Jupiter
#1
Jupiter - Zeus ~Legend Never Die~ (2019)

[Obrazek: 765814.jpg?5618]

tracklista:
1.New World Order 01:07
2.Theory of Evolution 05:07
3.Beyond the Horizon 04:56
4.Drastic Night 04:08
5.Show Must Go On 03:50
6.Straight into the Fire 03:46
7.Angel's Wings 05:10
8.No Cry No More 04:43
9.Tempest 04:01
10.The Spirit Within Me 04:49
11.Tears of the Sun 04:31
12.Memories of You 05:26
13.Zeus:Ⅰ. Legend Never Die / Ⅱ. Conversations with God 11:51

rok wydania : 2019
gatunek: melodic power metal/ neoclassical symphonic/ extreme modern metal
Kraj : Japonia

skład zespołu:
Atsushi Kuze - śpiew
Teru - gitara
Kawamura Masaya (Hizaki) - gitara, gitara basowa, programowanie
Daisuke - perkusja

Można dyskutować, czy przekształcenie VERSAILLES w JUPITER w roku 2013 było dobrym pomysłem. Wmawianie na siłę, ze pierwsze wcielenie JUPITER było krokiem naprzód w stosunku do muzyki VERSAILLES to trochę takie zaklinanie rzeczywistości, bo  z Zinem jako wokalistą ta grupa stała się w znacznej mierze klasycznym przykładem JRocka z turbodoładowaniem tu i ówdzie i bardziej trywialną formą sceniczną Visual Key niż poprzednio.
Tymczasem Zina już od od 2018 nie ma, jest także nowy perkusista i zespół prezentuje teraz nieco inny styl na nowej, trzeciej płycie wydanej 3 kwietnia 2019 . Przyjście jako wokalisty Atsushi Kuze z CONCERTO MOON wymusiło na Teru i Hizaki pewne dostosowanie wszystkiego do warunków wokalnych Kuze, ponadto prawa japońskiego rynku muzycznego są nieubłagane...
Ogromna liczba płyt z gatunku power JRocka w tym kraju rozwadnia zainteresowanie tym, co naprawdę warte uwagi i JUPITER z Kuze kieruje się ku muzyce bardziej wysublimowanej, a mniej mainstreamowej, o ile można powiedzieć, że GALNERYUS nie jest obecnie reprezentantem mainstreamu. JUPITER nagrał album w stylu tego, co ikona japońskiego (i światowego) power metalu nagrywa z Masatoshi Ono od prawie dekady i przemieścił na płaszczyznę oceny ich muzyki właśnie z tej perspektywy.

Przy całym szacunku dla Ono, Kuze jest wokalistą lepszym, co udowodnił w CONCERTO MOON, no ale jak wiadomo nie da się prześcignąć kosmicznych czarodziei - instrumentalistów z GALNERYUS. Dlatego, mimo niewątpliwego kunsztu Teru, JUPITER zawsze  w tej kategorii z GALNERYUS przegra.
Wysokiej klasy melodyjnego power metalu z elementami neoklasycznymi i symfonicznymi jednak na tym albumie nie brakuje. Do najciekawszych kompozycji w tej grupie należą szybkie, płynne i bogato ozdobione Theory of Evolution, Straight into the Fire (wyborna rytmika!). W aspekcie symfonicznym można było może zrobić nieco więcej, ale potoczysty przebojowy No Cry No More z żeńskimi chórami prezentuje się bardzo okazale. No, i te fragmenty wskazujące na inspiracje ADAGIO!
Znakomity jest dynamiczny, nowocześnie zagrany Drastic Night z amerykańskimi akcentami i sporymi nawiązaniami do późnego ANTHEM. Świetna melodia, świetny plan klawiszowy i świetny Teru!
W jakiś sposób grupa nawiązuje do VERSAILLES w wybornym, nerwowym, modern melodic metalowym Show Must Go On i tak, z kapitalnymi samplerami i growlami dawno w Japonii nikt nie grał. Szkoda, że nie zdecydowali się przygotować całej płyty  w podobnym stylu, bo i Tempest jest wyśmienity. Jest tu także extreme melodic metalowy Angel's Wings w stylu CHIDREN OF BODOM, w takim starym stylu Finów, bo wstawek neoklasycznych (gitarowe sola) to nie brak.
JRockowego słodkiego songu przy pianinie nie mogło zabraknąć i gdy się zaczyna The Spirit Within Me ciśnie się na usta - "znowu to samo", tymczasem to tylko wstęp,  a potem JUPITER gra tu porywający melodic power metal w najlepszej tradycji GALNERYUS. No, lekkie zaskoczenie... Co za modern moc gitar! No, a potem kolejny hit z tych obszarów  - Tears of the Sun rozkwitający w klasycznym uroczystym, japońskim słonecznym refrenie. Memories of You to dostojny song, poruszający i pełen patosu i tylko oceniając go bardzo powierzchownie można zaliczyć to do radiowego JRocka.
Album wieńczy realna próba zmierzenia się z GALNERYUS w rozbudowanej formie w Zeus, złożonym z dwóch części.
Troche zbyt ograna ograna melodia, trochę jednak zbyt mało dali z siebie instrumentaliści w partiach solowych, klawisze raczej przewidywalne... Po prostu bardzo dobrze i nic ponad poziomy nie polatuje.

Kuze to Kuze. Dyskusji nie ma. Jest to czołowy japoński wokalista metalowy obecnie. Hizaki i Teru jak zwykle w wysokiej formie, czego by nie grali, natomiast trzeba przyznać, że w zasadzie początkujący perkusista Daisuke zagrał w tym doborowym towarzystwie bez kompleksów, zagrał energicznie, kreatywnie i bezbłędnie.
Brzmieniowo mamy do czynienia z nieco gorszą wersją ostatnich płyt GALNERYUS, ale tylko nieco. Głębsza perkusja by nie zaszkodziła...
Zeus dopomógł i JUPITER nagrał rasowy, zróżnicowany i bogaty formalnie album, twardo lokujący ten zespół w czołówce melodyjnego japońskiego metalu.

ocena 8,9/10

new 16.04.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości