Tarja
#1
Tarja – In The Raw (2019)
[Obrazek: 775331.jpg?2034]
Tracklista:
1. Dead Promises 05:52               
2. Goodbye Stranger 05:12          
3. Tears in Rain 04:28      
4. Railroads 04:01             
5. You and I 04:08             
6. The Golden Chamber: Awaken / Loputon yö / Alchemy 07:06             
7. Spirits of the Sea 06:56
8. Silent Masquerade 07:32
9. Serene 04:42
10. Shadow Play 07:23
 
Rok: 2019
Gatunek: Symphonic Metal/Rock
Kraj: Finlandia
 
Skład:
Tarja - śpiew, pianino
Alex Scholpp - gitara (1-4, 7, 9), programowanie perkusji (1, 2), bass (1, 3, 7, 9)
Kevin Chown - bas (2, 10)
Christian Kretschmar - instrumenty klawiszowe (1, 8)
 
Minęło trochę czasu od ostatniej solowej płyty Tarji i zależy to też od tego, czy ktoś liczy marną płytę z kolędami jako coś wartego uwagi, czy w ogóle uznaje to za granie metalowe.
Skład na tym albumie wygląda dość przerażająco i nie napawa optymizmem widok pięciu czy sześciu osób, które są odpowiedzialne za programowanie automatu perkusyjnego. Fakt, w składzie niby jest prawdziwy perkusista, ale trudno stwierdzić, czy on faktycznie zagrał, bo talerze i bębny często brzmią jak automat, a nie jest to materiał napakowany jak debiut Cellador, że niepotrzebnie ingerowało się w grę perkusisty wspomagając go automatem, czy może po prostu jest to kwestia wypolerowanego brzmienia.
 
Podobnie jak poprzednio, nie mamy tu do czynienia z niczym odkrywczym, ale jest to dobrze rozplanowane i otwierający Dead Promises to dobrze wyliczony hit. Lekka, świetna melodia, wtrącenia symfoniczne, fajny duet z Bjornem Stridem (Soilwork), a sama kompozycja to coś z Nightwish i After Forever. W równie udanym Goodbye Stranger nie bez powodu słychać coś z Lacuna Coil, biorąc pod uwagę, że gościnnie zaśpiewała Cristina Scabbia.
Tears In Rain to coś z Tristania i Sirenia i to znów dobra, fajnie sunąca i prosta kompozycja, a naiwność i prostota Railroads rozbraja i bardzo przebojowo jest to zagrane. You and I to przyjemna dla ucha ballada, mimo że jest to kolejne granie przy pianinie i samplach.
The Golden Chamber to już niestety siedem minut pokazu bezsilności kompozycyjnej – jest tutaj parę melodii ciekawych, ale to bardziej przydługi i rozmyty utwór instrumentalny bez jakiejś głębszej treści. Po tym idzie w rejony dark metalu w Spirits of the Sea, a Silent Masquerade udzielił się gościnnie Tommy Karevik z Kamelot i wyszedł z tego całkiem niezły duet, tylko jęki inspirowane Midsommar w środkowej części mogli sobie darować, była to chyba najmarniejsza część filmu i jest to też marne tutaj. Serene to znów coś jakby z dark, coś z industrial, coś z Within Temptation, ale ta mieszanka nie porywa.
Shadow Play to dobre zakończenie, proste, z dobrymi wstawkami symfonicznymi, jednak za proste jak na siedem minut grania i przydałoby się tutaj coś więcej, albo skrócenie kompozycji o dwie minuty.
 
Brzmienie jest dość przeciętne, basisty mogło tu nie być, a z perkusją jest różnie, czasami brzmi dobrze, innym razem brzmi fatalnie i talerze trzeszczą. Solowy projekt, to i Tarja wysunięta na przód. Mogło być gorzej, ale i mogło być znacznie lepiej.
Kompozycyjnie jest nierówno, pierwsze 5 utworów jest dość solidnych, potem bywa już bardzo różne i przebłyskiem jest Silent Masquerade.
Zabrakło tu czegoś, jakiegoś blasku, po prostu brzmi to jak produkt dla mas, który ma się podobać, ale nic ponad to.
Można uznać, że jeśli to był cel, to został osiągnięty.
 
Ocena: 7.4/10

SteelHammer
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości