Syth
#1
Syth - Road to Infinity (2019)

[Obrazek: 752378.jpg?5434]

tracklista:
1.End of the Road 01:10
2.Road to Infinity 05:32
3.Defiance 04:18
4.My Bitterness 05:11
5.Where Valkyries Cry 09:46
6.All Is Not Lost 05:41
7.Highland Sting 04:48
8.The Liar's Eyes 04:08
9.Seas of Madness 03:54
10.Demons of the Kirk (Tam O' Shanter's Tale) 12:43

rok wydania : 2019
gatunek : heavy/power metal
kraj : Wielka Brytania

skład zespołu:
David Bisset - śpiew
Barry Fitzsimmons - gitara
Niall Russell - gitara, śpiew
Alan Stares - gitara basowa
Mark Connelly - perkusja

SYTH z Glasgow grał zawsze bardzo dobrze,a mimo to nie miał zupełnie szczęścia, które czasem potrzebne jest, by zaistnieć. Kilkakrotnie rozwiązywany przez zniechęconych muzyków reaktywowany został w roku 2015 w składzie z 2010 i początkowo obowiązki wokalisty pełnił jak przez te wszystkie lata od 2001 Niall Russell. Jednak w roku 2016 zwolnił on miejsce frontmana na rzecz Davida Bisseta, który jednocześnie występuje w innym power metalowym zespole z Glasgow - w FARSEER. Ten akurat zespół do dobrych trudno zaliczyć, a talent wokalny Bisseta jest tam po prostu marnowany, więc ten ruch należy uznać za bardzo dobry. W rozszerzonym składzie grupa wzięła się do pracy i w grudniu 2018 zaprezentowała na swoim profilu Bandcamp wersję digital nowej płyty, która wydana została na CD w styczniu bieżącego roku, ponownie nakładem własnym.

Także tym razem SYTH nie zawiódł. Grupa wykorzystała formułę stylistyczną z poprzedniego LP i zagrała melodyjny heroiczny heavy/power metal oparty o metalową tradycję brytyjską.
Wspaniałe otwarcie w postaci dynamicznego Road to Infinity to esencja wyspiarskiego grania z echami NWOBHM , kapitalny refren i ogólna ekspozycja tego, co można usłyszeć dalej. A można usłyszeć epicki, szybki Defiance z potężnymi natarciami gitarowymi, a także nieco wolniejszy My Bitterness ozdobiony dumnym, pełnym emocjonalnego kolorytu refrenem.
SYTH jest zawsze znakomity w długich rozbudowanych kompozycjach epickich. Tym razem centralnym punktem albumu jest prawie dziesięciominutowy Where Valkyries Cry. Jakie to brytyjskie w pierwszej części w budowaniu klimatu łagodnego a zarazem jaki piękny wstęp do tej epickiej części, monumentalnej, surowej i melodyjnej w stylu greckim. Fantastyczny song wykuty z wzniosłego śpiewu i dostojnego riffowania. Jest oczywiście także typowe dla SYTH przyspieszenie i jest kapitalne w speedowej manierze. Ta grupa ma niesamowite wyczucie szybkich temp i tym razem ten fragment jest dewastujący.
W All Is Not Lost zdecydowane heavy/power wyeksponowanie najlepszych pomysłów NWOBHM i znów, po raz kolejny kapitalny wybuchowy refren. Gustowny oniryczny fragment instrumentalny i część łagodna jeszcze bardziej podkreśla urodę tej kompozycji i jej korzenie sięgające lat 80 tych. W instrumentalny Highland Sting trochę nawiązują do swojego szkockiego pochodzenia, trochę też korzystają z doświadczeń IRON MAIDEN, a w dynamicznym The Liar's Eyes można usłyszeć znakomite wielokanałowe wokale Bisseta i Russella, przypominające te z VICIOUS RUMORS,  a także na wstępie wspaniały atak perkusji, zaś w dalszej części basowe natarcie Staresa. Zachwyca melodyjna agresja speedowa w Seas of Madness. Trzeba przyznać, że ten utwór ma swój bardzo specyficzny klimat z bardzo mocno zaznaczonym wątkiem epickim w stylu "ancient".
SYTH powtórzył zabieg z poprzedniej płyty i także tym razem na końcu płyty znalazł się epicki kolos Demons of the Kirk (Tam O' Shanter's Tale), równie złożony jak poprzednio The Siege (The Battle of Badajoz - 1812) na "The Reckoning".
Ponury symfoniczny początek, szybkie nerwowe partie power/thrashowe, klimatyczne zwolnienia do temp doomowych i inteligentnie podana całość historii.

Siłą SYTH są wyborne rasowe metalowe melodie, wykonane przez zgrany duet pełnych energii gitarzystów wspieranych przez aktywną i kompetentną sekcję rytmiczną. David Bisset zaśpiewał wszystko znakomicie, chwilami patetycznie, chwilami pompatycznie, ale zawsze w odpowiedni sposób. Należy także pochwalić sposób wspierania go w chórkach i wokalach pobocznych przez dotychczasowego wokalistę Nialla Russella.
Bardzo dobra jest produkcja tej płyty, dosyć surowa w gitarach, z wyeksponowaniem wokalisty i umiarkowanie głośną perkusją. Środki były skromne, ale nie przeszkodziło to nagrać płyty na wysokim technicznym poziomie, i co więcej brzmieniowo bardzo pasującej do stylu muzyki.
SYTH to jeden z najbardziej niedocenianych i niesłusznie ignorowanych zespołów niezależnych zespołów brytyjskich.
Chyba najwyższa pora to zmienić. Ten zespół zasługuje na promocję jak żaden inny.

Ocena 9,9/10

new 30.01.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości