Death Dealer
#1
Death Dealer - War Master (2013)

[Obrazek: 378925.jpg?4942]

tracklista: (wersja Rubicon - japońska)
1.Death Dealer 05:22
2.Never to Kneel 04:37
3.War Master 05:08
4.Children of Flames 05:13
5.Curse of the Heretic 05:19
6.Hammer Down 04:52
7.The Devils Mile 06:29
8.Liberty or Death 04:42
9.Heads Spikes Walls 04:02
10.Wraiths on the Wind 04:40
11.Face the Executioner 04:47
12.Triumph and Victory 05:09

rok wydania : 2013
gatunek: power metal
kraj : USA

skład zespołu:
Sean Peck  - śpiew
Stu Marshall - gitara
Ross The Boss - gitara
Mike Davis - gitara basowa
Kenny Earl "Rhino"Edwards -perkusja

w roku powstaje super grupa supergrup, pod niezbyt oryginalną nazwą DEATH DEALER . Skład jest jednak doprawdy imponujący. Ross The Boss i Rhino z MANOWAR, Sean Peck z CAGE, Mike Davis (LIZZY BORDEN, HALFORD) i australijski heros gitary Stu Marshall (DUNGEON, EMPIRES OF EDEN).

Niestety, tym razem z dużej chmury mały deszcz. Nic z MANOWAR, nic z DUNGEON tylko Sean Robert Livingston Peck wydziera się jeszcze bardziej niż Sean "The Hell Destroyer" Peck w CAGE. Zdecydowanie amerykański power metal z obszarów rycersko-heroicznych, tyle, że to wszystko pod względem kompozycyjnym mocno kuleje i momentami wchodzi na tereny garażowe. Łupanina okraszona wrzaskami Pecka to już na początku Death Dealer, wkrótce potem War Master, Curse of the Heretic, dalej Liberty or Death oraz Heads Spikes Walls . No nie ma żadnej konkretnej melodii, tylko ryczące gitary i Peck niestety. Power metal dla power metalu. Można odnieść wrażenie, że tu każdy stara się być najważniejszy, ale realnie najważniejszy jest Peck i Marshall i Rhino. Peck, ponieważ on potrafić przekrzyczeć nawet startujący odrzutowiec, Marshall bo Ross The Boss chyba gdzieś poszedł i nie wrócił, a Rhino bo jego instrument w procesie produkcji został ustawiony najlepiej. Album był miksowany i poddany masteringowi w Sydney i wyszło z tego niewiele dobrego. Ustawienie gitar jest fatalne, rozmyte i suche. Bas, sam w sobie zrobiony wybornie, co słychać gdy wychodzi na plan pierwszy, w połączeniu z gitarami potęguje metalowa papkę i tylko Rhino jest klarowny i doskonale słyszalny na jakby oddzielnym planie.
Nieco odpoczynku od tego wszystkiego jest w wolnej, ale mocnej metalowej balladzie Children of Flames gdzie Pecka da się słuchać, lecz całościowo to dosyć usypiający numer, poza solem Rossa The Bossa jak sądzę.
Jest tu także toporny heavy power Hammer Down w stylu teutońskim i faktycznie, jakby się młotkiem w głowę dostało.
Peck przechodzi samego siebie, a chórki są równie paskudne. Bez pomysłu na dobry heavy/power jest także monotonny Wraiths on the Wind. Dobry, a może nawet bardzo dobry jest autentycznie dynamiczny i poukładany The Devils Mile stanowiący mix najbardziej udanych i wyrazistych numerów Marshalla z EMPIRES OF EDEN i motoryki CAGE i tu Peck zaśpiewał faktycznie najlepiej i dewastuje.
W wersji japońskiej nie oszczędzono fanom z Kraju Kwitnącej Wiśni zderzenia z marnym pancernym Face the Executioner, ale jest też najbardziej rasowy rycerski numer z tego wszystkiego - Triumph and Victory. To akurat udany stop amerykańskiego i australijskiego heroicznego power metalu, z dwoma bardzo dobrymi solami Marshalla i Rossa The Bossa i przekonującym, sensownym wokalem Pecka.
Jeśli można tu kogoś wyróżnić, to tylko Rhino. Jak zwykle partie perkusyjne dewastujące, ale sama perkusja power metalu nie czyni. Gitarzyści bez pomysłu, sola bezsensowne, głównie Marshalla, co nieco dziwi. Peck zrobił swoje, a nawet więcej i dlatego to wszystko tak męczy.
Tym razem suma wykwintnych składników dała potrawę niemal niestrawną. Owszem, power metal amerykański to nie HELLOWEEN, ale odrobina strawnych melodii jeszcze nikomu nie zaszkodziła, tym bardziej, że tu grają (teoretycznie) power metal rycerski.
Ogólnie - dla fanów CAGE i Pecka, na pewno zaś nie dla fanów MANOWAR i EMPIRES OF EDEN. I ogólnie słabo...

ocena 4,5/10

new 23.12.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Death Dealer - Hallowed Ground (2015)

[Obrazek: 530291.jpg?4228]

tracklista:
1.Gunslinger 05:49
2.Break the Silence 03:32
3.Plan of Attack 04:21
4.Séance 03:44
5.Llega el diablo 01:01
6.Way of the Gun 05:25
7.K.I.L.L. 03:35
8.I Am the Revolution 04:53
9.Total Devastation 05:32
10.The Anthem 04:13
11.Face the Executioner 04:47
12.Triumph and Victory 05:09

rok wydania : 2015
gatunek: heavy/power metal
kraj: USA

skład zespołu:
Sean Peck  - śpiew
Stu Marshall - gitara
Ross The Boss - gitara
Mike Davis - gitara basowa

Steve Bolognese -perkusja


Metamorfozy się zdarzają. Tym razem można mówić o pozytywnej metamorfozie DEATH DEALER.
Druga płyta tego zespołu pojawiła się w październiku 2015 roku i została nagrana już z "Rhino", którego zastąpił Steve Bolognese.

Tak, metamorfoza. Z jednego zasadniczego powodu. Ta ekipa zaczęła grać zespołowo uporządkowaną muzykę USPM, czy może szerzej heavy/power metal z wreszcie wyrazistymi melodiami i tu już nie chodzi o bardzo gustowne wstępy o charakterze symfonicznym, tylko po prostu jest tu bardzo dużo udanych, w drapieżny i potężny sposób podanych melodii. Znakomity, mięsisty USPM został zagrany już na samym początku w dewastującym Gunslinger i wkrótce potem w ciekawie urozmaiconym Plan of Attack. Bardzo dobrze prezentuje się również I Am the Revolution z rozpoznawalnym refrenem. Spośród takich numerów Total Devastation to rzeczywiście totalna dewastacja, ostry a przy tym jakże melodyjny i potoczysty utwór zagrany z żelazną konsekwencją  i bezwzględnością. Mnóstwo dramatyzmu w solo gitarowym! Oczywiście jest u także pewna ilość takiego grania, które się niczym nie wyróżnia z heavy/power metalowej masy (Break the Silence, K.I.L.L., Corruption of Blood) i w zasadzie równie dobrze te numery mógłby zaprezentować na jakiejś swojej płycie CAGE.
Jako wieloletniego shiplovera i badacza działań w wojnach morskich zainteresował mnie szczególnie U-666. Utwór jest mocny, ponury i akcentowany elementami thrashowymi oraz 'pingowaniem' azdyku na początku, ogólnie robi znakomite wrażenie posępnie opowiedzianej historii. W warstwie dokumentalnej zawiera jednak sporą nieścisłość, ponieważ U-666 został zatopiony nie przez amerykański niszczyciel eskortowy "Eldridge", a przez samolot z brytyjskiego lotniskowca eskortowego "Fencer", bombami głębinowymi , na zachód od Irlandii, przy czym zginęła cała 51- osobowa załoga. Ogólnie historia wojenna U-666 zapisała się kilkoma bardzo dramatycznymi wydarzeniami, ale to już oczywiście wykracza poza ramy tej recenzji.

Dosyć kontrowersyjne są próby łączenia potężnego epickiego true refrenu w Séance z elementami melodic death i power/thrashu, ale taki prosty rytmiczny heavy metalowy classic The Anthem, przypominający nagrania MAJESTY i ROSS THE BOSS jest bardzo dobry. Bardzo ciekawie zabrzmiał także osadzony mocno w rycerskim USPM lat 80tych Skull and Crossbones. Nadal więcej tu z USPM niż epic true heavy, ale w tej kategorii bardziej heroicznego grania czuć gitarową i kompozycyjną robotę Rossa The Bossa w Way of the Gun. Co za moc w gitarach i solo Rossa The Bosa i te wbijające w ziemię bębny Bolognese!

Trzeba powiedzieć, że Bolognese zagrał na tej płycie fantastycznie, bez kompleksów, z atomowym powerem i wcale nie trzeba żałować, że nie ma tu "Rhino" Edwardsa. Poza perkusistą trzeba wyróżnić wszystkich ze składu. Kreatywna gra gitarzystów i basisty (liczne udane pochody na planie drugim), kilka wybornych solówek tak Rossa The Bossa w jego manowarowym stylu, jak i Marshalla szczególnie tych szybszych. No i wreszcie Sean Peck. Nie należy on do moich ulubionych wokalistów, ale tu spisał się fenomenalnie. Jest czytelny, nie narzuca się z wrzaskami i piskami, śpiewa z ogromną mocą i wyczuciem, jest w każdym momencie tam gdzie być powinien i, co godne szacunku, panuje niepodzielnie nad ciężkimi i ostrymi gitarami. Jest to najlepszy jego występ jaki słyszałem, a słyszałem wszystkie. Doprawdy jestem tu pod wrażeniem jego wokalnego kunsztu. W takiej formie jest bez wątpienia Numerem 1 w USA.
Jeśli chodzi o produkcję. Jak powinna brzmieć nowocześnie zrealizowana płyta z USPM - heavy/power? Właśnie tak, jak "Hallowed Ground". Po prostu fenomenalna produkcja, wzorcowa i być może najbardziej udana robota Stu Marshalla pod tym względem.

A wracając do problemu metamorfozy. Oby jak najwięcej takich właśnie metalowych przemian. Pozostaję mieć nadzieję, że ta ekipa jeszcze coś razem nagra, i że będzie to co najmniej tak dobre jak "Hallowed Ground".


ocena 8,8/10

new 27.06.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości