tego stylu jaki został zaprezentowany na "Screaming Symphony" czy "Venom".
Trochę zastanawiający jest dobór coverów, samo wykonanie i interpretacja dyskusyjna...

Brakuje klimatu, duszy, czuje się jakąś mechaniczność tego wszystkiego i w sumie bardziej to wszystko męczy niż cieszy.
Przygniatające brzmienie całości potęguje to wrażenie, choć do produkcji, poza nieco kartonowymi bębnami zastrzeżeń mieć nie można.
Lekki ból głowy i zamęt po tym pozostaje i po raz kolejny Chris Impellitteri pokazuje się jako genialny gitarzysta i przeciętny twórca.
Oj Chris, Chris...

Ocena 6/10

new 17.10.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości