SpellBlast - Of Gold and Guns
#1
SpellBlast - Of Gold and Guns (2018)

[Obrazek: 699780.jpg?5231]


tracklista:
1.Tex Willer 04:47
2.Wyatt Earp 03:50
3.Billy the Kid 04:38
4.Jesse James 04:36
5.Sitting Bull 04:03
6.William Lewis Manly 05:06
7.Crazy Horse 05:30
8.Goblins in Deadwood 04:50
9.William Barret Travis 04:07
10.Wanted Dead or Alive (Bon Jovi cover) 04:53

rok wydania: 2018
gatunek : melodic power metal
kraj : Włochy

skład zespołu:
Dest Ring - śpiew
Luca Arzuffi  - gitara
Xavier Rota - gitara basowa
Manuel Togni - perkusja

Co wspólnego ze sobą mają filmy "spaghetti western" i niemiecki zespół DESPERADOZ?
W sumie dają SPELLBAST, barwny nieco kiczowaty zespół z Bergamo, który po kilku latach ciszy powraca z nowym albumem w konwencji melodic power/western metal. Skład jest mocno zmieniony, bo nowym wokalistą jest teraz Dest Ring znany z HEAVENFALL, nowy perkusista to Manuel Togni z ALEPH, a Xavier Rota odszedł po nagraniu tego nowego LP i na koncertach utwory z tej płyty zagra już ktoś inny.
Grupa wydała "Of Gold and Guns" nakładem własnym, także w wersji digital i został on zaprezentowany publiczności w marcu 2018.

Western metal w czystej postaci grywany bywa rzadko, najwięcej zapewne do powiedzenia w tej kwestii miał oczywiście wymieniony wcześniej DESPERADOZ. Włosi podjęli się trudnego zadania, zważywszy, że ich płyty często rozpatrywane były w kategorii ciekawostki folklorystycznej, którą kiedyś określiłem jako "wieś potiomkinowska".
Historii prawdziwej jest tu dużo, bo z tekstów można się co nieco dowiedzieć o słynnych rewolwerowcach, a każdy kawałek jest o innym.Kompozycyjnie to z tym wszystkim jest różnie. Przede wszystkim tak naprawdę to tu nuty westernowej jest mało.
W słabym ogólnie Tex Willer nie ma wcale, w Wyatt Earp od biedy ten motyw  symfoniczny można by za taki uznać, choć pasowałby zapewne także i do pieśni o hoplitach. Ogólnie to jest jednak fajny kawałek.
W Billy the Kid czeka się na westernowy refren, ale takiego nie ma i ostatecznie pozostaje się delektować dobrymi mocno akcentowanymi zwrotkami, oczywiście bez southern metalu.
W Jesse James fajnie galopuje koń na początku, ale i tu dalej mamy klasyczny melodic power z chwytliwym refrenem z "łoooo" i to nośne owszem jest, proste, ale nośne jak cholera. I solo gitarowe takie bezpretensjonalne.
W Sitting Bull indiańskie zawodzenie, bębenki, trochę zawstydzających spellbastowych klawiszy i mocna zachęta do podrygiwania pod ścianą na dyskotece w remizie. William Lewis Manly taki nieco epicki, z symfonizacjami daleko bardzo w tle i raczej toporną melodią, wskazującą na atak konno rycerzy na smoka, a nie na strzelanie ze strzelby w pełnym biegu na pustyni Nevada. Jest tu jednak pewien dramatyzm chwytający za serce i ładna partia łagodna, w stylistyce "wsi potiomkinowskiej" właśnie.
Crazy Horse rozkręca się długo w słuchowiskowy sposób (są konie!) tyle, że ostatecznie dostajemy modern horror metal, niezbyt straszny. Dla odprężenia zespół serwuje coś o goblinach. Goblins in Deadwood. To co zrobili w tym kawałku jest przezabawne i to w najlepszym tego słowa znaczeniu. Wodewilowy  song przy pianinie przeplatany power metalowymi łagodnymi galopadkami i oczywiście to nie jest na poważnie. Wyborny żart, w solidnej muzycznej oprawie.
William Barret Travis jest pod względem muzycznym najlepszy. Kapitalny power/thrashowy feeling wsparty symfoniką z elementami progresywnymi i to jest po prostu kawał dobrego power metalu. Kowbojskich rytmów tu także brak.
Oczywiście trudno by na takiej płycie o Dzikim Zachodzie zabrakło Wanted Dead or Alive  BON JOVI. Jest i w ten sposób album jest kompletny.

Dest Ring to dobry, niesforny wokalista i w tym zakresie trochę pogryzł tę kolorową posypaną cekinami pocztówkę  z zamkiem i różami, którą SPELLBLAST wręczał wcześniej swoim słuchaczom. Lider Luca Arzuffi  wirtuozem nie jest, ale gra jak lider, sekcja rytmiczna solidna.
Jak na self release to produkcja jest wyborna, wszystko doskonale słychać i nawet można odnieść wrażenie istnienia planów dalszych, których realnie prawie nie ma.
Czego jeszcze nie ma? Western metalu i southern metalu. A gdzie on jest?
W DESPERADOZ.

ocena 7,2/10

new 8.11.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości